59. Playing with fire

Brooklyn

                Poranek przywitał mnie, zanim zdałam sobie z tego sprawę, a moja mama pojawiła się w szpitalu z kawą i jagodowymi muffinkami ze Starbucksa, oraz reklamówką z ubraniami na zmianę dla mnie. Najpierw przytuliła mnie bardzo mocno, a następnie pocałowała w policzek.
                - Wyglądasz okropnie, kochanie.
                Mama przyniosła tyle kawy, by podzielić się z całym piętrem szpitalnym, więc wszyscy mieliśmy śniadanie - Jazmyn, Kelsey, Sam, Mike, Luke i Will, który przyszedł jako pierwszy z samego rana - zanim zaciągnęła mnie do toalety.
                Przebrałam się w dżinsy oraz czerwony golf i umyłam zęby, co miało być zastępstwem za kąpiel, bo odmówiłam opuszczenia szpitala. Grzebień, który przyniosła mama przynajmniej dwukrotnie utknął w moich włosach. Jęczałam i krzywiłam się za każdym razem, gdy przeczesywała splątane kosmyki. W duchu wiedziałam, że kochała to robić. Gdy skończyła, wyglądałam przynajmniej w połowie jak człowiek.
                - Nadal uważam, że powinnaś iść do domu, by się przespać - powiedziała mama, gdy dołączyłyśmy do reszty w poczekalni. Ta przy OIOM-ie była trochę większa i ładniejsza, gdzieniegdzie znajdowały się rośliny doniczkowe i szklane stoliki do kawy z czasopismami. Była też bardziej zapełniona, niż poczekalnia na ostrym dyżurze, ale to nie było już pozytywną informacją.
                - Nie idę - powtórzyłam. Nie chciałam się ruszyć poza oddział intensywnej terapii. Nie muszę chyba dodawać, że Tyson i ja zostaliśmy wyrzuceni z sali dziesięć minut po tym, jak weszliśmy, przez pielęgniarkę, która dbała o bezpieczeństwo pacjentów w nocy. Uprzejmie nas ostrzegła, że jeśli jeszcze raz nas tutaj złapie, to wezwie ochronę. Mimo, że chciałam być obok Justina kiedy otworzy oczy, to byłam wdzięczna, że przynajmniej mogłam go przez chwilę zobaczyć, bo teraz z rana szpital był bardziej zatłoczony, było więcej pielęgniarek i lekarzy i zakradnięcie się na salę byłoby niemożliwością. Nawet pod pretekstem bycia jego narzeczoną. Pattie i Jazmyn mogły do niego wchodzić i tam spędzały większość czasu, choć wiedziałam, że to musiało być nudne, gdy nie można było uzyskać od Justina żadnej odpowiedzi. To był zupełnie nowy poziom bólu w sercu.
                Sam poklepała miejsce obok siebie, kiedy ujrzała, jak idę korytarzem. Spojrzałam na swoje paznokcie. Jeszcze nigdy nie obgryzłam ich tak krótko. Jeden nawet krwawił.
                - Musisz się wyluzować, bo zrobi ci się tętniak - powiedziała, kiedy opadłam na małą niebieską kanapę obok niej.
                Westchnęłam. Czułam niepokój w żołądku przez wiele godzin.
                - Po prostu bardzo się martwię - powiedziałam, podrygując kolanem.
                Sam położyła dłoń na mojej nodze, by to powstrzymać.
                - Wszyscy się martwimy, ale to Justin. Uwielbia być w centrum uwagi od czasu do czasu. Obudzi się, jak tylko znudzi mu się przedstawienie.
                Wiedziałam, że próbuje trochę mnie rozweselić, ale nie byłam w stanie nawet się uśmiechnąć.
                - Nawet nie wiem, co się stanie, gdy się obudzi.
                - Co masz na myśli? Jeśli mam być szczera, to nie mam pojęcia, co się wydarzyło między wami, ponieważ Justin unikał moich pytań. To oznacza, że źle się z tym czuje.
                Spojrzałam na nią. Jej brzuch był już ogromny. Termin porodu miała wyznaczony na sierpień, co oznaczało, że zostały jeszcze tylko cztery miesiące. Dla mnie wyglądało tak, jakby mogła zacząć rodzić w każdej chwili, ale co ja tam wiem o dzieciach.
                - Dlaczego miałby się czuć z tym źle? - Zapytałam zdezorientowana.
                - Och, bo wie, że cię skrzywdził. Zależy mu na tobie. On cię kocha.
                - Ostatnio mówił co innego - mruknęłam kwaśno.
                - Myślałam, że już się nauczyłaś, że Justin rzadko mówi to co myśli. Ma dziwny mechanizm w mózgu do przetwarzania jego uczuć do innych ludzi i czasem robi jakieś gów... bzdury - poprawiła się. - Zero przeklinania przy dziecku - wyjaśniła.
                Wydałam z siebie dźwięk, który miał być chichotem, ale brzmiał bardziej, jak jęk.
                - On mi powiedział, że zakochałam się w kimś, kto nie istnieje - oznajmiłam, starając się brzmieć rzeczowo, a nie emocjonalnie.
                - Och, proszę cię, on jest tak beznadziejnie dramatyczny - zadrwiła Sam. - Zachowuje się dziwnie przy każdym odkąd jego tata... no wiesz - skinęłam głową. - Założę się, że próbuje odsunąć cię od siebie, bo źle mu z tym, że wie, że cię rani.
                - A nie łatwiej byłoby przestać mnie ranić, by nie czuć się źle?
                - Znasz to powszechne przekonanie, że mężczyźni są łatwi do rozszyfrowania? - Zapytała Sam. - Cóż, to nieprawda.
                W tym momencie moja mama wtrąciła się do rozmowy.
                - Och, ty musisz być Sameera. Jestem Kate, mama Brooke - usiadła po drugiej stronie Sam, a ja ukryłam twarz w dłoniach. Moja mama nigdy taka nie była, więc czemu nagle tak bardzo się zmieniła?
                Zaczęły pogawędkę o płci dziecka, którą Sam i Mike postanowili poznać dopiero, gdy on/ona się urodzi. Następnie rozmawiały o imionach dla dziecka - mama podsunęła nawet kilka swoich pomysłów, które byłam pewna nie spodobały się Sam, ale była na tyle uprzejma, by zachować do dla siebie.
                Nie słuchałam ich zbyt uważnie, bo pojawienie w poczekalni pewnej osoby zmroziło mi krew w żyłach.
                Alejandra wyglądała tak, jakby pojawiła się na imprezie, na którą nie została zaproszona. Wszyscy odwrócili się w jej stronę, a ona się zarumieniła. Nie mogłam sobie wyobrazić, dlaczego tu wróciła po ostatnim wieczorze, albo czemu tak bardzo martwiła się o Justina. Albo on o nią.
                Tak szybko, jak nasze spojrzenia się spotkały, wiedziałam, że przyszła ze mną porozmawiać. Wyglądała znacznie lepiej, niż wczoraj i znacznie lepiej, niż ja, ale nie dbałam o to. Moja mama posłała mi zaciekawione spojrzenie, a Sam otworzyła szerzej oczy, kiedy zobaczyła, jak wstaję. Nie wiem, czy chciała mnie tym ostrzec, bym nie zostawiała jej sam na sam z moją mamą, czy była po prostu zaskoczona, ze dobrowolnie idę w stronę Alejandry.
                - Ochłonęłaś się na tyle, by porozmawiać? - Zapytała Alejandra, tylko z odrobiną pewności.
                Skinęłam głową. Prawdę mówiąc, było mi strasznie wstyd sceny, którą zrobiłam wczoraj w poczekalni przy ostrym dyżurze. Po tym, jak złość mi przeszła i zaczęłam czuć smutek, lęk i bezradność, chciałam się kopnąć za krzyczenia i przeklinanie. To nie tak, że ją przeproszę, bo przecież po tym wszystkim, co mi zrobiła, nazwanie ją suką nie było takie okropne.
                - Możemy pójść w bardziej ustronne miejsce? - Zaproponowała, nadal stojąc z wyprostowanymi plecami, jakby fakt, że każdy utkwił w niej spojrzenie, wcale jej nie zrażał.
                - Nie chcę go zostawiać - powiedziałam, zanim mogłam się powstrzymać. Nie chciałam przyznać się to tego przed Alejandrą.
                Przewróciła oczami, ale jej głos był zaskakująco łagodny, gdy się odezwała.
                - Kawiarnia jest tylko piętro niżej.
                - Zadzwonimy do ciebie, jeśli coś się zmieni - powiedziała delikatnie Kelsey, kładąc dłoń na moim ramieniu. Przychodziła tu, kiedy tylko była w stanie i nie opuszczała boku Tysona. Cieszyłam się, że miał ją przy sobie w tak trudnym momencie, ale trochę mnie bolało, jak widziałam ich razem, gdy sama byłam ponura i samotna.
                - Okej - zwróciłam się do Alejandry. - Prowadź.
                Nie odezwałyśmy się, dopóki obie nie miałyśmy przed sobą kubków kawy - potrzebowałam tyle kofeiny, bym mogła jakoś funkcjonować - i siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy małym, okrągłym stoliku.
