53. Love the way you lie

 [Ważne info na końcu! Proszę Was, przeczytajcie!]


Justin

                To było zbyt znajome, budzące wspomnienia z przeszłości. Zapach palonej gumy, benzyny i alkoholu. Widok kilkudziesięciu osób opartych o samochody, piwa w ich dłonicach, podczas gdy muzyka rozbrzmiewała przez kradzione głośniki samochodowe. Gdybym nie czuł goryczy w ustach, mógłbym nawet zrobić się na moment nostalgiczny. Stęskniony za wyścigami i całym tym gównem. Ale tak nie było. Kiedy zaparkowałem na wolnym miejscu - inaczej mówiąc skrawku ziemi między jednym, a drugim samochodem - przeszły mnie ciarki. Myślałem, że zwymiotuję. Ale przełknąłem ślinę i wziąłem głęboki oddech.
                Nie myśl o tym, powiedziałem sobie.
                Jeśli mam być ze sobą szczery, jedynym powodem, dla którego chcę od nowa brać udział w wyścigach, to powrót uczucia czystej wolności i adrenaliny, jakie towarzyszą zostawianiu w tyle swoich rywali. To jak energia pompowana przez żyły do mózgu, aż jedyne, co jesteś w stanie dostrzec, to droga przed tobą i kierownica. To było niebezpieczne, bardzo niebezpieczne, ale to właśnie czyniło wyścigi bardziej ekscytującymi. A wiecie, co mówią. Im więcej, tym lepiej.
                Odpiąłem pasy i wyskoczyłem z samochodu. Większość ludzi nie odwróciła się nawet, by przyjrzeć mi się po raz drugi. Wiele nowych osób w biznesie, tak sądzę. Ci, którzy mnie znali, klepali mnie po plecach i mówili "dobrze widzieć cię z powrotem". Byłem wzruszony, że pamiętają mnie, nawet po dwóch latach. Ha. Nie byłem. Łatwo znalazłem Anthony'ego. Był w pobliżu linii startowej ze swoimi ludźmi i palił cygaro. Zapaliłem papierosa dla siebie. Brooklyn by mnie zabiła, gdyby się dowiedziała, że znowu palę jak komin. Nie, żeby nie miała już wystarczająco dużo powodów, by mnie zabić. Byłem chujem dla niej po tym wszystkim, co zrobiła dla mojej rodziny. Wiedziałem, że muszę ją przeprosić, ale za co dokładnie? Hej, przepraszam, że ukrywam przed tobą różne sprawy i traktuję cię jak gówno. Nadal jednak nie zamierzam ci powiedzieć, co robię w wolnym czasie. Wybaczysz mi mimo to?
                Wiedziałem, że nie będzie dłużej tolerować tego gówna, ale teraz odsunąłem tę myśl na bok. Muszę skupić się na wyścigu. Potrzebowałem odrętwienia, nicości dookoła siebie. Musiałem zapomnieć na chwilę o moim pojebanym życiu. Anthony uścisnął mnie, gdy do niego podszedłem. W tajemnicy przyszedłem tu, by dowiedzieć się, ile pieniędzy będę mógł zarobić. Mama myślała, że wyszedłem z chłopakami - albo przynajmniej udawała, że tak myśli, ale wiedziałem, że Jazmyn poskładała wszystko do kupy. Musiała być bardzo spostrzegawcza w czasie swojego okresu hibernacji.
                Anthony poklepał mnie po ramieniu, dmuchnąwszy dymem z cygara w moją twarz. Powstrzymałem się od wzdrygnięcia.
                - Bardzo się cieszę, że wróciłeś Justin. Będziesz dzisiaj gwiazdą - powiedział.
                Chciałem prychnąć. Jakim cudem można być gwiazdą w biznesie, który jest absolutnie niezgodny z prawem, nieustannie naraża cię na śmierć i zarabiasz na nim brudne pieniądze?
                Skinąłem tylko głową.
                - Ile? - Wskazałem na zwitek zielonych w jego dłoni, które podliczał, zanim przyszedłem.
                - Niecierpliwy, prawda? - Zaśmiał się chrapliwie, cygaro zwisało z kącika jego ust. - To będzie dobra noc. Niewielu wie, że wróciłeś, ale gdy już im pokażesz, za czym tęsknili, będziesz złoty, dzieciaku.
                No i znowu. "Dzieciaku". Całą siłą woli próbowałem powstrzymać się, aby go nie uderzyć. Mam nadzieję, że miał rację. To znaczy byłem świadomy, że on zatrzymuje co najmniej połowę tego, co zarobiliśmy, a biorąc pod uwagę, że miał około pięciu kierowców ścigających się dla niego, to on będzie złoty. Skoro mogłem zarobić chociaż dwieście, trzysta dolarów za każdy wyścig, było okej. Pensja mojej mamy starczała na rachunki, a wiedziałem, że moje rodzeństwo potrzebuje nowych ubrań, no i jeszcze nie zrobiliśmy zakupów spożywczych. A mój samochód potrzebował benzyny. I chciałem być w stanie zabrać Brooklyn w jakieś fajne miejsce, które nie byłoby kawiarnią Betty, czy McDonaldem.
                Zwiałem od Anthony'ego, jak tylko miałem na to szansę, wracając do samochodu. Dostrzegłem mojego kumpla Luke'a kilka metrów dalej. Musiał właśnie przyjechać. Zakląłem pod nosem, gdy z ohydnego bordowego wana wyszedł również Tyson.
                - Cholera - mruknąłem, odwracając się do nich plecami.
                Za późno. Byłem pewien, że już mnie zauważyli. Co oni tutaj robią? Wiedziałem, że Luke zwykle przychodził na wyścigi, ale Tyson? Co do cholery?
                - Justin! - Zawołał za mną dziewczęcy głos.
                Byłem zmuszony odwrócić się i spotkać z zdezorientowanym/złym/zdumionym wzrokiem Tysona. Jednak dziewczyna, która mnie wołała, stanęła przede mną, trochę naruszając moją przestrzeń osobistą i skutecznie zasłoniła mi Tysona. Cóż, połowę Tysona, bo była niska.
                - Hej - machnęła mi dłonią przed twarzą.
                - Czy ja cię znam? - Zapytałem, marszcząc brwi.
                Dziewczyna nie wydawała się zrażona moją nieuprzejmością.
                - Jestem przyjaciółką twojej siostry, Jazmyn - powiedziała, okręcając na palcu kosmyk swoich ciemnych włosów i uśmiechnęła się do mnie.
                - W takim razie nie powinno cię tu być - odpowiedziałem, wcale nie bardziej uprzejmie.
                - Och, przyszłam ze znajomymi. To mój pierwszy raz i zobaczyłam cię tutaj. Będziesz się ścigał? - Jej głos był pełen werwy.
                To właśnie robią piętnastolatki w tych czasach? Spędzają czas na opuszczonych nieużytkach, oglądając kolesi, którzy mogą mieć wypadek lub skasować swoje samochody i piją alkohol? Gdybym kiedykolwiek spotkał tutaj Jazmyn, to bym ją chyba zabił. Zanotowałem w pamięci, aby powiedzieć jej, by trzymała się z dala od tej dziewczyny.
                - Tak, będę - odpowiedziałem na jej pytanie, chcąc by Tyson zdecydował się na przerwanie mi niezręcznej rozmowy z tą nazbyt uśmiechniętą laską, którą jest niby przyjaciółką Jazmyn, a ja nigdy wcześniej jej nie widziałem.
                - Więc powodzenia. Będę trzymać za ciebie kciuki - jej niewinny uśmiech zrobił się bardziej śmiały. Ona serio ze mną flirtuje? Czy ona zdaje sobie sprawę, że jestem od niej pięć lat starszy, w związku i zupełnie niezainteresowany? Najwyraźniej nie.
                - Jestem Ellie, tak w ogóle - dodała, wciąż kręcąc kosmyk włosów i przygryzła wargę. Cholera, ten gest przypominał mi Brooklyn.
                Posłałem jej lekki, spięty uśmiech i starałem się odpowiedzieć jej miło.
                - Fajnie. Dzięki, Ellie.
                Zadowolona ruszyła dumnie - kręcąc przy tym swoimi małymi biodrami - do grupy swoich przyjaciół, które natychmiast zaczęły piszczeć razem z nią. Poważnie? Przewróciłem oczami. One prawdopodobnie rzuciły jej wyzwanie, by do mnie podeszła. Sekundę później przede mną był Tyson - zdecydowanie zbyt blisko - a jego twarz zdecydowanie krzyczała zdumieniem. I furią. Mnóstwem furii.
                - Co ty tu kurwa robisz, stary? - Krzyknął, a jego źrenice rozszerzyły się.
                - Mógłbym spytać o to samo - wzruszyłem ramionami, opierając się o maskę samochodu.
                Tyson sapnął z niedowierzaniem.
                - Mike usłyszał, jak rozmawiasz o tym z Anthonym - powiedział, wskazując dłonią nasze otoczenie - kilka dni temu, ale nigdy bym nie pomyślał, że naprawdę tu się pojawisz. Oszalałeś, Justin?
                Odwróciłem wzrok.
                - Nie, nie oszalałem. Robię to dla pieniędzy, to oczywiste. Jak tylko uzbieram tyle, by starczyło dla mnie i dla mojej rodziny, odejdę - wyjaśniłem chłodno.
                Tyson pokręcił głową.
                - Wiesz lepiej, niż ktokolwiek jak to działa, stary. Nie da się odejść od Anthony'ego. Tak ciężko pracowałeś, by zdystansować się od tego gówna, a teraz do tego wróciłeś? Naprawdę nie rozumiem - złapał się za głowę. - Kurwa. Justin. Co ty robisz ze swoim życiem?
                - Potrzebuję pieniędzy - powtórzyłem tak spokojnie, jak tylko mogłem, ale moja cierpliwość zaczynała się kończyć. Wiedziałem, że Tyson tylko się o mnie martwił, ale nie potrzebowałem niańki. Wiedziałem, co robię.
                - Ty i ja wiemy, że możesz znaleźć sobie pracę. Normalną pracę - nalegał Tyson, przesuwając dłonie po twarzy. - Stary, po tym wszystkim, co przytrafiło się Brooklyn z tego powodu, ty znowu chcesz się w to pakować? Byłeś nieszczęśliwy, Justin. Przygnębiony. Potrzebujesz tej laski, a ona cię rzuci, jak tylko się o tym dowie. Twoja siostra cię znienawidzi, a twoja mama będzie załamana. I w końcu zniszczysz sam siebie.
                Po raz pierwszy w życiu, chciałem uderzyć Tysona. Nie dlatego, że byłem na niego zły, ale dlatego, że miał rację, więc byłem zły na samego siebie.
                - Mój ojciec nie żyje, Tyson - powiedziałem surowo. - Moje życie już jest zniszczone. Nie ma już nic, co mogłoby je uratować. To powiedziawszy, wsiadłem do samochodu i trzasnąłem drzwiami, by podjechać do linii startowej. Tyson nadal krzyczał na zewnątrz i walił pięściami w drzwi, dopóki nie uświadomił sobie, że nie zamierzam zmienić zdania.
                Czułem palenie w piersi, moje serce zaczęło bić szybciej, a dłonie trzęsły mi się na kierownicy. Oddychałem szybko z wściekłości jak i bezradności. Świadomość, że nie mogę nic zrobić, by przywrócić życie mojemu ojcu uderzyła mnie, jak tona cegieł. Ustawiłem się obok dwóch innych samochodów. Tyler był dwa samochody dalej, po mojej prawej. Dobrze, teraz mam czym zająć myśli: pokonaniem Tylera.
                Pistolet wystrzelił, sygnalizując start wyścigu i ruszyłem z miejsca. Przywitałem odrętwienie, jakie się pojawiło, pusty umysł i ciszę w uszach, nie licząc odgłosów silnika. Poczucie wolności wystrzeliło w moich żyłach, jak zastrzyk heroiny. To mi się podobało w wyścigach. To mi przypomniało, dlaczego lubiłem to kilka lat temu. Zapomniałem o Brooklyn, o Jazmyn, o mojej mamie... O moim tacie. Zapomniałem o swoich problemach, o tym, że nie jestem tą osobą, którą wszyscy oczekują, żebym był. W tej chwili, mój umysł koncentrował się tylko na pedale gazu i mecie.
                Adrenalina rozprzestrzeniała się po całym moim ciele i zatraciłem się w tym.


