52. Mute suspicions

Brooklyn

                W poniedziałek w szkole, Kelsey nie mogła odpuścić tematu piątkowej nocy.
                Dlaczego ty i Justin zniknęliście na tak długo?
                Gdzie poszliście?
                O mój Boże, totalnie zrobiłaś to w jego samochodzie!
                Jesteś moją bohaterką!

                Jej paplanie nie miało końca, odkąd spotkałyśmy się przy naszych szafkach, aż do dzwonka na pierwszą lekcję. Oczywiście nie odpowiedziałam na żadne z jej pytań, choć zakładam, że moje zakłopotanie mówiło samo za siebie. Niewielka część mnie chciała powiedzieć Kelsey, jak bardzo podniecające było robienie tego na tylnym siedzeniu samochodu Justina i czucie kół samochodu, uginających się pod nami - naprawdę bujały się w górę i w dół! - I jak niesamowicie było gorąco, ale z drugiej strony to była prywatna chwila między mną, a Justinem. Głupio było mi o tym mówić, zwłaszcza, że to ja chciałam uprawiać tam seks, by Justin mógł zapomnieć o wielu rzeczach, które wydarzyły się w jego życiu. Chciałam zachować tę noc dla siebie, zamkniętą w małym pudełku zatytułowanym: "najbardziej niesamowite chwile w moim życiu".
                Zgodnie z moimi oczekiwaniami, Kelsey nie poddała się w swoim poszukiwaniu plotek, przynajmniej dopóki ktoś mnie nie zawołał. Odwróciłam się, by ujrzeć parę niebieskich oczu i brązowe włosy. Natychmiast rozpoznałam Caleba.
                - Brooklyn, prawda? - Zapytał niepewnie, gdy nie zareagowałam na początku.
                - Tak - powiedziałam szybko, uśmiechając się.
                Kelsey pomachała mi, przed ruszeniem w stronę klasy. Drugi dzwonek może w każdej chwili zadzwonić, a jeśli Caleb nie pospieszy się z tym, co ma mi do powiedzenia, oboje spóźnimy się na lekcje.
                - Chciałem tylko zapytać, czy wiesz może co u Jazmyn? - Powiedział, splatając dłonie nerwowo wokół szelki plecaka. - Dzwoniłem i pisałem do niej cały tydzień, ale nie odpisywała.
                Przygryzłam lekko wnętrze policzka. Caleb wyglądał na naprawdę zmartwionego, jego oczy były szeroko otwarte i zmarszczył lekko nos. Jednak nie mogłam wyjaśnić mu wszystkiego. To nie ode mnie powinien się dowiedzieć. Najlepiej będzie, jak wspomnę o tym Jazzy później, mając nadzieję, że jakoś zareaguje.
                - U Jazmyn wszystko w porządku. W sumie to będę się z nią widzieć po południu, to powiem jej, że o nią pytałeś - zapewniłam go.
                Caleb wyglądał na niepewnego, ale w chwili gdy zadzwonił dzwonek wiedział, że nie ma czasu, by nad tym rozmyślać.
                - Po prostu jej powiedz, że naprawdę chciałbym zobaczyć się z nią raz jeszcze - podziękował mi z lekkim uśmiechem, a następnie pobiegł do swojej klasy.
                Było mi go szkoda, ale nie mogłam mu powiedzieć czegoś w stylu "cóż, tata Jazmyn zginął w Afganistanie, a ona nie chce teraz z nikim rozmawiać, nie chce wychodzić z domu chyba, że ktoś wyciągnie ją siłą i prawdopodobnie zapomniała, że istniejesz", a potem dodać "miłego dnia!"
                Nie.
                Zdecydowanie muszę porozmawiać później z Jazzy.
                Kiedy dotarłam do klasy, weszłam tam tuż przed nauczycielką. Mieliśmy angielski z panią Johnson. Jak tylko zasiadła za biurkiem, zaczęła mówić o książce, którą w tej chwili czytaliśmy, Rozważna i Romantyczna. Nie zwracałam większej uwagi na to, jak prowadziła dyskusję z samą sobą i kilkoma uczniami z pierwszego rzędu - ale głównie z samą sobą - o tym, czy to jasne, że Elinor była tą rozważną, a Marianne romantyczną, czy obie miały po trochę tych dwóch cech. Ponieważ wyłączyłam się z lekcji, byłam zaskoczona, gdy papierowa kulka wpadła na moją ławkę. Rozejrzałam się, by znaleźć autora, już obmyślając sposób jak zabić Kelsey za to, że ponownie próbuje wtrącić się do mojego życia osobistego. Co zrobimy, gdyby nauczycielka przyłapała nas na pisaniu liścików i przeczytałaby coś nieprzyjemnego o mnie, moim chłopaku i seksie w samochodzie? To by oznaczało moją śmierć. Niemniej jednak, Kelsey nawet na mnie nie patrzyła, pisząc coś w swoim zeszycie. Zamiast tego chłopak o blond włosach i niebieskich jak ocean oczach puścił mi oczko. Prawie się zarumieniłam. Nate puścił mi oczko! Kiedy zobaczył, że wciąż nie otworzyłam liściku, skinął na mnie brodą. Odwróciłam się na krześle i sprawdzając, czy pani Johnson nie patrzy na mnie, otworzyłam złożoną karteczkę.

                "Chcesz się spotkać w przyszły weekend, aby popracować nad naszym projektem z chemii? :)"
               
                Szybko naskrobałam "pewnie" w odpowiedzi. Mój liścik zmienił trajektorię lotu i wylądował na podłodze obok ławki Nate'a. On podniósł go z typową wymówką "spadł mi długopis". Widziałam kątem oka, jak coś dopisywał. Nie mógł poczekać, aż lekcja się skończy i moglibyśmy wszystko ustalić bez narażania nas na złapanie przez nauczycielkę?

                "Nie będziesz miała nic przeciwko, jak pójdziemy do mojego mieszkania? Mój tata zaprasza kogoś na obiad i muszę być wcześniej. Możemy iść do biblioteki, ale musiałbym szybko wracać."
               
                Po pierwsze, chciałam prychnąć bo nazwał swoją ogromną willę mieszkaniem. To chyba jakiś żart. Jego dom miał dwa piętra, pięć łazienek i marmurowe schody, na litość boską! Był trzy razy większy od mojego mieszkania, a ono wcale nie było takie małe. Chciałam odrzucić jego propozycję, ale nie dawał mi wielkiego wyboru. Musieliśmy pracować nad projektem, byśmy mogli skończyć go tak szybko, jak tylko możliwe. Tego właśnie chciałam i choć pomysł pracowanie w domu Nate'a mi się nie spodobał, odwróciłam się i pokiwałam mu twierdząco głową. Uśmiechnął się do mnie, a ja miałam nadzieję, że nie wpakowałam się w kłopoty. Już wiedziałam, że Justinowi nie spodoba się ten pomysł jeszcze bardziej, niż mnie.
               
