60. Recovery

Justin

                Wszystko mnie bolało. Próba otworzenia oczu, przesunięcia rąk, rozchylenia spierzchniętych ust. Światło drażniło moje powieki i chciałem się skrzywić, bo tak długo było ciemno, ale nawet tego nie mogłem zrobić. Po świetle pojawiły się dźwięki. Były stałe, rytmiczne, a potem inne, nieregularne, jak przewracanie stron w książce. Nie czułem ani ciepła, ani zimna, ale moje kości były ciężkie.
                Starałem się skupić na swojej dłoni, bym mógł przesunąć ją tak jak wtedy, kiedy ścisnąłem dłoń Brooklyn. Nie miałem pojęcia kiedy to było. Godziny, dni, tygodnie temu? Moje palce wydawały się być sztywne, kiedy starałem się je zgiąć, a następnie rozprostować. Skóra zbolała mnie, gdy to zrobiłem, więc domyśliłem się, że znajdował się tam wenflon. Przez ten ból, trochę mi się rozjaśniło głowę i musiałem odwrócić ją na bok, starając się uciec od jasności słońca.
                Usłyszałem donośny okrzyk.
                W końcu udało mi się otworzyć oczy. Zamrugałem kilka razy, aż moja wizja zrobiła się  na tyle wyraźna, by dostrzec osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Odrzuciła magazyn na kanapę, na której wcześniej siedziała. Teraz Jazmyn stała nieruchomo, zakrywając dłońmi usta, a jej duże oczy patrzyły na mnie z radością. Otworzyłem usta, aby spróbować coś powiedzieć, ale żadne słowa nie wydostały się z mojego gardła. Było bardzo suche i czułem, że jak tylko poruszę innym mięśniem, to znów stracę przytomność. Czułem się wyczerpany, nawet po spaniu, Bóg wie jak długo.
                W końcu Jazmyn opuściła dłoń a jej niedowierzanie w ciągu kilku sekund zmieniło się w złość.
                - Ty dupku - powiedziała, niezbyt uprzejmie. - Nawet nie waż się ponownie zamknąć oczu. Idę po doktora i mamę. Jak zaśniesz... - Jej głos był twardy i nieustępliwy, jakby naprawdę była na mnie zła, ale jej oczy błyszczały od łez, a dłonie drżały. Nawet nie dokończyła zdania.
                Byłem oszołomiony ciszą - nie, żebym mógł mówić, czy coś - i spodziewałem się cieplejszego powitania. Nie wyobrażałem sobie, że Jazmyn będzie szczęśliwa, ale nazwanie mnie dupkiem przebiło moje najśmielsze oczekiwania.
                Wyszła z pokoju i zanim mogłem zrobić cokolwiek poza spoglądaniem na nią w szoku, pobiegła korytarzem wołając mamę. Jestem pewien, że cały szpital już się zorientował, że nie śpię. Mama weszła do sali chwilę później, łzy spływały po jej policzkach, wyglądając na tak rozbitą, jak ja się czułem w tej chwili. Mężczyzna ubrany w biały kitel wszedł zaraz za nią.
                - Mamo - wychrypiałem, próbując przełknąć ślinę dla złagodzenia drapania w gardle. Ledwo się odezwałem, a ona zaczęła mocniej płakać, delikatnie obejmując mnie ramionami, kiedy przytuliła mnie do siebie. Nie narzekałem nawet kiedy jej ciężar spoczął na tym, co uznałem za ranę w klatce piersiowej, nawet, kiedy bolało mnie jak diabli.
                - Dobry Boże - mówiła. - Obudziłeś się. Moje dziecko. Dzięki Bogu - odsunęła się ode mnie, szybko wycierając makijaż, który jej się rozmazał. Wyglądała, jakby niedawno przyjechała do szpitala od razu po pracy. Ulga w jej głosie i jej słowa sprawiły, że poczułem ból w klatce piersiowej z innego powodu, niż rana. Jazzy miała rację. Było oczywiste, że bardzo ją skrzywdziłem.
                - Przepraszam, że przeszkadzam w tej rodzinnej chwili, ale muszę sprawdzić kilka rzeczy - chrząknął lekarz po mojej prawej stronie, podchodząc do łóżka, gdzie znajdowały się wszystkie urządzenia. Jedno z nich wskazywało bicie mojego serca. Tylko to potrafiłem rozpoznać. Inne wydawały dźwięki i były podpięte do mojego ciała jakimiś rurkami.Wolałem nie patrzeć w dół pod głupią koszulę nocną, w którą byłem ubrany. Kto wie, jakie inne urazy miałem i jak paskudnie wyglądały.
                Mama zrobiła krok do tyłu, wciąż trzymając mnie za rękę i mówiąc do mnie, podczas, gdy doktor sprawdził urządzenia i słuchał bicia mojego serca za pomocą stetoskopu.
                - Tak się martwiłam, Justin. Byłeś w śpiączce przez prawie tydzień - jej głos drżał, jej niebieskie oczy były duże, szkliste i przerażone.
                Próbowałem ponownie przełknąć ślinę. To było gorsze, niż miano dupka.
                - Może pani dać mu wody - doktor skinął na dzban, który stał na wysokim stoliku, obok łóżka. Jego ton był rzeczowy i obojętny, jakby ból mojej mamy nie wpływał na niego w najmniejszym stopniu.
                Byłem wdzięczny za zimną wodę, jak tylko spłynęła w dół mojego przełyku, do pustego żołądka. Zakładam, że karmili mnie dożylnie. Nie mogłem dłużej znieść wyrazu twarzy mojej mamy. Nawet po tym, jak wypiłem szklankę wody i podziękowałem jej, a lekarz najwyraźniej skończył badanie mnie, ona patrzyła na mnie, jakby to, że żyję było darem od bogów. Lub co najmniej jakimś cudem.
                - Przepraszam - powiedziałem. To było żałosne, co tu dużo mówić, ale nie umiałem znaleźć słów, którymi mógłbym przeprosić ją za wszystko, co przeze mnie przeszła. Mam nadzieję, że zrozumiała co miałem na myśli.
                - Justin - wyszeptała, jej spojrzenie złagodniało, a jej dłoń zaczęła głaskać mój policzek. Czułem lekki zarost, który pojawił się w ciągu tych kilku dni. na szczęście, nadmierne owłosienie twarzy nie było moim zmartwieniem. Mama nie powiedziała nic więcej; najwyraźniej jej również brakowało słów.
                Jazmyn weszła do sali w chwili, gdy lekarz wzywał kogoś za pomocą pagera. Pokręcił głową na widok Jazmyn, jakby znał ją na tyle, by uważać ją za irytująca. Nie mogłem go winić; Jazzy była... emocjonalna.
                - Och, teraz mówisz? - Zignorowała lekarza i zmrużyła na mnie oczy, jakby chciała pokazać, że jej chwila słabości (tak właśnie to określała) już zniknęła. - Wspaniale. Możesz też zacząć wyjaśnienia. Mamy cały dzień, popołudnie, czy cokolwiek - usiadła na kanapie, utkwiwszy spojrzenie we mnie.
                - Jazmyn, nie stresuj go - zbeształa ją mama, brzmiąc niemal na zadowoloną, że już się kłócimy. - Justin musi odpocząć. Później będzie czas na pytania.
                - To prawda. Możesz odłożyć na bok oskarżanie i grożenie twojemu bratu, co robiłaś ostatnio - powiedział doktor stojąc w drzwiach, gdzie jak przypuszczam czekał, by porozmawiać z mamą. - Nie jest już nieprzytomny, więc może ci odpowiedzieć tym samym.
                Chyba zarówno ja, jak i Jazmyn byliśmy zaskoczeni próbą żartu doktora. To znaczy, był starszym człowiekiem z poważnym wyrazem twarzy i siwiejącymi włosami. Nie wyglądał na zabawnego człowieka. Mimo to, moja mama się uśmiechnęła.
                - Zaraz wracam, kochanie - pocałowała mnie w czoło i ścisnęła za ramię, zanim wyszła z lekarzem, najprawdopodobniej porozmawiać o tym, co się ze mną stało. Dostrzegłem, że niechętnie mnie opuściła, jakby bała się, że zniknę, gdy tylko puści moją dłoń.
                Jazmyn wciąż posyłała mi mordercze spojrzenie.
                - Możesz przestać zabijać mnie wzrokiem? Mam wrażenie, że wolałabyś, gdybym się nie obudził