Brooklyn


                - Powinniśmy to dodać - powiedziałam, wskazując na jakiś wzór chemiczny w podręczniku.
                Robienie projektu o tym, jakie surowce powinny być wykorzystywane w celu zapewnienia materiałom ognioodporności było tak zabawne, jak skok ze szczytu Empire State Building nago, w grudniu. Nate skinął głową, wpisując wzór w otwartym oknie Worda na ekranie swojego białego Macbooka. Już prawie kończyliśmy, co było dla mnie jedynym powodem do radości. Pracowanie ramię w ramię - dosłownie, bo siedzieliśmy obok siebie przy biurku z laptopem przed oczami - z Natem było niezręczne. Spędziliśmy nad tym dwie godziny, a badania nad odpornością tkanin na ogień i ich składnikami i kto wynalazł to, czy tamto, było nudne. Cóż, nudne to mało powiedziane. Ale jeśli skończymy główną część projektu tego ranka, już więcej nie będziemy musieli spotykać się u niego w domu.
                Nate westchnął, przewijając w dół niekończący się tekst pełen bzdur, kopiując i wklejając zdania, które miały być przydatne. W tym momencie nie obchodziło nas zmienianie słów, by nie wyglądało tak, że skopiowaliśmy to prosto z Internetu. To wszystko było potwornie męczące. Kontynuowaliśmy przez kolejne dziesięć minut, rozmawiając tylko wtedy, gdy to było konieczne, dopóki mój telefon nie zasygnalizował przychodzącej wiadomości. Myślałam, że niegrzecznie byłoby ją odczytać, kiedy Nate ignorował swój telefon cały czas. Nie, że dzwonił więcej, niż dwa razy (najprawdopodobniej to była Natasha). Próbował nawiązać ze mną jakąś rozmowę, ale cały czas wracałam do tematu chemii. Nie byłam gotowa, by porozmawiać z nim od serca. Jeśli mam być szczera, przyjaźń byłaby okej, ale byłam też świadoma, że to było wszystko. Nie dało się wrócić do relacji, jakie mieliśmy parę miesięcy temu. Zanim mnie pocałował. Nigdy nie byliśmy jakimiś super przyjaciółmi, ale przynajmniej mogliśmy rozmawiać bez uczucia zakłopotania. Jakkolwiek Nate próbował to odzyskać, myślę, że też wiedział, że nie było na to nadziei. Poza tym, nie chcę, by Justin znów zrobił się zazdrosny - choć muszę przyznać, że to seksowny widok - i pobił Nate'a. On pewnie też miał już dość.
                Prawie zapomniałam o moim partnerze od projektu, dopóki nie trącił mnie w ramię.
                - Gdzie jesteś? - Zapytał z uśmiechem.
                Wyrwałam się z zamyśleń.
                - Przepraszam, mam dużo na głowie - powiedziałam bez przekonania.
                Jego uśmiech nie zmalał i nie mogłam zignorować tego, że przeniósł swoją rękę na oparcie mojego krzesła.
                - Powinniśmy zrobić sobie przerwę. Pracujemy zbyt długo. Chcesz coś do picia?
                Jego zawsze uprzejmy ton głosu rozśmieszył mnie. Już nie byłam do tego przyzwyczajona. Nate pomylił mój śmiech z odpowiedzią twierdzącą i wstał.
                - Wciąż lubisz dietetyczką Colę, prawda? - Zapytał w drzwiach.
                - Byłam zaskoczona, że pamiętał.
                - Tak - posłałam mu to, co miałam nadzieję, że było przyjaznym skinieniem.
                Gdy wyszedł, wyciągnęłam telefon z torebki, która spoczywała na łóżku obok mojego płaszcza. Trochę się wahałam nad pracą nad projektem w jego pokoju, jeśli o mnie chodzi, wydawało się to zbyt intymne dla dwojga ludzi, którzy próbują być przyjaciółmi po dziwnym zerwaniu, ale ponieważ dom Nate'a zawsze roił się od ludzi - głównie kolegów jego taty - zgodziłam się.
                Wiadomość, którą dostałam była od Justina. Wpatrywałam się gorzko w ekran, zanim ją otworzyłam. Praktycznie ignorował mnie przez cały tydzień, a teraz chciał rozmawiać? Musiał mieć świadomość, że wciąż byłam na niego wściekła za poniedziałek, prawda? Bo byłam. Naprawdę byłam. Cokolwiek przede mną ukrywał, działało mi na nerwy. Byłam przyzwyczajona do mało komunikatywnego Justina, ale to? To było czysto irytujące.
                Otworzyłam wiadomość, czytając ją z kpiącym uśmiechem.

