3. Gossip Girl

Justin

                - Nienawidzę metra - jęknął Jaxon, krzyżując rączki na piersi i marszcząc brwi.
                Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.
                - Wiem, ale niedługo będziemy w domu.
                - Nie kłam. Mama mówi, że metro nie jest bezpieczne - poczułem się głupio, zbesztany przez młodszego brata.
                - Słuchaj Jaxon, to potrwa tylko dwadzieścia minut - westchnąłem, kładąc jego torbę między swoimi nogami.
                - Gdybyś był miły dla Brooke, to odwiozła by nas do domu - posłał mi mordercze spojrzenie, lecz wciąż wyglądał słodko. No co? Mam słabość do mojego rodzeństwa.
                - To jest skomplikowane - westchnąłem ponownie, przeczesując dłonią włosy.
                - Nie, nie jest.
                - Tak, jest. Jesteś mały, nie rozumiesz tego. Brooke nie może jeździć do naszej dzielnicy. To nie jest bezpieczne dla Niej... I jej samochodu.
                - Ale wczoraj nic się nie stało! - Wyrzucił rączki w powietrze.
                - Na szczęście - to nie tak, że przejmowałem się tą laską, ale nie chodzę dookoła, życząc ludziom cierpienia. Kto wie co mogłoby się stać dziewczynie takiej, jak ona w dzielnicy takiej, jak moja? Założę się, że ona mieszka na Upper-East Side, czy coś w tym stylu.
                - Czemu jej nie lubisz? Jest ładna - uśmiechnął się, wypowiadając te słowa. Chyba jest podobny do mnie bardziej, niż myślałem.
                - Jest w porządku - wzruszyłem niedbale ramionami, patrząc na rozmywające się ściany na zewnątrz pędzącego metra. W sumie to lubiłem każdą z fajnymi cyckami i dupą.
                Kątem oka dostrzegłem, że Jaxon chichocze.
                - Co? - Uśmiechnąłem się przelotnie.
                - Nic - wzruszył ramionami, spoglądając swoimi małymi brązowymi oczkami w moje.
                - Przestań tak na mnie patrzeć, dzieciaku - ostrzegłem go żartobliwie.
                Zaśmiał się, a ja zrobiłem to samo, przez co ludzie dookoła posyłali nam dziwne spojrzenia. Podróżując nowojorskim metrem jesteś przyzwyczajony do wszystkiego. I mówiąc wszystko naprawdę mam to na myśli.
                - Chodź, Jaxo - użyłem dla niego ksywki. - Jesteśmy na miejscu.
                Zeskoczył z siedzenia i złapał moją rękę. Nasz dom był kilka bloków od stacji metra, więc poszliśmy pieszo, ciesząc się ciepłą wrześniową pogodą podczas, gdy Jaxon opowiadał mi o treningu i o tym, jak strzelił gola.
                - Yo, Bieber! - Usłyszałem głos dobiegający z parku, w pobliżu naszego bloku. Parku, w którym ja i moi przyjaciele spędzaliśmy czas.
                - Co tam? Pozwól, że odprowadzę Jaxona do domu i zaraz będę - wszyscy skinęli głowami w moim kierunku, kiedy szedłem w stronę drzwi.
                Wyciągnąłem z kieszeni pęk kluczy i otworzyłem drzwi, przewieszając torbę Jaxona przez ramię. Weszliśmy po schodach, jak zawsze - bo nie mamy windy - i zostawiłem Jaxona w domu z moją siostrą Jazmyn. Pewnie pomyślicie, że wchodzenie po schodach na szóste piętro jest męczące, ale można się do tego przyzwyczaić.
                - Jazmyn! Wychodzę. Jaxon tu jest, dopilnuj by zrobił zadanie domowe - krzyknąłem przez korytarz, zostawiając torbę Jaxona i mając nadzieję, że Jazmyn mnie usłyszy.
                Ale nie miałem takiego szczęścia. Warcząc, udałem się do jej pokoju i wszedłem bez pukania. Jazmyn leżała na łóżku, ze słuchawkami w uszach, a muzyka dudniła tak głośno, że powinna już być głucha. Podszedłem bliżej i odłączyłem słuchawki od jej iPoda, przez co jęknęła.
                - Co jest kurwa? - Krzyknęła, patrząc na mnie ze złością. - Czy ty kiedykolwiek nauczysz się pukać?
                - Po co miałbym to robić? Przecież i tak byś nie usłyszała - wziąłem głęboki oddech, by się uspokoić.
                - Nieważne, Bieber - tak, miała ten dziwny zwyczaj mówienia do mnie po nazwisku, mimo, że było również jej. - Czego chcesz tym razem?
                - Jaxon jest w domu, dopilnuj, by odrobił lekcje i opiekuj się nim, dobrze? - Odpowiedziałem, wskazując na nią ostrzegawczo palcem.
                - Czy nie to zawsze robię? - Zaśmiała się sarkastycznie.
                - Nie wymądrzaj się i uważaj na słowa. Wciąż jestem twoim starszym bratem - syknąłem, odnosząc się do jej wcześniejszego przeklinania i postawy. Mam świadomość, że przechodzi teraz okres młodzieńczego buntu, ale to nie daje jej prawa, by zwracać się do mnie w taki sposób.
                - No właśnie. Moim starszym bratem, nie ojcem - wstała, wypychając mnie ze swojego pokoju, zanim mógłbym dostrzec jej zaszklone oczy. Kurwa. Doprowadziłem ją do płaczu. Pociągnąłem za włosy, sfrustrowany i kopnąłem ścianę w korytarzu. Potrzebuję czegoś, co mnie uspokoi i dokładnie wiedziałem, gdzie to dostanę.
                Zbiegłem po schodach tak szybko, jak tylko mogłem i dotarłem do parku, gdzie wciąż byli moi kumple.
                - Stary, wszystko w porządku? - Zapytał Tyson, gdy się witaliśmy.
                - Tak, masz jointa?
                - Zostawiłem jednego dla ciebie - wyciągnął cienką rurkę z kieszeni spodni, podając mi i odpalił ją swoją już-prawie-pustą czerwoną zapalniczką.
                Wziąłem głębokiego bucha i od razu poczułem się zrelaksowany dzięki magicznej mocy marihuany.