                Natychmiast przestała.
                - Nie mów tak. Wiesz, że nie mogłam się doczekać, aż otworzysz oczy.
                Wyciągnąłem dłoń, by dotknąć jej włosów. Pozwoliła mi, ale zanim zdążyłem ją przeprosić, zaczęła mówić dalej. Miałem wrażenie, że nie była jeszcze gotowa, by mi wybaczyć. Nie miałem jej tego za złe.
                - Jest czwartek - powiedziała. - Pomyślałam, że pewnie się zastanawiasz.
                Otworzyłem usta ze zdziwienia.
                - Byłem nieprzytomny przez sześć dni? - Kiedy mama powiedziała "prawie tydzień", to myślałem, że przesadza.
                - Yhm - Jazmyn pokiwała głową z roztargnieniem.
                - Czy... - Zawahałem się, przeklinając siebie za to, że pierwszą osobą, o której pomyślałem, była Brooklyn. Pomyślałem o niej, gdy tylko otworzyłem oczy, zanim jeszcze zacząłem się zastanawiać, ile czasu minęło od piątku. - Czy... No wiesz, powiedziałaś już wszystkim?
                Jazmyn stłumiła uśmieszek.
                - Kogo masz na myśli, mówiąc "wszystkich"? - Wiedziała o co mi chodzi i postanowiła się ze mną podroczyć.
                - Wszystkich - odpowiedziałem sucho. - Tysona, Sam, Bruce'a, Diane...
                Jazmyn skrzywiła się na wzmiankę o naszych dziadkach, więc uznałem, że nie wykazali się dużym zainteresowaniem moim samopoczuciem. Albo moja mama w ogóle im nie powiedziała. Odepchnąłem ukłucie bólu na bok. Nie mogłem teraz o tym myśleć.
                - Wysłałam tę samą wiadomość do wszystkich. Tyson i Sam już tu jadą. Alejandra też prawdopodobnie przyjedzie.
                Przerwałem jej, bo nie podobało mi się, że nie wymieniła imienia Brooklyn.
                - Alejandra?
                - Ona cię odwiedza - głos Jazmyn był poważny. - Myślę, że tyle mogła zrobić, ponieważ ona jest powodem, dla którego tu jesteś.
                - To nie była jej wina, Jazmyn. Cokolwiek słyszeliście...
                - Sama nam to powiedziała - przerwała mi szybko. - Nie wiem, jak mama może jej nie nienawidzić. Brooklyn powinna była urwać jej głowę. Gdyby tylko ochrona jej nie wyrzuciła...
                - Czekaj, Brooklyn, moja Brooklyn została wyrzucona ze szpitala przez ochronę? - Zapytałem zdumiony.
                Jazmyn posłała mi pytające spojrzenie. Powiedziałem moja Brooklyn, jakbym wciąż miał prawo nazywania jej swoją, ale nie mogłem się powstrzymać. Odwróciłem wzrok od Jazmyn.
                - Zaczęła wrzeszczeć na Alejandrę, nazywając ją dziwką i mówiąc, że to ona powinna leżeć umierająca na sali, a nie ty.
                - Ale ja nie umarłem - zaprotestowałem słabo, nie mogąc uwierzyć, że Brooklyn naprawdę powiedziała takie rzeczy. Jednocześnie dlatego, że była na mnie zła i dlatego, że ona nigdy nie przeklinała.
                - Byłeś o krok od śmierci, Justin - powiedziała szczerze Jazmyn.
                Tym razem przełknąłem mocno ślinę.
                - Prz...
                - Przykro ci? Wiem. Nie pomyślałeś, zanim to zrobiłeś. Zdarza ci się to dość często. To znaczy, nie myśleć.
                Zignorowałem jej uwagę.
                - Słyszałem kawałki tego, co mówiłaś, gdy byłem nieprzytomny.
                Jazmyn wyraźnie się spięła, jej orzechowe oczy były czujne.
                - Mówiłam wiele rzeczy.
                - Były prawdziwe?
                - Która część?
                - Kiedy powiedziałaś, że mnie potrzebujesz, że jestem ważny - ciężko mi było mówić te słowa, kiedy wiedziałem, że mnie słucha. Żadne z nas nie było nigdy sentymentalnym typem rodzeństwa.
                Jazmyn spojrzała na mnie tym razem nie z pogardą i złością, ale ze smutkiem i miłością.
                - Oczywiście, że to prawda, głupcze - wstała, kładąc dłonie na moim przedramieniu, tym, na którym nie miałem kroplówek. - Jesteś moim bratem. Tęskniłam za tobą. Martwiłam się o ciebie - zamrugała szybko i pochyliła się, by mnie przytulić, delikatniej, niż kiedykolwiek oczekiwałem od Jazzy. Poczułem wilgoć na swojej szyi, gdzie ukryła twarz. Otoczyłem jej mocno ramionami, na tyle, na ile pozwolił mi mój stan.
                - Cieszę się, że jesteś z powrotem - wymamrotała.
                - Ja też - powiedziałem, mrugając szybko. Wiedziałem, jak bardzo zraniłem Jazmyn, a ona dała mi kolejną szansę, przebaczając mi, bo wiedziałem, jak ciężkie to musiało być dla niej. - Kocham cię, smarkaczu.,
                Przytuliła mnie mocniej. Wzdrygnąłem się z bólu, ale nie odsunąłem jej od siebie.
                - Ja też cię kocham - powiedziała w końcu, podnosząc głowę. Jej twarz była sucha, a ona sama się uśmiechała. Jej uśmiech zgasł jednak, gdy zobaczyła mój grymas. - Boli cię coś? Potrzebujesz lekarza? Pielęgniarka powinna tu być lada chwila - ruszyła do drzwi niemal w panice, ale zatrzymałem ją.
                - Jest w porządku, Jazzy. Prawdopodobnie wystarczy więcej środków przeciwbólowych, ale zanim odlecę po nich, masz mi powiedzieć co się stało z moim ciałem. Wygląda jak jeden wielki siniak.
                Jazmyn ostrożnie usiadła i zaczęła opowiadać o wszystkich operacjach, które przeszedłem i co się stało, gdy byłem na skraju śmierci. Słuchałem w milczeniu, krzywiąc się i niemal czując nieprzyjemną sensację w żołądku na wspomnienie krwi i połamanych żeber oraz zapadniętego płuca. To by wyjaśniało ból w lewym boku.
                - A, i nie masz już śledziony - dodała po namyśle.
                - Och - moje oczy się rozszerzyły. - To coś ważnego?
                Z jakiegoś powodu czułem się nieco przerażony, gdy wspomniała, że brakowało mi jakiegoś narządu.
                - Najwidoczniej nie jest niezbędna - wzruszyła ramionami.
                Nie miałem czasu się nad tym zastanawiać, bo telefon Jazzy zapiszczał. Przygryzła wargę, gdy przeczytała wiadomość, po czym szybko wyłączyła.
                - Kto to? - Zapytałem ostrożnie.
                Wydawała się niezbyt chętna do odpowiedzi.
                - Jazmyn.
                - To od Brooklyn.
                Wciągnąłem powietrze. Zabolało mnie płuco.
                - Przyjedzie?
                Jazmyn unikała mojego spojrzenia.
                - Była tu przez całe popołudnie, wyszła dwie godziny przed tym, jak się obudziłeś. Mówi, że nie może teraz przyjechać, bo ma jutro ważny sprawdzian.
                Oboje wiedzieliśmy, że to była słaba wymówka. Kiedyś Brooklyn olałaby dla mnie książki. Kiedyś. Nawet nie miałem prawa się o to złościć. To było całkowicie zrozumiałe, że nie chce mnie widzieć po tym wszystkim, co jej zrobiłem, ale część mnie, w której została nadzieja, była gotowa na ujrzenie jej teraz. Oczywiście, że nie przyjdzie. Pewnie było jej po prostu mnie żal i  pewnie przyjeżdżała tu bardziej dla Pattie i Jazmyn, niż dla mnie, dla nas. Jeśli jeszcze były jakieś szanse dla nas. Byłem prawie pewien, że zrujnowałem je wszystkie.
                - Spieprzyłem to po królewsku - westchnąłem.
                - Na to wygląda - powiedziała - powiedziała Jazmyn, odkładając telefon.

