41. Boys like you

Brooklyn

                - Mamo, tato, to mój chłopak Justin - uśmiechnęłam się do lustra.
                Policzki bolały mnie od półgodzinnej próby uśmiechania się. Stwierdzenie, że byłam zdenerwowana byłoby niedopowiedzeniem roku. Żołądek miałam w gardle. Justin miał spotkać moich rodziców dziś wieczorem i wiedziałam, że nieważne, jak dobrze przygotowałam swoją przemowę, będzie ona bezużyteczna, gdy ten moment już nadejdzie. Próbowałam wymyślić najlepszy sposób na przełamanie lodów.
                Biedny Justin musiał przez cały tydzień znosić moje wiadomości i telefony mówiące mu, co może, a czego nie może powiedzieć. Byłam tak irytująca, że raz nawet rozłączył się, po czym wysłał mi esemesa o treści: "Słuchaj, kocham Cię ale mnie stresujesz". Nie złościłam się na niego, bo wiedziałam, że ma rację, ale nie mogłam przestać się martwić, szczególnie jeśli chodzi o mojego ojca. Cały tydzień posyłał mi dziwne spojrzenia, a mama wyglądała niemal na podekscytowaną. Nigdy się nie spodziewałam, że będzie pod tym względem taka spokojna. Niecały miesiąc temu mówiła mi, bym przestała widywać się ze swoim chłopakiem, bo odciąga mnie od nauki, a teraz paplała tylko o tym, w co ma się na tę okazję ubrać. Umówiła nas nawet na wizytę u kosmetyczki. Założę się, że to ma coś wspólnego z pokazaniem się na imprezie - i będzie to pewnego rodzaju konkurs tego, która matka wygląda młodziej i lepiej.
                Przeczesałam z frustracji włosy, upinając je w kok. Fryzjer zadba o nie później. Moja dolna warga była spuchnięta od częstego jej przygryzania, a moje policzki przybrały już na stałe odcień czerwieni. Miałam nadal rozmyślać nad sposobami przedstawienia Justina moim rodzicom, już wyobrażając sobie twarz mojego taty, który niekoniecznie cieszy się z tego spotkania, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
                - Mamy jeszcze dwie godziny do wyjścia, mamo. Nie jestem jeszcze... - Powiedziałam, odwracając się w stronę drzwi. Jednak osoba, która tam stała, nie była moją mamą - ...gotowa - dokończyłam, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
                - Nie jestem twoją matką - odwzajemniła mój uśmiech, wchodząc głębiej do pokoju i otwartymi ramionami.
                - Ciocia Jenna! - Pisnęłam, odwracając się na piętach, by ją przytulić. Objęła mnie mocno. - Nie spodziewałam się zobaczyć cię tu dzisiaj.
                - Przyjechałam wcześniej - rozpromieniła się.
                - Jest tu Tessa? - Zapytałam, w nadziei na ujrzenie mojej lubionej kuzynki.
                - Nie, Bill musiał iść do pracy, więc pewnie wyjadą po obiedzie - wyjaśniła, robiąc krok do tyłu, aby na mnie spojrzeć. - Spójrz na siebie, ależ urosłaś!
                Przewróciłam figlarnie oczami.
                - Nie urosłam ani o cal od naszego ostatniego spotkania - które niestety było zeszłego lata, co oznacza, że wciąż mam mniej więcej metr sześćdziesiąt.
                - Może, albo ja się skurczyłam - spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Ciotka Jenna zawsze była ode mnie wyższa, nawet od mojej mamy, miała około metr sześćdziesiąt osiem.
                Miała jasnobrązowe włosy z naturalnymi rudymi refleksami. i zawsze nosiła je upięte w kok lub niedbały warkocz. Prawie nigdy nie miała makijażu, ale według mnie nie był jej potrzebny. Jej oczy były duże i zielone, jak mojej mamy - to prawdopodobnie jedyna rzecz, która je łączy. Wciąż jednak wyglądała młodo, jak na swój wiek, zwłaszcza, że w maju kończyła trzydzieści dziewięć lat.
                - Jak minął lot? - Zapytałam, gdy usiadłyśmy na moim łóżku. Wciąż było niepościelone, ponieważ María miała wolne, a ja byłam zbyt leniwa, by to zrobić.