                **
               
                Po południu, po tym jak odwiozłam Tommy'ego do domu, nie mogłam jechać prosto do Justina. Nie mógł odebrać Jaxona z treningu - z niewiadomych przyczyn - i chłopiec bawił się teraz zabawkami Hot Wheels z moim młodszym bratem. Prawdę mówiąc, byłam nieco obrażona, bo Justin nie wyjaśnił mi, czemu nie może odebrać Jaxona. Nie chciałam się wtrącać, ale i tak byłam nieco podejrzliwa. Przygotowałam dla dzieci mleko i ciasteczka Oreo jako przekąskę, a sama czekałam z niecierpliwością na Blake'a, aż wróci do domu i ja będę mogła wyjść. Chyba wiedziałam, gdzie był - z Tajemniczym Chłopakiem, rzecz jasna - ale nie obchodziło mnie to, dopóki wróci wcześnie. Musiałam porozmawiać z Jazmyn, co było moim priorytetem, ale chciałam też zobaczyć Justina i sprawdzić co mi powie, gdy znów zapytam, czym był wcześniej zajęty. Mimo, że nie chciałam się do tego przyznać, część mnie była już przygotowana na to, by usłyszeć kłamstwo. Justin ostatnio był dość otwarty, jeśli chodzi o miejsce jego pobytu, więc jeśli nagle to się zmieniło, to powinnam być ostrożna.
                Tommy i Jaxon bawili się, a minuty mijały, więc usiadłam na łóżku Tommy'ego pracując nad esejem z angielskiego, o tej cholernej książce, którą pani Johnson wydawała się tak uwielbiać. W rzeczywistości, książka mi się podobała. Po prostu miałam dość wszystkiego innego.
                Wreszcie drzwi otworzyły się i wszedł Blake, krzycząc "jestem w domu!". Brzmiał na szczęśliwego. Podejrzanie szczęśliwego. Przyłożyłam palce do skroni. Boże, za dużo sobie wyobrażałam. W tym tempie, zmienię się w Eleanor Abernathy z Simpsonów w bardzo bliskiej przyszłości. Od razu powiedziałam Jaxonowi, że musimy już iść i przynajmniej z pięć razy obiecałam mu, że będzie mógł przyjść do Tommy'ego innego dnia. Blake nie narzekał, gdy poprosiłam go o przypilnowanie Tommy'ego. Zwykle marudził, że codziennie musi bawić się w opiekunkę.
                Podróż samochodem wydawała się nie mieć końca. Bębniłam palcami w kierownicę cały czas. Jaxon spojrzał na mnie z rozbawieniem, nucąc pod nosem piosenkę, która leciała akurat w radiu. Najwyraźniej on lubił mój gust muzyczny.
                - Nie możesz się doczekać, by zobaczyć mojego brata, co? - Zażartował, poruszając brwiami. Ten gest przypominał mi Justina i uśmiechnęłam się.
               