**

                - Znowu śpi? - Zapytał ściszony głos.
                - To przez leki przeciwbólowe. Robi się po nich senny - ktoś odpowiedział.
                Zamrugałem sennie, zaskoczony, że kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem ciemnowłosą dziewczynę patrzącą na mnie wielkimi oczami.
                - Hej, Justin - powiedziała cicho, stając u stóp łóżka. Jazmyn dyskretnie ją obserwowała, gotowa do skoku, gdyby Alejandra zrobiła coś niewłaściwego.
                - Hej - powiedziałem, ignorując Jazmyn. - Która godzina?
                Zasnąłem po tym, jak Tyson, Sam i Mike wyszli, więc musiało być  późne popołudnie.
                - Czas, aby coś zjeść - powiedziała Jazmyn, ukazując tackę ze szpitalnym jedzeniem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Postawiła ją na stoliku na kółkach i ustawiła go tak, że znalazł się nad moim brzuchem. - Pielęgniarka powiedziała, że powinieneś spróbować trochę zjeść, by ponownie przyzwyczaić żołądek do normalnego jedzenia. Karmili cię przez to - wskazała na białą torbę wiszącą na stojaku obok mojego łóżka i wzdrygnęła się. - To wygląda jak wymiociny elfa.
                - Dziękuję - mruknąłem, teraz obrzydzony, myśląc o tym, jak bardzo chciałbym zjeść hamburgera, frytki i piwo.
                - Jedz powoli i spróbuj nie zwymiotować. Minie trochę czasu, aż będziesz mógł jeść normalną ilość jedzenia - wydawało się, że Jazzy nauczyła się instrukcji od pielęgniarki na pamięć. Była nie tylko zupa, która była niemal przeźroczysta i jakaś czerwona rzecz, przypominająca galaretkę.
                - Naprawdę muszę? - Zapytałem, krzywiąc się, kiedy Jazzy wcisnęła jakiś przycisk, by podnieść łóżko do pozycji siedzącej.
                - Mam cię pokarmić jak małe dziecko? - Uniosła brwi. Miałem przeczucie, że to by się jej podobało.
                - Nie.
                 Dziwnie było mi jeść, jakbym podczas śpiączki zapomniał, jak to się robi. CO gorsza, musiałem używać prawej ręki, a nie lewej, przy której miałem kroplówkę i nie byłem w stanie podnieść jej bez uczucia dyskomfortu. Umieścili nawet słomkę w mojej butelce wody, przez co wyglądałem, jak pięciolatek.
                - Nie mogę jeść, kiedy obie się na mnie gapicie - stwierdziłem, gdy zauważyłem, Jazmyn i Alejandra obserwują każdy mój ruch, jakby jedzenie zupy było jakąś rozrywką.
                - Ku mojemu zaskoczeniu - myślałem, że jestem głodny - nie mogłem dokończyć zupy, nie mówiąc już o tej galaretce. Nigdy nie lubiłem zbytnio galaretek.
                - Odniosę tackę na wózek na zewnątrz - powiedziała Jazmyn, odsuwając stolik i posyłając Alejandrze ostrzegawcze spojrzenie, zanim wyszła.
                Alejandra prawie przewróciła oczami, ale zamiast tego usiadła na kanapie obok łóżka.
                - Jak się czujesz? - Zapytała, kładąc dłonie między kolana. Przygryzała policzek od wewnątrz, jakby czując winę, czy obawę.
                - Dziwnie. I trochę kręci mi się w głowie - przyznałem. - Ale myślę, że mogło być gorzej, po tym wszystkim, co mi zrobili - starałem się wzruszyć ramionami, ale bolała mnie klatka piersiowa. Środki przeciwbólowe, które mi dawali, nie bardzo uśmierzały ból.
                Doktor Holloway wyjaśnił wszystko Jazmyn, która już mi to powtórzyła ze wszystkimi medycznymi szczegółami. Nie chciałem tego słuchać, ale byłem zadowolony, że nie miałem pojęcia, co oznacza większość terminów, których użyła. Tak czy inaczej, moje ciało było  nieźle zmaltretowane.
                - Narobiłeś trochę bałaganu - powiedziała lekko Alejandra, ale wyglądała tak, jakby musiała znosić oskarżenia od wszystkich, gdy w rzeczywistości to była tylko moja wina.
                - Nie chcę, byś czuła, że to twoja wina, Ale. To ja wskoczyłem przed ten samochód. Ja powinienem dostać cios. Byłaś po prostu w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
                - Ale Justin, to co zrobiłeś było szalone - miała szeroko otwarte oczy. - Mogłeś tam umrzeć i żadne zapewnienie nie zmniejszyłoby moich wyrzutów sumienia. Nie powinieneś był tego robić.
                - A jak myślisz, jak ja bym się czuł, gdybyś ty umarła? Tyler chciał mnie przejechać. To nie fair, aby ludzie, którzy mnie nienawidzą krzywdzili niewinnych ludzi, Zrobiłby to jeszcze raz - powiedziałem szczerze.
                Alejandra wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać, więc zmieniłem temat na bezpieczniejszy.
                - Co z Tylerem? - Zapytałem. Tak naprawdę nie chciałem nic wiedzieć o tym skurwielu, ale miałem nadzieję, że skończył gorzej, niż ja. Chociaż to ja, będąc na zewnątrz miałem bardziej niekorzystną sytuację.
                - Nie rozmawiałam z nim bezpośrednio, ale ktoś mi mówił, że uderzył się w głowę dość mocno. Złamał też kilka żeber. I kostkę u nogi. Ale wyszedł już ze szpitala, kilka dni temu.
                Świetnie.
                - To nie ma znaczenia. Zabiję go kurwa tak szybko, jak tylko będę mógł wyjść z tego łóżka - nie wiedziałem, że zaciskam pięści, dopóki Alejandra mnie nie zbeształa za to. Opatrunek wokół wenflonu był lekko zaplamiony krwią od siły, z jaką zacisnąłem lewą pięść.
                - Możesz nie mieć szansy - powiedziała cicho. Wszystko w niej wydawało się łagodniejsze, odkąd uwierzyła, że była warta więcej, niż wmawiał jej Tyler. Czułem się źle z tym, że traktowałem ją tak samo, gdy byliśmy "razem". - Policjanci przesłuchują wszystkich. Jeśli uda im się udowodnić, że Tyler zrobił to celowo, będzie oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Mógłby pójść do więzienia.
                Skoro sam nie mogłem go zabić, to idea Tylera gnijącego w więzieniu do końca życia wydawała się dość atrakcyjna.
                - Tata Brooklyn osobiście zajmuje się tą sprawą. Powiedziała, że on zrobi wszystko co w jego mocy, by Tyler zapłacił za to, co zrobił.
                - To było przed tym, jak cię zwyzywała?
                - Och, to - Alejandra wyglądała na zakłopotaną. - Brooklyn ci powiedziała.
                Pokręciłem głową.
                - Jeszcze nie przyszła - i myślę, że nie przyjdzie, koniec kropka.
                Alejandra zmarszczył brwi w mieszaninie niedowierzania i politowania.
                - Wiesz, trochę ją rozumiem. Pewnie zrobiłabym to samo, będąc na jej miejscu. W każdym razie, tak jakby się pogodziłyśmy następnego dnia.
                Wydałem z siebie dźwięk rozbawienia.
                - Więc jesteście teraz przyjaciółkami?
                - Nie do końca. Nie sądzę, byśmy kiedykolwiek mogły być przyjaciółkami. Jest za bardzo dziewczyną z Manhattanu, jak dla mnie.
                Zaśmiałem się gorzko.
                - Dla mnie chyba też.
                Alejandra nie powiedziała nic przez chwilę, a potem zapytała.
                - Justin, czy ona przyjdzie dziś do ciebie? Albo jutro, czy coś?
                - Nie wydaje mi się. Nie, że mogę ją winić. Sam bym tu nie przyszedł, gdybym był na jej miejscu.
                Alejandra bawiła się wypaloną dziurą w swoich dżinsach.
                - No, tak. Ale ona była tu codziennie - spojrzała w górę. - Nawet zakradła się na OIOM, kiedy tam byłeś. Więcej, niż raz. A potem, kiedy przeniesiono cię do tej sali, ona ledwo opuściła twój bok. Jej rodzice praktycznie musieli wyciągać ją na noc do domu i jak tylko kończyła lekcje, przyjeżdżała prosto do ciebie.
                Poczułem ukłucie w sercu i byłem cholernie pewny, że to cień nadziei, więc próbowałem ją zdusić w sobie. To nic nie znaczy, przypominałem sobie.
                - Cóż, najwidoczniej muszę być bardziej atrakcyjny, gdy śpię.
                - Nie bądź cyniczny, nie możesz się doczekać, by ją zobaczyć - powiedziała zadowolona z siebie Alejandra.
                - Oczywiście, że tak - mruknąłem nieśmiało. - Po prostu nie sądzę, by ona chciała zobaczyć mnie. Inaczej już by tutaj była. Jazmyn napisała jej, że się obudziłem, a ona powiedziała, że musi się uczuć.
                - Wow - Alejandra skrzyżowała ręce na piersi, odchylając głowę do tyłu na kanapie, teraz siedząc w bardziej wygodnej pozycji. - Będziesz musiał ciężko popracować nad tym, by ci wybaczyła.
                - Jeśli w ogóle mi wybaczy - zamyśliłem się.
                - Przypomnij mi, dlaczego musiałeś wszystko schrzanić?
                - Bo jestem idiotą? - Odpowiedziałem pytaniem retorycznym. Niemal oczekiwałem, że Alejandra się ze mną zgodzi i doda kilka innych epitetów do już rosnącego stosu, ale ona nic nie powiedziała, jakby oczekiwała, że dodam coś więcej, poza wyzywaniem samego siebie.
                - Chyba myślałem wtedy, że to dobry pomysł - zacząłem, biorąc głęboki oddech. - Wydawało mi się, że to najlepszy sposób, by przestać ją ranić. Odpychałem ją od siebie tygodniami, kłamałem, pakowałem się w kłopoty... Wydawało się nie fair traktować ją w taki sposób, ale wtedy wciąż zachowywałem się jak samolubny drań. Pomyślałem, że skoro nie ma sposobu, bym mógł się dla niej zmienić, to przynajmniej mógłbym się z nią rozstać, by mogła sobie znaleźć kogoś lepszego.
                Przez cały czas wpatrywałem się w białą kołdrę przykrywającą mój brzuch. Czułem spojrzenie Alejandry, niemal wypalające mnie na wylot z frustracji. Ona zawsze wydawała się wściekać na mnie, bez względu na przyczynę. Z tą różnicą, że teraz miała ku temu wszelkie powody.
                - Wiesz, jak na kogoś, kto nienawidzi romansideł, brzmisz cholernie jak ci faceci w ckliwych powieściach, które czytają dziewczyny - powiedziała Alejadnra, z wyrazem twarzy, którego tak naprawdę nie potrafiłem rozszyfrować.
                - Ty też jesteś dziewczyną, wiesz?
                Zadrwiła żartobliwie.
                - Naprawdę? Nie miałam pojęcia - następnie zrobiła się na nowo poważna. - Nie ma dla niej nikogo lepszego od ciebie, Justin - powiedziała, kładąc dłoń na mojej. - Może jest ktoś, kto ma więcej pieniędzy, mniej problemów z przeszłości, jest bardziej przystojny...
                - Nie ma nikogo przystojniejszego ode mnie.
                Alejandra się uśmiechnęła.
                - Chodzi mi o to, że jesteście dla siebie stworzeni i całe to banalne gówno, bla, bla, bla. Słyszałam jak twoja mama rozmawiała o tym z jej mamą. Mówiły, jakie to szalone, że wy dwoje jesteście w sobie tak bardzo zakochani w tak młodym wieku i jakie to słodkie i, że martwiły się o was, bo wiedziały, że coś było nie tak. A teraz lepiej przestanę wygadywać takie banalne rzeczy.
                - Właśnie, od kiedy jesteś taka ckliwa? - Zapytałem żartobliwie, starając się powstrzymać uśmiech.
                - Powiem ci coś - Alejandra nagle wstała, klasnąwszy dłońmi w uda tak, jakby wpadła na jakiś pomysł. - Zadzwonimy do niej.
                - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - sprzeciwiłem się, czując zdenerwowanie na samą myśl o rozmowie z Brooklyn, nawet przez telefon. Plus, wątpiłem, że odbierze.
                - Cóż, to jakiś początek - wyjęła telefon z torebki.
                - Wymieniłyście się też numerami?
                Alejandra posłała mi niecierpliwe spojrzenie.
                - Miałam nadzieję, że znasz jej numer.
                - Znam - powiedziałem. - Nie powinniśmy skorzystać z mojego telefonu?
                - Twój telefon nie jest już telefonem. Nie sadzę, byś chciał go zobaczyć - posłała mi przepraszające spojrzenie. - Trochę zgniótł się w wypadku, ale spójrz na to z innej strony, teraz możesz załatwić sobie złotego iPhone'a, czy coś.
                Szczerze mówiąc, w tej chwili nie obchodził mnie mój telefon. Jedyną rzeczą, której nie chciałem stracić, była karta pamięci, gdzie były wszystkie zdjęcia i może dałoby się ją uratować, jeśli nie była złamana.
                - Śmiało - powiedziała Alejandra, gotowa do wpisania numeru Brooklyn.
                - Nadal nie sądzę, że powinniśmy do niej dzwonić. Co jeśli nie odbierze? - Przygryzłem dolną wargę
                Złośliwy uśmieszek pojawił się na twarzy Alejandry.
                - Nie będzie wiedziała, że to my, a jak już się zorientuje, to będzie za późno.
               