                - Przyjemny, dopóki nie wylądowaliśmy, a na lotnisku czekał na mnie Charlie. Powiedział, że Twoja matka pomaga w szkole przy dekoracji - jej niechęć do mojego taty wciąż była widoczna.
                Najwyraźniej nie lubiła go od pierwszej chwili, gdy mama przyjechała z nim do Tennessee, aby przedstawić go swojej rodzinie. Tak mi przynajmniej powiedziano. Myślę, że Jenna nie chciała, by to było tak oczywiste, ale spojrzenia, jakie oboje sobie posyłają, gdy są sami w pokoju mówią same za siebie i daleko im do przyjaźni. Mama próbowała wszystkiego, ale Jenna potrafi być bardzo uparta, nie mówiąc o moim ojcu.
                - Gdybym wiedziała, że przyjedziesz tak szybko, sama bym cię odebrała, ale nikt mi nie powiedział - udałam, że jestem obrażona.
                - Chciałam, aby to była niespodzianka - uśmiechnęła się Jenna, rozglądając się po moim pokoju, jakby coś wspominała.
                Rzadko ją widywałam, jak i resztę rodziny ze strony mamy - jakoś cztery lub pięć razy w roku - i głównie wtedy, gdy my jechaliśmy do Tennessee, a ie na odwrót. Powodem było to, że podróż samochodem trwała ponad pół dnia i bilety na samolot były drogie. Kiedy byłam mała, spędzałam kilka tygodni wakacji w Nashville z moim kuzynostwem i pamiętam, że to lubiłam, ale gdy Ryan i ja nieco dorośliśmy, wszystko się zmieniło. Moi rodzice dostali awanse w pracy i chyba od tego czasu stali się pracoholikami.
                - To była wielka niespodzianka - skinęłam gorączkowo głową, ponownie ją przytulając.
                Jenna była moją ulubioną ciocią, być może dlatego, że była jedyną, jaką miałam, nie licząc Cassandry, starszej siostry mojego taty, która przypominała Pannę Rottenmeier z Heidi* i nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie wyszła za mąż. Mówiła, że jest wolnym strzelcem, wciąż zbyt młoda, aby być związana z jedną osobą na całe życie, ale podejrzewałam, że to tylko wymówka, aby ukryć serię jej rozczarowujących związków z facetami.
                - Więc... - Urwała. - Słyszałam, że masz chłopaka - kąciki jej ust drgnęły w dokuczliwym uśmieszku i poruszyła brwiami.
                - Mama ci powiedziała? - Z jakiegoś dziwnego powodu zarumieniłam się.
                Myślę, że zawsze jest trochę niezręcznie rozmawiać o chłopakach z dorosłymi mimo, że Jenna była fajna i wyluzowana. Wolałabym rozmawiać o tym z nią, niż z moją mamą, bo wiem, ze zachowałaby mój sekret nawet gdybym powiedziała jej o... Zwyczajach Justina, czego oczywiście nie planowałam.
                - Mogła wspomnieć o tym podczas rozmowy telefonicznej, ale i tak wiedziałam, ze kogoś będziesz miała. Masz siedemnaście lat, to wiek, w którym każdy się zakochuje - wzruszyła ramionami, jakby to była jakaś reguła.
                Zastanawiałam się, czy ona kiedykolwiek była zakochana, tak prawdziwie. Trudno to było sobie wyobrazić. W ciągu siedemnastu lat mojego życia, widziałam ją z wieloma mężczyznami, ale nie trwało to dłużej, niż kilka miesięcy, a według mojej mamy każdy taki związek doprowadzał Jennę do stanu jedzenia-lodów-podczas-oglądania-babskich-filmów. Musiałam mocniej się zarumienić, bo roześmiała się.
                - Zawsze chciałam zobaczyć, jak zareaguje twoja matka, gdy będziesz w poważnym związku. Znając ją, pomyślałam, że każe ci nosić pierścień czystości, czy coś, więc chęć spotkania się z tym chłopakiem to dobry początek. Chociaż trochę się o niego boję - przyznała z żałosnym spojrzeniem.