Chcesz się później spotkać?

                Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę. Żadnych uśmieszków? Żadnego serduszka, czy buziaków? Do diabła, nawet żadnego "co słychać?", albo przeprosin. Ścisnęłam telefon w dłoni, nie do końca pewna, czy go nie uszkodzę, zanim odpowiedziałam na jego kiepską wiadomość.

Właśnie sobie przypomniałeś, że masz dziewczynę?

                Dotknęłam przycisk "wyślij" z nadmierną siłą. Ale Boże, byłam taka wkurzona. Odpowiedź Justina przyszła natychmiast.

Kochanie, nie bądź trudna.

                Co. Do. Cholery. Jak on śmie?! To nie ja byłam trudna. On był. Z niepowstrzymanym atakiem furii, wybrałam numer Justina, krążąc po wielkim pokoju Nate'a. Starałam się nie nadepnąć na jego nieskazitelnie czysty dywan w kolorze kości słoniowej. Kiedy Justin odebrał, nawet nie czekałam aż się odezwie, tylko krzyknęłam.
                - Jesteś dupkiem!
                - Woah, księżniczko. Nie krzycz tak. Co się stało? - Justin był naprawdę zmieszany, co tylko dolało oliwy do ognia.
                - Co się stało? - Zaśmiałam się gorzko. - Masz na tyle przyzwoitości, by pytać mnie co się stało? Ty się stałeś! - Powiedziałam, nie przestając krzyczeć. Jeśli już, to krzyczałam głośniej.
                Ojej, zmieniałam się w jedną z tych dziewczyn. Tych histeryzujących. Ale przynajmniej miałam powód.
                - Co ja zrobiłem? - Zapytał Justin po drugiej stronie. Wciąż brzmiał na niewinnie zaskoczonego.
                Cholera, niewiarygodne.
                - Och, może zaczniemy od tego, że dosłownie olewałeś mnie przez kilka dni? - Splunęłam z przekąsem. - Wiem, że coś przede mną ukrywasz, Justin. Wiem, że dlatego tak bardzo mnie ignorowałeś - nie mogłam powstrzymać bólu odczuwalnego w moim głosie.
                Justin westchnął, ale nic nie powiedział. Mogłam sobie wyobrazić, jak z frustracji przeczesuje dłonią włosy.
                - To dlatego jestem zaskoczona, że w ogóle postanowiłeś dziś znaleźć dla mnie trochę czasu - dodałam na jego brak reakcji.
                - Brooklyn - zaczął Justin. - Nie ignorowałem cię. Przynajmniej, nie taki był mój zamiar - powiedział, ale nie brzmiał szczerze.
                - Musisz ogarnąć to całe gówno, zanim zadzwonisz do mnie ponownie, Justin. Ponieważ nie zamierzam dłużej tego znosić - bolało mnie powiedzenie tego, ale ot było wszystko, co mogłam zrobić, by powstrzymać się od wybaczenia mu. Mam jeszcze poczucie jakiejś godności i nie pozwolę, by Justin sobie ze mną pogrywał. Wiedziałam, że był teraz zagubiony przez to wszystko, co przytrafiło się w jego życiu, ale to mu nie daje prawa do traktowania mnie w ten sposób. Służyłam mu ramieniem, gdy potrzebował się wypłakać, ale zamiast tego on wolał iść robić Bóg wie co za moimi plecami. Nie będę głupią, naiwną dziewczyną, która odwracałaby głowę w bok i udawała, że wszystko jest ekstra.
                - Kochanie, po prostu pozwól mi - Justin ponownie spróbował.
                Przerwałam mu, gdy drzwi do pokoju otworzyły się, ukazując Nate'a z dwoma szklankami Coli i oniemiałym wyrazem twarzy. Słyszał jak krzyczałam? O Boże...
                - Muszę kończyć. Nate na mnie czeka - i rozłączyłam się.
                Cios poniżej pasa, wiem. Część mnie chciała, by Justin też odczuwał jakiś ból. Coś za coś to nie było rozwiązanie, nie na tym polegają związki i czułam się z tym źle natychmiast po tym, jak nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Wspomnienie Nate'a nie pomoże nam tego naprawić, to może tylko pogorszyć sytuację, bo teraz Justin miał powód, by się na mnie wkurzyć. To nie tak, że mogę decydować, z kim pracuję nad szkolnym projektem. Dobrze, może mogłam zmienić partnera, gdy nauczycielka to zasugerowała, ale teraz było już za późno, a ja byłam zmęczona tym wszystkim. Niemniej jednak trochę pogmatwanie zabrzmiało to, co powiedziałam Justinowi - że jestem z Natem. W głębi duszy miałam nadzieję, że nie wysunie pochopnych wniosków, chociaż zasłużył na to za to, co mi zrobił.
                Nate położył szklanki na biurku i oparł się obok nich. Mimo, że był u siebie, miał na sobie koszulę do Tommy'ego Hilfigera i spodnie. I Oxfordy. W domu. Założę się, że nie byłam jedyną osobą, która pomyślałaby, że to dziwne.
                - To Justin? - Zapytał, patrząc na mnie ze współczuciem.
                Skinęłam głową, odgarniając włosy z twarzy - która była zarumieniona i gorąca po kłótni - i spięłam je w kucyk. Rzuciłam telefon do torebki, kilka razy upewniając się, że jest wyciszony. Nie chciałam męczyć się z oddzwaniającym Justinem i moją pochopną pokusą na odebranie i przeproszenie go.
                W tej chwili czułam się jak gówno. Totalnie jak gówno.
                Nate musiał to wyczuć, bo podał mi szklankę zimnej Coli i powiedział.
                - Chcesz o tym porozmawiać?
                Czy chciałam? Nie bardzo.
                - Po prostu się pokłóciliśmy - wymamrotałam głośno, zaskakując samą siebie.
                Nate skinął głową ze zrozumieniem. To było bardzo dziwne, rozmawiać z moim byłym, który przyznał kilka miesięcy temu, że nie do końca o mnie zapomniał, o moim obecnym chłopaku i naszych problemach.
                - Wszystkie pary się kłócą - drgnął lekko na słowo "pary".
                Czułam się źle z tego powodu, więc schowałam się za szklanką Coli i pociągnęłam długi łyk. Kiedy wszystko zaczęło się tak psuć? Wydawało mi się za każdym razem, że mimo, iż los był dla mnie przyjemny, zawsze coś musiało to schrzanić.