**

                Jaxon zapukał do drzwi, które otworzył brzuchaty, uprzejmie wyglądający mężczyzna. Od razu rozpoznałam w nim ich dziadka, tatę Pattie. Bruce - tak miał na imię - był na pogrzebie Jeremy'ego z Diane, swoją żoną. Nie, że zostaliśmy sobie przedstawieni. Nie to, że nie chciałam. Oni nawet nie zamienili z Justinem więcej, niż parę słów. Widziałam, jak bardzo go to bolało, a tym samym bolało i mnie. Dlatego nie byłam do nich szczególnie przyjaźnie nastawiona. Trudno być niemiłym dla starszych ludzi, ale jednocześnie trudno lubić kogoś, kto ma coś do twojego chłopaka. Niby byli świadomi kim jestem, ale pewnie myśleli, że jestem z nim od tygodnia. O mój Boże, prawdopodobnie myśleli, że jestem jakąś dziwką, stąd ich dystans do mnie.
                Bruce wziął Jaxona w ramiona, jak tylko otworzyły się drzwi. Uśmiechnął się mimo, że wyglądał, jakby podniósł żelazo, a nie dziecko. Skrzywił się lekko, gdy wyprostował się z Jaxonem na rękach. Mężczyzna miał pewnie z siedemdziesiąt lat. Przywitał mnie szorstko, kiedy zobaczył, że idę za nimi do środka. Posłał mi pytające spojrzenie i miałam ochotę krzyknąć, że nie jestem dziwką, z którą sypia jego wnuk - właściwie byłam tą, dzięki której przestał sypiać z pierwszą lepszą. Tak samo chciałam krzyknąć, że Justin ich potrzebuje i powinni przestać z tą całą niechęcią do niego. Jaxon patrzył dziwnie to na mnie, to na Bruce'a, zastanawiając się pewnie, czemu jego dziadek jest pierwszą osobą w tej rodzinie, która mnie nie lubi. Cholera, nawet Jazmyn przekonała się do mnie w końcu. Jeśli starzec zauważył spojrzenie Jaxona, to zignorował je, stawiając go na podłodze z westchnieniem ulgi.
                - Jesteś głodny, Jaxon?
                Pokręcił główką.
                - Nie. Brooke dała mi jedzenie - powiedział, uśmiechając się do mnie.
                Zaczerwieniła się nieznacznie pod wpływem intensywnego spojrzenia Bruce'a, po czym zauważyłam Pattie i jej mamę w kuchni, rozmawiające nad filiżanką herbaty.
                - Dzień dobry - powiedziałam, machając krótko.
                Pattie rozpromieniła się, choć w jej oczach brakowało radosnego błysku, który wcześniej widywałam.
                - Dziękuję, że przywiozłaś Jaxona, kochanie - powiedziała. - Nie miałam pojęcia, że Justin go nie odbierze, a ja nie dałabym rady.
                - W porządku, nie przeszkadzało mi to. Tommy ucieszył się, że mógł się z nim chwilę pobawić, prawda Jaxon? - Spojrzałam na chłopczyka, który stał w miejscu, w którym dziadek go postawił. Skinął gorączkowo głową.
                - Nie wiesz, gdzie się podział Justin, prawda? - Zapytałam Pattie, zakładając, że jeszcze nie wrócił, skoro nawet się jej nie pokazał.
                - Przez Jazmyn dowiedziałam się, że wyszedł, więc idź do niej... - Urwała Pattie. Wiedziała równie dobrze, jak jak, że on coś ukrywa i bała się. Nie mogłam jej winić. Modliłam się, by nie robił nic niebezpiecznego, ryzykownego i potencjalnie powodującego problemy.
                Ale chwila...
                - Jazmyn się odezwała? - Prawie krzyknęłam, trochę za głośno, a moje usta wygięły się w uśmiechu.
                Zanim Pattie zdążyła odpowiedzieć, wtrąciła się Diane.
                - Jesteś dziewczyną Justina?
                Byłam trochę zaskoczona jej tonem, biorąc pod uwagę fakt, że byłam uprzejma, odkąd tu przyjechałam i przywiozłam jej najmłodszego wnuka bezpiecznie do domu.
                - Tak - powiedziałam szybko.
                Diane zlustrowała mnie znad swoich okularów, tak jakbym nie zasługiwała na życzliwość jej rodziny.
                - Jesteśmy razem od kilki miesięcy - dodałam słodko, skutecznie zamykając jej gotowe do odpowiedzi usta.
                - Och - powiedziała tylko, kiwając głową.
                Pattie posłała mi uśmiech. Pewnie źle jej było z tym, że jej rodzice żywią taką niechęć do jej pierworodnego.
                - Nigdy nie słyszałem, by Justin miał dziewczynę - Bruce odezwał się do mnie po raz pierwszy, od kiedy powiedział mi w drzwiach "dzień dobry". Jaxon wymknął się do swojego pokoju, najwyraźniej znudzony kłopotliwą rozmową, jaką prowadziliśmy w kuchni.
                Pattie mi pomogła.
                - Brooklyn jest jego pierwszą poważną dziewczyną. Była ogromnym wsparciem nie tylko dla Justina, ale dla nas wszystkich - powiedziała, a jej oczy zabłyszczały. Wiedziałam, że myślała o mężu. - Jeremy ją uwielbiał.
                Diane otoczyła córkę ramieniem w pocieszającym geście. Może nie lubiła swojego zięcia, ale to wciąż była ogromna strata, a ona kochała Pattie. Bruce odchrząknął.
                - To nie tak, że znamy ostatnie szczegóły z życia Justina.
                Jeśli przez "ostatnie" miałeś na myśli ostatnie cztery lata, to tak, nie znacie.
                Wyobraziłam sobie maturę Justina, rozpoczęcie kursu na prawdo jazdy, jego osiemnaste urodziny... Te wszystkie chwile, które nastolatkowie lubią świętować. Potem wyobraziłam sobie Justina, który chciał. by jego dziadkowie byli tam razem z nim. Wzrosła we mnie złość. Nie można odwracać się plecami od swojej rodziny, nieważne jak popieprzona by była. Co więcej, zwłaszcza gdy jest popieprzona i potrzebuje pomocy.
                - Justin się zmienił. Jego zachowanie znacznie się poprawiło, on dorósł, nie ma już tylu kłopotów - powiedziała Pattie z pewnego rodzaju duma. Uśmiechnęłam się, wiedząc, że odegrałam w tym znaczącą rolę.
                Diane zacisnęła usta w cienką linię. Chyba zaczynała czuć się winna. Bruce spuścił wzrok. Myślę, że brakuje im ich pierwszego wnuka, ale boją się do tego przyznać. Boją się jego. Ale musieli wiedzieć, że nie skrzywdziłby niewinnej osoby. Musieli, nie mogli przecież myśleć, że był zimnokrwistym psycholem. Jaka była najgorsza rzecz, jaką zrobił? Wyścigi samochodowe? Rozprowadzanie narkotyków? Graffiti? Jeśli odsuniemy na bok sprawę z Michaelem, Justin nie był aż taki zły, w świetle prawa. Prawdopodobnie fakt, że jego własna rodzina straciła w niego wiarę bardziej go podjudzał. Tak może się zdarzyć, gdy ludzie, których kochasz tracą wiarę w ciebie.
                - Naprawdę powinniście z nim porozmawiać. Myślę, że on bardzo za wami tęskni. Teraz potrzebuje czuć się kochany bardziej, niż kiedykolwiek - powiedziałam zarówno do Bruce'a jak i Diane. Justin nigdy nie przyznał, jak bardzo lubi słyszeć te trzy ważne słowa, ale ja to wiedziałam. - A nigdy nie jest za dużo.