                Spojrzałam na swoje kolana, gdzie niecierpliwie splotłam palce. Ja też, chciałam powiedzieć, ale bałam się, że będę brzmieć, jak zła córka. Wyczuwając moją niepewność, Jenna ciągnęła dalej.
                - Więc kto jest tym szczęściarzem?
                - Ma na imię Justin - powiedziałam niemal natychmiast, jego imię wyszło z moich ust, niczym słodycz.
                Uśmiechałam się zawsze, gdy je słyszałam. To tak, jakby na dźwięk tego imienia, w moim sercu rozpalały się małe iskierki - jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało.
                - Mówiłam ci kiedykolwiek o Justinie Beckerze? - Nie czekała na moją odpowiedź. - Nieważne, jestem pewna, że nie mają nic wspólnego, oprócz imienia. Becker był dupkiem - skrzywiła się na to niemiłe wspomnienie. Był pewnie na liście jej miłosnych przygód.
                - Mój Justin zdecydowanie nie jest dupkiem - zaśmiałam się, chowając za ucho kosmyk włosów.
                - No, powiedz mi więcej. Nie mogę się doczekać - zachęcała mnie, uderzając mnie lekko poduszką.
                - Nie ma wiele do powiedzenia - wzruszyłam ramionami. Byłam przyzwyczajona do mówienia ludziom o Justinie, ale w chwili, gdy ktoś o niego zapytał, stawałam się bardziej ostrożna z tym, co mogę powiedzieć. Jedynymi osobami, z którymi mogłam o nim porozmawiać, byli ci, którzy znali go osobiście i mogłam ich policzyć na palcach jednej ręki: Kelsey, Jazmyn, Tyson i Sam. Jednocześnie jednak, czułam potrzebę, aby wygadać się, powiedzieć komuś o nim bez wzbudzania zazdrości przez to, jak niesamowity był mój chłopak. - Jest uroczy i zabawny i potrafi być romantyczny, kiedy chce - teraz uśmiechałam się już jak idiotka.
                - Dlaczego mam wrażenie, że jesteś totalnie zakochana? - Zapytała retorycznie Jenna, z tęsknotą w oczach, jakby naprawdę była zazdrosna. - Kto by pomyślał, że moja nastoletnia siostrzenica znajdzie miłość przede mną.
                Zaśmiałam się.
                - Ty nie pozwalasz sobie na zakochiwanie! Założę się, że poza twoim biurem w Nashville jest dziesiątki mężczyzn, którym się podobasz, tylko ty ich po prostu ignorujesz.
                Spojrzała na mnie tak, jakbym była szalona.
                - Dziesiątki mężczyzn? Kochanie, populacja dopuszczalnych mężczyzn w Nashville, którzy nie są w związku małżeńskim lub nie są gejami to dwa procent i myślę, że spotykałam się już z nimi wszystkimi, co daje mi do myślenia, że nie są wcale tacy do zaakceptowania.
                To mnie rozśmieszyło.
                - Więc musisz przenieść się do Nowego Jorku. Widziałam mnóstwo seksownych przedsiębiorców, którzy wyglądają na dobre partie.
                - Pomyślę o tym.
                Właśnie wtedy odezwał się mój telefon. Podbiegłam do toaletki, by go odebrać, ale to był tylko esemes. Mogła to być Kelsey pytająca mnie, co zamierzam ubrać na dzisiejszą okazję lub Justin mówiący, że prędzej woli umrzeć, niż stawić czoła mojemu ojcu. Daj spokój, nie będzie tak źle. Przesunęłam kciukiem po ekranie mojego iPhone'a, po czyt otworzyłam wiadomość?

Czerwony, czy niebieski krawat?

                Wydałam z siebie westchnienie ulgi, bo to był Justin i wciąż zamierza iść i parsknięcie, bo jego pytanie było głupie.

Czerwony. Dobrze wyglądasz w czerwieni.

                Nacisnęłam "wyślij" z uśmiechem na twarzy i przygryzłam dolną wargę. Skąd on w ogóle ma te krawaty? Muszą być Jeremy'ego, ponieważ Justin nie ma własnych eleganckich ubrań, tak mi powiedział.
                - Esemes od chłopaka? - Zapytała sugestywnie ciotka. Cholera, to aż tak oczywiste? Nie miałam pojęcia.