Brooklyn

                Stałam przed lustrem, próbując wybrać ciuchy na dzisiaj. To musiało być coś słodkiego, jednocześnie coś normalnego, żeby nie wyglądało na to, że próbuję zaimponować Nate'owi, co i tak było moim celem.
                - Blake! Chodź tutaj! - Zawołałam z mojego pokoju.
                Niecałą minutę później mój brat stał w drzwiach.
                - Czego potrzebujesz?
                - Uważasz, że to za dużo? - Zapytałam, podnosząc sukienkę w kwiatki i sandałki.
                - Zależy, gdzie chcesz to ubrać - skrzyżował ręce na piersi i oparł się o framugę drzwi.
                - Nate zaprosił mnie po szkole na randkę ale nie chcę, żeby wydawało się, że desperacko chcę mu zaimponować - wyjaśniłam, odkładając sukienkę do szafy.
                - Więc wybierz beżowe rurki, koronkowy top i różową marynarkę.
                - I różowe balerinki - dodałam, uśmiechając się do niego. - Och, Blake co ja bym bez ciebie zrobiła?
                Zaśmiał się i odwrócił by wyjść, ale go zatrzymałam.
                - Dziękuję - powiedziałam szczerze, przytulając go i całując w policzek.
                - Nie ma sprawy - odwzajemnił uśmiech.
                Zanim zapytacie, nie. Mój brat nie jest gejem. On ma po prostu niesamowite wyczucie stylu, więc zawsze go pytam, kiedy nie wiem, co ubrać. Włożyłam na siebie przygotowany strój i uśmiechnęłam się, widząc efekt. Szczęśliwa udałam się do łazienki, by ułożyć włosy i zrobić makijaż.