                - Dobra - zaczęła. - zaczęła - Zakładam, że mnie teraz nienawidzisz, bo uważasz, że to wszystko moja wina.
                - Ja tego nie powiedziałam. Po prostu nie rozumiem, co się stało, to wszystko.
                - To jest nas dwie - powiedziała, wlewając śmietankę i wsypując cukier do swojego kubka. - Nie mam bladego pojęcia, dlaczego skoczył by mnie uratować, ale mogę powiedzieć ci swoją teorię.
                Zmrużyłam na nią oczy, marszcząc nos.
                - Masz jakąś teorię? - Czy ta dziewczyna myśli, że to jakieś CSI, czy coś?
                - Tak, mam. Chcesz ją usłyszeć, czy nie? - Warknęła, za co nie mogę jej winić, bo byłam dla niej niemiła, jako pierwsza.
                - Zamieniam się w słuch - oznajmiłam.
                - Okej, zacznijmy od ostatniego piątku, dnia, w którym zerwaliście ze sobą - powiedziała. - Powiedzmy, że Justin i ja odbyliśmy rozmowę od serca, zanim przyjechałaś z Tylerem. Powiedziałam mu, że zerwałam z Tylerem przez to, co ci zrobił. Mimo, że nie jesteś moją ulubioną osobą, to było pokręcone i chore, a ja nie mogłabym być z kimś takim.
                Byłam zaskoczona faktem, że rzuciła Tylera po tym, co mi zrobił.
                - Nie myśl, że byłaś jedynym powodem - dodała, jakby czytając mi w myślach. - Po prostu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic do niego nie czuję - sposób w jaki to powiedziała, dał mi do myślenia, że było zupełnie na odwrót. - Więc powiedziałam Justinowi, że nie przeszkadza mi jego związek z tobą i że nie będę już próbować rozdzielić was dwojga, ale myślałam, że on sam powoli to tego dążył. Wiem, co robił za twoimi plecami i że cię okłamywał, bo myślał, że to czego nie wiesz, wcale cię nie zrani. Ostrzegałam go, że w końcu znudzisz się tym gównem i w końcu cię straci, jeśli nie skończy z wszystkimi bzdurami.
                - Wygląda na to, że cię nie posłuchał - rzuciłam.
                - Jeśli nie zauważyłaś, to Justin nie jest jedną z tych osób, które słuchają otrzymywanych rad. Jest zbyt zajęty nienawiścią do samego siebie, by widzieć dobre strony, więc wszystko spieprzył.
                Naprawdę byłam pod wrażeniem jej słownictwa, dopóki nie skończyła zdania.
                - Więc chcesz mi powiedzieć, że to nie twoja wina, że ze mną zerwał? Że w rzeczywistości poradziłaś mu, by przestał być dupkiem, a my nie skończylibyśmy w ten sposób? - Przynajmniej nie wspomniała o tym, że spotykali się za moimi plecami, a ja nie byłam na tyle odważna, by o to zapytać.
                - Nie, nie o to chodzi - powiedziała, wykonując gest, który oznaczał, że traci cierpliwość. - To znaczy, to chyba część tego. Chodzi mi o to, że Justin nie był sobą w ciągu ostatnich tygodni. Robił te wszystkie niebezpieczne i szalone rzeczy. Igrał z ogniem, więc się sparzył.
                - Myślę, że to zrozumiałe - powiedziałam cierpko.
                - Brooklyn - Alejandra wymówiła moje imię z taką determinacją, że musiałam wziąć ją na poważnie. Położyła dłonie na małym stoliku i pochyliła się w moją stronę. - Myślę, że on czuje się winny. Winny, że złamał ci serce i zawiódł jedyną dobrą rzecz, która została mu w życiu. On jest dobry w maskowaniu emocji, ale nie aż tak dobry. Zanim zdarzył się wypadek, rozmawiałam z nim. Był dupkiem i to jest to, co robi, gdy jest na siebie zły.
                - Skąd go tak dobrze znasz? - Poczułam ukłucie czegoś; nie była to ani zawiść, ani zazdrość, bo znałam go lepiej niż ona, ale to było coś negatywnego. Nie podobał mi się fakt, że dostrzegała rzeczy, które byłam pewna, że tylko ja dostrzegałam wcześniej.
                - Nie musisz grać roli zazdrosnej dziewczyny - Alejandra uśmiechnęła się do mnie. - Nie jestem już zainteresowana Justinem.
                Uniosłam brew.
                - Ale odpowiadając na pytanie, gdy byliśmy razem...
                - Nie byliście razem.
                - ...obserwowałam Justina częściej, niż on kiedykolwiek spoglądał na mnie. Nauczyłam się kilka rzeczy o tym, jak działa jego umysł. Poza tym, znam go od lat - dokończyła nieco smutno, zupełnie ignorując moje wtrącenie.
                Teraz byłam pewna, że Justin mnie nie zdradził - albo nie zdradził mnie już po zerwaniu - więc poczułam, że pewien ciężar znika z moich barków.
                - To nie wyjaśnia, dlaczego wskoczył przed pędzący samochód Tylera. Bez urazy, ale wolałabym widzieć ciebie leżącą w śpiączce na szpitalnym łóżku.
                Alejandra uśmiechnęła się do mnie złośliwie.
                - Lubię cię o wiele bardziej, gdy się nie odzywasz.
                Wzruszyłam ramionami.
                - Nieważne. Tutaj pojawia się moja teoria - powiedziała, wracając do tematu. - W sumie mam dwie, ale są podobne. Według pierwszej, zrobił to bo wiedział, że Tyler naprawdę planował wjechać w niego, a nie chciał dodawać tego do winy, którą i tak już czuł. Może pomyślał, że jeśli uratuje niewinne życie, w tym przypadku moje, to poczucie winy zniknie. Wiesz, dobry uczynek w zamian za zły uczynek.
                - Oddanie życia jest dobrym uczynkiem? - Zapytałam raczej przerażona.
                - To prowadzi do mojej drugiej teorii - powiedziała Alejandra. - I nie oddał swojego życia. Nie jest jeszcze martwy, pamiętasz? - Jeszcze. Wydawało się, że chciała cofnąć te słowa, jak tylko je wypowiedziała. To brzmiało źle. Justin będzie żył. - Chodzi mi o to, że nienawiść do samego siebie mogła go doprowadzić do zrobienia czegoś tak głupiego i lekkomyślnego jak to. Nie sądzisz, że to możliwe? Dla mnie to brzmi, jak coś w stylu Justina.
                Dla mnie też.
                - Ostatnio mówił, że jego życie jest zniszczone i że nic już się nie liczy - wyszeptałam. Jej teoria nabierała coraz więcej sensu, przez co poczułam ciarki na plecach. - Nie sądzisz, że zrobił to celowo, że chciał, no wiesz... prawda?
                - Nie! - Zawołała, a ja poczułam dziwną ulgę. Przez dosłownie sekundę mój umysł rozważał pomysł, że Justin rzeczywiście chciał umrzeć. - On nigdy nie zrobiłby tego tobie, ani swojej rodzinie. Nie jest tak popieprzony. Ale przez wszystkie tłumione negatywne emocje, a z tego co powiedział mi wczoraj Tyson, pogorszyło mu się, odkąd się rozstaliście, musiał chcieć zrobić coś dobrego, co przeważyłoby te złe rzeczy. Coś co pozwoliłoby mu czuć się mniej bezwartościowo.
                Powoli skinęłam głową, niechętnie się z nią zgadzając.
                - To ma sens.
                Posłała mi prawdziwy uśmiech.
                - Właśnie wymyśliłam trzecią teorię. On mnie naprawdę kocha. Tak bardzo, by oddać za mnie życie.
                - Wykluczone - odpowiedziałam stanowczo, prawie się uśmiechając.
                Po chwili Alejandra znów przemówiła tonem pełnym powagi.
                - Mówiłam prawdę, kiedy powiedziałam, że nie jestem już zainteresowana Justinem. On jest w tobie tak szaleńczo zakochany, byłoby głupio z mojej strony, gdybym dalej w to brnęła - jej ciemne oczy utkwione były w pustym już kubku po kawie. - Założę się, że śni o tobie teraz - dodała, z czymś pomiędzy smutnym śmiechem, a parsknięciem. - Tak bardzo cię kocha.
                Jeśli powtarzali mi to wszyscy, w tym Alejandra, to czemu nie mogłam w to uwierzyć? Bo musisz usłyszeć to od niego, odpowiedziałam sobie.
                - Alejandra - powiedziałam, zanim odeszła od stołu.
                Spojrzała na mnie wyczekująco.
                - Dzięki - powiedziałam szybko i niepewnie, bo uwaga, naprawdę dziękowałam Alejandrze.
                Wyglądała na naprawdę zaskoczoną moimi słowami, tak bardzo, że lekko pochyliła się do przodu. Wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Przytuliłyśmy się. I to było tak dziwne i niezręczne, jak zawsze myślałam, że będzie.
               