                Pattie uśmiechnęła się do mnie z uznaniem, choć podejrzewałam, że już próbowała złagodzić ich nastawienie do Justina, zanim przyszłam. Czując, że oficjalnie poznałam tyle członków rodziny Justina, ilu mogłam - rodzice Jeremy'ego zmarli lata temu, a jego brat Rob wrócił już do Filadelfii - postanowiłam zajrzeć do Jazmyn. Pattie wspomniała, że się odezwała, nawet jeśli to była tylko informacja, że Justin wyszedł, to dawała mi iskierkę nadziei. Przeprosiłam wszystkich w kuchni, mówiąc, że idę zobaczyć się z Jazzy, a kiedy wychodziłam, Bruce i Diane nie posyłali mi już takich chłodnych spojrzeń, jak wcześniej. To nie tak, że powiedzieli "witaj w rodzinie" czy coś, ale hej, to był początek. Oni również powiedzieli, że muszą wyjść, ponieważ zatrzymali się w jakimś małym hotelu w pobliżu. W mieszkaniu nie było miejsca na kolejne dwie osoby. Drzwi do pokoju Jazmyn były zamknięte. Jaxon był w salonie, więc może wywaliła go z pokoju wraz z zabawkami. Było mi go szkoda, bo nie mógł w pełni z rozumieć co się dzieje w jego własnej rodzinie.
                Wzdychając ponuro, zapukałam w drzwi. Na początku nie było odpowiedzi, ale po moim nieustającym stukaniu, usłyszałam szuranie. Jazmyn, otworzyła drzwi, zaskakując mnie, kiedy nie zatrzasnęła ich z powrotem tuż przed moją twarzą. Zamiast tego wpełzła z powrotem na łóżko, ubrana w piżamę w pingwiny i naciągnęła kołdrę po samą brodę, patrząc bez mrugnięcia okiem w sufit. Chociaż była mniej blada - dzięki wyjściu na zewnątrz - wciąż wyglądała tak samo. Podpuchnięte oczy, zero uśmiechu i potargane włosy.
                - Cześć Jazzy - powiedziałam cicho, siadając obok niej na krawędzi łóżka.
                Nie odpowiedziała. Oblizałam usta, starając się być cierpliwa.
                - Rozmawiałam dziś z Calebem - powiedziałam, z nadzieją na jakieś przewrócenie oczami, prychnięcie, czy zaskoczony wyraz twarzy.
                Jednak głowa Jazzy odwróciła się w moją stronę na wspomnienie jego imienia. Gdy zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, na jej policzki wkradł się rumieniec, dodając jej twarzy nieco życia. Przysięgam, że przestała odpowiednio się odżywiać, bo była szczuplejsza.
                - Pytał mnie o ciebie - kontynuowałam, próbując ukryć swój triumfalny uśmiech. - Mówił, że próbował się z tobą skontaktować, ale twój telefon nie odpowiadał. Bardzo się martwi.
                Nastała chwila ciszy, w której Jazmyn rozważała moje słowa.
                - Widziałam kilka esemesów... - Powiedziała w końcu, jej głos był zachrypnięty przez nieużywanie go od dłuższego czasu.
                Tym razem nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu, jednak starałam się go maskować.
                - Dlaczego mu nie odpisałaś? - Zapytałam, chwytając jej dłoń. Nie wyrwała jej, ale nie odwzajemniła też uścisku. Krok po kroku, przypomniałam sobie.
                - N-nie wiedziałam, co powiedzieć - spojrzała na mnie szeroko otwartymi, orzechowymi oczami, zupełnie takimi, jak oczy Justina. - Nie wiem czy chcę, by wiedział.
                Nie musiała precyzować o czym.
                - Dlaczego?
                - Po prostu nie chcę, by ludziom było mnie żal - rzuciła. - Dzisiaj w szkole wszyscy posyłali mi współczujące spojrzenia i szeptali, gdy przechodziłam - jej zagubione oczy zwróciły się ku mnie. - Nienawidzę tego gówna.
                - Rozumiem - powiedziałam zadowolona, że okazywała jakieś emocje, nawet jeśli były negatywne i zawierały przekleństwa. - Ale nie sądzę, by Caleb tak się zachowywał. Prawdopodobnie próbowałby odciągnąć twoje myśli od tego - zaproponowałam, odgarniając jej włosy z czoła wolną ręką. Zamknęła oczy i bałam się, że zacznie płakać, ale ona po prostu milczała.
                Jazmyn już się nie odezwała, a kiedy minęła minuta, czy dwie, zdecydowałam przejąć inicjatywę raz jeszcze.
                - Zawsze możesz mu nie mówić - zaproponowałam. - To znaczy, dopóki nie będziesz gotowa. Jestem pewna, że zrozumiałby to.
                Wciąż zero odpowiedzi. Zasnęła? Wzięłam głęboki oddech. Ciężko zmusić ją do mówienia.
                - Lubisz go Jazmyn? Tak naprawdę? - Zapytałam.
                Otworzyła jedno oko, by na mnie zerknąć, pokazując, że faktycznie nie zasnęła.
                - Nie wiem? - Brzmiało to bardziej jak pytanie, niż stwierdzenie.
                Tym razem, nie naciskałam na nią, po prostu czekałam, aż sama zdecyduje mówić dalej.
                - To znaczy, jest naprawdę miłym chłopakiem i jest przystojny i słodki - powiedziała po chwili. - I nie próbował niczego, gdy byliśmy w kinie. To chyba się liczy.
                Roześmiałam się. Caleb pewnie bał się dotknąć Jazmyn bez jej podpisanej zgody na to. Jazzy posłała mi kiepską wersję uśmiechu, jej usta ledwo uniosły się w górę.
                - Mam... Te głupie motylki w brzuchu, gdy się całujemy - zarumieniła się, gdy się do tego przyznała. - A po naszej drugiej randce naprawdę chciałam go znowu zobaczyć. Dzwonił do mnie kilka razy, zanim tata... No wiesz... Ale nie narzucał się, czy coś.
                - Brzmi, jakbyś go lubiła - odpowiedziałam. To zdecydowanie były tego oznaki.
                Jazmyn wypuściła powietrze przez usta.
                - Chyba tak - w końcu ścisnęła moją dłoń.
                Uśmiechnęłam się.
                - Chcesz, bym powiedziała mu coś jutro w szkole?
                Pokręciła przecząco głową.
                - Nie, myślę, że do niego zadzwonię - podniosła się, by usiąść.
                Uniosłam brwi w zaskoczeniu.
                - To świetny pomysł - podałam jej telefon, który znajdował się na szafce nocnej. - Zostawię cię teraz.
                Jazzy przygryzła wargę, jakby była zdenerwowana, ale ekscytacja migotała w jej wcześniej bez życia oczach. Oddałabym wszystko, by nigdy ich już nie zobaczyć. Zanim dotarłam do połowy drogi do drzwi, odwróciłam się do niej.
                - Wiesz, że jestem tu zawsze, jeśli czegoś będziesz potrzebować, prawda? Nie musisz dusić wszystkiego w sobie. Kiedy będziesz gotowa by porozmawiać, po prostu do mnie zadzwoń.
                Skinęła głową i miałam ochotę wykonać taniec szczęścia.
                - Och, i powiedz coś do swojej mamy. Ona też się martwi i ucieszyłaby się, wiedząc, że twój wkurzający głos wrócił - przewróciłam figlarnie oczami.
                Rzuciła we mnie poduszką, śmiejąc się lekko.
                - Mój głos nie jest wkurzający.
                - Jak sobie chcesz, bachorze - powiedziałam, wiedząc od Justina, jak bardzo denerwuje ją to określenie.
                Posłała mi złowrogie spojrzenie, ale zaraz potem się uśmiechnęła.
                - Dziękuję, Brooklyn.
                - Nie ma za co - powiedziałam, zamykając za sobą drzwi i zostawiając ją, by zadzwoniła do Caleba.
               