Brooklyn

                - Znasz ten numer? - Zapytałam Blake'a, kiedy sprzątaliśmy stół po kolacji. María miała dzień wolny, więc tym razem mama przygotowywała posiłek. Zawsze ciekawiły mnie nieznane numery, a gdyby nawet był to seryjny morderca, zawsze mogłam się rozłączyć i zmienić numer.
                - Halo?
                - Brooklyn - powiedział dziewczęcy głos.
                - Kto mówi? - Zapytałam, idąc do swojego pokoju.
                - Myślałam, że rozpozna mój głos - dziewczyna powiedziała do kogoś w tle, kiepsko przykrywając głośnik. - Tu Alejandra, a kto niby - więc to nie seryjny morderca.
                - Alejandra? Bez urazy, ale dlaczego do mnie dzwonisz? - Z tego co wiem, nie miała mojego numeru. Może nie powinnam była jej przytulać. Myśli, że teraz jesteśmy przyjaciółkami, czy co?
                - Nie ma sprawy. Jestem w szpitalu - to wystarczyło, bym zamarła w miejscu. - Justin dał mi twój numer - usłyszałam jęk w tle i mogłam sobie wyobrazić, jak Justin ukrywa twarz w dłoniach, zakłopotany.
                Mój żołądek skręcił się nieprzyjemnie.
                - Och - wydawało się, że zapomniałam, jak się mówi.
                - Więc, mówiłam Justinowi, że przychodziłaś tu codziennie i takie tam i szkoda by było, gdybyś nie mogła się z nim zobaczyć teraz, kiedy jest przytomny. Wiem, że jesteś zajęta szkołą, ale Justin naprawdę chce się z tobą zobaczyć - dlaczego ona brzmiała tak, jakby próbowała nas umówić na randkę w ciemno?
                - Nie wiem, naprawdę jestem zajęta i jest już późno - mój umysł robił wszelkie wymówki, ponieważ podzielił się między pilną potrzebą sprawdzenia co u Justina, zobaczenia na własne oczy, że żyje, oddycha i ma się dobrze, a strachem po doświadczeniu strasznego zawodu miłosnego, który był wyryty w jego oczach, kiedy widziałam je po raz ostatni.
                - Więc przyjdź jutro. Jest piątek. Jestem pewna, że możesz zrezygnować z popołudniowej herbatki po szkole i przyjść.
                - Nie mam popołudniowej herbatki...
                - Słuchaj, nikogo nie oszukasz - Alejandra przerwała mi niższym głosem. Chyba nie chciała, by Justin usłyszał to, co zamierzała mi powiedzieć. - Wiem, że boisz się zobaczyć ponownie z Justinem i to jest normalne. Masz prawo nienawidzić go za to, co ci zrobił. Ale nie jestem pewna, czy faktycznie go nienawidzisz. Myślę, że chcesz, ale nie potrafisz i wiesz co? To nie jest nic złego. To oznacza, że jesteś wspaniałą dziewczyną i potrafisz dostrzec nie tylko jego błędy, prawda?
                - Tak sądzę?
                - Dobrze. Więc może po prostu przyjdziesz i z nim porozmawiasz? To nie może być takie trudne.
                - Nie wiem. To nie takie proste. Wiele się wydarzyło i...
                Ponownie przerwała mi w połowie zdania. Tym razem jednak, Alejandra podniosła głos, aby upewnić się, by Justin ją słyszał.
                - Przyjdziesz jutro po szkole? Brzmi świetnie. Justin będzie tu na ciebie czekał. Nie, żeby mógł się ruszyć gdziekolwiek, no ale. Miło się z tobą rozmawiało. Pa!
                Alejandra zakończyła rozmowę, zanim mogłam coś powiedzieć. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszałam, zanim się rozłączyła, było "jesteśmy kwita".
               
**

                Niezręcznie.
               
                To była pierwsza rzecz, o której pomyślałam, kiedy stanęłam przed drzwiami do sali, w której był Justin. To będzie bardzo niezręczne. Pociągnęłam za klamkę i zrobiłam krok do środka. Nie zrób z siebie głupca. Krótki korytarz, który prowadził do sali, wydawał się byt krótkim dystansem na uspokojenie nerwów. Opóźniałam nieuniknione tak długo, jak było możliwe; tracąc sporo czasu przy szafce w szkole i jadąc do szpitala ostrożnie i powoli, objeżdżając budynek dwa razy, zanim w końcu zaparkowałam. Ale teraz już tu jestem i muszę to zrobić. Wiedziałam, że muszę to zrobić, bo inaczej będę żałować. Ponownie ujrzenie Justina wpłynęło na mnie bardziej, niż się spodziewałam. Czytał jakieś czasopismo w swoim łóżku, najwyraźniej pochłonięty artykułem na temat Kanye Westa i Kim Kardashian. Pospiesznie odłożył magazyn, gdy usłyszał kroki. Uniosłam brwi.
                - Nudziło mi się - powiedział szybko i to uratowało nas od dramatycznego, jak w filmach, ponownego spotkania. Dzięki Bogu.
                Uniosłam dłonie.
                - Nic nie mówię - Justin prawie się uśmiechnął.
                Nasze spojrzenia spotkały się, gdy spojrzałam w górę i z trudem utrzymałam jego wzrok. Po jego wyrazie twarzy poznałam, że spodziewał się, że ucieknę w każdej chwili. Weszłam głębiej do pokoju, rozglądając się, by nie spojrzeć ponownie na niego. Choć prostota pomieszczenia nie pozwalała na jakąkolwiek dygresję. Skończyło się na tym, że usiadłam na tym samym krześle, na którym siadałam, kiedy go odwiedzałam. Byłam prawie pewna, że kształt mojego tyłka odbił się na podszyciu.
                - Jak się masz? - Zapytałam, odkładając swoją torebkę i płaszcz na bok i w końcu patrząc na niego. Wyglądał lepiej i zdrowiej, niż kilka dni temu, ale miał jeszcze cienie pod oczami, a jego skóra była blada, mimo tego, ile spał. Na szczęce widniał lekki zarost, a jego policzki były zapadnięte od niejedzenia. Jego oczy tylko na chwilę popatrzyły na moje, zanim spuścił wzrok na swoje ręce. Zauważyłam, że usunęli kilka rurek z jego ramienia, ale wciąż miał podpiętą kroplówkę i cewnik w brzuchu. Zdjął z palca nakładkę do mierzenia pulsu i leżała przy jego boku na kołdrze.
                - Nie powinieneś tego zdejmować - powiedziałam na głos, upominając go pomimo moich prób bycia delikatną. Włożyłam mu nakładkę z powrotem na palec. Nie narzekał, gdy to zrobiłam, ale zadrżał, gdy nasza skóra lekko się dotknęła. - Więc jak się masz?
                - Szczerze? Nie wiem - mruknął. Włosy opadały mu na oczy i musiałam wsunąć dłoń pod udo, by oprzeć się pokusie odgarnięcia mu ich na bok. - Wszystko mnie boli, więc dają mi leki, przez które odlatuje na godziny, a kiedy się budzę znowu nie wiem, co się dzieje.
                - Przepraszam, że nie przyszłam wczoraj - obiecałam sobie, że nie będę przepraszać, ale widząc Justina w takim stanie, bezbronnego, nie mogłam postąpić inaczej. Ciężko mi było nie przytulić go z całych sił, kiedy spoglądał na mnie tymi swoimi smutnymi, pięknymi piwnymi oczami.
                Głowa Justina drgnęła, jakby przeprosiny były ostatnią rzeczą, na którą czekał.
                - W porządku - powiedział. - Nie byłem pewien, że dziś się pojawisz.
                - Cóż, Alejandra nie zostawiła mi wielkiego wyboru, prawda? - Od razu pożałowałam tych słów, jak zobaczyłam wyraz jego twarzy, choć szybko go ukrył. Ale czego on się spodziewał? Traktował mnie jak gówno, a potem ze mną zerwał. Powinnam tu w ogóle być? Byłam prawie pewna, że normalne dziewczyny nie odwiedzają swoich byłych chłopaków w szpitalu po całkowitym upokorzeniu.
                Zaczęło się robić niezręcznie. Żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć. Było tak wiele do powiedzenia, ale każda rzecz mogła potencjalnie zakończyć się kłótnią.
                - Ja tylko nie rozumiem, dlaczego obchodzi cię to, co się ze mną dzieje. Powinnaś mnie nienawidzić, nie chcieć mnie widzieć, a jednak wszyscy mi mówią, że spędziłaś praktycznie cały zeszły tydzień przy moim boku. Nie rozumiem tego - Justin patrzył na mnie, jakbym trzymała klucz do ukrytego skarbu.
                - Szczerze mówiąc, sama tego nie rozumiem - to była prawda. Nienawidziłam go, a z drugiej strony go nie nienawidziłam. To wszystko było tak pokręcone w mojej głowie, że nie potrafiłam nawet ubrać tego w słowa. - To znaczy, byłam wściekła na ciebie za to, co mi powiedziałeś. Byłam w beznadziejnym nastroju przez cały tydzień. Czułam się jak gówno, a potem mój tata dostał telefon, że był wypadek na Bronxie i jedyne o czym mogłam myśleć, to to, że coś ci się stało. Moje serce rozpadło się ponownie, kiedy dotarliśmy tam i zobaczyłam cię w kałuży krwi, pomyślałam "cholera, wolałabym mieć złamane serce raz jeszcze, niż widzieć go umierającego na moich oczach". I byłam bardziej wściekła o to, że naraziłeś swoje życie na niebezpieczeństwo, niż o cokolwiek innego. Mam ochotę cię teraz zabić, uwierz mi.
                Oczy Justina rozszerzyły się, kiedy podniosłam głos.
                - Nie patrz tak na mnie. Nadal jestem wściekła - odparłam.
                - Po prostu nie sądziłam, że cię to obchodzi - powiedział, naprawdę zdumiony.
                - To nie ja powiedziałam te wszystkie bolesne rzeczy. Nigdy nie powiedziałam, że mi na tobie nie zależy. Nigdy nie przestałeś mnie obchodzić - mój głos zabrzmiał ostro. - To ty nie wydajesz się przejmować mną, czy moimi uczuciami i nie wybaczyłam ci tego. Po prostu nie mogę zmusić się do tego, by nie przejmować się twoim dobrym samopoczuciem. Więc tak, martwię się o ciebie i przychodziłam tu codziennie, ale to naprawdę niczego nie zmienia.
                - Bałem się, że nie zmienia - powiedział Justin, spuszczając wzrok.
                Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że się kłócimy, ale on nie odpowiadał na moje zarzuty. Jakby nie było warto. Było tak, jakby założył, że to jego wina, co sprawiło, że czułam się jednocześnie bardziej wściekła i smutna.
                - To wszystko, co masz do powiedzenia?
                Justin przestał bawić się palcami na kolanach i spojrzał na mnie.
                - Co mam ci powiedzieć? Że jest mi przykro? Cóż, jest mi kurwa przykro. Nie było dnia od tamtej nocy, żebym nie żałował tego co powiedziałem i co zrobiłem. Nie zasługujesz na to, by musieć przechodzić przez takie gówno i gdybym miał szansę, chciałbym cofnąć to wszystko i naprawić. Ale jak powiedziałaś, to niczego nie zmienia. Jesteś zła i ja to rozumiem i byłabyś szalona, gdybyś się nie wściekła.
                - Myślę, że potrzebujesz czasu, aby naprawić swoje życie. Wprowadzić w nie jakiś porządek.
                - Nie mam nic do uporządkowania. Spieprzyłem swoje życie, bo myślałem, że tego właśnie chciałem, to było konieczne. Myślałem, że poczuję się lepiej, gdy zniszczę siebie i wszystko wokół, by nie pozostało nic, co mogłoby mnie zranić, ale jedyne co czuję, to żal, ból i pustka i wiem, ze nie tak miało być, ale nie wiem, jak wrócić do tego, co było wcześniej - jego oczy błyszczały, widziałam plamki zieleni i złota, kiedy spoglądał na mnie ponownie z wyrazem zagubienia na twarzy, jakby desperacko potrzebował odpowiedzi. Odpowiedzi, której ja nie miałam.
                - Też nie wiem, jak do tego wrócić - mój głos załamał się pod koniec i musiałam odchrząknąć. Nie będę płakać. Nie będę płakać. Nie będę płakać.
                Wtedy wiedziałam, że rozmowa się skończyła. Żadne z nas nie wiedziało, jaki jest kolejny krok i co się stanie. Jak z tego wyjść? Jak przejść przez to? No właśnie, jak?
                - Muszę iść - powiedziałam już normalnym głosem. Wstałam i wyciągnęłam rękę, by chwycić jego dłoń, ale się rozmyśliłam. To nie pomoże. - Cieszę się, że się obudziłeś, Justin.
                Nasze oczy spotkały się ponownie i oderwanie wzroku było bolesne, niemal tak bolesne, jak obserwowanie wszystkich emocji, które mignęły w jego oczach. Żal, strach, smutek, frustracja, dezorientacja, porażka, miłość.
                Odwróciłam się, nie patrząc za siebie, kiedy cholerne łzy, znalazły drogę ucieczki spod moich powiek.
               