                Westchnęłam, przeczesując palcami swój kucyk. Złapałam Nate'a na spoglądaniu na mnie i przypomniało mi się, że podobały mu się moje włosy w dzień naszej pierwszej randki. Moje policzki zaróżowiły się i odwróciłam wzrok. To przechodziło na zupełnie nowy poziom niezręczności.
                - Wiesz Bell-Brooke - poprawił się, choć nie zwróciłabym mu uwagi. Miałam teraz większe problemy. - Może ty i on po prostu nie jesteście sobie przeznaczeni. Jesteś młoda. Wyjeżdżasz na studia na jesieni, więc może poznasz nowych ludzi, nadal wybierasz się do Stanford?
                Utknęłam przy części "nie jesteście sobie przeznaczeni". Co? Justin i ja jesteśmy sobie przeznaczeni. Musieliśmy być. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy... I cholera, byłam zakochana po uszy w tym idiocie.
                - Nie zdecydowałam się jeszcze, gdzie pójdę na studia - powiedziałam nieco drżącym głosem. - Mogłabym zostać w nowym Jorku. NYU ma naprawdę dobre kierunki medyczne - naprawdę? Nie mogłam sobie przypomnieć, ale otrzymałam listy  z kilku uniwersytetów, w tym NYU. Po prostu nie wybrałam jeszcze, na który pójdę. Jak już powiedziałam wcześniej, wyjazd do Kalifornii nie był już tak ważny. Nie kiedy tak wiele rzeczy, a raczej osób powodowało, że chciałam zostać tutaj.
                Nate potrząsnął głową, najwyraźniej niezadowolony z mojej bardziej, niż prawdopodobnej zmiany planów.
                - Nie możesz porzucić swoich marzeń z powodu jakiegoś nastoletniego romansu - splunął.
                Jego poniżanie mojego związku z Justinem mnie denerwowało. Nie miał pojęcia jak bardzo go kochałam, a on mnie. Pomimo wszystkich naszych kłótni i problemów, nie miałam co do tego wątpliwości.
                - Szczerze mówiąc, bez urazy, Nate, ale nie sądzę, by to co zamierzam zrobić ze swoją przyszłością było twoją sprawą - powiedziałam, siląc się na spokój, ale było mi coraz trudniej. Rozmowa z Justinem, a teraz wykład Nate'a wzbudzały tylko mój gniew.
                - Przepraszam - westchnął. - Nie chciałem cię osądzać. Po prostu, kiedy byliśmy razem powiedziałaś mi, jak bardzo studia są dla ciebie ważne, więc myślałem, że nie pozwolisz, by ktoś wpływał na twoje decyzje.
                Auć. To postawiło mnie w świetle jakiegoś bezmyślnego smarkacza.
                - Nie pozwalam nikomu podejmować decyzji za mnie. Ja po prostu rozważam wszystkie możliwości - oświadczyłam przekonana, że to właśnie robię.
                Nate nie chciał się dalej sprzeczać. Oboje w ciszy dokończyliśmy nasze napoje i chciałam usiąść, aby wrócić do pracy, bo nie mogłam dłużej znieść napięcia, które rosło w powietrzu, gdy Nate złapał mnie łagodnie za rękę.
                - Wszystko w porządku, Brooklyn? - Zapytał, tym razem nie wahając się co do mojego imienia. Nie wydawało mi się, że pytał, czy w tej chwili jest wszystko w porządku, ale czy ogólnie jest. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia i tak, czy inaczej nie zamierzałam rozmawiać z nim o moim szczęściu.
                Udało mi się lekko roześmiać, choć byłam trochę zdumiona jego powagą.
                - Tak, a co?
                - Wydaje się, że ostatnio wciąż masz gorsze i lepsze dni - wyjaśnił, nie spuszczając oczu z moich, co było denerwujące. Jednak nie odwróciłam wzroku. - To znaczy, każdy ma gorsze i lepsze chwile, ale u ciebie nastrój zmienia się co chwilę i to na przestrzeni tygodnia.
                Byłam oszołomiona. Jak on to dostrzegł? Jakkolwiek strasznie i prześladowczo to zabrzmiało, Nate miał rację. I to było najdziwniejszą częścią. Fakt, że zauważył zmiany w moim zachowaniu, których nikt wcześniej nie dostrzegł.
                - Pewnie teraz myślisz, że jestem dziwny - Nate roześmiał się. Jego ręka wciąż była na moim ramieniu, a jego zaskakująco niebieskie oczy utkwione w moich.
                Nie mogłam się ruszyć, bo byłam prawie pewna, że jego twarz również się do mnie przybliżyła. Niepokój zalał mój żołądek, ale nie mogłam zrobić kroku. Jego kciuk zaczął kreślić kółka na wewnętrznej stronie mojego nadgarstka.
                - Zasługujesz na wiele więcej... - Urwał, a jego usta były zaledwie kilka centymetrów od moich. - Mógłbym dać ci cały świat i więcej. Wciąż mogę - powiedział. - Jeśli mi pozwolisz, to będę dbał o Ciebie w sposób, w jaki ta szumowina nie potrafiłaby.
                To najwyraźniej wyrwało mnie z zadumy. Otworzyłam usta, by zaprotestować i powiedzieć coś w obronie Justina, coś co powstrzymałoby go od wygadywania więcej bzdur, ale Nate przycisnął usta do moich, zanim zdążyłam się odezwać.
                Natychmiast go odepchnęłam, wyrywając ramię z jego uścisku. Wyraz twarzy Nate'a był bezcenny. Nie wiem, które z nas było bardziej zbite z tropu tym, co zrobił, on, czy ja.
                Cofnęłam się pośpiesznie po swoje rzeczy i gapiłam się na niego z niedowierzaniem.
                - Muszę iść - to było najlepsze, co mogłam powiedzieć po tym, jak zostałam pocałowana, do rzeczywistego stanu "o mój Boże, co się właśnie stało?'
                Wyszłam z pokoju i ruszyłam w dół po majestatycznych schodach, dźwięk klikania obcasów wwiercał się w moje uszy. Wymknęłam się drzwiami frontowymi pod ciekawskimi spojrzeniami mężczyzn w garniturach, rumieniąc się wściekle.
                Cholera. Czy Nate naprawdę mnie pocałował?