Justin

                Powrót do domu był jak wyjście z jednego z tych super zimnych basenów w Spa i wejście do sauny. Powietrze na zewnątrz prawie zamroziło moje palce na sople lodu, ale jak tylko przekroczyłem próg naszego małego mieszkania, chciałem się rozebrać. Budynek miał centralne ogrzewanie, które było albo zepsute, albo kontrolowane, przez szalonego sąsiada. Nie było ciecia, który by się tym zajął. Dom zawsze był gorący i musiałem otwierać okno, albo chodzić praktycznie półnagi w środku zimy. Z kolei w lecie nie było klimatyzacji i smażyliśmy się jak pieprzone kurczaki. Zawiesiłem kurtkę na wieszaku i strzepnąłem śnieg ze swoich włosów, zanim wszedłem do kuchni. Czuć było gulasz wieprzowy mojej mamy - pycha - i coś jeszcze. Dziewczęce, słodkie i Brooklynowate. Bez wątpienia były to jej drogie perfumy. Ale nie miałem pojęcia, że tutaj była. Mama przywitała mnie normalnie, chociaż dostrzegłem w jej oczach cień podejrzliwości. Najwyraźniej wiedziała, że nie byłem w swojej pracy tego popołudnia. Przynajmniej nie w takiej, jakiej by się spodziewała. Wyciągnąłem białą kopertę, którą spakowałem wcześniej i podałem jej. Wzięła ją wolną ręką.
                - Co to? - Zapytała, marszcząc brwi.
                - Pieniądze - powiedziałem krótko.
                Przekrzywiła głowę na bok.
                - To chyba sporo. Skąd je masz?
                Odwróciłem się od niej, nie będąc w stanie skłamać, gdy przeszywała mnie spojrzeniem swoich intensywnie niebieskich oczu. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem puszkę piwa. Ostatnią. Otworzyłem ją i spojrzałem ponownie na rodzicielkę.
                - Musimy iść do supermarketu - zauważyłem.
                Mama wciąż obserwowała mnie podejrzliwie. Wiedziała, że musi przyjąć pieniądze - potrzebowaliśmy ich - ale bała się tego, skąd pochodzą. I wcale jej nie winiłem. W końcu były zarobione na czarno.
                - Justin... - Zaczęła, ale przerwałem jej, moje serce łamało się, gdy widziałem jej twarz.
                - Mamo, okej. Po prostu weź pieniądze. Wszystko jest w porządku - zapewniłem ją, biorąc łyk piwa.
                Jeśli sprzedawanie marihuany uczniom szkoły średniej jest w porządku. Właściwie z punktu widzenia kogoś obcego, to nie brzmi wcale tak źle. Przynajmniej nie wykonywałem fizycznej pracy. Pattie nawet nie zrugała mnie za picie piwa przed obiadem i wiedziałem, że odpuściła temat tylko dlatego, by nie pokłócić się ze mną.
                Drzwi zamknęły się w korytarzu, a moja głowa instynktownie odwróciła się w tamtą stronę. Brooklyn weszła do kuchni, chowając dłonie w rękawach swojego liliowego swetra.
                - Och, cześć, Justin - powiedziała, patrząc na mnie. Czy ona wyszła właśnie z pokoju Jazzy?
                - Co ty tu robisz? - Ton mojego głosu wyszedł bardziej szorstki, niż planowałem.
                - Jezu - Brooklyn skrzywiła się. - Ktoś zapomniał o swoim bracie i musiałam się nim zająć - odpowiedziała takim samym tonem.
                Odwróciłem wzrok. Racja. Jaxon.
                - Nie wiedziałem, że wciąż tu będziesz, to wszystko - wzruszyłem ramionami, biorąc kolejny łyk piwa.
                Brooklyn spojrzała na nie z obrzydzeniem. Wiedziałem, że smucę ją tym, że piję, praktycznie od swoich urodzin. Które właściwie nie skończyły się źle...
                - Zostajesz na kolację, kochanie? - Zapytała Pattie, przerywając lodowate napięcie, które wytworzyło się między nami.
                To była moja wina. Byłem niemiły dla Brooklyn. Zostawiłem swojego brata na jej głowie. Nie dałem jej żadnego wytłumaczenia. A ona zauważyła białą kopertę na blacie.
                - Dziękuję Pattie, ale powinnam się zbierać. Obiecałam rodzicom, że będę w domu przed ósmą - powiedziała grzecznie, ale jej głos zmienił się na chłodniejszy, gdy przeniosła wzrok na mnie. Cholera, była zła.
                Zaczęła brać swoje rzeczy, by wyjść, ale powstrzymałem ją. Mama posłała mi spojrzenie, mówiące "napraw to", więc delikatnie złapałem przedramię Brooklyn, zanim mogła zrobić kolejny krok i odwróciłem ją w swoją stronę. Jej oczy nie zwiastowały szybkiego wybaczenia. Nie poddawała się tak łatwo.
                - Co? - Mruknęła. Cholera, nie była zła, ona była zraniona. A to było znacznie gorsze.
                - Zostań. Pozwól mi wyjaśnić - brawie błagałem, zupełnie nie w swoim stylu, ale to było konieczne.
                - Nie mogę zostać. Właśnie powiedziałam, że muszę być w domu przed ósmą, słuchałeś mnie w ogóle? - Brooklyn zmrużyła na mnie oczy.
                Wciągnąłem powietrze. Chyba zasłużyłem sobie na to.
                - Wciąż masz jakieś pół godziny, zanim naprawdę będziesz musiała iść - powiedziałem, po czym dodałem. - Proszę.
                Wydostała swoją rękę z mojego uścisku, ale skinęła głową.
                - Okej. Mów.
                - Chodźmy do mojego pokoju - powiedziałem, próbując chwycić jej dłoń. Pozwoliła mi z wahaniem. Może nie była wcale taka wkurzona.
                Minęliśmy moją mamę, która wydawała się szczęśliwa, że próbuję to naprawić, zamiast odłożyć na stos rzeczy w moim życiu, których nie da się naprawić. Cóż, szczęśliwsza niż wcześniej. Nie będzie szczęśliwa, szczęśliwa przez dłuższy czas. Może nigdy. Nawet nie zażartowała o zostawieniu otwartych drzwi do mojego pokoju, jak miała w zwyczaju.
                Kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, Brooklyn usiadła na łóżku, patrząc na mnie wyczekująco.
                - Więc, wyjaśniaj.
                Przeszedłem kilka kroków, które dzieliły jedną ścianę mojego pokoju od drugiej, zdejmując w międzyczasie swoją bluzę. Chciałem otworzyć okno, ale wiedziałem, że Brooklyn by się to nie spodobało.
                - Miałem coś do zrobienia - powiedziałem słabo.
                - Och, naprawdę? - Udała zaskoczenie, zanim prychnęła z sarkazmem.
                Przestałem chodzić po pokoju i spojrzałem na nią.
                - Byłem z Tysonem, okej? - Skłamałem. - Potrzebował pomocy przy samochodzie - kolejne kłamstwo.
                - Tyson nie ma samochodu - powiedziała Brooklyn, jej głos był mieszanką kpiny i żalu, jakby nie mogła uwierzyć, że kłamię jej prosto w twarz.
                - Przy samochodzie chłopaków. Wanie - wyjaśniłem. Tyson, Mike i Luke dzielili tą dziwną bordową rzecz, która nigdy nie działała, jak trzeba. - Silnik się zepsuł, kiedy on go używał, więc potrzebował pomocy, by dostarczyć go do mechanika - to brzmiało dla mnie przekonująco.
                - Naprawdę mam nadzieję, że mnie nie okłamujesz - Brooklyn powiedziała tak szczerze, że poczułem ukłucie w piersi.
                - Nie okłamuję.
                Odwróciła wzrok, jej oczy były zaszklone. Cholera, nie płacz, wszystko, tylko nie płacz.
                - Czemu jesteś ostatnio taki mało konkretny? Ledwo ze mną rozmawiasz, a kiedy już to robisz, brzmisz jakbyś kłamał. Chcę ci pomóc, ale mi nie pozwalasz. Wydaje się, że jedyne, co na ciebie działa to seks, a nawet to nie...
                Przerwałem jej paplaninę , podnosząc ją do góry i przyciągając do swojej piersi, przytuliłem ją mocno.
                - Obiecuję, że nie kłamię, okej? Po prostu radzę sobie z tym na swój sposób. Próbuję się otworzyć, ale to dla mnie trudne. Rozumiesz, prawda? - Łatwiej było kłamać, gdy spojrzenie miałem utkwione w ścianie. - Staram się.
                Brooklyn pociągnęła nosem i podniosła głowę, ocierając zagubioną łzę z oka.
                - Okej, skoro tak mówisz... - Urwała.
                - Obiecuję, że nie masz się o co martwić - potarłem jej policzki kciukami, całując jej czoło. - Przedtem wyszłaś z pokoju Jazzy, rozmawiała z tobą? - Zmieniłem temat, zanim poczucie winy wybuchłoby w moim żołądku.
                - Tak - powiedziała Brooklyn. - Niewiele, ale zaczęła się otwierać - prawie słyszałem, jak dodała "w odróżnieniu od ciebie".
                Pomimo sytuacji, moje usta wygięły się w uśmiechu.
                - Muszę ją zobaczyć.
                - Czekaj, nie teraz - Brooklyn zatrzymała mnie, chwytając dłońmi moje nadgarstki. - Jest zajęta.
                - Jak to jest zajęta? - Zmarszczyłem podejrzliwie czoło.
                - Dzwoni do Caleba.
                - A kim do cholery jest Caleb? - Rzuciłem, jeszcze bardziej marszcząc brwi.
                Brooklyn cmoknęła z irytacji.
                - Chłopak, którego lubi. Ten, który według nas jest godny zaufania?
                - Nie przypominam sobie tego. Ostatnie, czego potrzebuje to jakiś frajer, który zabawi się jej kosztem - raz jeszcze próbowałem wyjść i raz jeszcze Brooklyn mnie powstrzymała.
                - Cholera, Justin. Zostaw ją w spokoju. Caleb jest świetnym chłopakiem, a Jazmyn jest wystarczająco dojrzała, by podejmować swoje własne decyzje - znowu była zła?
                - Jesteś zła? - Zapytałem.
                - Nie, po prostu jestem zmęczona, tak sądzę. To był długi tydzień - westchnęła Brooklyn.
                - Jest poniedziałek - zauważyłem.
                - Zamknij się - pacnęła mnie w ramię, ale kąciki jej ust uniosły się ku górze.
                - Tęskniłem za tobą - szepnąłem, co w końcu nie było kłamstwem, delikatnie kierując ją w stronę ściany.
                - Naprawdę? - Powiedziała cicho, przesuwając swoje dłonie na moją klatkę piersiową.
                - Yhm - podszedłem jeszcze bliżej, aż całkowicie naruszałem jej przestrzeń osobistą. Nie, że narzekała.
                Brooklyn przygryzła dolną wargę, spoglądając w górę na mnie, znad swoich rzęs. Jej obawa nie znikła całkowicie, ale wiedziałem, że pragnienie wzięło nad nią górę.
                Splotłem nasze palce i podniosłem dłonie nad jej głowę, całując czubek jej nosa. Zachichotała, ale podniosła głowę wyżej, by nasze usta się złączyły. Najwyraźniej oboje za tym tęskniliśmy, bo rzuciliśmy się na siebie, jak wygłodniałe zwierzęta. Po chwili całowania, puściłem dłonie Brooklyn, a swoje ułożyłem na jej biodrach.
                Od razu się odsunęła.
                - Twoja mama jest dwa pokoje dalej. Przestań - jednak nie brzmiała, jakby chciała, abym to właśnie zrobił.
                - Nie brzmisz, jakbyś miała to na myśli - wyszeptałem, a żeby udowodnić swoją rację, pocałowałem wrażliwe miejsce, przy złączeniu jej szyi i ramienia. Wzdrygnęła się, a ja zachichotałem w jej skórę.
                Brooklyn wplotła palce w moje włosy, jęcząc, gdy złączyłem nasze usta ponownie. Nie chciałem uprawiać seksu, gdy wszyscy domownicy są w mieszkaniu (mama przyłapała mnie raz z laską i mam już dość), ale niewinne całowanie? Czemu nie.
                Zacząłem ciągnąć Brooklyn w stronę łóżka.
                - Myślę, że znowu cię potrzebuję - wymruczałem między pocałunkami, wsuwając dłonie pod jej sweter.
                - Nie nadużywaj mojej dobroci - mruknęła, ciągnąc moją dolną wargę swoimi zębami.
                Szczerze mówiąc, tamta noc namieszała mi w głowie. Brooklyn miała rację. Cały czas, gdy byliśmy w moim samochodzie, zdołała odsunąć moje zmartwienia na bok. I chociaż to było na chwilę, byłem jej wdzięczny. Dlatego ją teraz całowałem? Bo w mojej głowie była pustka, jak tylko jej usta dotknęły moich? To brzmiało trochę samolubnie, bardziej, gdy główną rzeczą, o której nie chciałem myśleć, to okłamywanie jej. Czy przez to jestem dupkiem? Jestem całkiem pewny, że odpowiedź brzmiała "tak".
                Mimo tego, uczucie otępienia było takie dobre, mile widziane, kiedy czułem się jak gówno przez resztę dnia. Brooklyn bawiła się moimi włosami - wiedziała, że to uwielbiam - całując mnie z całych swoich sił. Nie mógłbym jej od siebie odsunąć, to też zraniłoby jej uczucia. Cholera, potrafię zrobić cokolwiek, co by jej nie zraniło?
                Moja wewnętrzna bitwa została przerwana, gdy mój telefon zaczął wibrować. Brooklyn jęknęła, wyglądając na tak wkurzoną, jak ja się czułem. Podniosła się ze mnie, poprawiając swój sweter, kiedy ja zapinałem jej stanik, którego odpięcia byłem nie do końca świadomy. Pochyliła się nad moim biurkiem, gdzie leżał telefon, jego ekran znów był czarny.
               