**

                Tej nocy pisałam esej na angielski na swoim laptopie, kiedy pojawiło mi się na ekranie powiadomienie ze Skype'a. Prawie nie używałam Skype'a, chyba, że chciałam porozmawiać z moją kuzynką Tessą, a byłam pewna, że już śpi. Jak każdy inny normalny człowiek, biorąc pod uwagę późną godzinę. Sama nie mogłam jeszcze zasnąć. Zmarszczyłam brwi w zaskoczeniu, gdy zobaczyłam imię Ryana na ekranie. Nie sądzę, byśmy kiedykolwiek rozmawiali na Skypie. Nie rozbawialiśmy wiele, odkąd wyjechał do college'u po przerwie świątecznej.
                - Cześć, siostrzyczko - powiedział Ryan, kiedy nacisnęłam zieloną słuchawkę. Wyglądał na całkiem przytomnego i słyszałam w tle odgłosy Xboxa i okrzyki jakiegoś chłopaka. Zakładam, że będą pić i grać w Halo o drugiej w nocy w piątek.
                - Cześć, co słychać? - Odpowiedziałam z roztargnieniem.
                - Po prostu sprawdzam co u ciebie - uśmiechnął się Ryan, jego sylwetka była zniekształcona i zamazana przez półmrok w jego pokoju. - Nie powinnaś spać?
                - To samo mogłabym powiedzieć o tobie. Nie mogę spać, więc robię zadanie. Chwyciłam długopis, którym robiłam notatki i zaczęłam rysować po kartce papieru.
                - Słyszałem o Justinie. Mama mi powiedziała - powiedział ostrożnie, na co podniosłam głowę.
                - Och - Tak naprawdę nie chciałam rozmawiać o Justinie, choć to był jedyny temat o którym myślałam od chwili opuszczenia szpitala. Zadanie domowe nawet nie było wstanie odciągnąć moich myśli od jego osoby. Nieszczególnie miałam ochotę o tym rozmawiać z pijanym współlokatorem Ryana wrzeszczącym w tle.
                - Nie chcesz o tym rozmawiać. Rozumiem - powiedział Ryan tym głosem, którego używają mężczyźni, gdy wiedzą, że muszą być ostrożni w towarzystwie kobiety. - Właściwie, to chciałbym porozmawiać z tobą o Michaelu.
                To przykuło moją uwagę.
                - O Michaelu? O co chodzi?
                - Pamiętasz, że zanim wróciłem do college'u, to rozmawiałem z tatą, prawda? Cóż, trudno było wyjaśnić, nie wspominając żadnych nazwisk.
                - Ale nie powiedziałeś nic na temat Justina, prawda? - Poczułam ukłucie paniki.
                Ryan pokręcił głowa.
                - Nie, obiecałem ci, że nie powiem. Ale tata wspomniał imię. Tyler - mój żołądek skręcił się na dźwięk jego imienia. Kiedy byłam sama w nocy, po prostu bałam się nawet o nim myśleć. - Coś mi zaświtało. Wiedziałem, że gdzieś już wcześniej słyszałem to imię, ale nie mogłem sobie przypomnieć nic konkretnego. Wtedy tata powiedział, że on był przesłuchiwany w sprawie tego wypadku Justina i przypomniało mi się, że byli śmiertelnymi wrogami, czy jakkolwiek te dzieciaki z gangu ich nazywają.
                - Justin nie jest w gangu - odparłam. - Więc o co chodzi z Tylerem?
                - No cóż, miałem nadzieję, że ty mi powiesz. Ten koleś jest szalony.
                - Mi to mówisz - mruknęłam.
                - Co?
                - Nic. Po prostu słyszałam kilka naprawdę nieprzyjemnych rzeczy o nim - i niestety doświadczyłam ich z pierwszej ręki. Skóra mi cierpła, gdy tylko pomyślałam o tamtej nocy.
                - Nieważne. On skończy za kratkami, jeśli znajdą wystarczająco dużo dowodów, że jest winny. Jestem pewien, że można coś wykopać z jego przeszłości. Musiał być już karany wiele razy - prychnął Ryan. Musiałam się z nim zgodzić.
                - Więc ty i Jared rozmawialiście z rodzicami Michaela? - Zapytałam. Ostatnio nie bardzo uczestniczyłam w życiu rodzinnym.
                - Musieliśmy powiedzieć im wszystko przed tatą i kilkoma innymi policjantami. To było straszne. Wiem, że to brzmi okropnie, ale mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał ich widzieć.
                - To zrozumiałe. Mam nadzieję, że złapią Anthony'ego i położą kres wszystkiemu, co robi - powiedziałam.
                Ryan westchnął ze znużeniem.
                - Ja też, siostro.
                Po chwili zadzwonił jego telefon, a ja przysięgam, pomimo niskiej jakości obrazu, że się zarumienił. To wzbudziło moje zainteresowanie.
                - Nie zamierzasz odebrać?
                Ryan wyciszył telefon, ale nie odrzucił połączenia. Jego oczy spoglądały w każdym możliwym kierunku.
                - Kto to był?
                - To tylko przyjaciółka. Oddzwonię do niej później - wyjąkał.
                - Więc to dziewczyna - uśmiechnęłam się. - Od kiedy masz przyjaciółki?
                Ryan posłał mi spojrzenie.
                - Dobrze. Ona jest więcej, niż przyjaciółką.
                - Znam jej imię?
                - Nie.
                - Gdzie ją poznałeś?
                - Nie twoja sprawa.
                - Jak długo jesteście już ze sobą?
                - Ponownie, nie twoja sprawa.
                - Ha! - Zawołałam. - Więc się spotykacie.
                Ryan jęknął.
                - Ugh, kobiety to podstępne małe żmije. Nie waż się powiedzieć o tym mamie i tacie, bo oni się podekscytują i ją odstraszą.
                - Nie martw się. Możesz wziąć ją ze sobą na moje wręczanie dyplomów w czerwcu. To znaczy, jeśli nadal będziecie razem.
                - Rany, dzięki, że we mnie wierzysz, Brooke.
                - Nie ma za co. Więc jak ma na imię? - Zapytałam. Byłam zadowolona, że zmieniliśmy temat i cieszyłam się, że mój brat w końcu dorósł; na chwilę całkowicie zapomniałam o swoich problemach.
                - Kylie - powiedział jej imię w jaki sposób, w jaki jeszcze nigdy nie wymówił imienia dziewczyny, jakby było święte. Widziałam, jak powstrzymuje uśmiech.
                - Kylie. Hmm - skinęłam głową i zaczęłam cmokać ustami i robić dłońmi serce,aż Ryan się rozłączył.
                Wyłączyłam komputer i poszłam do łóżka, zostawiając włączone światło na szafce nocnej. Tej nocy postanowiłam, że pójdę na komisariat i powiem komuś co zrobił Tyler, nie tylko po to, by zwiększyć szanse, że go aresztują, ale dla samej siebie, Zasłużyłam, by wyrzucić to z siebie, jeśli kiedykolwiek chciałam zapomnieć.
               