                Skinęłam nieśmiało głową, wracając z powrotem na łóżko, gdzie ciocia leżała teraz na brzuchu. Wyglądała, jak moja starsza siostra, a nie ciotka.
                - No, pokaż mi zdjęcie tego ciacha. Nie mogę się doczekać, aż go dzisiaj spotkam - szturchnęła mój bok, gdy się położyłam obok niej i zaśmiałam z tego, że dorosła osoba powiedziała "ciacho".
                Otworzyłam galerię w swoim telefonie i przewijałam zdjęcia nas całujących się, robiących głupie miny - nie zamierzałam ich jej pokazywać - aż zatrzymałam się na tym, na którym byliśmy na plaży w dzień, w który Justin poprosił mnie, bym została jego dziewczyną. Odwróciłam telefon tak, by Jenna mogła zobaczyć, a ona od razu otworzyła usta.
                - Wow, nie spodziewałam się tego - powiedziała.
                - Czego? - Zmarszczyłam brwi.
                - On wygląda... Nie wiem, jak nie w twoim typie, a przynajmniej nie tak, jak sobie wyobrażałam, że będzie wyglądał - spojrzała na mnie krótko, a w jej głosie nie było złośliwości, po prostu była zaskoczona. - Biorąc pod uwagę, że mieszkasz na Manhattanie i chodzisz do prywatnej szkoły - miała rację.
                Prawdopodobnie spodziewała się chłopaka, jak Nate lub młodszą wersję Ryana, w koszuli od Ralpha Laurena, z doskonałym słownictwem, takiego, który odwoziłby cię do domu Mercedesem klasy A i zabierał na randki do opery, a nie kogoś, kto nosi czapki z daszkiem, złote łańcuszki na szyi, jeździ nielegalnym samochodem i przeklina co trzy słowa.
                - I to jest problem, tak myślę - westchnęłam, opadając na poduszkę. Gdybym spojrzała na to z ich punku widzenia, chyba zrozumiałabym, dlaczego wszyscy się tak martwią, ponieważ sama byłam zaniepokojona, kiedy spotkałam Justina po raz pierwszy, ale teraz wydawało mi się to głupie.
                - Masz na myśli to, czemu twoja mama nie jest za bardzo zadowolona z tego, że masz chłopaka? - Zapytała, a widząc moje pytające spojrzenie, kontynuowała. - Powiedziała mi, że twoje oceny się obniżyły i zaczęłaś się "dziwnie zachowywać" - zrobiła cudzysłów palcami. - I martwiła się, że spotykasz się z chłopakiem, który ma na ciebie zły wpływ.
                - Ale on nie ma na mnie złego wpływu - broniłam Justina.
                Jenna raz jeszcze spojrzała na zdjęcie na ekranie.
                - Wiesz Brooklyn, myślę, że twoja mama boi się, że on Cię zrani.
                - Ale ona go nie zna. Wiem, że wygląda niebezpiecznie, ale on mnie kocha i nigdy nie robi czegoś, co mogłoby mnie zranić - poczułam niepokój. - Jestem pewna.
                Jenna wyglądała, jakby brakło jej słów, ale wiedziałam, że jest coś, czego mi nie powiedziała. Widziałam to w jej oczach. Odwróciłam się na łóżku, by leżeć na plecach mi miałam nadzieję, że przestanie być niezręcznie. Moja mama naprawdę martwiła się o to? Nieśmiertelnik zaplątał się w kołnierzyk mojej bluzki, co przykuło uwagę Jenny.
                - Kto dał ci ten naszyjnik, Brooke? - Jej głos był niespokojny, co mnie zaskoczyło.
                - Justin - powiedziałam. - A co? - Zmarszczyłam czoło. Przez sposób, w jaki Jenna patrzyła na ten nieśmiertelnik, pomyślałam, że wcześniej gdzieś już go widziała, ale z drugiej strony, wszystkie nieśmiertelniki wyglądają tak samo, tylko maja wyryte inne informacje.
                - Nic - machnęła lekceważąco ręką, starając się porzucić temat, ale było już za późno. Byłam zdeterminowana, aby dowiedzieć się o co chodzi z nieśmiertelnikiem i tą dziwną rozmowę, przez którą Jenna nieco się spięła i tak jakby nieco pobladła.