**
               
                Kiedy personel szpitala około dziesiątej wieczorem został zastąpiony nocną zmianą, zostałam tylko ja, Pattie, Tyson i Jazzy.
                Niestety, kiedy wróciłam z kawiarni po najdziwniejszej i najbardziej nieoczekiwanej rozmowie mojego życia, rokowania Justina były bez zmian. Dla mnie to nawet nie były rokowania, ponieważ nie dali nam żadnych pożytecznych informacji. Jego stan jest stabilny, ale nadal nie wiemy, kiedy się obudzi. Nie minął nawet tydzień, a ja już byłam zestresowana. Chciałam, by otworzył oczy i po prostu powiedział jeden z jego nieodpowiednich komentarzy lub okropnych żartów i rozśmieszy mnie, sprawiając, że zapomnę o wszystkich przykrych rzeczach, które wydarzyły się od śmierci jego taty. Ale życie nie działa w ten sposób. Nie ma czegoś takiego jak cuda.
                Jedna rzecz przykuła moją uwagę, a mianowicie moja mama i Pattie były pochłonięte jakąś rozmową w kącie, mówiły półgłosem, a mama położyła dłoń na ramieniu Pattie. Nie zapoznałam ich wcześniej ze sobą, bo Pattie była u Justina, ale musiały same to zrobić. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że moja mama będzie tak empatyczną kobietą, ale w końcu ona bardzo mnie zaskakiwała ostatnio. Myślę, że sam fakt, iż obie były matkami mógł je do siebie zbliżyć. Cieszyłam się, że się dogadywały.
                Mama pojechała do pracy po tym, jak kazała mi zjeść jakiś gówniany obiad z kawiarni, choć nie byłam głodna. Nie widziałam Justina cały czas, a bycie w szpitalu, nie mogąc nic robić było nudne do tego stopnia, że Jazzy, Tyson, Kelsey i ja zaczęliśmy grać w "to, co widzę". Jakiś czas po tym, zdrzemnęłam się na ramieniu Tysona, tylko by obudzić się po chwili, widząc nieprzyjemne spojrzenia posyłane przez pielęgniarki. Można by pomyśleć, że pracując w szpitalu są przyzwyczajone do widoku ludzi, drzemiących w poczekalniach. Nie spałam długo, bo byłam niespokojna i nerwowa. Sen długo nie przychodził, a kiedy w końcu to zrobił, a ja zamknęłam oczy, ujrzałam Justina całego zakrwawionego, bladego i ledwo łapiącego powietrze, więc obudziłam się z lękiem. Czyli w zasadzie funkcjonowałam tylko na kawie. To nie tak, że to było coś nowego. Robiłam tak od tej historii, jak to Tyler ustawił ten cały atak na mnie po to, by grać bohatera. Nie mogłam zamknąć oczu i śnić o dobrych rzeczach.
                - Chcesz do niego iść? - Zapytał Tyson. Ta sama blondynka z poprzedniej nocy siedziała za biurkiem przed drzwiami na oddział intensywnej terapii. Układała jakieś papiery, kiedy posłała nam spojrzenie i potrząsnęła głową. Pewnie spodziewała się, że znów będzie musiała udawać, że wierzy w nasze kłamstwa. Myślę, że taki był plan Tysona. Byłam za.
                - Oczywiście - powiedziałam ze swoim małym figlarnym uśmieszkiem.
                Prawie wykonałam taniec szczęścia, gdy kobieta powiedziała.
                - Och, nie mogę uwierzyć, że zapomniałam fartucha. Nie będzie mnie tu kilka minut. Nikt nie będzie pilnował tych drzwi przez moment - kusiło mnie, by powiedzieć dziękuję, ale też udawałam i czekałam, aż blondynka zniknie nam z oczu.
                Justin wyglądał tak samo, jak poprzedniej nocy. Myślę, że spodziewałam się, że trochę mu się polepszy, jakaś zmiana, okruch nadziei. Ale wciąż był blady, nieprzytomny i oddychał za pomocą respiratora.
                Jazmyn i Pattie zaglądały do niego przez cały dzień. Lekarz poradził im pozwolić Justinowi odpocząć - nie, żebyśmy zakłócali mu sen - w każdym razie Jazmyn skarżyła się, że to nie fair, że tylko najbliższa rodzina może go odwiedzać, bo to oznaczało tylko ją i Pattie. Jaxon był jeszcze za młody, by zobaczyć Justina w takim stanie, zwłaszcza, że tak go uwielbiał, a dziadków nie stać było na bilety lotnicze. Byłam zasmucona faktem, że Justin został poważnie ranny, a oni nawet nie podjęli wysiłku, by go odwiedzić. Mam nadzieję, że w końcu przyjadą.
                Według Jazzy, Tyson i ja powinniśmy móc zobaczyć Justina, bo on chciałby nas zobaczyć i dlatego, że byliśmy jak rodzina. Nie sądzę, by zdawała sobie sprawę, ile te słowa dla mnie znaczyły, że uważała mnie za część rodziny, nawet gdy wiedziała, że nie jesteśmy już parą.
                Tyson i ja nie odezwaliśmy się, gdy stanęliśmy nad Justinem. Był taki spokojny, że bałam się, że najmniejszy hałas może go zaskoczyć. Jego włosy były zaczesane do tyłu i wyglądał, jak jakiś grzeczny kujon. Nie spodobałoby mu się. Założę się, że Jazmyn bawiła się jego włosami, by trochę sobie z niego pożartować. Zachichotałam cicho i przeczesałam jego włosy palcami, by pozostawić jego grzywkę w typowym nieładzie. Były takie miękkie, chciałam cały czas je dotykać, ale w końcu cofnęłam rękę.
                - Cholera - zaklął cicho Tyson, gdy zaczął mu dzwonić telefon. Dzwonek brzmiał, jak Drake. Nie wiedziałabym tego, gdyby ktoś zapytał mnie pięć miesięcy temu.
                - Tyson, ktoś nas złapie - powiedziałam głośnym szeptem.
                - Przepraszam, to moja mama. Zaraz wracam - wyszedł w pośpiechu, więc nie miałam czasu, aby powiedzieć mu, że najprawdopodobniej nie będzie miał jak wejść.
                Kiedy zostałam sam na sam z Justinem, czułam jakby nie powinno mnie tu być. OIOM był cichy - pomimo dźwięku respiratorów i monitorów - można było usłyszeć muchę. Usiadłam na stołku obok łóżka Justina, a moja dłoń instynktownie złapała jego. Miał nową kroplówkę, więc uważałam, by nie splątać rurek. Trochę krwi wyciekło z rany w jego klatce piersiowej, brudząc bandaż. Obawiałam się, że szwy się otworzyły, czy coś, ale spróbowałam się uspokoić. Takie krwawienie chyba było normalne.
                - Przysiągłbym, że jesteś jego dziewczyną, a nie siostrą - powiedział głos, na co prawie zeskoczyłam z krzesła. To był doktor Holloway.
                Otworzyłam usta, zmuszając mózg do wymyślenia jakiejś wymówki, ale on nawet na mnie nie spojrzał znad swojego notatnika. Miał na nosie okulary i czytał coś ze skupieniem. Za nim szła ta sama pielęgniarka, która rozmawiała z nami podczas operacji Justina. Wyglądała na trochę przestraszoną obecnością doktora, ale uśmiechnęła się do mnie grzecznie, nie komentując mojej obecności.
                - Sprawdź jego narządy wewnętrzne i zapisz je tutaj - doktor Holloway podał jej notatnik i zaczął świecić małą latarką w oczy Justina. Jego powieki opadły, jak tylko je opuścił i musiałam oderwać od niego wzrok. Ten prosty gest sprawił, że wyglądał na martwego i nie mogłam znieść nawet myśli o tym.
                Pielęgniarka wydawała się być bardzo skrupulatna i ostrożna w swojej pracy, sprawdzając wszystko dwa razy, a potem notując, przed przejściem do następnej rzeczy. Odsunęłam się, kiedy zaczęła zmieniać opatrunek Justina, po tym jak doktor powiedział jej jak to zrobić bez rozerwania szwów, czy spowodowania jakiś obrażeń wewnętrznych. Ulżyło mi, że zauważyli krew.
                Nawet kiedy go delikatnie odwracali, Justin nie poruszył żadnym mięśniem. Był zupełnie bezwładny. Trudno było mi powstrzymać łzy. Miałam wrażenie, że doktor nakrzyczałby na mnie lub przynajmniej skrzywiłby się, gdybym się rozpłakała.
                - Będzie potrzebował rurki do klatki piersiowej.
                To przykuło moją uwagę.
                - Co to oznacza? - Zapytałam, zaniepokojenie w moim głosie było wyraźne.
                Doktor Holloway wydawał się zaskoczony, pielęgniarka - muszę poznać jej imię - również to zauważyła. W jej zielonych oczach czaiła się duma.
                - Musimy odessać powietrze, które wypełniło uszkodzoną część jego płuca. Nie sądziliśmy, że będzie to konieczne po operacji, ale wydaje się, że jednak trzeba - powiedziała, nie jestem pewna, czy do mnie, czy do swojego szefa, bo nie odrywała wzroku od klatki piersiowej Justina. Teraz, kiedy zajrzałam jej przez ramię, zauważyłam, że jego klatka była nieco opuchnięta.
                - Dobrze - powiedział doktor monotonnym głosem, choć słychać w nim było trochę dumy i zaskoczenia. - Zrób to i znajdź mnie, kiedy skończysz.
                Po tym, jak wyszedł, nawet na mnie nie spoglądając, pielęgniarka zabrała się do pracy. Na początku wyglądała na trochę zaskoczoną, że zostawił ją z tym samą.
                - Wiem, że to głupie pytanie, ale myśli pani, że on nas słyszy? - Zapytałam, zachowując odpowiedni dystans od łóżka. Widok Justina przebijanego igłą, która była prawie tak gruba jak słomka w Starbucksie nie był przyjemny.
                Wzruszyła ramionami.
                - To nie jest głupie pytanie, ale tak naprawdę nie znam odpowiedzi - powiedziała delikatnie. - Nie ma tego w podręcznikach, ale myślę, że chciałabym wierzyć, że słyszy, gdyby chodziło o mojego chłopaka.
                - Och, on już nie jest moim chłopakiem - powiedziałam, bo zaczynałam czuć się dziwnie z tym, że nie poprawiałam nikogo w tej kwestii.
                Pielęgniarka odwróciła się na chwilę, aby spojrzeć na mnie z niedowierzaniem.
                - Musi być naprawdę dobrym byłym chłopakiem, skoro spędzasz dla niego noce w szpitalu - zauważyła. - Kiedy się obudzi, powinien pomyśleć o błaganiu ciebie, abyś do niego wróciła.
                Zaśmiałam się lekko, zadowolona, że powiedziała "kiedy", a nie "jeśli".
                Po kilku minutach obserwowania, jak starannie wprowadzała rurkę do klatki piersiowej Justina, znowu się odezwałam.
                - Jesteś stażystką? - Nie wiem, czemu wcześniej myślałam, że była pielęgniarką, kiedy wyraźnie była studentką medycyny, szkolącą się na lekarza pod opieką doktora Hollowaya.
                - Pierwszy rok - odpowiedziała, posyłając mi uśmiech.
                Skinęłam głową. Wydawała się bardzo mądra, jak na pierwszy rok. To znaczy, musiała być, skoro lekarz prowadzący zostawił ją samą ze swoim pacjentem.
                - Chciałam iść na medycynę, ale po tym... Nie jestem już pewna - przyznałam.
                Skończyła opatrywać Justina i delikatnie pogłaskała bandaż.
                - Można się do tego przyzwyczaić - powiedziała, zdejmując lateksowe rękawiczki i przechodząc do regulacji płynów w kroplówce obok głowy Justina. Jego oddech był trochę nierówny po tym, jak rurka została wprowadzona do jego płuc, ale linia jego serca ledwo zwiększyła prędkość. - Ja zemdlałam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam trupa w laboratorium - zachichotała. - Ale uczucie, że możesz pomóc uratować czyjeś życie jest niesamowite, wiesz? - Przesunęła swoje zielone oczy na mnie i mogłam dostrzec, że naprawdę miała to na myśli. - Muszę iść, bo doktor Holloway mnie zabije, ale ty dotrzymaj towarzystwa Justinowi i porozmawiaj z nim. Na wypadek, gdyby się nudził - uśmiechnęła się, zanim odwróciła się do szklanych drzwi i powiedziała, żebym pytała o Melanie, gdybym czegoś potrzebowała. Odwzajemniłam uśmiech.

**

                Na początku dziwnie mi było z nim rozmawiać. Czułam się, jakbym mu przeszkadzała. Ale po tym, jak Melanie wyszła i byłam pewna, że nikogo tu nie ma, przynajmniej nikogo przytomnego, kto by mnie podsłuchał i uznał za szaloną, postanowiłam spróbować.
                Powiedziałam Justinowi, że jego rodzina, Tyson, Kelsey i inni jego przyjaciele chcą, by się obudził. Że nawet Alejandra się martwi. Powiedziałam mu, że w przypadku, gdyby miała rację i on naprawdę postanowił się zabić, bo czuł, że to właśnie powinien zrobić, by oczyścić swoją duszę, to będziemy musieli poważnie porozmawiać, jak tylko się obudzi. Nawet próbowałam wywołać u niego poczucie winy - powiedziałam mu, że złamał serce swojej mamie i siostrze i że każdy był zmartwiony i że musi do nich wrócić, jeśli naprawdę mu zależy.
                Dopiero pod koniec, gdy zabrakło mi tematów, które nie nawiązywałyby do mnie, powiedziałam mu, że ja również chcę, by się obudził, nawet gdy wiedziałam, że nie będzie już tak samo. Za dużo się wydarzyło.
                - Ja też za tobą tęsknię - szepnęłam w końcu, gdy byłam pewna, że jeśli stąd nie wyjdę, to moje serce eksploduje. Przed wyjściem pozwoliłam swoim ustom na delikatne muśnięcie jego czoła, mając nadzieję, że jeśli mógł mnie usłyszeć, to może będzie też wstanie mnie poczuć.
               