**

                W końcu wyszłam spod prysznica po dwukrotnym umyciu ciała i włosów. To nic, że brałam prysznic rano, przed pójściem do Nate'a, ponieważ i tak czułam się brudna. Ok, ledwo dotknął moich ust, bo od razu go odepchnęłam. I dotknął mojego ramienia, co się nie liczyło, bo miałam sweter. Ale nadal, jego dotyk był zły. Po tym, jak udało mi się dojechać do domu nie powodując wypadku - tak bardzo się trzęsłam - postanowiłam, że muszę zmyć jego dotyk ze swojej skóry. Wszystkie te pozornie przypadkowe muśnięcia ramieniem, jego palce dotykające moich, gdy podawał mi szklankę z Colą... Cóż, nie wydają mi się już niewinne. Musiałam poczekać do końca obiadu, aż będę mogła iść do łazienki. Nie muszę dodawać, że nie mogłam powiedzieć rodzicom, dlaczego byłam tak zdesperowana, aby wziąć prysznic. Cały czas podczas lunchu , podczas gdy wszyscy inni rozmawiali o swoich porannych przygodach, a tata opowiadał o swoim tygodniu w pracy, ja nie byłam w stanie przestać myśleć o Nacie. Czyżby cały czas planował mnie pocałować? Od kiedy przyszłam do jego domu, a nawet od kiedy wysłał mi te dziecinne liściki na angielskim? Czy to było pod wpływem chwili? Niezależnie od tego, przechodziły mnie nieprzyjemne ciarki.
                Prawdopodobnie wszystko wyolbrzymiam. Po tym wszystkim, nie rzucił się na mnie ze wzrokiem gwałciciela. Wyglądało to bardziej na niepewne i nieproszone. Jeśli to ma sens. Myśląc o tym, doszłam do wniosku, ze dawał mi sygnał cały czas. Podchodził coraz bliżej, mówiąc rzeczy, których nie powinien mówić po tym, jak postanowił, że zostaniemy przyjaciółmi. Boże, jestem taka głupia. Dlaczego nie mogłam zareagować wcześniej? Gdybym zrobiła krok do tyłu, co planowałam od pierwszej chwili, nie musiałabym później tego żałować.
                Ale i tak, to nie była moja wina. Justin nie mógłby się na mnie wkurzyć. Nawet nie odwzajemniłam pocałunku! Nawet mimo to, bałam się mu powiedzieć. To wszystko było już popieprzone. Podczas, gdy suszyłam włosy przed lustrem, wypuściłam oddech, którego wstrzymywania nawet nie byłam świadoma. Kiedy wszystko zrobiło się takie trudne? Dlaczego mam tendencję to zbyt intensywnego myślenia nad wieloma rzeczami?
                Kiedy już założyłam swoją bieliznę, moje oczy spoczęły na tatuażu na biodrze. Skóra była blada i gładka ponownie, już nie zaczerwieniona ani opuchnięta., chociaż nadal balsamowałam ją na wszelki wypadek. W tym momencie odkryłam, że może robię to, bo za każdym razem, gdy moje oczy natrafiają na tatuaż, przypomina mi się ten doskonały dzień. Justin, który przyjechał po mnie do szkoły i to, jak kazał mi zamknąć oczy, żeby mnie zaskoczyć w salonie tatuażu, uśmiech na jego twarzy, gdy zobaczył moją koronę księżniczki, dzielenie się koktajlem u Betty, to co się wydarzyło w moim samochodzie...
                Westchnęłam smutno, zakładając flanelową koszulę i żółte szorty. Zrobiłam śmieszne połączenie, ale biorąc pod uwagę to, że będę w domu i zamierzam się uczyć, to było w porządku. Opuściłam garderobę, przeczesując palcami swoje wilgotne włosy. I tak nie chciało mi się ich suszyć. Jak na zawołanie ktoś zapukał do drzwi.
                - Brooke - odezwał się głos mojej mamy. - Ktoś do ciebie przyszedł.
                Otworzyłam drzwi, by zobaczyć moją mamę, z jej szyi zwisały okulary do czytania. Była takim pracoholikiem. Zmarszczyłam brwi, bo nie spodziewałam się nikogo. Może to była Kelsey. Miałam nadzieję, że to ona i będę mogła porozmawiać z moją najlepszą przyjaciółką o ciekawych, ale dziwnych wydarzeniach z mojego...
                Moje myśli zostały przerwane, gdy zobaczyłam postać stojącą w salonie, oglądającą rodzinne fotografie i inne dekoracje. Z pewnością to nie mógł być Justin, uśmiechający się od ucha do ucha, kiedy zatrzymał się przed zdjęciem mnie trzymającej na rękach Tommy'ego, który właśnie się urodził. O mój Boże, na tym zdjęciu miałam aparat na zębach i okulary w babeczki z truskawką. Moja mama uśmiechała się promiennie, patrząc to na mnie, to na Justina, aż w końcu Justin mnie zauważył. Spojrzał na mnie raz jeszcze, starając się ze wszystkich sił nie obczajać moich nóg w skąpych szortach, przed moją mamą.
                - Co ty tu robisz? - Zapytałam wprost. Nie byłam niezadowolona, że go widzę, już nawet nie przerażona Byłam po prostu w szoku, że pojawił się w moim domu. Wchodząc przez drzwi.
                - Cześć, najdroższa - powiedział Justin, a jego uśmiech nie zmalał.
                Przewróciłam na niego oczami. To bardzo nie w jego stylu.
                Mama z kolei wydawała się zadowolona z faktu, że Justin tu był, co sprawiało, że sytuacja była jeszcze bardziej dziwaczna. Myślę, że prawie jęknęła z zachwytu, gdy Justin nazwał mnie "najdroższą". To był pierwszy raz, kiedy mnie tak nazwał i nie będę kłamać, to brzmiało śmiesznie wypowiedziane przez niego (i w zasadzie przez każdego faceta, który nie jest Brytyjczykiem).
                - Cześć, Justin - powiedziałam po kilku sekundach milczenia. Moja mama posłała mi pytające spojrzenie, ale pokręciłam głową.
                - Możecie się pocałować, albo przytulić, czy coś. Nie jestem Inkwizycją - zażartowała. - Poza tym, Charliego nie ma w domu.
                Mama mrugnęła do Justina. O mój Boże.
                - Nie odmówię zaproszenia - Justin powiedział uroczo, krocząc w stronę miejsca, gdzie stałam, wciąż w szoku.
                Pochylił się i chwycił moją twarz w dłonie, cmokając skromnie moje usta. Nie miałam czasu, na odwzajemnienie gestu, przez co pocałunek trwał mniej więcej tak długo, jak marna próba Nate'a. Tyle, że tym razem poczułam motylki w brzuchu, a nie nudności. Niemniej jednak, to nie oznaczało, że Justinowi się upiekło. Prawdę mówiąc, skoro pojawił się tu z własnej woli, sam się prosił o przesłuchanie trzeciego stopnia. Nie przed mamą, oczywiście. Starałam się przekazać mu to spojrzeniem, ale był zbyt zajęty prawieniem komplementów mojej rodzicielce. Od kiedy ona tak bardzo go lubi, że nie przestawała się uśmiechać, odkąd weszłyśmy do salonu?
                - Zostawię was samych. Będę w swoim gabinecie, gdybyście mnie potrzebowali - powiedziała moja mama. - Żadnych zabaw - dodała z uniesionym palcem i założyła z powrotem swoje okulary.
                Zarumieniłam się ze wstydu.
                - Mamo - mruknęłam. Nie planowałam pieszczot na to relaksujące, fantastyczne (uwaga, sarkazm) marcowe popołudnie. Nie wtedy, kiedy było tak wiele spraw, o których trzeba było porozmawiać, choć miałam wrażenie, że ostatecznie i tak będziemy się obściskiwać, bo to właśnie się dzieje, gdy zostawi się Justina i mnie sam na sam.
                Justin roześmiał się, ale powiedział.
                - Właściwie, to planowałem zabrać gdzieś Brooklyn. Tak długo nie byliśmy na porządnej, miłej randce... - Zastukał palcami w moje ramię. Byłam zaskoczona, że zachowywał się tak spokojnie po naszej porannej rozmowie przez telefon, ale myślę, że to miało coś wspólnego z towarzystwem mojej mamy. Nie mógł nie czarować tym swoim urokiem, kiedy w pobliżu była kobieta.
                Mama skinęła głową z zainteresowanie.
                - To brzmi świetnie. Jestem pewna, że Brooklyn nie może się doczekać, by gdzieś wyjść, po spędzeniu całego poranka na pracy z Natem.
                Cóż, cholera.
                Justin wbił lekko palce w moje ramię, ale jego wyraz twarzy nie zmienił się. Choć powiedziałabym, że mięśnie jego szczęki się zacisnęły. Posłałam mamie znaczące spojrzenie. To nie to powinnaś powiedzieć, mamo. Uśmiechnęła się przepraszająco, zanim pożegnała się z Justinem i udała się do swojego gabinetu. Bałam się odwrócić i spojrzeć na Justina. Ale co tam, to on mnie okłamywał. Co jeśli wspomniałam wcześniej o Nacie, by wzbudzić jego zazdrość? Jak mówiłam, coś za coś.
                Choć bardzo starałam się nie patrzeć, nie mogłam zignorować palącego spojrzenia Justina i w końcu na niego zerknęłam. Wszelkie oznaki wesołości zniknęły z jego twarzy.
                - Ty i ja musimy porozmawiać - jego uścisk na moim ramieniu nie rozluźnił się i to zaczynało być bolesne, choć musiał tego nie zauważyć. Nigdy nie skrzywdziłby mnie fizycznie. Emocjonalnie to inna sprawa, celowo, czy nie.
                - Muszę się przebrać - odparłam, wyrywając się z jego uścisku. - Chyba, że chcesz, bym wyszła w tym - wskazałam na to, co miałam na sobie.
                Oczy Justina powędrowały w stronę górnych guzików mojej koszuli, które były rozpięte, a następnie na moje szorty.