                - Powiedz mi - nalegałam i usiadłam wyprostowana, jakbym przez to miała wyglądać na bardziej przekonującą. - O co chodzi z tą rozmową o nieśmiertelnikach i złych chłopcach?
                Jenna wciągnęła głośno powietrze.
                - Nie powinnam ci o tym mówić, bo to nie moja sprawa - zaczęła. - Ale ponieważ pośrednio dotyczy ciebie, to zrobię to - Jej głos był niezdecydowany, ale na jej twarzy widać było zdeterminowanie.
                Skinęłam głową, dając jej do zrozumienia, że robi to, co trzeba.
                - Ale musisz mi obiecać, że nie powiesz o tym nikomu, okej? Zwłaszcza mamie, bo ona mnie zabije - intensywność w jej spojrzeniu sprawiła, że przełknęłam ślinę. Dlaczego mama miałaby ją za to zabić?
                - Dobrze, obiecuję - nawet podałam jej swój mały palec, gdy usiadła naprzeciwko mnie.
                Spojrzała na mnie drwiąco - pewnie ostatnią obietnicę na mały paluszek zrobiła jakieś dwadzieścia lat temu, choć dla mnie to było codziennością, ale chwyciła swoim małym palcem mój. Ciekawość zżerała mnie od środka. Nie wiem, czemu byłam taka chętna do poznawania tajemnic. Skinęła głową, po czym wzięła głęboki oddech, zanim rozpoczęła.
                - Okej, to było latem, tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku i jak zwykle byliśmy w domku nad jeziorem, który należał do twojego dziadka. Twoja mama miała wtedy siedemnaście lat i pamiętam, jak błagała rodziców, by nie musiała tam jechać, bo to nudne, a jej najlepsza przyjaciółka jechała wtedy na plażę i ona chciała wybrać się tam z nią. Powinnaś zobaczyć swoją matkę, kiedy była młoda. Była całkiem inna - powiedziała z mieszaniną uznania i tęsknoty. - Jednak nasi rodzice kazali jej pojechać i spędziła cały dzień zamknięta w pokoju, starając się pokazać, jak bardzo była na nich zła. Powiedziała, że nigdy im nie wybaczy zrujnowania jej lata - Jenna roześmiała się.
                Nigdy bym sobie nie wyobraziła swojej mamy robiącej coś takiego. Ona zawsze była taka opanowana.
                - Kiedy w końcu zdecydowała się wyjść, obiecała, że zabierze mnie nad brzeg popływać. Woda w jeziorze była tak jasna i niebieska, że można było się w niej przejrzeć - już to wiedziałam, ponieważ byłam w domku nad jeziorem, jakiś czas temu, ale byłam. Jenna oblizała wargi, po czym kontynuowała. - Tego roku my i Berkley'owie nie byliśmy jedynymi rodzinami spędzającymi lado nad jeziorem. Pewnie pamiętasz niewielki domek, który był na przeciwległym brzegu jeziora - skinęłam głową, po czym ciągnęła dalej. - No, więc nowa rodzina wynajęła domek na miesiąc i mieli dużo dzieci, może siedmioro. Twoja mama i ja bawiłyśmy się w wodzie i robiłyśmy sobie wyścigi; oczywiście ona zawsze wygrywała, bo miała dłuższe nogi, kiedy usłyszałyśmy hałas dobiegający z drugiej strony. Tak, jakby ktoś uruchomił silnik samochodu po latach nieużywania go. Twoja mama i ja dostrzegłyśmy poobijanego niebieskiego Mustanga, mknącego drogą, która łączyła jezioro z cywilizacją. Możesz sobie wyobrazić, czyj to był samochód - roześmiała się. - Oczywiście facet, który go posiadał, zwrócił uwagę twojej matki i przez następny tydzień siedziała na zewnątrz w hamaku, udając, że czyta książkę, gdy tak naprawdę obserwowała , jak pracuje przy swoim samochodzie, pływa, czy kłóci się ze swoimi rodzicami. Pamiętam trochę, że był przystojny, ale miałam tylko jedenaście lat, więc tak naprawdę jeszcze nie interesowali mnie chłopcy, ale twoją mamę już tak. Miał ciemne włosy i niebieskie oczy, które sprawiały, że niemal mdlała. Nigdy nie widziałam, żeby tak się zachowywała, nigdy - pokreśliła.