**

                W niedzielę pojechałam do domu. Justin był wciąż na OIOM-ie, gdy mój tata wyciągnął mnie - dosłownie - z poczekalni po dziewiątej wieczorem. Byłam w stanie zobaczyć Justina tylko przez pięć minut w ciągu dnia.
                Tej nocy nie zamierzałam spać, bo byłam przyklejona do swojego telefonu, odkąd wyszliśmy na parking, nawet zostawiłam go na zlewie, gdy weszłam pod prysznic. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałam, dopóki nie poczułam wody spływającej po moim ciele. W innym przypadku brak prysznica przez dwa dni uznałabym za coś okropnego, ale ponieważ nawet nie spoglądałam w lustro, nie byłam świadoma swojego wyglądu. Powiedzmy, że kiedy w końcu stanęłam przed lustrem, prawie wylałam całą zawartość butelki szamponu na włosy.
                O dziwo, zasnęłam, jak tylko wtuliłam się w kołdrę. Miałam na sobie koszulkę Justina, która już nim nie pachniała, bo María przypadkowo wrzuciła ją do kosza na pranie. Około szóstej rano obudziłam się przez koszmar. Miałam kilka wiadomości od Tysona, mówiących, że było bez zmian i żebym lepiej się trochę przespała. Uśmiechnęłam się, mimo, że moje ciało wciąż trzęsło się od koszmaru. Tym razem pojawił się w nim Tyson i Justin i moja własna wersja wypadku samochodowego. Tylko, że w moim śnie Justin zginął na miejscu i obudziłam się spocona i zapłakana. Uspokojenie mnie i zapewnienie, że to tylko sen, a Justin był żywi zajęło mi i mojej mamie z dwadzieścia minut.
                W szkole sprawdzałam swój telefon co chwilę, nie uważając na lekcjach, przez co zarobiłam "kozę" następnego dnia rano, przed pierwszą lekcją. Nie ważne, nie obchodziło mnie to. Kelsey posłała mi łobuzerski uśmiech. "Twoja pierwsza koza, laska", zdawały się mówić jej oczy.
                Podczas chemii, Nate i ja pracowaliśmy - oczywiście w milczeniu - przy doświadczeniu, gdy zaczął wibrować mi telefon. Zdjęłam śmieszne okulary, które pani Marshall kazała wszystkim założyć i niebieskie gumowe rękawiczki i dyskretnie przeczytałam wiadomość. Oczywiście, była od Tysona. Nie mogłam się powstrzymać od pisku, gdy przeczytałam, że odłączyli Justina od respiratora i oddycha już samodzielnie. Prawdopodobnie później przeniosą go z OIOM-u. Kelsey spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami, jakbym oszalała. "Chcesz kolejny szlaban?" powiedziała bezgłośnie.
                Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam moim telefonem tak, by zrozumiała, co mnie tak ucieszyło. Byłam pewna, że Tyson wysłał tą samą wiadomość do niej. Na szczęście, nauczycielka, była zbyt zajęta powstrzymaniem jednego chłopaka od spowodowania pożaru, by zwrócić uwagę na mój pisk. Justin by się ucieszył, gdyby wiedział, że dostałam karę w szkolę przed ukończeniem liceum.
               
**

                Nigdy wcześniej nie próbowałam telekinezy na zegarze, ale kiedy czekałam, aż ostatnia lekcja się skończy, próbowałam jakoś przyspieszyć wskazówki. Nie trzeba mówić, że nie mam żadnych nowo odkrytych super mocy. Gdy w końcu zadzwonił dzwonek, opuściłam klasę i dotarłam do swojej szafki w rekordowym tempie. Kelsey miała trudności z dogonieniem mnie na swoich szpilkach i mruczała coś pod nosem. Dlatego właśnie ubrałam dziś Conversy. Musiałam mieć wygodne buty, w przypadku jakiejś wiadomości o poprawie stanu zdrowia Justina. Mama pozwoliła mi je ubrać tym razem, mimo, że po wyrazie jej twarzy było oczywiste, że to jej się nie podobało.
                - Przynajmniej idę do szkoły - powiedziałam jej, niemal z kpiną. Tak bardzo chciałam być w szpitalu, że poszłabym na wagary, bo tata dziś nie odwoził mnie do szkoły.
                Już otwierałam drzwi do swojego samochodu, dostrzegając Kelsey zbiegającą po schodach, kiedy ktoś pojawił się przy moim boku, trochę mnie zaskakując.
                - Hej - powiedział Caleb, machając do mnie. Chyba było mu trochę głupio, że mnie przestraszył.
                - Cześć - odpowiedziałam, marszcząc brwi przez fakt, że w ogóle się do mnie odzywa.
                - Jedziesz do szpitala? - Zapytał, kiedy zbyt długo milczeliśmy.
                - Tak, tylko czekam na Kelsey - jakby na dźwięk swojego imienia, pojawiła się przy samochodzie, niemal dysząc. Jeśli ja nie byłam w formie, to co dopiero ona.
                - Idziesz na spotkanie z bratem swojej dziewczyny, kiedy jest nieprzytomny, co? - Zapytała, starając się odzyskać stabilny oddech. - Dobry pomysł.
                Caleb roześmiał się. To znaczy, to chyba był śmiech. Trudno było powiedzieć, jeśli chodzi o Caleba. Był taki powściągliwy.
                - Ona ma rację - dodałam. - Będziesz miał z nim ciężko, kiedy już będzie w stanie wstać. Albo rozmawiać.
                Caleb wyglądał tak, jakby faktycznie trochę się przestraszył.
                - Jaz mówiła, że nie jest taki zły.
                Kelsey prychnęła, po czym zakryła usta, jakby zrobiła coś złego, a ja się uśmiechnęłam, bo już wymyślił dla niej pseudonim.
               