                - Zdecydowanie się przebierz - nasze spojrzenia spotkały się ponownie i nie mogłam powstrzymać złośliwego uśmieszku, tego samego, którego on nie potrafił ukryć.
                - Zaraz wracam, najdroższy! - Rzuciłam przez ramię, chichocząc do siebie.
                Myślę, że usłyszałam, jak Justin również się śmieje, ale nie byłam pewna.
                W swoim pokoju przebrałam się w dżinsy i prążkowany gruby sweter z perełkami wzdłuż dekoltu. Włożyłam wygodne buty Emu i nałożyłam biały dzianinowy kapelusz na moje jeszcze wilgotne włosy. Nie przejęłam się makijażem, ale poświęciłam chwilkę, by zmienić okulary, na soczewki. Kiedy pojawiłam się w salonie po raz drugi, Justin znowu oglądał zdjęcia.
                - Byłaś uroczym dzieckiem - powiedział, ale jego głos nie stracił swojej wcześniejszej szorstkości.
                - Wiem - wzruszyłam ramionami, wkładając do kieszeni klucze i telefon. Większość dzieci, jeśli nie wszystkie są słodkie. Chciałam wziąć trochę pieniędzy, które trzymaliśmy w przedpokoju na niewielkim półmisku, ale Justin mnie powstrzymał.
                - Ja płacę - zapewnił mnie, prowadząc mnie do drzwi.
                Jak zwykle, miał na sobie dżinsy, buty za kostkę i tylko cienką bluzę pod dżinsową kurtką. Jasne, że nie było już tak zimno, ale mimo to ja ubrałam swoją parkę w kolorze khaki.
                Podróż windą przepełniona była milczącym napięciem. Żadne z nas nie śmiało się odezwać, ale pytania praktycznie odbijały się od czterech ścian pomieszczenia. Byłam zaskoczona, ze Justin nie wspomniał nic o Nacie, ale to chyba dlatego, że wiedział, że jeśli chce odpowiedzi ode mnie, to sam musi mi takowych udzielić. A nie wydawał się do tego chętny.
                - Gdzie idziemy? - Zapytałam w końcu, kiedy drzwi winy rozsunęły się w lobby.
                Justin wyglądał na zaskoczonego, że się odezwałam i to było takie słodkie. Skarciłam się za tę myśl. Nie mogłam się poddać tyko dlatego, że był słodki. Choć muszę przyznać, że trudno mi było nie chwycić go za dłoń, gdy byliśmy w windzie lub nie przytulić się do jego boku. Moje zdradzieckie ciało za nim tęskniło.
                - Zabieram cię do Starbucksa na tą kawę, którą wciąż jestem ci winien - powiedział, przytrzymując dla mnie drzwi wejściowe.
                Nie mogłam uwierzyć, że wciąż o tym pamięta. O deszczowym popołudniu, kiedy po pretekstem niezmoknięcia zaprosiłam go do Starbucksa, w dzień, gdy zobaczyłam go grającego na ulicy. Wtedy tak bardzo chciałam go poznać. Boże, byłam wtedy taką niedojrzałą dziewczynką.
                - Brzmi fajnie - nie mogłam powstrzymać uśmiechu, przez co Justin również się uśmiechnął. Był taki piękny, kiedy się uśmiechał. Byłby jeszcze bardziej, gdyby jego warga nie była rozcięta. - Co to do cholery jest? - Dotknęłam lekko skaleczenia.
                - Nic - Justin spojrzał w dół, odsuwając moją dłoń z dala od swojej twarzy. Przeklęłam dreszcze, który przebiegł mi po plecach, gdy jego skóra nawiązała kontakt z moją. Cholera, tęskniłam za nim.
                - Dlaczego w ogóle przyszedłeś, skoro nie chcesz rozmawiać? - Spytałam szczerze. Na nowo czułam ukłucie w żołądku.
                Justin wziął głęboki oddech.
                - Chcę, żeby dzisiaj było fajnie. Nie chcę rozmawiać o tym, jak jakiś idiota uderzył mnie w usta. Chcę po prostu spędzić czas z moją piękną dziewczyną i dobrze się bawić.
                - Chwila, nie skłamałeś! Co jest? Nagle postanowiłeś być szczery? - Prychnęłam z niedowierzaniem. Ale poważnie? Nie zrobił tej typowej wymówki "uderzyłem w lampę uliczną". Powstrzymałam mój głupi instynkt przed uśmiechem, gdy nazwał mnie piękną.
                - Brooklyn... - Ostrzegł Justin, splatając nasze palce i ściskając je.
                - Racja - skinęłam głową. - Spędzanie z tobą czau i dobra zabawa. Myślę, że mogę to zrobić.
                Jak się okazało, mogłam. Nie wiem jak, ale Justinowi udało się odciągnąć moje myśli od nieprzyjemnych rzeczy i naprawdę sprawił, że na zmianę śmiałam się i uśmiechałam bez przerwy. Może celowo ubrał granatową bluzę z logiem "B.R.O.N.X". Prawdopodobnie wiedział, że to zauważę. Zauważyłam i to sprawiło, że czułam motylki w brzuchu przez resztę dnia. Był szczęśliwy, że Jazzy znów rozmawia ze światem, choć nie tak szczęśliwy z faktu, że pewien chłopak miał na to spory wpływ. Jazmyn dzwoniła do mnie kilka dni wcześniej, aby opowiedzieć mi o swojej rozmowie telefonicznej z Calebem. Powiedziała mu o Jeremym, ale nie wdawała się w szczegóły. Caleb był bardzo wyrozumiały, tak jak jej mówiłam. Postanowili spotkać się w weekend i spodziewałam się dobrej nowiny co do ich spotkania.
                Justin ani razu nie wspomniał, co robił przez cały tydzień. Nie wspomniał mojej dziwnej środowej wizyty, Tysona, czy nawet Nate'a. Wydawało się, że naprawdę chciał, aby to był nasz dzień, ale oboje wiedzieliśmy, że nie mógł ciągnąć tego w nieskończoność. W końcu musieliśmy porozmawiać o poważnych rzeczach. Chciał po prostu zyskać na czasie, a część mnie była mu wdzięczna za oderwanie mnie od ponurej rzeczywistości.
                - Kiedy twoi dziadkowie wracają do Kanady? - Zapytałam, gdy wracaliśmy do miejsca, w którym zaparkował swój samochód, niedaleko mojego domu.
                - Jutro - odpowiedział, kołysząc naszymi splecionymi dłońmi, kiedy szliśmy wraz z innymi przechodniami zatłoczonym Manhattanem. Turyści wokół nas robili zdjęcia, pary obściskiwały się, rodziny z dziećmi piły gorącą czekoladę, a uliczni muzycy grali i śpiewali... To był zupełnie normalny dzień. Słońce było już nisko na niebie i wkrótce miał zapaść zmierzch.
                - Rozmawiałeś z nimi?
                Justin spojrzał na mnie. Przygryzał wargę.
                - Niewiele. Ale mama powiedziała mi, że ty rozmawiałaś z nimi ostatnio, zanim wróciłem do domu.
                - Tak - powiedziałam, gładząc kciukiem jego dłoń. Całe popołudnie wydawał się trochę spięty. - Choć nie sądzę, by za bardzo mnie polubili. Wydają się dość surowi.
                Justin zachichotał.
                - Byliby szaleni, gdyby cię nie polubili - uśmiechnął się.
                Zarumieniłam się mimowolnie. Jak mogłam się na niego gniewać, gdy on mówił takie rzeczy? Zrobiło mi się ciepło na sercu i stanęłam na palcach, by go pocałować. Na środku ulicy, czas wydawał się zatrzymać. To był pierwszy pocałunek, na który pozwoliłam przez cały dzień, więc przyjął go łapczywie. Na swoją obronę dodam, że Justin nie próbował niczego, od całusa przed moją mamą. Jedynie odgarniał mi kosmyki z twarzy, trzymał mnie za rękę, czy przytulał mnie do siebie na kanapie w Starbucksie. To dlatego pocałunek był wszystkim i niczym. Zastanawiałam się, jak mogliśmy ukrywać przed sobą tak wiele, a jednocześnie, odkrywać przed sobą dusze. Pocałunek był naglący, ale słodki. Z ingerencją języków, ale delikatny. To był jeden z tych pocałunków, przez który chcesz jeszcze więcej. I, jak zwykle, Justin przekazał przez ten pocałunek więcej, niż byłby w stanie się przyznać. Mogłam niemal poczuć jego żal, strach i smutek. Przynajmniej wiedziałam, że nie czuje się dobrze z okłamywaniem mnie, że dla niego to również było trudne.
                - Chodź do mnie - powiedział Justin bez tchu, gdy odsunęliśmy się od siebie. - Mama i dziadkowie zabrali Jaxona do Zoo, a Jazzy prawdopodobnie gdzieś wyszła.
                Wahałam się przez chwilę. Mogłabym to ciągnąć? Mogłabym udawać, że wszystko było w porządku, kiedy nie było? Najwyraźniej mogłam, a kolejny pocałunek Justina mnie do tego przekonał. Do cholery, było coś, do czego ten chłopak nie byłby w stanie mnie przekonać? Jak skok z mostu na Brooklynie, na przykład? W tym momencie byłam prawie pewna, że i do tego by mnie namówił.
                Justin uśmiechnął się, gdy zgodziłam się z westchnieniem. Przynajmniej nie mówił mi, żebyśmy "zapomnieli na razie o wszystkim". Byłam pewna, że porozmawiamy, jak tylko dotrzemy bezpiecznie do domu.
                - O rany! Co się stało z twoim samochodem? - Zawołałam, przykładając dłonie do ust, kiedy zobaczyłam poszarpaną rysę na całej prawej stronie, odpryśniętą pomarańczową farbę tak, że było widać stal. To było zbyt szerokie, by zostało zrobione zwykłym kluczem i zbyt poobijane, by spowodowała to wyłącznie ludzka siła.
                Spojrzałam wyczekująco na Justina. Nie wymiga się z tego.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