                Tego też nie potrafiłam sobie wyobrazić. Moja mama mdlejąca na widok chłopaka w rozwalającym się samochodzie, który nie wyglądał, jak mój ojciec? Kto by pomyślał.
                - Więc zaczęli się spotykać? - Zapytałam, dreszcz zaciekawienia przeszedł mi po plecach. To wszystko brzmiało jak jakiś film.
                - Nie przerywaj mi - Jenna posłała mi karcące spojrzenie. - Na czym stanęłam? Och tak, twoja mama była oszołomiona, za każdym razem, gdy go zobaczyła. Jakby ta jego niebezpieczna aura bad boya ją przyciągała. Pewnego dnia wszystkie rodziny nad jeziorem przygotowywały wspólnego grilla i wtedy właśnie oficjalnie się spotkali. Twoja mama włożyła sukienkę, a nawet upięła włosy. Była strasznie zdenerwowana i podekscytowana, gdy miała z nim rozmawiać... Teraz pewnie zastanawiasz się, skąd to wszystko wiem. Prawda jest taka, że Kate nigdy nie mówiła żadnych swoich sekretów, ale skoro nie miała tu nikogo w sowim wieku, ja stałam się jej powierniczką. Tego wieczoru, przy grillu, poprosiła mnie, bym wymyśliła jakąś wymówkę, by mogła z nim gdzieś pojechać. Najwyraźniej obiecał jej pokazać gdzieś gwiazdy. Kiedy wróciła, było już po północy, oczy jej błyszczały. Wtedy wiedziałam, że Ray, bo tak miał na imię, pocałował ja po raz pierwszy. Od tego czasu ciągle gdzieś się wymykała, kłamiąc naszym rodzicom i resztę lata spędziła przyklejona do Ray'a. Po tym wszystkim nawet podziękowała twoim dziadkom, że ją tu przywieźli. Mieli niewielkie pojęcie, co się dzieje, ale nie uważali, że to coś złego - oczy Jenny straciły wyrazistość. - Wydawała się taka szczęśliwa, taka zakochana. Za każdym razem, gdy wracała ze spotkania z nim, na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. Ray był jej pierwszą miłością, a może nawet jej pierwszym pocałunkiem, a ona była zbyt zaangażowana, aby zwrócić uwagę na ostrzeżenia rodziców Ray'a i naszej matki, gdy zdali sobie sprawę, jak bardzo to było poważne. Staraliśmy się, by zobaczyła, że ten chłopak nie był godny zaufania. Ale ona nikogo nie słuchała. Ray był przystojny i miał ten charakter bad boya, który dziewczyny tak kochają i sprawił, że twoja matka czuła się, jak księżniczka. Pamiętam jej łzy radości, gdy dał jej swój cenny nieśmiertelnik. Podobno powiedział: "Chcę, abyś to miała, kochanie". Dlatego byłam zdezorientowana, jak zobaczyłam podobny na twojej szyi. Zdziwiłabym się, gdyby twoja mama Ci go dała. Nawet nie wiem, czy ktoś poza naszą rodziną wie o Ray'u.
                Moje usta były otwarte szeroko ze zdumienia. Nie mogła mówić o Kate Reed aka mojej mamie. Wymykanie się, kłamanie rodziców i zakochiwanie się w niebezpiecznym chłopaku, który daje jej swój nieśmiertelnik. Brzmiało to, jak wersja mojego życia osadzona w latach osiemdziesiątych.
                - Ma go jeszcze? Mam na myśli nieśmiertelnik - zapytałam z roztargnieniem, bawiąc się swoim między palcami.
                - Szczerze mówiąc, byłabym zdziwiona, gdyby go wyrzuciła. Był to czas w jej życiu, kiedy widziałam ją najszczęśliwszą, więc pewnie chce go zachować na pamiątkę.
                Najszczęśliwsza? A teraz?
                - Co się stało z Ray'em? - Byłam niecierpliwa, aby dowiedzieć się, jak to się skończyło, choć mogłam domyślić się po wyrazie twarzy ciotki i po tym, że mama była teraz w związku małżeńskim z moim tatą.