**

                Wyszło na to, że Caleb prowadził samochód, bo ja byłam zbyt niespokojna, nawet by odpalić silnik, a Kelsey miała takie obcasy, w których nikt nawet by nie próbował usiąść za kierownicą. Musiał zrobić prawo jazdy dość niedawno, bo czasami zbyt gwałtownie hamował, albo ruszał, ale udało nam się dostać do szpitala bez szwanku. Tyson czekał na nas przy wejściu, uśmiechając się po raz pierwszy od wypadku. Zaprowadził nas do windy, naciskając guzik na siódme piętro, co oznaczało, że Justin nie był już na oddziale intensywnej terapii. Kelsey kazała mi przestać stukać nerwowo nogą wewnątrz windy. Caleb wyglądał tak, jakby było mu niedobrze i to przypomniało mi o Blake'u i o tym, jak nienawidził szpitali, ponieważ spędził w nich dużo czasu, jako dziecko z padaczką. Teraz wizyta u dentysty była dla niego torturą, a nikt nie wiedział, dlaczego wszystko tak dobrze pamięta. Chodzi o to, że jeśli Caleb miał podobne wspomnienia, a mimo to przyszedł do szpitala, to Jazmyn miała złotego chłopaka.
                Kiedy dotarliśmy do sali Justina, ona właśnie wychodziła z Jaxonem.
                - Mama nie mogła urwać się z pracy, więc musiałam go zabrać ze sobą - powiedziała, odgarniając grzywkę z twarzy. Jaxon od razu pobiegł do stolika z kredkami i kartkami papieru. Była tam pielęgniarka uśmiechająca się do niego i obserwująca go, gdy rysował.
                - Caleb - powiedziała Jazzy, kiedy spojrzała w górę i ujrzała go za nami. Miała te same ciemne kręgi pod oczami, jak my wszyscy, ale jej zielone tęczówki rozbłysły, gdy go zauważyła. - Co ty tu robisz?
                - Chciałem zobaczyć, jak się miewasz - wzruszył ramionami z zakłopotaniem, chowając się pod brązowymi włosami opadającymi mu na oczy.
                Kelsey i ja wymieniłyśmy zachwycone spojrzenia.
                Znając Jazmyn, nie była w stanie uwierzyć, że ktoś mógł zrobić coś takiego dla niej. Jej wargi wygięły się w uśmiechu, gdy niepewnie podeszła, by go przytulić. Caleb pogładził jej policzki dłońmi i spojrzał na nią z czystym uwielbieniem. Nie ma szans, by Justin nie pochwalił tego związku swojej młodszej siostry.
                - Wy dziewczyny możecie iść do środka - Tyson wskazał brodą na drzwi. - Mogą być tam jednocześnie tylko dwie osoby, a ja już go zanudziłem swoim gadaniem.
                Kelsey cmoknęła go w policzek.
                - Nie możesz zanudzić kogoś swoim gadaniem, kochanie. Jesteś zbyt interesujący.
                Przewróciłam oczami i musiałam odejść, ponieważ nagle, ten pojedynczy miłosny gest wystarczył, by zrobiło mi się niedobrze. Z zazdrości, oczywiście. Wszyscy wiedzieli, że byłam największą romantyczką w kraju.
                Widok Justina śpiącego, ale przynajmniej oddychającego samodzielnie był wielką ulgą. Ostrożnie podeszłam bliżej. Nie wyglądał lepiej, niż ostatnio, ale teraz, kiedy nie był podpięty do respiratora, wyglądał bardziej naturalnie. Jego pierś podnosiła się systematycznie i opadała, a monitor pracy serca wskazywał powolne uderzenia. Mam nadzieję, że to nie wróży nic złego.
                Pokój w którym się znajdował był zwykły, z łóżkiem takim samym, jak na OIOM-ie i z białymi ścianami, przerywanymi niebieskim fryzem na środku. Okno ukazywało mały park za szpitalem, a po jednej stronie łóżka znajdowała się kanapa, wyglądająca na trochę niewygodną. Zostawiłam płaszcz i szalik na jej oparciu i poczłapałam do łóżka. Ciepłe światło wpadało z okna i wiedziałam, że jeśli oczy Justina byłyby teraz otwarte, to wyglądałyby na bardziej zielone, niż brązowe.
                - Hej - powiedziałam w końcu. Nigdy nie zrozumiesz jak dziwnie jest mówić do kogoś, kto nie reaguje, dopóki tego nie doświadczysz. Praktycznie czekałam, aż Ashton Kutcher wyskoczy spod łóżka z ukrytą kamerą i krzyknie "właśnie zostałaś wkręcona!".
                W chwilę, gdy zebrałam na tyle odwagi, by zacząć mówić, do sali weszła Kelsey. Szła na palcach, jakby klikanie jej obcasów o linoleum, mogło rozdrażnić Justina. Stanęła obok mnie, spoglądając na Justina po raz pierwszy. Cieszyłam się, że nie musiała go widzieć, gdy był blady jak kartka papieru, zakrwawiony i wszędzie miał podpięte jakieś rurki. Kelsey była bardzo wrażliwa na takie rzeczy, ponieważ jej babcia była w szpitalu kilka lat temu.
                - Wygląda jakby spał - szepnęła, trzymając dłonie na poręczy łóżka.
                - Tak.
                - Myślisz, że ma jeden z tych snów poza ciałem, w których może nas słyszeć i widzieć, a my nie możemy ujrzeć jego? Wiesz, jak w tym odcinku Hanny Montany, kiedy miała wypadek podczas jazdy na nartach i była w śpiączce, ale mogła widzieć wszystkich, którzy ją odwiedzali. Tak, jak duch.
                Spojrzałam na nią, również trzymając się poręczy.
                - Kelsey, to serial na Disney Channel - powiedziałam, może trochę ostrzej, niż planowałam. - Takie rzeczy nie zdarzają się w prawdziwym życiu. Miałybyśmy szczęście, gdyby faktycznie mógł nas usłyszeć, choć nie wiem, jakby zniósł porównanie do Hanny Montany.
                - Wiem, po prostu... Musi być coś poza byciem nieprzytomnym. To znaczy... To brzmi, jak nuda. Jest już nieprzytomny od trzech dni. Wierzę, że jeśli nie może nas zobaczyć, to przynajmniej nas słyszy, więc powinnyśmy uważać na to, co mówimy.
                Uśmiechnęłam się, bo to prawdopodobnie ona powiedziałaby przy Justinie coś, czego nie powinna. Nie powiedziałam Kelsey, co mówiła mi Melanie, stażystka, bo jakkolwiek bardzo kochałam Kelsey, chciałam, żeby wyszła, bym mogła porozmawiać z Justinem w samotności.
                - Okej. Rozumiem. Chcesz, żebym sobie poszła - uniosła ręce w górę. - Dla mnie bomba. Lepiej jej posłuchaj Justin, albo z tobą skończę - pocałowała swój wskazujący i środkowy palec i przycisnęła je do policzka Justina, po czym wyszła z sali.
                Odetchnęłam z ulgą, lękiem, dezorientacją, wątpliwością. Wszystkiego po trochę. Moje uczucia były tak pomieszane, że nie byłam ich w stanie odróżnić. Usiadłam po drugiej stronie łóżka, gdzie stało pojedyncze krzesło. Przysunęłam się bliżej Justina i jak zawsze wzięłam go za rękę. Nie była tak ciepła jak ostatnio, ale połączyłam to z wolniejszym biciem serca i odepchnęłam zmartwienia na bok.
                Przy łóżku stała szafka - oczywiście biała - na którą nie zwróciłam wcześniej uwagi. Szuflady były zamknięte, więc nie miałam pojęcia co było w środku. Pewnie jakieś tabletki, bandaże i takie tam. Jednak moja ciekawość wzięła nade mną górę, a ponieważ nie miałam nic innego do roboty, otworzyłam pierwszą.
                Błąd.
                Były tam ubrania Justina zapakowane w plastikową torbę. Ubrania, które miał na sobie w dniu wypadku. Były praktycznie w strzępach, więc nie byłam w stanie powiedzieć, czy widziałam kawałek koszulki, czy kawałek spodni, ale mogłam doskonale rozpoznać granatową bluzę z żółtymi drukowanymi literami tworzącymi napis B.R.O.N.X, nie na tyle zakryta plastikową torbą, bym mogła ją przeoczyć. Przód rozstał rozcięty, by sanitariusze mogli dostać się do klatki piersiowej. Wokół kołnierza była zaschnięta krew, jak i w miejscu rany na piersi, więc nie można było odróżnić niektórych liter. Głupie, jak jakaś bluza może tak wiele dla mnie znaczyć. Oczy mi się załzawiły i zamknęłam szufladę mocniej, niż to było konieczne.
                - To była moja ulubiona bluza - powiedziałam głośno, zaskoczona, że nie czuję skrępowania.
                Mówienie do Justina o wspomnieniach wydawało się o wiele łatwiejsze, niż mówienie o  niepewnej, nieprzewidywalnej przyszłości. To było bardziej realne. Miałam wrażenie, że jakbym nie usiadła i nie przypomniała ich sobie teraz, to wspomnienia zniknęłyby na zawsze. - To prawie komiczne, że miałeś ją na sobie tego dnia.
                Nie wiem, dlaczego założyłam, że Justin nie chciał niczego w swoim życiu co przypominałoby mu o mnie po zerwaniu. Czy to nie to, co ludzie zwykle robili? Unikali większego cierpienia?
                - Wiele razy myślałam, żeby ci ją ukraść, naprawdę, ale uwielbiałam widzieć cię w niej. I tak nie sądzę, by zdała egzamin mojej mamy - zażartowałam żałując, że nie mogę usłyszeć śmiechu Justina. - Ona bardzo się o ciebie martwi. Myślę, że mój tata również. Ale wiesz, jaki jest mój tata, nigdy się do tego nie przyzna. Osobiście pracuje nad wszystkim związanym z Tylerem - nie wiem, dlaczego nie przeszkadzało mi to, że mój tata próbował pomóc Justinowi nawet po tym wszystkim co mi zrobił. Sama go o to poprosiłam. - I Blake pyta o ciebie każdego dnia. Myślę, że jesteś dla niego większym wzorem do naśladowania, niż Ryan - kolejny śmiech bez humoru.
                Justin nie zareagował. Powinnam była przestać czekać na jakąś odpowiedź od niego, gdy najwyraźniej, nie miałam otrzymać żadnej.
                - Kelsey wciąż chce, bym poszła na studniówkę - powiedziałam, bo brakowało mi tematów, które nie byłyby zbyt głębokie, by zaczynać je w tej chwili, choć wiedziałam, że i tak je w końcu poruszę. - Nie chcę iść. Czuję się dziwnie, bo całe życie marzyłam o balu maturalnym, a teraz mam wrażenie, że to głupi pomysł. Nie mam żadnych bliskich przyjaciół w szkole, z którymi chciałabym spędzić czas, oprócz Kelsey - i nie mam ciebie. - Już myślę o sposobie na wymknięcie się. Kelsey i tak idzie z Tysonem. A tobie nie spodobałaby się moja sukienka, którą wybrałyśmy. Wyglądam w niej jak babeczka z kremem.
                Przez kilka minut w sali było cicho, bo byłam zbyt zajęta rozmyślaniem, czy przypadkiem nie brzmiałam jak frajer, mówiąc o balu.
                - Aha i dostałam się do Stanford - zmieniłam temat. - Ale już ci to mówiłam, nie? Tak, mówiłam. Zgodziłam się tam iść - właściwie to była ostatnia rzecz, jaką powiedziałam mu, jak ze mną zerwał. Ostatnia rzecz, którą do tej pory mu powiedziałam. Taką głupią rzecz powiedziałam mu, jako ostatnią. Znikąd uderzył mnie smutek, a ja wbiłam paznokcie w udo. To było absurdalne. Beznadziejne. Nie tak wszystko miało się potoczyć. Płakałam tak dużo w ciągu ostatnich dni, że teraz nie miałam już na to ochoty, ale czułam jak zaczynają we mnie wzbierać gniew i frustracja.
                - Nie poszłabym tam, wiesz o tym - powiedziałam, patrząc na Justina. Nie wyrzucałabym swoich uczuć na wierzch, jak konfetti, gdyby był przytomny. Nie trzymałabym go też za dłoń. - Gdybyś mnie poprosił, żebym została, zrobiłabym to. Tamtej nocy nie podjęłam jeszcze decyzji. Podjęłam ją następnego dnia rano, bo nie chciałam być tak blisko ciebie, gdybyśmy nie mieli być razem. Tak, wiem. Jakie niby są szanse, że wpadlibyśmy na siebie w takim wielkim mieście? Mimo to, wolę być po drugiej stronie kraju, jeśli to oznacza, że te szanse są zerowe. Mogłabym pójść do college'u tutaj. Moglibyśmy być razem. Moglibyśmy być razem jak do tej pory i byłoby o wiele łatwiej. To byłoby to, czego chcę. Tak byłoby idealnie. Wciąż tak może być. Jeśli się obudzisz i porozmawiamy i powiem rodzicom, że chcę tu zostać. Jak tylko się obudzisz... W innym wypadku będę tak ch... bardzo za tobą tęsknić.
                Puściłam dłoń Justina i wstałam, czując jak moje ciało zaczyna się trząść z gniewu. Chodziłam po pokoju, by się trochę uspokoić, ale to było bezowocne. Moje słowa nie miały sensu. Nie wiedziałam, co w ogóle próbowałam powiedzieć. Czułam, jakbym chwytała się brzytwy. Czy to naprawdę możliwe, by zacząć od nowa i zapomnieć o bólu i gównie, przez które przeszłam?
                - Cholera, Justin - wymamrotałam, odchylając głowę do tyłu, aby spojrzeć w sufit i odetchnąć głęboko. - Dlaczego musiałeś to zrobić? Dlaczego musiałeś zniszczyć najlepszą rzecz, jaką miałam?
                Justin nie poruszył się, ani nie wydał żadnego dźwięku. To było stresujące. Chciałam nim potrząsnąć, aż w końcu uzyskam jakąś odpowiedź. Chciałam wiedzieć, że nie jestem jedyną z poważnymi problemami emocjonalnymi. Przede wszystkim chciałam usłyszeć, jak prosi mnie bym została i nie szła do Stanford oraz, żebym dała mu jeszcze jedną szansę.
                Coś, co nie miało się wydarzyć. Opadłam na krzesło, które zaskrzypiało pod moim ciężarem i położyłam głowę na poduszce obok Justina. W tej pozycji dźwięk maszyny wydawał mi się głośniejszy, ale wszystko wydało się zatrzymać w czasie, gdy poczułam uścisk na swojej dłoni i byłam przekonana, że Justin to zrobił. Moje włosy uniosły się we wszystkie strony, gdy gwałtownie podniosłam głowę. To był raczej mimowolny odruch, ale byłam pewna, że sobie tego nie wyobraziłam.
                - Justin? - Odezwałam się, chcąc by jego palce ponownie zacisnęły się wokół moich. Tak się nie stało, ale jak spojrzałam na nasze dłonie, moja palce drżały i czułam mrowienie w miejscu, gdzie ścisnęły mnie palce Justina. Dźwięki w pokoju stawały się coraz głośniejsze.
                Piszczenie monitora wzrosło w szybkim tempie, a kreska, która pokazywała jego tętno zaczęła dochodzić coraz wyżej.
                - O mój Boże - wyszeptałam do siebie, natychmiast naciskając przycisk przywołujący lekarza. Zaczęłam panikować, gdy klatka piersiowa Justina podniosła się lekko, a jego skóra zbladła. Oddechy, które opuszczały jego usta były urywane i szybkie. Na szczęście, Malenie i dwie pielęgniarki wbiegły do pokoju w ciągu zaledwie kilku sekund, nie tracąc czasu.
                - Rozmawiałam z nim, a następnie on ścisnął moją dłoń. Przysięgam, że tak było. Myślałam, że to dobry znak, a potem jego serce i jego oddech zaczęły wariować i... - Mówiłam gorączkowo, puściwszy dłoń Justina, kiedy Melanie podeszła go zbadać.
                - Wezwij doktora Holloway'a - poleciła pielęgniarce, a następnie zwróciła się do mnie, kładąc dłonie na moich ramionach. - Nie martw się, dobrze? Fakt, że ścisnął twoją dłoń, to dobry znak, ale to jego płuca są przyczyną problemów, więc musimy zabrać go na badania i rentgen.
                Skinęłam głową, nie mogąc nic powiedzieć, z powodu pieczenia w gardle. To była moja wina. Byłam zbyt głośna i ostra i nachalna, a on wysłuchał wszystkiego, co powiedziałam i starał się odpowiedzieć, ale jego ciało nie było na to gotowe i zbuntowało się.
                Opadłam na kanapę, po tym, jak wywieziono Justina z sali. Polecenia wykrzykiwane w pośpiechu dały mi do myślenia, że to wcale nie było nic nieistotnego.
               