**

                - Brooklyn! - Pisnęła Kelsey. Poznałabym ten pisk wszędzie. Nie odwróciłam się, by na nią spojrzeć. - Och, dobry Boże. Dlaczego jesteś jeszcze w piżamie. Wyjeżdżamy za piętnaście minut.
                - Mówiłam ci, nie idę - powiedziałam bez entuzjazmu, mój głos był stłumiony przez poduszkę.
                - A ja ci powiedziałam, że idziesz - słyszałam, jak Kelsey krząta się po moim pokoju, otwiera garderobę, rzuca jakieś rzeczy. Nadal się nie poruszyłam.
                - Idź beze mnie. I tak nie będę zbyt zabawnym towarzystwem.
                Kelsey przestała hałasować na chwilę.
                - Brooklyn, naprawdę potrzebujesz wydostać się z tej pustki, w której się zaszyłaś, odkąd ostatni raz odwiedziłaś Justina. Wiesz, że szanowałam twoją decyzję o nie wracaniu do szpitala, by go odwiedzić, ale minęły już dwa tygodnie, a ja nie widzę zmiany na lepsze. Jeśli już, to jesteś bardziej nieszczęśliwa, niż byłaś wcześniej. Pozwoliłam ci na to, bo nie chciałam, byś musiała zmierzyć się z Justinem, jeśli to miałoby pogorszyć twoje samopoczucie, ale nie widywanie go zmieniło cię w zombie z bombą zegarową i mam tego dość.
                Podniosłam głowę i spojrzałam w górę na Kelsey. Patrzyła na mnie z czymś w rodzaju irytacji i rozpaczy.
                - Przepraszam - wymamrotałam, a następnie oparłam głowę z powrotem na poduszce.
                - Nie mów tak. Po prostu wstań, bym mogła cię wyszykować. Czas ucieka - zanuciła, ciągnąc mnie za ramię. - Tik-tak, tik-tak.
                Zrobiłam to dla niej, bo była moją najlepszą przyjaciółką i to ona znosiła mnie, kiedy byłam humorzasta, wredna i przygnębiona. Pozwoliłam jej założyć na mnie sukienkę, upiąć włosy w szybki kok i zrobić minimalny makijaż na twarzy. Zrobiła to w rekordowym czasie, a niecałe dwadzieścia minut później stałyśmy przed zaparkowaną białą limuzyną.
                - Co to jest? - Pisnęłam.
                - To nasz bal maturalny. Musimy świętować jak należy!
                Zadrżałam, kiedy wskoczyłam do limuzyny i ujrzałam te wszystkie dziewczyny, z którymi kiedyś się przyjaźniłam. Uśmiechnęły się, komplementując moją sukienkę, jak gdyby nic się nie stało, ale to była udawana radość. W końcu odsunęłam większość z nich na bok. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkałyśmy się w takim gronie. Moją jedyną bliską przyjaciółką była Kelsey i czułam się nieswojo, kiedy usiadłam między nią a Clarą, siostrą Caleba. Rozmawiałyśmy w drodze do szkoły, w której odbywał się bal, ale moje serce było gdzie indziej. Żadna ilość szampana - nie wiem, skąd go wzięły - ani rozmów nie była w stanie mnie pocieszyć. Tęskniłam za Justinem bardziej, niż kiedykolwiek.
               
                Jak przewidywałam, w ogóle się nie bawiłam. Starałam się nie zrujnować humory Kelsey, ale musiałam uciec się do zadzwonienia po Tysona i poproszenia go, by przyszedł. Pojawił się w dżinsach i skórzanej kurtce, a ja musiałam się upewnić, że go wpuszczą, gdyż kontrastował w porównaniu do reszty chłopaków, którzy spoglądali z zazdrością na jego wygodny strój, będąc w swoich sztywnych garniturach. Kelsey skarciła Tysona i nie przestała, dopóki nie powiedziałam jej, że to ja po niego zadzwoniłam. Doceniałam jej pomysł na babską noc, ale nie chciałam być odpowiedzialna za jej nudę. Więc zapytała mnie z tysiąc razy, czy nie mam nic przeciwko, jak pójdzie zatańczyć z Tysonem, aż w końcu poszła. Tyson posłał mi znaczące spojrzenie, przed zniknięciem w tłumie, które mogłam zinterpretować tylko jako "wiesz, dlaczego w ogóle się nie bawisz". I cholera, wiedziałam.
                Nikt nie zliczyłby, ile razy wyciągałam telefon i w końcu musiałam go wyłączyć, bo potrzeba zadzwonienia do Justina i usłyszenia jego głosu była tak silna, że przestałam sobie ufać. Albo ile razu po odebraniu Tommy'ego z treningu byłam skłonna pojechać na Bronx, by sprawdzić jak Justin się miewa, czy u niego lepiej, czy też za mną tęsknił. Całą siłą woli musiałam się powstrzymać, by nie zrobić żadnej z tych rzeczy, a po chwili zacząłem się zastanawiać, czy to by mi naprawdę pomogło. Miałam nadzieję na regenerację, ale gdybym pozwoliła Justinowi odejść całkowicie, wiedziała, że zraniłabym samą siebie jeszcze bardziej. Moje próby zapomnienia o nim wydawało się bezowocne. Miałam wątpliwości, że starałem się zapomnieć o nim, a bardziej o tym, co zrobił.
                - Wyglądasz, jakbyś potrzebowała drinka.
                Podniosłam głowę i spojrzałam na osobę, która zajęła miejsce obok mnie. Nie wiele ludzi kręciło się po kątach, jak nieudacznicy, tak jak ja, więc byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam Nate'a. Nie dlatego, że myślałam o nim ostatnio, ale spodziewałam się, że przyjdzie z osobą towarzyszącą.
                - Może jednego - przyznałam, biorąc wysoką szklankę, którą mi podał.
                Nate patrzył, jak przełykam napój.
                - Zbyt mocny? Zawsze miałaś słabą głowę.
                Starałam się nie skrzywić, kiedy alkohol zaczął palić moje gardło.
                - Jest w porządku. Myślę, że tego mi trzeba - wzięłam kolejny, dłuższy łyk. Dodając to do szampana, który wypiłam wcześniej, alkohol zaczął dawać o sobie znać, sprawiając, że lekko kręciło mi się w głowie.
                - Tak naprawdę nigdy nie miałem szansy przeprosić cię za to, że cię pocałowałem - powiedział Nate. Chyba próbował wykorzystać sytuację, że nie zbyłam, go tak jak robiłam ostatnio. - Nie powinienem był tego robić, wiedząc, że miałaś chłopaka, ale słyszałem...
                - A ja myślałam, że byłeś dla mnie miłym przyjacielem - splunęłam, pochłonąwszy resztę drinka jednym szybkim ruchem, zanim odstawiłam szklankę. Alkohol już nie palił mnie tak bardzo w gardle.
                - Bells, nie miałem...
                - Daj spokój, Nate. Ty i ja nigdy nie będziemy razem. Myślałam, że możemy skończyć, jako przyjaciele, ale teraz nawet tego nie chcę - machnęłam na to, cokolwiek zamierzał powiedzieć, mając świadomość, że wyładowałam na nim cały tłumiony przez siebie stres, bo on tu akurat był i dał mi drinka. - Dzięki za drinka. Miłego życia.
                Po tych słowach odeszłam. Chciałam znaleźć Kelsey i Tysona i powiedzieć im, że wezwę taksówkę i wrócę do domu, bo bal maturalny był przereklamowany i nie chcę być tu ani chwili dłużej, ale na parkiecie było tak wiele par, a mi kręciło się w głowie i bolały mnie stopy, więc skończyło się na tym, że wysłałam do Kels esemesa. Mam nadzieję, że nic nie pomyliłam, choć prawdopodobnie tak się właśnie stało. Udałam się do przechowalni, by odebrać swój płaszcz i wyszłam na majową noc. Wiatr był chłodny w porównaniu do ogrzewanych pomieszczeń, ale przynajmniej nie było już zimy. Przyszła wiosna. Yay. Czekałam kilka minut oparta o ścianę, oddychając głęboko. Nie wypiłam zbyt dużo, ale biorąc pod uwagę, że nie zjadłam kolacji i z natury miałam słabą głowę, chciałam się upewnić, że nie zemdleję wewnątrz taksówki.
                Kiedy byłam pewna, że mogę stać na nogach, bez chwiania się i mogłam mówić, bez chichotania, zatrzymałam taksówkę. Wewnątrz było ciepło,a kierowca był w średnim wieku i słuchał stacji radiowej z muzyką country. Spojrzał beznamiętnie na mój strój, kiedy dyskretnie zdjęłam buty, by moje stopy mogły na chwilę odpocząć. Trochę było mi niewygodnie w puszystej sukience, kiedy przestrzeń na tylnym siedzeniu taksówki była ograniczona. Szyfon w kolorze szampana i koronki unosiły się wokół mnie i musiałam stłumić chichot.
                - Dokąd? - Spytał monotonnie kierowca. Nie można spodziewać się życzliwości i uprzejmości ze strony większości nowojorczyków, zwłaszcza jeśli pracują na nocnej zmianie.
                Otworzyłam usta, pewna, że miałam zamiar podać adres swojego domu, ale zaskoczyłam samą siebie, gdy moje usta wypowiedziały zupełnie inne słowa.
                - Jacobi Medical Center. I szybko, proszę.
               