**

                Miałam właśnie przerwę i relaksowałam się z Kelsey na wielkich marmurowych schodach przed głównym wejściem do szkoły, dłubiąc w moich truskawkowych lodach.
                - Więc nie zamierzasz mi nic powiedzieć? Słyszałam tylko wersję Natashy - odezwała się po kilku minutach ciszy.
                - Co ci powiedziała? - Zapytałam, niepewna czy chcę znać odpowiedź, czy nie.
                - Powiedziała, że pojechałaś na Bronx odwieźć kolegę swojego brata i była tam grupa kolesi, których się przestraszyłaś.
                - Więc powiedziała ci prawdę - powiedziałam, patrząc smutno na puste pudełko po lodach.
                - To szkoda - położyła głowę na skrzyżowanych ramionach, jej jasnobrązowe włosy, zwykle sięgające ramion, teraz je zakrywały.
                - Och, przepraszam, że nie zostałam zgwałcona, okradziona albo zabita - wykrzyknęłam ze śmiechem.
                - Wiesz, że nie o to mi chodzi. Myślałam, że spotkasz tam jakiegoś seksownego ciemnoskórego chłopaka - zachichotała, poruszając brwiami.
                - Jesteś szalona, Kels - pokręciłam głową. Miała słabość do ciemnoskórych przystojniaków, lubiła chyba wszystkich zawodników NBA.
                Na chwilę zapadła między nami cisza, zanim ją przerwałam.
                - Właściwie, to... - Zaczęłam, przykuwając jej uwagę. - Nie powiedziałam Natashy wszystkiego. Obiecujesz, że dotrzymasz tajemnicy?
                - Jasne, możesz mi zaufać, Bels - zachęciła mnie do kontynuowania.
                - Był tam taki seksowny chłopak, ale biały - przygryzłam wargę, by ukryć zażenowanie.
                - Wiedziałam! Kogo obchodzi, czy jest biały, dopóki jest gorący... - Urwała z uśmiechem. Wyglądała tak niewinnie na zewnątrz, ale wiedziałam, że wystarczy tylko iskra, by wzniecić w niej ogień.
                - Ale był cholernie przerażający - wzdrygnęłam się, przypominając sobie pierwszy raz, kiedy ujrzałam Justina.
                - Z tego co słyszałam wszyscy z tej dzielnicy tacy są - powiedziała nonszalancko Kelsey.
                - Tak, ale chodzi o to, że to brat kolegi Tommy'ego - powiedziałam wstając i otrzepując się.
                - Nie gadaj! - Kelsey przyłożyła dłoń do ust. - To masz większe szanse, by spotkać go ponownie - zapiszczała, kiedy weszłyśmy po schodach do szkoły. Jako, że byłyśmy w ostatniej klasie, mogłyśmy opuszczać szkołę podczas przerw.
                - Wiem. Widziałam go wczoraj, kiedy odbierałam Tommy'ego z treningu - założyłam kosmyk włosów za ucho, by wiatr mi go nie rozwiewał.
                - O mój Boże! Chcę go zobaczyć. Następnym razem jadę po Tommy'ego razem z Tobą - uradowana chwyciła kurczowo moje ramię. - Wiesz, jak ma na imię?
                - Justin - ponownie przygryzłam dolną wargę. Jak tak dalej będę robić, to zacznie krwawić.
                - Ładnie. Nie mogę się doczekać, by poznać Justina - była rozpromieniona, kiedy weszłyśmy do szkoły na ostatnią lekcję.
                Zepchnęłam Justina w kąt mojego umysłu i skupiłam się na ważniejszej rzeczy. Jeszcze tylko godzina do mojej randki.