119 komentarzy:

  1. dlaczego sie teraz musiało skończyć :( świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. rozdział świetny!! OMG Nate ją pocałował jak na to zareaguje Justin?

      Usuń
  3. Jestem zła na Justina, ciągle ją okłamuje...
    http://its-like-youre-screaming.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Justin jest....yhh, świetny!***

    OdpowiedzUsuń
  5. Justin mnie wkurzył! Na miejscu B skopałabym mu tyłek.. :P
    Dziękuje za tłumaczenie BRONX. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku czytałam oryginał i już nie mogę się doczekać reszty rozdziału. Tak mi przykro, że Bronx już się kończy... Rozdział raz w tygodniu? Super! Dzięki za tłumaczenie!

    OdpowiedzUsuń
  7. o jezuuuuuuu jaki zajebisty rozdział!!!!!! / @youu_smile

    OdpowiedzUsuń
  8. pierwsza *.* świetny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak nie pierwsza :p

      Usuń
  9. Boże jak ja kocham to opowiadanie jest takie cudowne..
    JA WYCZUWAN DUUUŻA DRAMĘ ale obym się myliła ^_^ już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Bardzo bardzo dziękuję za tłumaczenie naprawdę doceniam to że poświęcacie dla nas czas! Kocham was bardzo xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna robota! :) xx @PollKlaudia

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny rozdział <333 już czekam na cd ;D dziękuję za tłumaczenie @mrraau

    OdpowiedzUsuń
  12. - Muszę kończyć. Nate na mnie czeka...... O.O wciąż nie mogę wyjść z szoku,ale Brooklyn ma trochę racji.Coś za coś no,ale,że aż tak ?! To lekka przesada moim zdaniem.A ten pocałunek to już w ogóle jedno wielkie WTF Dobra ja się tu podniecam a to tylko opowiadanie :) Niestety tak już mam.Dziękuje,że to tłumaczycie.Myślę,że nie powinnaś tak bardzo przejmować się tymi terminami,bo gdyby porównać te tłumaczenie z innymi to strasznie szybko dodajecie więc nie ma na co narzekać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ja piernicze.
    ZAjebiste:D
    Justin go zabije.
    Ale już się nie moge doczekać nn. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Justin jest takim dupkiem ! ale i tak go uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Justin jest dupkiem. Niech przestanie z tym gównem lol. I Nate ty pieprzony kutasie nie masz prawa całować Brooke. I Weronika naprawdę dziękuję Ci, że tłumaczysz. jesteś kochana ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. OMG on ją pocałować.. zajebać mu... hahaha Świetny.. czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Teraz to ja nie wytrzymama do jutra. No Justin sie wkurzy i to bardzo no o ile sie dowie. Czekam do jutra

    OdpowiedzUsuń
  18. O ja pierd*le :o Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć. Justin niech lepiej zepnie poślady, bo wyjdzie jeszcze, że straci Brooke :((

    [ www.collision-fanfiction.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
  19. COS CZUJE,ZE BEDZIE DUZA DRAMA

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten Nate jest strasznie nachalny ! :/ A Justin to dupek. Przeczuwam dużą dramę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  22. jest cudowny ^.* wow jesteś juz na studiach.. a co stydiujesz ? ;) rozdział jest ciekawy ^^ jej... jestem ciekawa co bedzie z nią Natem i Justinem ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. O matko. Nienawidzę Nate'a . Masakra .

    OdpowiedzUsuń
  24. UUUU!! Justin się wkurzy....Mam nadzieje że jednak wszystko się ułoży ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. nie-na-wi-dzę Nate'a! OMG LOL
    dziękuję, że to tłumaczycie skldjasl

    OdpowiedzUsuń
  26. fd;klndlghdlhksj zajebisty! kldjdhhjdlj czekam na nn *o*
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  27. ja prdl ! co się dzieje !

    OdpowiedzUsuń
  28. O MÓJ BOŻE... co znowu odbiło Justinowi (i oczywiście Natowi też :P)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nate to kretyn.
    Mam tylko nadzieję (wielką), że Brooke i Justin sie NIE rozejdą.
    Dziękuję, że to tłumaczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Uwielbiam to opowiadanie :D
    Justin zachował sie jak dupek, a Brooklyn wow mam pewne podejrzenia, już się boje co będzie dalej xd

    OdpowiedzUsuń
  31. Jesteś super i świetnie tłumaczysz dziękuję!! Rozdział świetny jak zawsze xx

    OdpowiedzUsuń
  32. Jak Nate mógł ja pocałować nadal sobie robi nadzieje na związek

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny rozdział :) Justin tak mnie denerwuje ze nie mogę xd mógł jej powiedzieć prawdę, zresztą wszystko okaże się w następnych :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Przeraża mnie to opowadanie coraz bardziej, bqrdzo się boję co będzie dalej,

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetne tłuamczeni dzieki <333 LOVE MUCH

    OdpowiedzUsuń
  36. Jeju co za rozdział ! *_* Jest niesamowity !
    Jesteś kochana, że poświęcasz swoje weekendy na tłumaczenie rozdziałów : *

    OdpowiedzUsuń
  37. Boże, oby Justin nie zrobił nic głupiego....

    OdpowiedzUsuń
  38. Genialny rozdział. :)
    Justin na wyścigach... No wiadomo że jest sexy, ale żeby już go podrywać i to jeszcze koleżanka jego siostry... :D
    Brooklyn się wkurzy jak się dowie czemu jej unikał...
    Nate... Jak mógł ją pocałować. Teraz dopiero przypomniał sobie jak ma naprawdę na imię? Teraz dopiero ją naprawdę pocałował? Tylko dlatego że czuję zazdrość o Justina i że teraz już nie leci na niego... Głupek... :/
    Czekam na next.
    Pozdrawiam. <3
    ~ @Roxy_Wachowiak
    ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  39. jejku Brooklyn i Justin coraz bardziej się od siebie oddalają :/
    boję się jak zakończy się to tłumaczenie :/

    OdpowiedzUsuń
  40. Co tu się dzieje o.o

    OdpowiedzUsuń
  41. Justin i Brooklyn moments, omdsqadfcxd >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
  42. Dzięki że przetłumaczyłaś!! Szkoda że teraz taka kiepska sytuacja :/

    OdpowiedzUsuń
  43. Uuu on ją pocałował! Ej takie pytanko te zmiany nastroju to przez Justina czy wpadka i sie zaczyna?? Tak mi sie pomyślało jak on zaczoł gadać o tych zmianach nastroju:-D co dalej ??:-*

    OdpowiedzUsuń
  44. Uuu on ją pocałował! Ej takie pytanko te zmiany nastroju to przez Justina czy wpadka i sie zaczyna?? Tak mi sie pomyślało jak on zaczoł gadać o tych zmianach nastroju:-D co dalej ??:-* powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te zmiany nastroju u Brooke spowodowane są chyba ostatnimi wydarzeniami, zachowaniem Justina etc.

      Usuń
  45. Ciekawe co dalej....

    OdpowiedzUsuń
  46. ciesze sie ze mimo studiów nadal chcesz to tłumaczyc <3 czekam na następną część to było niesamowite.. *.* xxx

    OdpowiedzUsuń
  47. oj dziekuje ze dodałaś ;) czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  48. Cudowna część rozdziału :D. Cieszę się, że mimo studiów pamietasz o nas i chcesz dalej tłumaczyć ;). Czekam na nastepną część ;3

    OdpowiedzUsuń
  49. Cudny rozdział dziękuję ze tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  50. Nate <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

    OdpowiedzUsuń
  51. Nate jest beznadziejny -.-
    Justin jest takim dupkiem, szkoda Brooklyn

    OdpowiedzUsuń
  52. Druga część Jeszcze lepsza

    OdpowiedzUsuń
  53. Już myślałam, że zaczną sie kłocić kiedy do niej przyszedł. Uroczo było <3

    OdpowiedzUsuń
  54. NIECH MU KTOŚ SKOPIE TYŁEK, BO JA TO ZROBIE !