                - Kiedy lato się skończyło, każdy musiał iść własną drogą. Ray obiecał zadzwonić do mamy, ale nawet nie odpowiadał na jej listy, a później dowiedziała się od znajomego, że Ray spotyka się z kimś innym. Prawdopodobnie inną niewinną dziewczynę, która dała się nabrać na jego sztuczki. Kate była załamana - jej głos był pełen nienawiści do mężczyzny, który doprowadził jej siostrę do płaczu. - I wtedy się zmieniła. Zbudowała wokół siebie mur. Skończyła ostatni rok liceum bez umawiania się z żadnym chłopcem. Stała się zimna i poważna, a następnie przeniosła się do Nowego Jorku i chyba znasz resztę - Klasnęła dłońmi w uda, gdy skończyła i odetchnęła, jakby zrzuciła z ramion ogromny ciężar.
                Wciąż się wahałam. Nie mogłam uwierzyć w te wszystkie rzeczy o mojej mamie. Gdybyście ją spotkali teraz, historia o zakazanej miłości byłaby ostatnią rzeczą, o jaką moglibyście ją podejrzewać.
                - Myślisz, że ona nadal kocha Ray'a? - Nagle wpadłam w panikę. Co jeśli ona teraz nie była szczęśliwa, z moim tatą, ze mną i moim rodzeństwem? Co, jeśli nigdy nie będzie w stanie zapomnieć swojej pierwszej miłości?
                Jenna prychnęła, jakbym zapytała ją o najbardziej szaloną rzecz.
                - Brooklyn, minęło dwadzieścia siedem lat. Twoja matka pewnie nawet go już nie pamięta, a teraz ma rodzinę, o której zawsze marzyła.
                - Ale powiedziałaś, że była najszczęśliwsza, gdy była z Ray'em.
                - To było zanim poznała twojego ojca i zakochała się ponownie. Tak to właśnie działa, kochanie. Niektóre związki nie trwają długo, ale zawsze jest ktoś, kto czeka na ciebie na końcu długiej drogi. Wiem, że nie jestem najlepszym przykładem udanej historii miłosnej, ale zakochiwałam i odkochiwałam się kilkakrotnie, skarbie. Takie jest życie - wyjaśniła uprzejmie, biorąc mnie za rękę.
                Ale ja w to nie wierzyłam. Nie wierzyłam, że moja mama potrafiłaby zapomnieć o Ray'u. Może myślała codziennie o tym, co by było, gdyby jej nie zostawił. Ja bym tak zrobiła. Gdyby Justin złamał mi serce, zważywszy na to, jak bardzo go kocham, wiem, że nigdy bym o nim nie zapomniała. Może by mi przeszło, ale nigdy nie wymazałabym go z pamięci. Nie po tym, jak moje życie zmieniło się z jego powodu i tak wiele rzeczy by mi o nim przypominało. Nie mogłabym nawet chodzić po mieście, nie widząc go na stacjach metra, w Central Parku, na moście z graffiti, na dachu wieżowca, na boisku do koszykówki... Może dlatego moja matka przeniosła się do Nowego Jorku, ponieważ wszystko w Tennessee przypominało jej o Ray'u.
                - I ona teraz myśli, że Justin zrobi to samo mnie? - Zapytałam, nagle rozumiejąc, dlaczego była do niego trochę zdystansowana.
                - Ona nie chce, abyś cierpiała - powiedziała delikatnie Jenna. - Naprawdę mam nadzieję, że się myli. Justin wygląda na wspaniałego faceta i wydaje mi się, że naprawdę jest w tobie zakochany. Kate po prostu boi się, że też będziesz mieć złamane serce.
                Myślisz, że związek mój i Justina przypomina mojej mamie jej własny związek z Ray'em? Chciałam zapytać, ale nie zrobiłam tego, ponieważ gdyby to była prawda, poczułabym się okropnie, że ranię swoją mamę.
                - Ona próbuje ci zaufać, a zwłaszcza jemu najlepiej, jak może i dlatego chce się z nim spotkać, by zobaczyć, że on naprawdę się tobą nie bawi - dodała Jenna, uśmiechając się do mnie. - Chce mu dać szansę, ale musisz ją zrozumieć.