**

                - Dzięki - Uśmiechnęłam się nieśmiało, wysiadając z samochodu Nate'a, podczas gdy on sam przytrzymał dla mnie drzwi. Jaki dżentelmen.
                Uśmiechnął się i chwycił moją dłoń, prowadząc mnie do Starbucks'a.
                - Pomyślałem, że moglibyśmy wypić kawę, a następnie pójść do Central Parku, aby skorzystać z ładnej pogody - zasugerował, zarzucając swoimi blond włosami.
                - Byłoby świetnie.
                Zamówiliśmy nasze kawy, a on zapłacił za nie, przez co czułam się, jak księżniczka. Następnie złapał moją prawą rękę, a ja poczułam mrowienie w brzuchu. Rękawy mojej marynarki były podwinięte przez co ciepły wiatr pieścił moją odsłoniętą skórę. Stopy bolały mnie od chodzenia w szpilkach cały dzień, ale starałam się o tym zapomnieć i cieszyć się chwilą.
                - Więc to prawda, że pojechałaś na Bronx? - Zapytał, zwracając swoje niebieskie oczy ku mnie.
                - Też o tym słyszałeś? Nie pamiętam tylu ludzi mówiących o tym, że Obama został prezydentem. Poważnie, teraz się czuję, jak w Plotkarze - denerwowało mnie, że wszyscy w szkole o tym mówili.
                Zachichotał. Ojej, jak słodko.
                - Przepraszam.
                - Nie przejmuj się. To po prostu działa mi na nerwy. Zabiję Natashę.
                - Właśnie ona mi powiedziała - rzekł, przez co zatrzymałam się i zmarszczyłam brwi.
                - Czekaj. Od kiedy ty i Natasha jesteście przyjaciółmi? - Zapytałam.
                - Nie jesteśmy. Ona czasem do mnie zagaduje - wzruszył ramionami. - Chyba nie zdaje sobie sprawy, że jestem bardziej zainteresowany jedną z jej przyjaciółek - spojrzał mi w oczy, a ja poczułam, że moje wnętrzności się topią.
                Zachichotałam głupio.
                - Tak czy inaczej to prawda.
                Skinął głową.
                - Nie zamierzasz mi powiedzieć, że powinnam być ostrożna, i że mogłam zostać zabita, czy coś? - Spytałam z niedowierzaniem. Wszyscy mi tak mówili.
                - Cóż, żyjesz, więc chyba jest w porządku - zaśmiał się. Mogę dodać, że jego śmiech jest anielski?
                - Dokładnie, dzięki - zaśmiałam się, podchodząc do jeziora, gdzie starsze kobiety karmiły kaczki suchym chlebem.
                - Mogę sobie wyobrazić ciebie robiącą to samo, kiedy będziesz starsza - powiedział Nate.
                - Ej! - Uderzyłam go lekko w ramię.
                - Wiesz Bella, jesteś naprawdę piękna* - Powiedział, zabierając kilka kosmyków z mojej twarzy.
                - To jest najgorszy tekst na podryw - zachichotałam.
                - Założę się, że nie jestem pierwszym, który go używa - odpowiedział.
                To prawda. To był prosty żart, którego używał każdy zainteresowany mną chłopak. Nie żebym umawiała się z wieloma kolesiami, właściwie to miałam tylko jednego chłopaka na poważnie, ale to inna historia.
                - W każdym razie, dziękuję - powiedziałam, patrząc w jego błękitne, jak ocean oczy.
                To musiały być najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Wtedy do mojego umysłu wkradł się obraz orzechowych oczu Justina, lecz szybko się go pozbyłam.
                Resztę popołudnia spędziliśmy na rozmowie. Dowiedziałam się o nim kilku ciekawych rzeczy, jak to że jest jedynakiem, jego rodzice się rozwiedli , a jego tata jest najważniejszym nowojorskim prawnikiem.
                - Dzięki za... - Co, jeśli dla niego to nie była randka? Nie chcę robić sobie nadziei.
                - Randkę? - Podsunął, jakby czytając mi w myślach.
                - Tak. Świetnie się bawiłam - owiedziałam szczerze, szeroko się uśmiechając.                                                                                             
                - Ja też - pochylił się, zmniejszając odległość między nami. W moim brzuchu wybuchły motylki, w oczekiwaniu na pocałunek, a wkrótce potem jego usta były na moich, podczas, gdy jego ręce spoczywały na mojej talii. Był to krótki pocałunek, ale zostawił po sobie mrowienie na ustach.
                - Do zobaczenia jutro w szkole - powiedział, odchodząc do swojego samochodu.
                Skinęłam głową, niezdolna wypowiedzieć żadnego słowa i weszłam do mieszkania z ogromnym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