_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

98 komentarzy:

  1. OMG caly czas mialam nadzieje, ze sie pogodza w tym rozdziale... liczylam na to. Ale z drugiej stronie nie jest tak latwo wybaczyc takie rzeczy, wiec troche sie nie dziwie brooke... Justin jest przytomny, to najwazniejsze. Teraz tylko musi sie postarac, zeby brookllyn mu zybaczyla i bedzie cudownie. Yay, nie chce, zeby to opowiadanie sie koczylo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, warto było czekać *.* Nie wierze, że to już koniec :c Oby byli razem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam że się nie pogodzą od razu. Świetny czekam na kolejny. Tak btw to nie spałam I czekałam bo miał być nowy, i zapewne się przez to nie wyśpie Ale jakbym go nie przeczytała to bym spać nie mogła
    Jghfhfhfhfgfsafhjkkkhgdsa

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg wrzuc wczesniej jutro najlepiej albo teraz juz nie mogę sie.doczekac omgomgofm

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, jedzie do Justin'a ! Czekam na kolejny. Dziękuję za tłumaczenie. Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  6. dobry boże. kocham cie kobieto. chce następny mbvc

    OdpowiedzUsuń
  7. Najlepsze opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej no niech oni się już pogodzą bo niedługo koniec. Mój boże mam przeczucie że coś złego się stanie i ktoś umrze i oni nie będą razem

    OdpowiedzUsuń
  9. I znowu płacze <3 :""( Justin się obudził asdfghjkl

    OdpowiedzUsuń
  10. KOCHAM CIĘ I JEZU DZIĘKUJĘ ZE TLUMACZYSZ ASHFIANSORNKXJA OBY DO SIEBIE WROCILI NOOOOO ASHFISNEJNDJX

    OdpowiedzUsuń
  11. dziękuję !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! powodzenia na sesji ! oczywiście i tak zdasz celująco !- trzymam kciuki
    a co do rozdziału to jestem pod wrażeniem zachowania Brooke..pozytywnie... w sensie, że podała adres szpitala. Głupio, że ucięło się w takim momencie, ale ważne, że o tyle jesteśmy do przodu z tą parą, ale smutne, że coraz bliżej końca wspaniałego opowiadania !!!
    jeszcze raz dzięki za przetłumaczenie i czekam na NN !!!
    kocham xo /@Iwonalove1d

    OdpowiedzUsuń
  12. omg *.* przeczytalam i od razu powiem ze jestem zaskoczona tym ze Brook nie rzucila sie na Justina jak tylko weszla.do szpitala ^^ ale tymbardziej ciesze sie bo nie jest ja w typowym ff ze fabuła jest do przewidzenia. No i koncowka oczywiscie bedzie mnie teraz trzymala przez tydzien w napieciu ... ahh mam nadzieje jednak ze tak jak napisalas uda ci sie szybciej dodac kolejny :):) swietnie tlumaczysz i za to cie kocham <3 no i oczywiscie trzymam kciuki zeby ta twoja nauka nie poszla w las :):)

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślałam że Justin jakoś postara sie o nią czy coś... nie dziwię sie brooklyn. rozdział cudowny i czekam na nn :)
    będę trzymać kciuki :))
    nie chce końca tego :((

    OdpowiedzUsuń
  14. W tym rozdziale zaskakująco mało płakałam. I JUSTIN SIĘ OBUDZIŁ DJFBDHDJVHJDJ i to jak powiedział Jazzy, że ją kocha. Jedno wielkie awwwwwwwwww <3 I Brooklyn jedzie do Justina fjsdkshssg powie, że mu wybaczyła, że za nim tęskniła i jak bardzo go kocha. BĘDZIE TAK TYLKO MÓWIĘ. No bo oni muszą być razem no. I nie ma innej opcji. Dziękuje że tłumaczysz <3
    Pozdrawiam @HungryJustin

    OdpowiedzUsuń
  15. cos jest ze mna nie tak skoro kocham wymyśloną parę ? Jejuuuuuuuuuuuuuuuuu nawet nie wesz jak Cie nienawidze za to, ze to juz koniec. nie mozesz wymyslec czegos sama ? BLAGAM. Ha ja tez sesja. TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUUUKI ! Kocham Cię za to jak tłumaczysz. wczesniej czytalam w oryginale ale tyle tam slangu i wgl ze sie gubie i tworze nowe opowiadanie xd Buziaczky ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. no ciekawe co będzie z nimi dalej rjdksjkfckskekwcifieipowodzenia na sesji! // @roszkaa

    OdpowiedzUsuń
  17. Gfddefr super,
    Dziekuje ze tlumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeju jak to sie skonczy za chwile i nie bedzie 2 rozdzialu to bedzie to najglupsze zakonczenie ever :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, że się pogodzą :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny rozdział kocham cię <33333

    OdpowiedzUsuń
  21. Teraz Brooklyn pojedzie do szpitala i rzuci mu się na szyje <3 Justin ją przeprosi, a ona mu wybaczy <3 - chciałabym żeby tak było :'). Rozdział jak zwykle cudowny, nie wiem co będe robiła jak skończy się BRONX :'( Nejlepsze opowiadanie ever <3 a tak btw. już w piątek premiera "Believe" <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham kocham kocham!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Extra *.* szkoda że to prawie ostatni ;C Kiedy dodasz kolejna część??

    OdpowiedzUsuń
  24. OMG SUUPER KOCHAM TO..Jej mam nadzieję że się pogodzą
    ~Największa fanka.. <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Boski!*.*
    Nie mogę doczekać się nexta! Kocham to!<33

    OdpowiedzUsuń
  26. WOW *.* super.. zycze milego tlumaczenia ;>

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny *.* BROOKE MASZ WYBACZYĆ JUSTINOWI KONIEC KROPKA. Jejku szkoda, że się kończy ;// Kocham to ff <3 Czekam nn ♥

    OdpowiedzUsuń
  28. Wspaniałe ! Uwielbiam cię i to tłumaczenie.Mam nadzieję że w końcu się pogodzą i znów będą raze:) Zapraszam do siebie www.justinalicja.blogspot.com dopiero zaczynam więc liczę na szczerość :P

    OdpowiedzUsuń
  29. boże świetny!!! Czekam na nn;* Kc!

    OdpowiedzUsuń
  30. w następnym Brooklyn spotka się z Justinem i będą razem pojadą nawet gdzieś razem :D

    OdpowiedzUsuń
  31. z niecierpliwością czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  32. Awww.. pojedzie do niego.. Już nie mogę doczekać się kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  33. boze koham kocham kocham !!!!!!1 czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Awww... jak słodko <3 pojedzie do niego?! Może w końcu się pogodzą, omomomm ;* Kocham Cię i czekam na nn! ps. oczywiście czymam za Cb kciuki... yolo ; )

    OdpowiedzUsuń
  35. Bojciu rozdział świetnie przetłumaczony :-) Aaaaa myslalam że się pogodzą a tu nic :-\ oby w następnym sie pogodzili :-D
    Kiss Kiss, dzięki że tłumaczysz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  36. jezu, jezu, jezu! Świetny <3 czekam na next mmmm <3

    OdpowiedzUsuń
  37. Omg kocham kocham kocham <3 ja juz chce nexta ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  38. Jaaka zajebioza :3

    OdpowiedzUsuń
  39. KOCHAAAAAM NO <3333~!

    OdpowiedzUsuń
  40. Ufff..strasznie sie ciesze, ze Justin sie w koncu obudzil. Zostaly 2 rozdzialy +epilog mama nadzieje, ze to starczy by sie pogodzili i zeby wrocilo to uczucie, ktore ich polaczylo :) Juz niecierpliwie czekam na kolejny rozdzial.
    Pozdrawiam :**
    @LoveYaBieber_xo
    P.S. Nie wiem co sie stalo, ale napisalam taki dluzszy komenatrz pod poprzednim rozdzialem i po dodaniu widzialam go, ale juz nastepnego dnia nie :(

    OdpowiedzUsuń
  41. Niesamowity, niesamowity, niesamowity!Mam szczerą nadzieje, że ponura atmosfera minie w następnym rozdziale :D czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  42. Cuuudeńko ! <3 Powodzenia ! :*

    OdpowiedzUsuń
  43. bożeeeee błagam kolejny , oby był happy end ;-;

    OdpowiedzUsuń
  44. meeeeega *.* uwielbiam ich ! Mam nadzieję że się pogodzą... Justin nie możesz tego zawalić !