    OdpowiedzUsuń
  55. Cudowne***** a na tego dupka mam focha..

    OdpowiedzUsuń
  56. Jak Justin moze ją caly czas oklamywac??????? Nigdi nie zrobiłabym czegoś takiego. OMG Nate pocałował Brooke co ona zrobi? Jak zareagujw Justi jak się dowie?

    OdpowiedzUsuń
  57. CZEKAM NA NASTĘPY ROZDZIAŁ<333333333

    OdpowiedzUsuń
  58. cudny *.* ale kude... Nate przesadzil i to ostro... Justin tez...

    OdpowiedzUsuń
  59. wciśnie jej jakiś wałek z nowu, to się źle skończy.

    OdpowiedzUsuń
  60. Świetny ;* Będzie druga część BRONX ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  61. Meeega ! Ale już Brooke go przyciśnie za tą furę ;p czekamm :3 <3

    OdpowiedzUsuń
  62. Nate to skurwiel tyle mam do powiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  63. ale fajnie dodawaj jeden rozdział częściami znaczy jeśli chcesz ;) a tak to super dzięki ze tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  64. najlepsze opowiadanie i fajnie jak tak częściami dodajesz

    OdpowiedzUsuń
  65. Świetny czekam na nn
    końcówka najlepsza ;P

    OdpowiedzUsuń
  66. Kocham twoje tłumaczenie, a ten nasz idiota niech lepiej ogarnie dupe, bo w końcu straci miłość swojego życia...
    Ale i tak uważam; że oni są mega słodcy <3
    Czekam nn
    @PoliShSWaG_

    OdpowiedzUsuń
  67. UROCZE... ta druga czesc jest zajebista i Nate jak ja go nie cierpie.. a Justin jak klamie to niech to juz robi doskonale :P czekam nn ^.*

    OdpowiedzUsuń
  68. No mialam maly problem ze znalezieniem drugiej czesciale udalo sie. Jak na razie nie bylo powaznej rozmowy ale zapewne sie pojawi w nastepnym. Ymmmno mialam co ppwiedzie ale zapomnialam. Dobra nie wazne. Dziekuje ze tlumaczyciejestescie boskie :D @Just_to_dream_

    OdpowiedzUsuń
  69. OMG! Niech Bieber obije Natowi morde! :D wyczuwam WIELKĄ dramę, ale fajnie, że coś się dzieje w rozdziałach.. nie ma nudy!:D

    OdpowiedzUsuń
  70. mmmm cudownie się zapowiada

    OdpowiedzUsuń
  71. GENIALNY ! <333!

    OdpowiedzUsuń
  72. kocham cie ze to tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  73. Cudowne <3
    Uwielbiam to!

    OdpowiedzUsuń
  74. OMB>!!!! Zgon. Jestem ciekawa co sie dalej z nimi stanie. :)
    BOOOSKIE<3

    OdpowiedzUsuń
  75. Mam tylko nadzieję, że Justin i Brooklyn się nie pokłócą czy cos...
    Rozdział jak zawsze świetny, czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  76. Czy jest 2 część tego opowiadania ? :)
    PS. Boski rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń
  77. Czy jest 2 część tego opowiadania ? :)
    PS. Boski rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń
  78. no to teraz sie dopiero zacznie xd nie moge sie doczekac by dowiedziec sie co dalej.... :) dziekuje wam za tlumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  79. Jeny, jak zawsze świetny!

    http://do-you-wanna-fight.blogspot.com/ dopiero zaczynam prowadzić tego bloga, więc fajnie byłoby, gdybyś weszła i oceniła moją pracę. Niby jest tam tylko prolog, ale zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  80. Tak strasznie kocham to opowiadanie.<3. I podziwiam cie [*

    OdpowiedzUsuń
  81. Kocham to! Zaczęłam to czytać i cieszę się , że to tłumaczysz.
    Nie podoba mi się to , że Justin okłamuje Brooke mam nadzieje , że powie jej prawdę.
    Czekam na nn <3 <3 <3
    heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  82. Uwielbiam! Choć cały czas czekam aż Brook zerwie z Justinem, a potem by byli rzem.... Czekam na następny //@VeroikaMiriam xoxox

    OdpowiedzUsuń
  83. OMG BEDZIE DRAMA! Justin przestan oklamywac B. Chalabym, zeby Justin przestal klamac i powiedzial prawde, ale z drugiej strony beda przez to klopoty a tego nie chce, bo uwielbiam jak oni sie kochaja (chodzi mi o milpsc nic innego ;) )
    Jest to jedno z moich ulubionych opowiadan. Dziekuje ze tlumaczysz. /smokedjdb


    (nie powinnam rekcjamowac ale..)
    Zapraszam serdecznie na bloga:
    http://justin-my-lifesaver.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  84. Świetne, kocham i zapraszam do mnie http://opowiadanieojusstinie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  85. No to Jus musi powiedziec prawde
    Zdziwilam sie ze jest taki dziwnie mily
    Dziekujemy za tlumaczenie itakjasme ze raz w tyg wystarczy. Najwazniejsze jest to zebys ogarniala wszystko na uczelni.

    OdpowiedzUsuń
  86. czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  87. http://doyoulovemebelieber.bloblo.pl/ jest dopiero prolog, ale chciałabym wiedzieć czy się nadaje.. Proszę oceńcie to <3

    OdpowiedzUsuń
  88. Świetny blog :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  89. kocham tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  90. Super rozdział. Ciekawe jakie tym razem kłamstwo Justin powie Broollyn.
    Zapraszam do mnie:

    http://i-will-never-forget-about-you.blogspot.com/?m=1

    i

    http://believe-and-conquer.blogspot.com/?m=1

    Czekam nn. ;* ;* ;*

    OdpowiedzUsuń
  91. Kocham twój blog <3 Kiedy następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  92. kocham jejuuu <3
    dodawaj następny bo już nie mogę hahahh :D ♥
    takie małe pytanko, mniej więcej co ile wstawiasz kolejne rozdziały? :)
    bardzo dziękuję ci, że to tłumaczysz omg *_*

    OdpowiedzUsuń
  93. Świetnie :D Kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
  94. jeju nie wyobrażam se jak się skończy ta historia ona jest genialna

    OdpowiedzUsuń
  95. Ciekawe co Justin powie Brook

    OdpowiedzUsuń
  96. Ciekawość mnie zżera co powie jej Justin . Nie powinien jej okłamywać .

    OdpowiedzUsuń
  97. Ona powiedziełą :Lubisz mnie?"
    | On powiedział "nie".
    | Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.
    | Znowu powiedział "nie".
    | Zapytała wiec jeszcze raz:
    | " Jestem w twoim sercu?"
    | Powiedział "nie".
    | Na koniec się zapytała: "Jakbym odeszła, to byś
    | płakał za mną?" Powiedział, ze "nie".
    | Smutne - pomyślała i odeszła.
    | Złapał ja za rękę i powiedział: "Nie lubię Cię,
    | kocham Cię. Dla mnie nie jesteś ładna,
    | tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu,
    | jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą,
    | tylko umarłbym z tęsknoty."
    | Dziś o północy twoja prawdziwa miłość zauważy, że
    | Cię kocha.
    | Coś ładnego jutro miedzy 13-16 się zdarzy w Twoim
    | życiu, obojętnie gdzie będziesz w domu, przy
    | telefonie albo w szkole.
    | Jeśli zatrzymasz ten łańcuszek, nie podzielisz się
    | tą piękną historią - to nie znajdziesz szczęścia w
    | 10 najbliższych związkach, nawet przez 10 lat.
    | Jutro rano ktoś Cię pokocha.
    | Stanie się to równo o 12.00.
    | Będzie to ktoś
    znajomy.
    | Wyzna Ci miłość o 16.00
    |Jeśli ci się nie uda wysłać tego do 20 komentarzy zostaniesz na zawsze sam\sama

    OdpowiedzUsuń