**

                - Mama i tata kazali ci sprawdzić, czy nie pojadę ponownie na Bronx? - Spytałam Ryana, odpinając pasy.
                - Nie mogę po prostu spędzić trochę czasu z moją siostrą, zanim wrócę do college'u? - Próbował brzmieć przekonująco, ale zdradził go uśmiech.
                - Oboje wiemy, że nie lubisz mojego towarzystwa - nie zrozumcie mnie źle, kocham mojego starszego brata, ale nasze relacje nigdy nie były zbyt dobre, kiedy mieszkał z nami, kłóciliśmy się prawie cały czas.
                Westchnął i przetarł twarz dłońmi.
                - Oni po prostu się o ciebie martwią, okej? I ja również - a to nowość. Zaśmiałam się. - Poza tym, lubię odbierać Tommy'ego.
                - Odebrałeś go tylko wczoraj - parsknęłam.
                - Bo ktoś był na randce. Chcesz, bym powiedział o tym mamie i tatowi? - Spojrzał na mnie, próbując bezskutecznie mnie zastraszyć.
                - Oni już wiedzą i akceptują Nate'a. Tata przyjaźni się z jego ojcem - odparłam, posyłając mu uśmiech. Chwyciłam klamkę i wyszłam z samochodu, mając już dość swojego brata.
                Usiadłam na ławce, na której ostatnio siedział Justin. Nie było go nigdzie w pobliżu, ale jeszcze było wcześnie, więc może się pojawi. Nie żebym chciała go zobaczyć, czy coś. Kilka minut później ławka zaskrzypiała, kiedy ktoś usiadł obok mnie.
                - Czemu wczoraj nie przyszłaś?
                Nie musiałam tam spojrzeć, by wiedzieć, do kogo należał ten głos.
                - A co? Stęskniłeś się? - Uśmiechnęłam się do Justina. Byłam trochę zaskoczona jego bliskością.
                Nie miał dziś czapki, więc jego ciemnoblond włosy były w nieładzie, jakby właśnie uprawiał seks - co nie było wcale nieprawdopodobne. Jego orzechowe tęczówki wpatrywały się w moje, przez co czułam się trochę skrępowana.
                - Nie. Miałem nadzieję, że znów się nie pojawisz, ale widzę, że to była jednorazowa sytuacja - wzruszył ramionami. Musiałam spuścić wzrok, bo nie mogłam wytrzymać intensywności jego spojrzenia.
                - Ha ha.
                - A tak w ogóle, to gdzie byłaś? - Zapytał od niechcenia.
                - A co ci do tego? - Spojrzałam na niego, ale moja głowa nadal spoczywała na na moich dłoniach, a łokcie na kolanach.
                - Ktoś chyba ma okres... - Urwał.
                - Zamknij się - warknęłam zirytowana. Byłam z nim dopiero trzy minuty, a już miałam go dość.
                - Brooke, no. Nie gniewaj się - trącił swoich ramieniem moje, przez co przesunęłam się w prawo i wróciłam do poprzedniej pozycji.
                - Nie mów do mnie Brooke - syknęłam.
                - Dlaczego? - Zapytał rozbawiony. Założę się, że teraz będzie nazywał mnie Brooke cały czas, tylko po to, by mnie wkurzać.
                Na szczęście nie musiałam odpowiadać, bo przybiegły dzieciaki, przerywając naszą "chwilę".
                - Brooklyn! Cieszę się, że przyszłaś, Ryan jest nudny - uśmiechnął się Tommy, przytulając mnie.
                - Przykro mi, Mały ale przyjechałam z nim. Najwyraźniej ludzie nie wierzą mi na tyle, by puścić mnie samą - ostatnią część mruknęłam do siebie, bo Tommy by tego nie zrozumiał. Ale Justin musiał dosłyszeć i zrozumieć, bo zaczął się śmiać.
                Uśmiech Tommy'ego zniknął ale szybko wrócił ponownie, kiedy strzelił palcami, jakby właśnie coś sobie przypomniał.
                - Och, Jaxon i ja mamy nasz pierwszy mecz w sobotę. Przyjdziesz? - Zapytał z nadzieją w oczach.
                - Za żadne skarby nie mogłabym tego przegapić - uśmiechnęłam się, mierzwiąc mu włosy, bo wiedziałam, że uwielbia kiedy to robię.
                - A ty przyjdziesz, Justin? - Zapytał Jaxon, naśladując pełne nadziei spojrzenie Tommy'ego.
                - Jasne, dzieciaku - odpowiedział. - Do zobaczenia na meczu, Brooke - posłał mi uśmiech.
                - Niestety - uśmiechnęłam się ironicznie.
                Justin zaśmiał się i złapał Jaxon'a za rękę, prowadząc go do stacji metra. Jaxon pomachał w moim kierunku, więc mu odmachałam. Dzieciak jest uroczy. Szkoda, niektóre osoby z jego rodziny nie są.
                Udałam się z Tommym do samochodu Ryana i zapięłam go na tylnym siedzeniu, zanim usiadłam na fotelu pasażera obok Ryana.
                - Kim był ten chłopak? - Zapytał.
                Westchnęłam.
                - Nie twój interes.
                - Tommy, kim był ten chłopak obok Brooklyn?
                Westchnęłam ponownie, zirytowana zachowaniem mojego brata i oparłam głowę o szybę.
                - To Justin. Brat Jaxona - powiedział zadowolony Tommy, nieświadomy, dlaczego Ryan o to pyta.
                - Jaxon to twój nowy kolega? - Zapytał, patrząc na Tommy'ego, w lusterku wstecznym.
                Tommy skinął głową.
                - Jak ma na nazwisko?
                - Przestań, Ryan. Jesteś psycholem - czemu tak go interesowało nazwisko Justina?
                - Myślę, że Bieber - odpowiedział Tommy niewinnie.
                - Justin Bieber - wyszeptał Ryan. Jego twarz pobladła, gdy powtarzał jego nazwisko. - To dlatego jego twarz wydawała mi się znajoma - potrząsał wielokrotnie głową, przerażając mnie.
                - Czekaj, ty go znasz? - Zapytałam zupełnie zmieszana.