                Cholera.

                Wyrwałem telefon z dłoni Brooklyn, jeszcze zanim zdążyłaby cokolwiek zobaczyć. Całkowicie zapomniałem o dzisiejszym wieczorze i informacji, na którą czekałem. Posłała mi dziwne spojrzenie. Nigdy nie chowałem swojego telefonu przed nią. Jeśli chciała czytać nieodpowiednie esemesy od Tysona, gdy do mnie pisał, nie przeszkadzało mi to. Przeczytała tylko jednego i ogłosiła, że nie zrobi tego nigdy więcej.
                - Kto to? - Zapytała. Pragnienie całkowicie zniknęło, zostawiając nas dwoje ciężko oddychających w środku kolejnej nieco intensywnej sytuacji.
                - To tylko Tyson. Wiem, że nie lubisz czytać jego wiadomości, więc zabrałem telefon - wzruszyłem ramionami. Wow, trochę słabe?
                - Nawet nie spojrzałeś na wyświetlacz - zauważyła, krzyżując ręce na piersi.
                - Nie musiałem. Wiedziałem, że to będzie od niego.
                Posłała mi spojrzenie "naprawdę myślisz, że ci w to uwierzę?", ale nic nie powiedziała. Jej oczy pociemniały i wiedziałem, że zgoda, którą udało nam się wypracować, zniknęła w ciągu minuty. Jakim cudem zawsze udaje mi się wszystko spieprzyć? Dobre pytanie.
                - Powinnam już iść - powiedziała, jak już skończyła mierzyć mnie wzrokiem.
                Tym razem nie próbowałem jej zatrzymać.
                - Odprowadzę cię.
                Po tym wszystkim, musiałem się upewnić, że wróci do domu cała i zdrowa i schowa się pod kołdrę czytając jedną z tych swoich ckliwych powieści, albo robiąc zadanie, albo cokolwiek co robi wieczorami, zanim wyjdę z domu dzisiaj w nocy. Mój pierwszy wyścig samochodowy od ponad dwóch lat był dużą sprawą - po pierwsze Anthony był tym podekscytowany - a po drugie, sam również na to czekałem. Podobnie jak Brooklyn, miałem nadzieję, że to pomoże mi oderwać się od problemów i całego gówna, z którym ostatnio muszę się uporać.
                To nie jest zbyt dobry sposób, na radzenie sobie z problemami, ale nigdy nie mówiłem, że jestem dobrym chłopakiem.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