**

                Minęły dwie godziny, zanim ktoś przyszedł nas poinformować. Melanie wyjaśniła, że reakcja Justina na zapadnięte płuco była dość normalna. Powiedziała, że fakt, iż jego śledziona ucierpiała w wypadku także zwiększył ryzyko. Ja wciąż obwiniałam się za swój mały wybuch. Gdybym była bardziej delikatna i taktowna, gdybym nie zachowywała się jak wariatka, serce Justina by się nie stresowało. Więc jakkolwiek mocno Kelsey - która pocieszała mnie po tym, jak wszystko jej powiedziałam - zapewniała mnie, że to nie była moja wina, nie uwierzyłam jej i czułam się winna.
                Pattie przybyła, gdy Justin był na sali operacyjnej, wyglądała na zmęczoną i wyczerpaną. Tyson po nią zadzwonił. Szczerze mówiąc, był pewnego rodzaju oparciem dla nas wszystkich i zastanawiałam się, czy on czasem też nie potrzebował w kimś oparcia. Od piątku nie widziałam, by płakał. Po operacji i niezliczonych ilościach plastikowych kubków kawy i herbaty, Pattie i Jazzy mogły zobaczyć Justina. Był z powrotem na OIOM-ie , co oznaczało, że tylko najbliższa rodzina mogła go odwiedzać. Nie próbowałam się tam zakraść, nawet gdy pielęgniarka o blond włosach zostawiła dla nas drzwi niestrzeżone. Nie czułam się na siłach, by zobaczyć Justina po tym, co się stało. Nie, kiedy byłam cholernie pewna, że słyszał wszystko, co powiedziałam. Nadal nie wiem, jak się z tym czuję.
               
**

                Następnego dnia sama pojechałam do szpitala. Nie wpadłam na Caleba, a Kelsey miała  sprawdzian z matematyki następnego dnia i mama kazała jej się uczyć. Tyson napisał mi w jakiej sali Justin teraz się znajduje, bo najwyraźniej nie była to ta sama, co wczoraj. Ostatnimi dniami szpital był dość chaotyczny. I tak musiałam zapytać kogoś o drogę, bo ten szpital był jak labirynt. Bez żartu. Zajęło mi to jakieś dziesięć minut i musiałam zapytać jeszcze trzy osoby, zanim dotarłam we właściwe miejsce. Było to po przeciwległej stronie szpitala, bliżej OIOM-u, co nie wydawało się dobrym znakiem.
                Myślałam, że ujrzę kogoś na korytarzu, ale nie było nikogo, a drzwi były zamknięte. Tyson musiał pewnie wrócić do domu, a Pattie i Jazmyn jeszcze nie przyszły. Dwukrotnie sprawdziłam, czy to właściwa sala. Kiedy zapukałam do drzwi i nie było odpowiedzi, pomyślałam, że nikogo nie było w środku - co również oznaczało, że Justin wciąż był nieprzytomny. Przekręciłam gałkę i zamarłam, kiedy usłyszałam jęk. Płacz dziewczyny. Nie mogłam dostrzec osoby w środku, bo do sali prowadził malutki korytarzyk, ale nie trzeba mi było dużo czasu, by poznać, że to Jazmyn.
                - Jesteś kretynem. Justin. Obudź. Się. Do. Cholery - mówiła, wyraźnie poirytowana. - Obiecałeś, że już więcej nie będziesz się pakował w kłopoty. Masz pojęcie jak się czuje mama? Albo ja? Mam już tego dość, Justin.
                Już miałam odejść, czując się źle za podsłuchiwanie prywatnej rozmowy, kiedy usłyszałam swoje imię.
                - Brooklyn jest tu codziennie. I wiesz co? Nie zasługujesz na to. Złamałeś jej serce, a jej nadal zależy na tobie na tyle, by cię odwiedzać. Ona cały czas była przy tobie, a ty co robisz w zamian? - Zapytała retorycznie, jakby korzystała z chwili, by wyrzucić z siebie wszystko, co ją trapiło. - Wiesz Justin, nie byłeś jedynym, który cierpiał z powodu śmierci taty. Ale nie poświęciłeś chwili, by zastanowić się, jak to wpłynęło na nas wszystkich. Mama jest załamana. Nigdy nie widziałam jej tak przygnębionej wcześniej i czuję, że jestem jedyną osobą, która tak cholernie się o nią martwi. A Jaxon... Jaxon nawet nie rozumie, co się dzieje. Ale wie, że powinieneś być wzorem, którego potrzebuje w swoim życiu, kiedy taty już nie ma, ale ty nie zachowujesz się, jak wzór do naśladowania. Nie chcę, by był taki, jak ty. I chcesz wiedzieć, co jest najgorsze? Twoje obietnice. Twoje głupie, puste obietnice. Mówiłeś, że przestaniesz robić te wszystkie nielegalne rzeczy i że będziesz dobrym bratem. Myślałam, że znajdziesz odpowiednią pracę, zadbasz o nas, pomożesz mamie. Zamiast tego, rujnujesz naszą rodzinę jeszcze bardziej! - Szloch ponownie uciekł z gardła Jazmyn.
                Mogłam powiedzieć, że chciała powstrzymać płacz, ale emocje wzięły nad nią górę i trudno było się powstrzymać, kiedy mówi się do kogoś, kto nie reaguje.
                - Jesteś najgorszym starszym bratem na świecie i nie zasługujesz na te wszystkie osoby, którym na tobie zależy. Nie zasługujesz na Tysona, ani na Brooklyn, ani na mnie. Cholera, nawet Alejandra tu była! Ale czemu w ogóle postanowiłeś grać dla niej bohatera? Ryzykowanie swojego życia w taki sposób to nie bycie bohaterem, tylko tchórzostwo. Chciałeś w łatwy sposób pozbyć się wszystkiego no i proszę, teraz nie możesz się zdecydować, czy to był taki dobry pomysł. Wiem, że mnie słyszysz i wiem, że myślisz teraz, czy powinieneś wrócić. Jeśli nie... Złamiesz mamie serce, jak i mi, a tego nigdy, przenigdy ci nie wybaczę, Justin. Jesteś głupi i lekkomyślny i jesteś palantem, ale nadal jesteś moim bratem i cię potrzebuję.
                Poczułam wilgoć na policzkach, choć nawet tego nie zauważyłam. Płakałam razem z Jazzy bo czułam się dokładnie tak, jak ona.
                - T-tylko... Tylko wróć, proszę - powiedziała ochryple po kilku chwilach, jakby w końcu się uspokoiła. - Obudź się i napraw wszystko, bo nie zniosę twojej straty, po tym, jak straciłam tatę. Ani mama nie zniesie, ani Jaxo. Proszę, Justin. Obiecuję, że ci wybaczę i nie będę ci tego wypominać. Nie będę cię wkurzać, nie będę się wtrącać w twoje sprawy, nie będę cię prosić, byś mi coś kupił. I mama też ci wybaczy. Ona tak bardzo cię kocha, nawet wtedy, gdy ty sam siebie nie kochasz. Cholera, Justin, nie jesteś najgorszym bratem na świecie, jesteś niesamowity i zrobiłeś dla mnie tak wiele... Zawsze mnie broniłeś i wiem, że zabiłbyś każdego faceta, który by mnie zranił i nie pozwoliłbyś, by coś mi się stało. Wiem, że myślisz, że nie jesteś ważny, ale ja jestem zagubiona bez ciebie. Potrzebuję mojego brata. My ci pomożemy, dobrze? Pomożemy ci przez to przejść, pomożemy ci znaleźć dobrą pracę i utrzymać się na studiach, jak będziesz chciał. Możesz zacząć od zera, nowe życie, z dala od tego, które prowadziłeś do tej pory. Możesz dostać drugą szansę. Możesz zrobić to lepiej - pociągnęła nosem, opierając głowę na ramieniu Justina, mocząc jego skórę swoimi łzami.
                Nie widziałam Jazzy tak zrozpaczonej od śmierci Jeremy'ego i z pewnością nigdy nie słyszałam, by otworzyła się tak przed kimś. W tej kwestii była jak Justin. Byli do siebie bardziej podobni, niż sądzili.
                - Brooklyn też ci wybaczy. Będziesz musiał na to zapracować, ale wiem, że ją odzyskasz. Kocha cię bardziej, niż myślisz. I wszyscy wiemy, że ty też ją kochać. Jesteś kiepskim kłamcą. Pomogę ci ją odzyskać, dobrze? Naprawimy wszystkie szkody, które wyrządziłeś. Nie trać nadziei. Obiecuję, że przekonamy ją, by do ciebie wróciła, jeśli się obudzisz i się zmienisz. Proszę, Justin. Proszę, proszę, proszę. Zrobię wszystko.
                Zamknęłam drzwi, czując, że nie wytrzymam więcej, jeśli nie chcę się znowu rozpłakać. Po cichu wyszłam i usiadłam na krzesełku przy ścianie, myśląc o tym, że ja również zrobię wszystko, by do niego wrócisz.
               
               
Justin

                Straciłem poczucie czasu.
                Straciłem poczucie rzeczywistości.

                Nie wiedziałem, czy jeszcze żyję, czy istnieję. Widziałem tylko ciemność, nie było światła na końcu tunelu, jak to w filmach. Czułem się, jakbym pływał na dnie oceanu, pozbawiony jakiegokolwiek poczucia kierunku. Czasami nawet nie czułem własnego ciała. Od czasu do czasu słyszałem głosy, stłumione przez głębiny wód, jak mówiły do mnie z powierzchni, więc nie do końca mogłem rozróżnić słów lub czyj głos do kogo należał. Nie wiem, jak długo to trwało, ale głosy stały się wyraźniejsze. Mogły to być minuty lub ze sto lat. Poczucie dezorientacji było tak silne, ze czułem, jakby czasem wszystko wyłączało.
               
                Wiedziałem, że coś robili z moim ciałem i uznałem, że jestem w szpitalu, bo odległe głosy wykrzykiwały jakieś medyczne polecenia, których wcześniej nie słyszałem. Byłem wdzięczny za odrętwienie. Wiedziałem, jak dziwna jest świadomość, że leży się otwartym na stole operacyjnym, wszędzie krew i wnętrzności. Nie potrzebuję więcej bólu.

                Brak ostrości trwał wieki. Nie miałem pojęcia jak długo to trwało, kiedy w końcu zacząłem rozróżniać głosy i słowa. Na początku usłyszałem swoją mamę. Następnie Jazzy. Była na mnie zła. Tyson mówił mi o koszykówce i rzeczach, które szczerze mówiąc mnie nie obchodziły, gdy byłem w śpiączce, wtedy miałem momenty, kiedy próbowałem zamknąć swój umysł.

                Następnie usłyszałem jej głos. Z całych sił próbowałem ją usłyszeć, bo na początku nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę ona. Miałem na tyle samoświadomości, by wiedzieć, że spieprzyłem wszystko i nie ma powodu, dla którego Brooklyn powinna tu być. Nie zasługuję na to. Ale ona tu była. Albo jestem w jeszcze gorszym stanie, niż myślałem i sobie to wymyśliłem. Wsłuchiwałem się w każde słowo, które powiedziała, nawet gdy po prostu mamrotała o sukience na studniówkę, czy o przepisach kulinarnych. Byłem tak skupiony na jej głosie, że czasem coś mnie zabolało i mogłem powiedzieć, gdzie znajduje się moja głowa i klatka piersiowa. Następnie znów wszystko znikało, wraz z jej głosem i nie ważne jak bardzo starałem się słuchać, mój umysł działał na własną rękę.
                W pewnej chwili mówiła mi, jak bardzo schrzaniłem wszystko tym razem. Byłem tak świadomy jej obecności, że poczułem, jak jej dłoń trzyma moją. Chciałem spleść nasze palce, mieć poczucie rzeczywistości. To mnie kosztowało sporo wysiłku. Po pierwsze, musiałem odnaleźć swoją rękę i zmusić palce do ruchu. Udało mi się tylko lekko ścisnąć jej dłoń i czułem się wyczerpany. Mam nadzieję, że to poczuła. Po tym, ból przeszył moje ciało i po raz pierwszy byłem świadomy swojego oddechu i jak źle to wszystko pracowało. Coś było nie w porządku. Ból był tak silny, że myślę, że na chwilę odzyskałem przytomność. Nie trwało to na tyle długo, abym otworzył oczy i chwilę potem znów pochłonęła mnie ciemność.