_____________




30 komentarzy:

  1. coś zaczyna się rozkręcać... @diamondsbiebz

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg, Justin jest taki uroczy bsdjjsksjdjdjeow. Nie uniem się doczekać kolejnego! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ngf hc jfytd gb CHCE NOWYYY!! Prosze dodaj go do konca tygodnia *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDOWNIE TŁUMACZYSZ. Justin jest uroczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. hfghuytdfgghjkk Cudowne tłumaczenie.. Zaczyna się rozkręcac uuu już nie moge się doczekać następnego ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Końcówka mnie zaskoczyła, jestem ciekawa skąd Ryan będzie go znał i jak to się wszystko potoczy..
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział dodasz szybko! : )
    jeśli byś mogła to informuj mnie na twitterze @veriolle

    OdpowiedzUsuń
  7. omnomnom kolejne fajne tłumaczenie :) kiedy będzie następny rozdział MDB ? ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. matko.. ZAJEBISTY.! Świetnie tłumaczysz ^^
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  9. cudownie tłumaczysz to opowiadanie! :* zastanawiam się tylko dlaczego nie dodajesz już nic na million dollar baby, tamto opowiadanie również uwielbiałam i czekam na rozdział już długi czas, mam nadzieję, że i na tamtym w końcu coś dodasz :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tamto pierwsze Bella w tym zdaniu to było imię i nie powinnaś go tłumaczyć bo tu chodziło o "Wiesz Bella, jesteś na prawdę piękna" bo z tego co pamiętam ona miała na imię Isabella i z tego wziął się skrót Bella a Brooklyn to było jej drugie imię albo Isabella było drugie a Brook pierwsze...nie pamiętam dokładnie. (: Ale ogólnie tłumaczenie świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to było imię. I tu właśnie chodzi o dobór słów w języku angielskim. Bella tam potem mówi, że to "najgorszy tekst na podryw". Też chciałam tak zostawić, ale wtedy straciłoby sens, więc zamiast Bella napisałam Piękna i już :)

      Usuń
    2. Wydaje mi się,że to jednak miało by sens no ale każdy człowiek interpretuje inaczej :3

      Usuń
  11. ou, jak tajemniczo *-* ciekawe skąd zna go ryan ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. jestem ciekawa co sie wydarzy na meczu i co Rayan wie o Justinie czekam na nowy i dziekuje ze tlumaczysz @ewelina9757

    OdpowiedzUsuń
  13. uhuhuhu. Dzieje się... A jak sie okaże, że Ryan go zna, bo kiedys sam cpał, czy coś w tym stylu.? ;oo niee, to raczej nie możliwe. Sama już nie wiem. Ciekawe co sie bedzie działo na meczu... Świetnie tłumaczysz. Nie moge doczekać sie nn. Dodaj szybko, bo umrę... xd <3 ps. Co z mdb.? Pisałas już do autorki.? Będziesz tłumaczyć.?

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny Rozdział. Już nie moge doczekać się następnego! :D @Sexy_Swaggie_69

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawe skąd Rayan zna Justina... Zaczyna się rozkręcać!
    @dangerous_696

    OdpowiedzUsuń
  16. My fаmily all the time say thаt I аm
    waѕting my time hегe аt net, exсept I knoω
    I am getting experiеnce daily bу readіng
    thes good posts.

    Heгe іs my site ... regpark.net

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój tt @whois_jerry. Zajebiste tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  18. Tłumaczenie jest naprawdę dobre i zapowiada się ciekawie. Jej,już lubię postać Justina. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeju dopiero 3 rozdzial a ja juz wiem, ze to jedno z najlepszych opowiadan jakie czytalam! Wkurza mnie, zr wszyscy tak kontroluja Brooke, ale widocznie ta dzielnica jest naprawde smiertelnie niebezpieczna...

    OdpowiedzUsuń