109 komentarzy:

  1. Pierwszaaaaaaaa! *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak Wam bardzo dziękujemy za to, że tłumaczycie i dodajecie. Jesteście meega kochane <3

    OdpowiedzUsuń
  3. KOCHAM KOCHAM KOCHAM ROZDZIAŁ JAK ZWYKLE BOSKI <3
    DZIĘĘĘĘĘKUJEMMMMMMY ZE TO TŁUMACZYCIE GDBY NIE WY TO NIE MIAŁAM BY JAK CZYTAĆ BRONX BO JESTEM TROCHE SŁABA ZA ANGIELSKIEGO ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny!
    Warto było czekać
    @Viktoria1krk

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejciu dziękuję, że tłumaczycie! <3 Jesteście wspaniałe :*. Niech Justin się ogarnie i przestanie okłamywać Brooke. Ona na to nie zasłużyła.

    OdpowiedzUsuń
  6. warto było czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział, przewidywane kiedy następny? x

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki, że w ogóle go dodałyście.

    OdpowiedzUsuń
  9. KOCHAM !!! <333 DZięki za tłamaczenie

    OdpowiedzUsuń
  10. Opłacało się czekać! kocham was dziewczyny <3 jesteście niesamowite tłumacząc to

    OdpowiedzUsuń
  11. spoko. Jest okej

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam was i to tłumacznie <3
    Już czekam nn
    @PoliShSWaG_

    OdpowiedzUsuń
  13. Lepiej pozno niz wcale. :) Rozdzial super, jak zawsze. :) Skoro ten byl pozniej to moze nastepny dajcie wczesniej

    OdpowiedzUsuń
  14. <333333333333333333333333 THE BEST FF EVER DZIĘKI ŻE TŁUMACZYCIE <33

    OdpowiedzUsuń
  15. Ok dziękuję kochane jesteście może kolejny w weekend

    OdpowiedzUsuń
  16. Nic nie szkodzi, ważne, że wgl dodajecie rozdziały. Dobrze, że Jazzy zaczęła się trochę otwierać.
    ps. Wkurzyło mnie trochę zachowanie dziadków Justina do Brooklyn .. mogli być milsi nawet jeżeli uważali ją na początku za...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O boże błagam kurwa zeby mu sie nic nie stalo ehh

    OdpowiedzUsuń
  18. świetny! tłumacz dalej :)) do nn :*

    OdpowiedzUsuń
  19. wyczuwam drame niedlugo :((

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie ważne, że z opóźnieniem. Ważne, że już jest ! ;D
    Nie spodziewałam się tu dziadków Justin'a... z tego co pamiętam nie mieli dobrych relacji.
    Czekam na kolejny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie,no Justin jest niezły.Nie ma w domu jedzenia,ale piwko zawsze znajdzie się w lodówce dla niego xD

    OdpowiedzUsuń
  22. Booooskie <3 czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Jezu JUSTIN CO TY ROBISZ BROOKLYN BĘDZIE WŚCIEKŁA JAK SIĘ DOWIE...omgg KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowne <3
    Warto było czekać :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozdział świetny zresztą jak każdy :D Mogłabyś powiedzieć mi jak sie skończy B.R.O.N.X ? Jestem bardzo ciekawa, a niedługo wyjezdżam i nie będe miala komputera ani internetu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie umiem Ci tego powiedzieć, ponieważ B.R.O.N.X jeszcze się nie skończyło ;) nie mam pojęcia, co autorka zaplanowała na zakończenie

      Usuń
    2. aha ok :/ ale mimo wszystko dziekuje ze tłumaczycie :D

      Usuń
  26. Świetny czekam na nn ;P

    OdpowiedzUsuń
  27. O matko genialny tęskniłam <33

    OdpowiedzUsuń
  28. Dopiero przeczytałam 52 i już chce 53 :c CUDoWNY :)

    OdpowiedzUsuń
  29. to są jakieś żarty !?! ?czy między nimi znowu się wszystko spieprzy ? ;o sakndias tęskniłam <3

    OdpowiedzUsuń
  30. omg wyczuwam zajebistą dramę w następnym rozdziale ._. i znowu będę ryczeć xd btw wielkie dzięki że tłumaczycie i poświęcacie nam swój czas #ily ♥

    OdpowiedzUsuń
  31. Rozdział cudowny ale jestem zła na Justina że okłamuje Brooklyn. No cóż na pewno się jeszcze ułoży. Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  32. GENIALNY *.* Przykro mi tylko, że Justin ją tak bardzo okłamuje i znów ma pakuje sie w kłopoty ;// Czekam na nn <33

    OdpowiedzUsuń
  33. Boże, on jest głupi czy głupi?! SDFGHJM ._.

    OdpowiedzUsuń
  34. Oj Justin Justin będziesz miał duże wyrzuty na pewno

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetny <3
    Justin, jak ty wszystko spieprzysz to normalnie..
    Super tłumaczycie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Świetny:-D ale chyba połowa czekała na +18 i się zawiodła:-( haha

    OdpowiedzUsuń
  37. Świetny:-D ale chyba połowa czekała na +18 i się zawiodła:-( haha

    OdpowiedzUsuń
  38. omg Justin co ty wyprawiasz chłopie? czuję że czeka nas jakaś drama ;-;

    OdpowiedzUsuń
  39. Ufff.. w końcu ... ale boje się co będzie dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Koooocham was :3
    Coś mi ie wydaje, że jak Brooklyn się dowie, to będzie krucho xdd
    Czekam z zniecierpliwieniem :33

    OdpowiedzUsuń
  41. Jeja jaki dupek z Justina ;_;
    Fajnie, że wreszcie się pojawił i dziękuję, że tłumaczycie <3

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetny rozdział!!! Bardzo bardzo dziękuję za tłumaczenie. Już nim mogę się doczekać kolejnego rozdziału!!! KOCHAM KOCHAM KOCHAM XX

    OdpowiedzUsuń
  43. doskonale tlumaczenie ,podziwam Ciebie za whtrwalosc !

    OdpowiedzUsuń
  44. Oo nareszcie Jazzy sie odezwala tak sie ciesze. A co do Justina. Kurde co ty wyprawiasz. Nie scigaj sie w tym cholernym wysciugu, bo cos czuje ze to sie dobrze nie skonczg. No ale nic. Rozdzial jak zwykle acahhsvahahha. Kocham to. Mam tylko pytanie na kiedy mnien wiec planujecie dodac kolejny rozdzial? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  45. boże co on robi?? bedzie drama :/

    OdpowiedzUsuń
  46. W tym ostatnim akapicie justin zabrzmial tak jakby mu nie zalezalo na brooke, klopotyklopotyklopoty :c
    Ale kocham to! Dziekuje ze sie pojawil <3

    OdpowiedzUsuń
  47. Justin mnie wkurwia , niech jej nie okłamuje ona mu nie wybaczy, co najgorsze boje się że coś mu się stanie, Kocham was jesteście boskie, nie przejmujcie się wszyscy czytają tylko komentarzy nie piszą.