**

                Drugim razem, nie potrzebowałem tyle czasu, by odzyskać jakąś świadomość. Nadal było ciemno i niejasno, ale czułem tępy ból w miejscu, gdzie znajdowało się moje serce, zakładając, że moje obliczenia są prawidłowe.

                Jazmyn mówiła coś do mnie. Zmusiłem się do słuchania, choć wiedziałem, że to mi się nie spodoba. Trudno było oprzeć się pokusie, by zasnąć i nie mieć do czynienia z jej bólem. Jazzy rzadko płakała, a teraz całkowicie szlochała. Myślę, że czułem jej łzy na skórze swojej ręki, co oznaczało, że byłem bardziej świadomy, niż myślałem.
                Kiedy zaczęła mówić o Brooklyn, nie mogłem dłużej słuchać. Pozwoliłem, by sen, czy nieprzytomność, czy cokolwiek przykryła mnie swoim wygodnym kocem ignorancji. Nie byłem gotowy stawić czoła tym sprawom. Wiedziałem, że muszę się się obudzić, nie mogłem odejść, ale perspektywa tego, że na powierzchni wszystko było tak popieprzone, sprawiała, że chciałem wrócić na dno.

**

                Nie potrafię określić dokładnie momentu, kiedy wszystko robiło się coraz wyraźniejsze. Wiem tylko, że to się stało zbyt szybko, jak dla mnie. Moje ciało zaczęło się budzić, komórka po komórce i zastanawiałem się, czy jedna półkula mojego mózgu zdecydowała, że pora opuścić stan hibernacji bez konsultacji z drugą. Ciepło zaczęło rozpływać się po moich kościach, aż do zębów. Byłem jeszcze trochę zdezorientowany, a moje ciało sprawiało wrażenie, jakby ważyło tonę, ale wiedziałem, że to było to.

                Płynąłem na powierzchnię i nie było odwrotu.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

102 komentarze:

  1. K.O.C.H.A.M. <333
    Wreszcie się doczekałam :))
    Polecam też mój blog. :)
    https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=7613384848849315049#overview/src=dashboard

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, jest ! Płaczę ;__;

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to opowiadanie ! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny ! <333333333

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie ! Jestem zdziwiona, że Brooke i Ale się pogodziły. Czekam na kolejny rozdział i świadomego Justina.

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowny <3
    mam nadzieję , że Brooklyn i Justin będą razem muszą być są amazing hahah :D
    czekam na nn/@believeyoucanx3

    OdpowiedzUsuń
  7. o mój Boże.. tyle emocji w jednym rozdziale! :o
    KOCHAM TO<3
    niech on już się obudzi i niech Brook mu wybaczy i niech wszystko będzie dooobrze *-*
    @IlooveCurlyHair

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam go 30 min xD
    W tym rozdziale sie nic nie działo ale nie był nudny. Był niezwykły jak zawsze *.*

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest genialne <3 Szkoda ze nie bedzie 2 czesci :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Najlepsze opowiadanie ever!! Niech się Justin już obudzi, błagam! ;c Z wielką niecierpliwością czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. co ja zrobię jak się skończy ?! ; (

    OdpowiedzUsuń
  12. Love this! Tak się cieszę, że Justin powoli odzyskuje świadomość

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeju poryczałam się <3 kocham to <3 i wreszcie Justin odzyskuje przytomność

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie,nie,nie,musi być druga część.Przecież ja sie tu popłaczjak to sie skonczy,tak jak przy 1cz.Dangera.Musi ktoś to kontynuować,nie przezyje bez tego bloga,za duzo wspomnień i wszystkiego:( On jest za wspaniały.:(

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak Jazzy do niego mówiła to płakałam , niech Justin sie obudzi i niech Brooke go nieźle opieprzy ! Cudny rozdział i cholernie długi . Kocham cię <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Wielkie dzięki, że to tłumaczysz :-D jak zwykle kawał świetnej roboty :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ejjj ale jak to nie będzie kolejnej części?!!!!! ;/;/;/ Jejku wreszcie Justin się budzi!! Witamy z powrotem w świecie żywych i świadomych :) Kocham Cię za to, że to tłumaczysz < nie wiem ile razy już to powtarzałam i robi się to trochę nudne ;> i kocham to opowiadanie <3 Świetny rozdział :*** Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  18. Poplakalam sie na tym co mówiła jazzy jezu ile emocji boje sie 60 rozdzialu bo wtedy czytalam na tt ze nie mozesz doczekac sie 61 czyli bedzie napiecie a ja nie wytrzymam az tydzien!!!! Wiec blagam 61 dodaj szybciej a no i świetny rozdział omg zastanawialas sie nad tlumaczeniem jakiegos nowego ff ?;

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie, nie, nie, nie i nie ja nie chce końca :(
    W końcu Justin się budzi. Plus tego wszystkiego. Rozdział wspaniały :)
    Czekam nn <3
    http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. kochammm *.* proszę szybko następny bo nie wytrzymam

    OdpowiedzUsuń
  21. OMFG ! ten rozdział jest dskfduehfeiurkhf
    Moment Brooklyn i Alejandry-fajny
    Popłakałam się jak Jazzy mówiła do Justina:'(
    W końcu sie budzi...Coś czuję że w następnym rodziale będę płakać <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  22. asdjhaj budzi się :D szkoda że nie będzie kolejnrj części bo BRONX to moje najukochańsze opowiadanie i nie wem jak bez niego przeżyję ♥

    OdpowiedzUsuń
  23. NIE WIEM CZY WIESZ ALE CHYBA UMIERAM. Boże to jest takie świetne ghdjdhdhhd >>>>>>> po prostu miazga. JUSTIN SIĘ BUDZI BITCHEZ! Nie wiem co ja zrobię jak się B.R.O.N.X skończy hdjxhdjccjd
    Dziękuje za tłumaczenie pozdrawiam @HungryJustin <3

    OdpowiedzUsuń
  24. OMG !!! boze..tyle co ja wyplakalam przy tym rozdziale to rekord...mam cale biurko w chusteczkach !! ale jest sjksefjsssssssssspgnjc meeeeeega ! dziekuje wam za to tlumaczenie.. uwielbiam ten blog i jest moim nr 1 w kwestii ulubionych. podziwiam kazde tlumaczenie i proponuje autorce tego opowiadania wydac to do promocji w postaci ksiazki. podejrzewam, że byłabym pierwszą osobą w kolejce do kupna tego materiału. ! jest naprawde genialny i wierzcie czy nie, ale dalabym odciac sobie reke, ze ma setki milionów fanów na całym świecie !
    kocham was wszystkich i zazdroszcze wam miana tłumaczenia tego cudeńka
    do nastepnego laski !
    /Stylesowa.69

    OdpowiedzUsuń
  25. kocham i nie wiem jak przeżyje zakończenie tego opowiadania :'( <3 <3 dzięki że tłumaczysz, i rozumiem jakie to dla cb trudn bo chciałam przeczytać jeden rozdział w oryginale, ale to była katastrofa. za dużo zdań do zinterpretowania xd kocham cię i dziękuje :* :* <3 <3 <3<3

    OdpowiedzUsuń
  26. fajnie ze Brooke i Ale wyjasnily sobie wszystko. No i najwyzsza pora zeby Justin się obudził. Najgorsze jest to ze BRONX dobiega końca. Jejku dziwnie bedzie jak się już skończy przygoda Brooklyn i Justina. Dziękuję ze tlumaczysz i dziękuję każdej z dziewczyn które tłumaczyły rozdziały. Kocham was!

    OdpowiedzUsuń
  27. JEZUS MARIA, JAK TO SIĘ KOŃCZY?!
    BECZE XD JAKI TEN ROZDZIAŁ JEST WGL PIĘKNY, KURW.. KOCHAM GO.
    NIE MOGE UWIERZYĆ ŻE B.R.O.N.X SIĘ KOŃCZY NIEEEE ;-;

    OdpowiedzUsuń
  28. strasznie szkoda mi Justina ze musi tak cierpieć :( ale plus jeat taki ze Justin slyszal wszystko *.*

    OdpowiedzUsuń
  29. Boskie ××

    Zapraszam do mnie everythngs-has-changed.blogspot.com oraz youreallthatmatterstomee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. kocham to <3 a może jak autorka nie będzie pisac drugiej części to wy ją napiszecie? naprawdę będzie trudno mi i inny pożegnac się z Brooklin i Justinem. Proszę przemyślcie moją prośbę <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Popłakałam się bardziej niż na ostatniej piosence i lessie wróć ! Jak Jazzy mówiłado Justina to ryczałam tak bardzo że kolega przez skypa zaczął mnie pocieszać bo myślał, że znowu płacze przez to że mój dziadrk jest ciężko chory :'(:'( Jeju załamał mnie także fakto o zbliżającym się końcu tego boskiego tłumaczenia :C Nie wiem co to będzie ;c Ale mimo wszystko zawsze będę kochać to opowiadanie tak jak i Ciebie za to że to tłumaczyłaś, jestem twoją fanką. Kiedyś nie lubiłam JB, lecz dzięki tobie i temu opowiadaniu mam do niego ogromny sentyment, dziękuję że tłumaczyłaś to cudo. Kocham Cię.
    Ami <3
    this-is-my-life-brooklyn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. "chowając się pod brązowymi oczami opadającymi mu na oczy.". To ciekawe hahaha.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ryczę <3 geniane

    OdpowiedzUsuń
  34. To co ja tera będę czytała?!
    Rozdzial swietny... szybko nastepny!
    ♡.♡

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękny rozdział. Kiedy Jazzy mówiła to aż ryczeçmi się zachciało. Szkoda że nie będzie 2 części... //@VeronikaMiriam

    OdpowiedzUsuń
  36. A nie mogłabyś ty napisać 2 części? Jestem pewna, że większość jest za. Inaczej będziesz mnie miała na sumieniu bo się zapłacze....

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie chce żeby się kończyło ;(( Taki piękny ff <3 // @roszkaa

    OdpowiedzUsuń
  38. Popłakałam się czytając to. Po prostu cudowny rozdział i nie mogę zrozumieć, że historia się już kończy. Nie wiem co zrobię ze sobą, gdy to się stanie. Wracając do rozdziału, to czekam z niecierpilwością, aż Justin się obudzi. To będzie mocne. Poza tym myślałam, że Alejandra i Brooklnym się pogodzą i dobrze myślałam :) Czekam z niecierpliwością na następny, choć tak bardzo nie chcę żeby koniec nadszedł :(

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak to bronx sie juz konczy , jak ja bede funkcjonowala bez niego !! to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  40. o jaaaaaaaaaaaaaaa ! nfjdsabnifagf matko bosko kochano !