    OdpowiedzUsuń
  45. świetny <33333 czekam na kolejny ; )

    OdpowiedzUsuń
  46. Taaak niech jedzie do tego szpitala i się pogodzą <3

    OdpowiedzUsuń
  47. OMG!
    Ja chcę żeby znowu byli razem!
    Już, teraz ZARAZ!
    KOCHAM ICH <3

    OdpowiedzUsuń
  48. nie chce końca! I myślałam, że on pojawi się z Tysonem, ale bez kitu on jeszcze w szpitalu! Nie chce końca... nie czytam już następnych rozdziałów i dziękuje za tłuczenie. Ucz się, ucz

    OdpowiedzUsuń
  49. Haha myślałam, że Justin się pojawi na balu tak jak obiecał no ale go nie było ;/ Rozdział jak zawsze świetny <3 mam nadzieje ze się pogodzą i wrócą do siebie w szpitalu ^^ czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  50. Trzymam za Ciebie kciuki :*** ;)
    Rozdział świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ona podała adres szpitala jestem pewna ! Cudny rozdział ale smutny przez tą rozmowę :( KC <3

    OdpowiedzUsuń
  52. powodzenia ♥ a rozdział... matko bosko, świetny, mam nadzieję że się pogodzą, szczególnie że to już końcówka opowiadania... pewnie ze względu na alkohol w jej organizmie troche na niego pokrzyczy, no chyba że będzie spał, to nie wiem... kocham Cię ♥

    OdpowiedzUsuń
  53. jezu boski. nie mogę się doczekać następnego <3
    http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  54. czy to jest adres Justina?! omg defgojlheghkdfgh powodzenia w nauce! <3

    OdpowiedzUsuń
  55. Czytam. Kropka i wgl xd Zeby bylo wiadomo! :) a i ps. NIE MOGLAM SIE DOCZEKAC!!!! :OOO XD UWIELBIAM <3333

    OdpowiedzUsuń
  56. kochammm *.* czekam na kolejny ;D <33333333

    OdpowiedzUsuń
  57. Świetny :) oni musza być razem, nie ma innej opcji xD
    Dziękuję, że to tłumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Błagam dawaj szybko nowy rozdział, bo nie wytrzymam. Błagam, błagam, błagam! ❤️ Co do tego rozdziału, to naprawdę cudowny: pełen akcji i wszystkiego, co powinien mieć perfekcyjny rozdział. A w następnym na pewno będzie się działo równie dobrze :D Z jednej strony chcę jak najszybciej te rozdziały, ale z drugiej nie chcę żeby Bronx się kończył :( Takie smutne uczucie mnie ogarnia, gdy to sobie uświadamiam :< To opowiadanie jest jednym z najlepszych jakie czytałam i to będzie naprawdę smutne, gdy się skończy :(((

    OdpowiedzUsuń
  59. O Boże! Jak ja kocham to tłumaczenie!!! Jestem cholernie ciekawa co będzie dalej.. Czekam na następny! Bardzo dziekuję Ci za tłumaczenie : ) x Kocham Cię <3
    @JustenAkaMyLove

    OdpowiedzUsuń
  60. Jeju! Cudo! Dziekuje ze tlumaczysz! Jestem ci bardzo wdzieczna!! Powodzenia w nauce! :**

    OdpowiedzUsuń
  61. genialne i... nie wiem co mogę więcej powiedzieć,brakuje mi słów,przepraszam. Szkoda ze juz się kończy,wielka wielka szkoda... Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  62. Jezu, już nmg się doczekać kolejnego rozdziału !!! Oby się pogodzili, coś cuzję że Brooklyn jest w ciąży i to ma jakiś tam sens. Boze jak ja kocham B.R.O.N.X !!! ♥♥♥ Szkoda,że nie będzie 2 części :( Zapraszam też do siebie : http://myhereforyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  63. OMG <3 ja chce kolejny !

    OdpowiedzUsuń
  64. Tak ! wiedziałam że do niego pojedzie ! :D
    A tak btw kocham cię za to że to tłumaczysz i znajdujesz na to czas <3

    OdpowiedzUsuń
  65. Omg placze :') super rozdzial. Mam nadzieje ze wszystko bd ok ;*

    OdpowiedzUsuń
  66. AW JEZU TO JEST NAJLEPSZE, KOCHAM TO, BYE.
    XD
    NO I BĘDĘ TRZYMAĆ KCIUKI ZA CIEBIE! :) + MAM PYTANIE, CZY JEŻELI SKOŃCZYSZ TŁUMACZYĆ JUŻ BRONXA KIEDY SIĘ SKOŃCZY MASZ ZAMIAR TŁUMACZYĆ JAKIEŚ NASTĘPNE? PYTAM, PONIEWAŻ JEST DUŻO ŚWIETNYCH ZACZĘTYCH FF, ALE TŁUMACZKI NIE DOKOŃCZYŁY ICH, MÓWIĄC ŻE SĄ ZA TRUDNE DO TŁUMACZENIA ETC. NAPRAWDĘ NIE ROZUMIEM JAKI JEST SENS ZACZĘCIA TŁUMACZENIA I NIE DOKOŃCZENIA GO, TO TAK STRASZNIE DENERWUJE. EH ;/ NO CÓŻ.. MIŁEGO WIECZORU :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie będę tłumaczyć nic nowego. Nie wiem, czy dałabym radę pogodzić wszystkie swoje obowiązki + jeszcze systematyczne tłumaczenie. Zobaczę :) Gdybym znalazła takie zajebiste opowiadanie, które by mi się spodobało, to czemu nie? Ale na razie nie planuję zaczynać nowego tłumaczenia ;)

      Usuń
  67. A 62 rozdział, kiedy będzie dostępny, będzie on wgl tutaj na tej stronce ? :) + BARDZO DZIĘKUJĘ ZA TŁUMACZENIE ! ;33

    OdpowiedzUsuń
  68. niesamowite jeju :*:* najlepsze tłumaczenie jakie czytałam, niecierpliwie czekam na ciąg dalszy aczkolwiek rozumiem że masz swoje sprawy i nie zawsze masz na to czas ale mimo wszystko kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  69. świetne, nie mogę się doczekać nexta, popłakałam się i to nie raz. Kocham cb i wszystkich ogólnie i mi odbija, bo nie ma następnego rozdzialu ;<

    OdpowiedzUsuń
  70. Super tłumaczenie, powodzenia w dalszej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  71. Omg cudowny skddkajdbdjs chce juz nn mam nadzieje ze beda razem <3

    OdpowiedzUsuń
  72. Ten blog jest cudowny *-* Dziekuje Ci za jego tlumaczenie <3 Mam nadzieje, ze sie pogodza :* Wiem, ze nie latwo bedzie Brook wybaczyc Justinowi. Kocham ich *-* I jeszczecraz Dziekuje Ci za tlumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  73. Cudowny *.*
    Z niecierpliwością czekam na następny :p
    Zapraszam do siebie :>
    Dopiero zaczynam, ale mam nadzieję, że się spodoba :)

    http://youaremyshawty6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  74. Ooo moj Justin sie obudzil. A ryczeee.
    Jejkuu jak chce zeby byli juz razem. Prosze. No. I ja nie moge 2 rozdzialy i koniec. Czy ja juz moge zaczac plakac?? :( ;(
    Kocham cie za to wszystko. A no i powodzenia na sesji zycze. Uda ci sie :*
    xoxo
    @Just_to_dream_

    OdpowiedzUsuń
  75. Poplakalam się....jezu ja sie tak wczuwam w tą zmyśloną parę XD bede płakać jak opowiadanie się skończy. ...☹ dziękuję że dokończysz tłumaczenie:) szkoda BARDZO że nie będzie drugiej części:( bardzo się zżyłam z historią Justinka i Brooke i smutno tak jakoś więc mam nadzieję że się pogodzą i będą już razem na zawsze:") kocham cię i powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  76. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  77. Mam nadzieje że Justin i Brooklyn się pogodzą

    OdpowiedzUsuń
  78. Pogodzą się ! <33333333
    łihuhuhuhuuhhuhu <3 <3 /aleksandrabrooks

    OdpowiedzUsuń
  79. Justin się obudził Jupiii :)
    Jeszcze tylko niech wrócą do siebie i będzie zajebiście :D

    OdpowiedzUsuń
  80. Do końca myślałam, że Justin przyjdzie na ten bal taki poturbowany i wgl, ale przyjdzie. Szkoda. :( Ale i tak cudowny<3333

    OdpowiedzUsuń
  81. Ona powiedziełą :Lubisz mnie?"
    | On powiedział "nie".
    | Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.
    | Znowu powiedział "nie".
    | Zapytała wiec jeszcze raz:
    | " Jestem w twoim sercu?"
    | Powiedział "nie".
    | Na koniec się zapytała: "Jakbym odeszła, to byś
    | płakał za mną?" Powiedział, ze "nie".
    | Smutne - pomyślała i odeszła.
    | Złapał ja za rękę i powiedział: "Nie lubię Cię,
    | kocham Cię. Dla mnie nie jesteś ładna,
    | tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu,
    | jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą,
    | tylko umarłbym z tęsknoty."
    | Dziś o północy twoja prawdziwa miłość zauważy, że
    | Cię kocha.
    | Coś ładnego jutro miedzy 13-16 się zdarzy w Twoim
    | życiu, obojętnie gdzie będziesz w domu, przy
    | telefonie albo w szkole.
    | Jeśli zatrzymasz ten łańcuszek, nie podzielisz się
    | tą piękną historią - to nie znajdziesz szczęścia w
    | 10 najbliższych związkach, nawet przez 10 lat.
    | Jutro rano ktoś Cię pokocha.
    | Stanie się to równo o 12.00.
    | Będzie to ktoś
    znajomy.
    | Wyzna Ci miłość o 16.00
    |Jeśli ci się nie uda wysłać tego do 20 komentarzy zostaniesz na zawsze sam\sama

    OdpowiedzUsuń