    OdpowiedzUsuń
  48. Cudoooo*** jakis krotki :( dziekuje za tlumaczenie, biesamowite***

    OdpowiedzUsuń
  49. No co za idiota :| Niepotrzebnie ją okłamuje a, co najgorsze, niepotrzebnie znów pcha się w to gówno. Coś czuję, że zacznie się dopiero akcja jak Brooky cię dowie :|

    [http://collision-fanfiction.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  50. cudowny rozdział <3
    nie podoba mi się, że Justin okłamuje Brooklyn...

    ~Roza

    OdpowiedzUsuń
  51. Najlepsze opowiadanie :-) czekam na kolejny dodajcie jak najszybciej Pliss :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Na szczęście warto było czekać bo rozdział świetny <3 czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Cos czuje ze ten wyscig zle sie zkonczy...

    OdpowiedzUsuń
  54. mam złe przeczucia co do wyścigu, ale cóż.... CZEKAM NA NASTĘPNY :D

    OdpowiedzUsuń
  55. Świetny rozdział :D Genialnie przetłumaczone. ♥ ♥ ♥
    Nie mogę się już doczekać, ąż Brooklyn się dowie, że ją oklamuję i że są to wyścigi samochodowe. Albo jak Justin się dowie, że ona poszła robić zad z chemi do Nate'a... Ale się wkurzy. Oboję się wkurzą.
    Jezzy się odezwała. :D
    /przyjechali dziadkowie Justina... Nie lubię ich...
    Czekam na next.
    Pozdrawiam. <3
    ~ @Roxy_Wachowiak.
    ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  56. Justin co ty wyczyniasz?!

    /@NowSuitUp

    OdpowiedzUsuń
  57. boze boze kocham. <3

    OdpowiedzUsuń
  58. boże!
    to jest świetne!
    nie mogę się już doczekać kolejnego :*
    mam nadzieje ,że pojawi się szybko!
    bardzo proszę , to jest tak świetne ,że codziennie zaglądam na bloga po kilka razy ogarnąć czy jj nowy . xd
    kocham to opowiadanie ! <3333

    OdpowiedzUsuń
  59. jeju , cudowny rozdział \,333 tak długo na niego czekałam xx @mrraau

    OdpowiedzUsuń
  60. aaa dziekuje ze dodałaś tyle czekałam rozdział super i czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  61. Okłamał ją... :/
    Kocham to! <33
    nie mogę się doczekać nexta!!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  62. Coś czuję, że nie skończy się to za dobrze ;C

    OdpowiedzUsuń
  63. Justin, co ty wyprawiasz.?!?! Boję się, że wyniknie z tego niemały kłopot... :/ I jeszcze ta atmosfera między Brooklyn a nim, te wszystkie kłamstwa. ugh...
    Co do opóźnienia, nic się nie stało, ale mam nadzieję, że nn będzie szybciej. ;3
    @69_danger

    OdpowiedzUsuń
  64. Suuuper dzięki że tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  65. Kocham! Nie mogę doczekać się 53 <3

    OdpowiedzUsuń
  66. JUSTIIIIN! NIE OKLAMUJ BROOKLYN! Uwielbiam to ff ♥ czuje ze bedzie DUZA drama. Czekam na nn ♡

    OdpowiedzUsuń
  67. boski jak zawsze <3 kiedy następny ?? już nie mogę się doczekać *.*

    OdpowiedzUsuń
  68. Coraz bardziej się denerwuję czytając to tłumaczenie... to zbyt dużo nerwów mi zabiera....
    Ach.... ale i tak kocham czytać BRONX ♡.♡

    Angel. ♥

    OdpowiedzUsuń
  69. Kiedy kolejny? Nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  70. Boskie O.O
    kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń
  71. Najlepsze opowianieee

    OdpowiedzUsuń
  72. nie wiem dlaczego przestałyście mnie informować, ale jeśli nadal informujecie, dawajcie mi znać, proszę @onlyhuman96

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny już nie informują, pisały o tym.

      Usuń
  73. Podpisujcie petycje, może uda nam się sprowadzić znów Justina do Polski!!! http://www.petycjeonline.com/justin_bieber_come_to_poland

    OdpowiedzUsuń
  74. uzaleznienie!!! jak nie po polsku to po angielsku czytam a potem jeszcze wasze tlumaczenie !
    narkotyk xD :)))))
    Zapraszam do mnie :D http://darkemoutions.blogspot.com/ Ona nienawidzi go przez to co jej zrobił, a on teraz chce to odkręcic uda mu się?? Sprawdź :D

    OdpowiedzUsuń
  75. poda ktoś po angielsku ?

    OdpowiedzUsuń
  76. zapraszamy do nas :) !! http://drugssexlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  77. uwielbiam tego bloga <333 ile bedzie rozdziałow jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  78. Justin wpakuje się w kłopoty

    OdpowiedzUsuń
  79. Mam takie przeczucie że coś się stanie ;c

    OdpowiedzUsuń
  80. "Dziewczęce, słodkie i Brooklynowate" jeju to takie słodkie ^_^ jestem w połowie rozdziału i musiałam to skomentować awww ^>^

    OdpowiedzUsuń
  81. Ona powiedziełą :Lubisz mnie?"
    | On powiedział "nie".
    | Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.
    | Znowu powiedział "nie".
    | Zapytała wiec jeszcze raz:
    | " Jestem w twoim sercu?"
    | Powiedział "nie".
    | Na koniec się zapytała: "Jakbym odeszła, to byś
    | płakał za mną?" Powiedział, ze "nie".
    | Smutne - pomyślała i odeszła.
    | Złapał ja za rękę i powiedział: "Nie lubię Cię,
    | kocham Cię. Dla mnie nie jesteś ładna,
    | tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu,
    | jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą,
    | tylko umarłbym z tęsknoty."
    | Dziś o północy twoja prawdziwa miłość zauważy, że
    | Cię kocha.
    | Coś ładnego jutro miedzy 13-16 się zdarzy w Twoim
    | życiu, obojętnie gdzie będziesz w domu, przy
    | telefonie albo w szkole.
    | Jeśli zatrzymasz ten łańcuszek, nie podzielisz się
    | tą piękną historią - to nie znajdziesz szczęścia w
    | 10 najbliższych związkach, nawet przez 10 lat.
    | Jutro rano ktoś Cię pokocha.
    | Stanie się to równo o 12.00.
    | Będzie to ktoś
    znajomy.
    | Wyzna Ci miłość o 16.00
    |Jeśli ci się nie uda wysłać tego do 20 komentarzy zostaniesz na zawsze sam\sama

    OdpowiedzUsuń