    OdpowiedzUsuń
  41. cudowny ale nie dociera do mnie że niedługo będzie już koniec. nie chce. nie przeżyje to jest chyba najlepszy co czytałam...

    OdpowiedzUsuń
  42. Boże genialny Jezu niech on już wyjdzie z tego szpitala i niech już się pogodzą. Czekam na nn <3333.....

    OdpowiedzUsuń
  43. OMG OMG OMG!!! BUDZI SIĘ!

    KOCHA! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  44. PŁACZĘ JAK GŁUPIA!!!!! ♥ To jest niesamowite :')
    I ten moment z wyznaniami Brooklyn.. to za dużo jak dla mnie ;o
    Jestem załamana, że będzie tylko 62 rozdziały :( I BRAK DRUGIEJ CZĘŚCI!!! NIEEE!!!! To opowiadanie trzyma mnie przy życiu!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  45. Co jak to to nie możliwe to tylko 3rozdzialy... oni maja żyć długo i szczęśliwie razem PRZECIEŻ JA BEZ TEGO OPOWIADANIA NIE WYTRZYMAM.. boje się końca :(((

    OdpowiedzUsuń
  46. Szkoda, że nie będzie 2 części. Mogę otwarcie przyznać. TO OPOWIADANIE JEST 10000 RAZY LEPSZE OD DANGER'A :) Popłakałam się kiedy czytałam jak Jazzy mówiła do Justina. W końcu on się budzi. Może da się przekonać Sonię do napisania 2 części ? :D Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  47. O BOŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE SIĘ OBUDZI ASDFGHJK KOCHAM KOCHAM KOCHAM

    OdpowiedzUsuń
  48. Tyle emocji ahdbjsbsajb *.* W końcu Justin się obudzi :D Szkoda że będzie tylko 62 rozdziały ale trudno :( Kocham B.R.O.N.X ♥ i dziękuję !

    OdpowiedzUsuń
  49. popłakałam sie ; ( czekam na kolejny ; )

    OdpowiedzUsuń
  50. O matkooo jaki świetny <33!

    OdpowiedzUsuń
  51. NARESZCIE JUSTIN SIE BUDZI NAJWYŻSZY CZAS CHŁOPIE
    KOCHAM TO CNIE FJAFJSAJFYDAFKJADGFA

    OdpowiedzUsuń
  52. MAM TYLKO PYTANKO ... OCZYWIŚCIE SZKODA ŻE BRONX SIĘ KOŃCZY ;c BO NAPRAWDĘ Z NIM I DANGEREM SIĘ BARDZO ZŻYŁAM .. ;/ ALE MAM PYTANKO BO TAKIE FANFICTION JAK BABY DOLL, SOLD , AFTER LIGHT NAGLE DZIEWCZYNY KTÓRE TO TŁUMACZYŁY, PRZESTAŁY I SKORO JUZ NIE BĘDZIECIE TŁUMACZYĆ BRONX TO BYŁABY MOŻLIWOŚĆ ŻEBY ZACZĄĆ TE KTÓRE WYMIENIŁAM WYŻEJ ? BARDZO MI NA TYM ZALEŻY !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lub dont talk to strangers!!!

      Usuń
    2. Najprawdopodobniej już nie będziemy nic tłumaczyć. CBieber odeszła, a ja studiuję, więc ciężko było by mi to pogodzić. Nie wiem, trudno mi powiedzieć.

      Usuń
    3. Nie robcie nam tego prosze ją umrę bez tego bblogu ja go kocham i nie przestancię gi pisać będziemy czekali.na kazdy rozdział ile będzie trzeba okej!? Tylko nie pprzerywajcie tego proszę ją sie zabije normalnie albo zqplacze na smierc ;c

      Usuń
  53. O nie....BRONX nie moze sie skończyć, co będe czytać ? :D
    Rozdział jak zawsze świetny, dziękuję, że to tłumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  54. JAK TO 62 ROZDZIAŁY + EPILOG?! ŻE CO?! NIE,NIE,NIE, TYLKO NIE TO, BŁAGAM. :((((((((
    PS. czy tylko ja się popłakałam przy "rozmowie" Jazmyn z Justin'em? :(((((

    OdpowiedzUsuń
  55. Idealny jak zawsze , dziękuję ci <3

    OdpowiedzUsuń
  56. O Boże. Tak! Justin odzyskuje przytomność! Co będzie teraz? Co z Brook i Justinem? Tak bardzo chcę już nowy rozdział! To opowiadanie jest takie cudowne! Bardzo bardzo dziekuję za tłumaczenie! Kocham <3
    @JustenAkaMyLove

    OdpowiedzUsuń
  57. Yaaay ! Justin się budzi, nareszcie. Uwielbiam to najbardziej na świecie <3

    OdpowiedzUsuń
  58. Jak ja kocham bronx, co ja będę czytać jak to się skończy ja nie che :(

    a rozdział jak zawsze cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  59. Rycze rycze rycze, kochane :))
    Dziekuje, ze tlumaczysz, kc x.

    OdpowiedzUsuń
  60. Ryczałam jak głupia. Jejuu nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec. Pamiętam jak zaczęłam to czytać kiedy było ponad 30 rozdziałów.
    Justin się powoli wybudza. :) :) Martwię się tylko ich rozmową po jego obudzeniu. Niech się pogodzą. Oni się kochają.
    Płakałam jak Jazzy z nim rozmawiała i jak Justin sie powoli budził. Nie no ja ciagle ryczałam. Nie mogę uwierzyć w rozmowę Brooklyn a Alejandrą. To było takie dziwne. Alejandra pokazała że nie zawsze jest taką suką i powoli robi sie normalna.
    Co by tu jeszcze. DZIĘKUJĘ BARDZO DZIĘKUJĘ za poświęcony czas na to opowiadanie... dobra nie będę się jeszcze żegnać, bo na szczęście jeszcze przed nami 2 rozdziały+epilog.
    Dziękuję za ten rozdział i faktycznie napracowałaś się. Jest długi
    To chyba tyle. Dziekuję jak dobrnęłaś dotąd czytając mój głupi bezsensowny komentarz.
    Pozdrawiam @Just_to_dream_

    OdpowiedzUsuń
  61. Nie dość, że płaczę przez monolog Jaz to jeszcze przez to, że niedługo te ff się skończy. Wy wszyscy chcecie bym umarła z emocji. ;-;

    OdpowiedzUsuń
  62. Nie wiem co napisać jak czytam większość komentarzy to stwierdzam ,że wszystko tu już napisali .. ;)) najgorsze będzie pożegnanie więc zostawie wszystko na epilog ;p <#3

    OdpowiedzUsuń
  63. Popłakałam się na części Jazzy jejku :'(
    @yoirishboy

    OdpowiedzUsuń
  64. Jeju ja nie moglam gdy to czytalam. Plakalam razem z Jazzy i Brooke i mialam ciarki. Po prostu chce juz nastepny jak najszybciej. Kicham to cholernie i podziwiam cie za to, ze to tlumaczysz. Jedtes niesamowita. Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  65. ryczalam przez caly czas.. niby zwukle opowiadanie a tu czlowiek 3 godziny lzy wylewa...

    OdpowiedzUsuń
  66. Kocham to opowiadanie, placze.
    A co Sonia wymyslila?
    Bedziecie to kontynuowaly same? Bo ja to kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  67. http://thepastcanbeyourthebestpresent.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  68. Hej. Świetne tłumaczenie, wgl. kocham Bronx! ; )

    Zapraszam serdecznie na moje nowe opowiadanie "The beginning of madman" w roli głównej z Justinem. Dużo się dzieje! Mam nadzieję, że wpadniecie.
    http://madman-beginning.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  69. Ryczę i nie mogę przestać. Szkoda, że to już koniec. To wspaniałe opowiadanie. Dziękuję Ci z całego serca za to, że wzięłaś się za tłumaczenie go ! Uwielbiam to. Ich, Brooke, Justina i to wszystko co dzieje się w tym opowiadaniu. W większości rozdziałów płakałam :) . Niby to już końcówka opowiadania, ale i tak B.R.O.N.X zostanie w moim sercu NA ZAWSZE !!!!! Myślę, że po zakończeniu tłumaczenia i tak będę go czytać od początku jakieś dwadzieścia razy xD . Więc tak na koniec jeszcze raz dziękuję CI za to, że tłumaczysz tego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  70. Cudowny <3 czekam na nn i mam nadzieje ze skonczy sie to dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Zycie bez czytania B.R.O. N.X. su to nie zycie!!!!!!!!! Ale rozdzial jak zwykle geeeenialny!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  72. A mogla bys ty 2 czesc pisac ?

    OdpowiedzUsuń
  73. 2 część była by bezsensu ale to tylko moje zdanie bo tak cągnąc i ciągnąc to tez nie ciekawie bedzie ale matko ten rozdział iughefiuewha <333333!

    OdpowiedzUsuń
  74. Cudny rozdział *-*
    Ryczalam jak głupia :D
    Z niecierpliwością czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  75. CUDNE! <333333~!

    OdpowiedzUsuń
  76. Nareszcie się budzi! Wiem co będzie w następnym bo już dawno przeczytałam angielską wersję, ale na polską czekam tak dla przypomnienia...
    Szkoda, że B.R.O.N.X dobiega końca, jednak mam małe pytanko do tłumaczek: zabierzecie się za inne opowiadanie? ;-)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://following-liars.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie, bo zostałam tylko ja, w dodatku studiuję i ciężko byłoby mi systematycznie tłumaczyć rozdziały. Ale wciąż się nad tym zastanawiam, więc kto wie? ;)

      Usuń
    2. Fajnie by było, choć w 100 % Cię rozumiem. Sama teraz przekładam moje opowiadanie na angielski (który jest moim matczynym językiem) i wiem ile trzeba włożyć pracy w tłumaczenie. ;-)

      Usuń
  77. Kiedy bd następny? bo siedzę jak na szpilkach i wyczekuje xd ogólnie to nie mogę się doczekać jego przebudzenia. No i dzięki, że tłumaczysz, jesteś kochana ;***

    OdpowiedzUsuń
  78. Co studiujesz ? P.S.Swietny blog *-*

    OdpowiedzUsuń
  79. Kiedy dodaasz next..? Czekam cały weekend..SUUPER IMAGIN PRZECUDNY..*.* UWIELBIAM GO
    ~Największa fanka.. <3

    OdpowiedzUsuń
  80. Załamie sie jak to opowiadanie sie zakończy:( Czekam na następny rozdział z niecierpliwością:) do tego rodzialu zeby go przeczytać zabieralam sie chyba 2 tygodnie. Nie chcialam go czytać bo później nie bede miala co czytać i nie chce żeby sie skończyło ale ciekawość wzięła górę i przeczytałam. Piękny rozdział:") poplakalam sie przy części z Jazzy i przy końcówce:") xx

    OdpowiedzUsuń