                Teraz jej słowa "znam chłopców takich, jak on" nabierają sensu. Wyrwałam się z zamyśleń, przez co ledwo usłyszałam, co powiedziała Jenna.
                - Wiem. Teraz rozumiem.


Justin

                - Wyglądam śmiesznie - stwierdziłem, patrząc na swoje odbicie w lustrze w łazience.
                Właśnie skończyłem układać włosy, ale to nie było problemem, wyglądały tak doskonale, jak zawsze. Problemem był garnitur, który miałem na sobie. Wyglądałem, jakbym szedł na pogrzeb lub wesele i był niewygodny, zbyt ciasny w stosunku do ubrań, które zwykle nosiłem.
                - Bzdura - machnęła ręką moja mama, stojąc za mną. Ledwo mogłem zobaczyć ją w lustrze, ponieważ moje ciało ją zasłaniało. - Wyglądasz niesamowicie - zajrzała mi ponad ramieniem, rozpromieniona i przez chwilę pomyślałem, że zacznie płakać - Nigdy bym nie pomyślała, że dożyję chwili, w której będziesz ubrany tak elegancko.
                Przewróciłem oczami.
                - To mi się nie podoba - powtórzyłem, czując, że może jak powtórzę to wystarczającą ilość razy, to garnitur zniknie i będę mógł wrócić do moich opadających dżinsów i koszulek.
                - Czemu nie? Pasuje idealnie - powiedziała moja mama, ciemną szmatką wygładzając zmarszczkę powstałą na moim ramieniu. - Dobrze, że mogliśmy poprawić garnitur twojego ojca, abyś mógł go włożyć.
                Zignorowałem ją, choć wiedziałem, że naprawdę na mnie pasuje.
                - A ten krawat mnie dusi - narzekałem, przebiegając palcami po czerwonym materiale krawatu, który wybrała Brooklyn i próbowałem go nieco poluzować, bym mógł oddychać.
                - Wiesz, jak na dziewiętnastolatka, strasznie dramatyzujesz - ujrzałem w lustrze twarz Jazmyn, kiedy przechodziła krzywiąc się w moją stronę.
                - Zamknij się, dzieciaku - odparowałem, mrużąc na nią oczy.
                Sapnęła głośno.
                - Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał, wiesz, że tego nienawidzę.
                - Dlatego tak mówię - odpowiedziałem dziecinnie, uśmiechając się sztucznie do lustra.
                Mama pokręciła głową na naszą bezcelową i niedojrzałą kłótnie.
                - Nieważne - powiedziała Jazmyn, typowym udającym obojętność tonem. - Wyłaź, muszę zrobić makijaż.
                - Musisz poczekać, aż skończę układać włosy - udałem, że skupiam się na poprawianiu mojej fryzury, ale kogo ja chcę oszukać? Każdy włosek był na swoim miejscu. W świetle wyglądały nawet na jaśniejsze, niż normalnie.
                - Twoje włosy są już gotowe - jęknęła, tupiąc nogą w podłogę i zwróciła się do mamy, która wciąż sprawdzała, czy moja marynarka idealnie leży. Ale to, że wyglądała na mnie znakomicie to zasługa mojego ciała, a nie garnituru. - Pattie, każ mu wyjść - Jazmyn pociągnęła za rękaw koszuli mamy.
                - Ile ty masz lat? - Zakpiłem, wciąż przeglądając się w lustrze.
                Wyglądałem, jak jeden z bogatych biznesmenów z Manhattanu. Może nawet polubię to, jak wyglądam. Brooklyn będzie pod wrażeniem, to na pewno. Mimo, że już wiedziała, jaki jestem seksowny. Sama to powiedziała.
                - Justin - powiedziała moja mama, komentując naszą bratersko-siostrzaną rozmowę jedynie westchnieniem. Kiedy nie zamierzałem się ruszyć, dodała. - Justin Drew - uniosła groźnie palec i wskazała na mnie.
                To był sygnał dla mnie, do wyjścia. Kiedy użyła mojego drugiego imienia, wiedziałem, że mówi poważnie. Mimo to, przewróciłem oczami. Wiedziała, wszyscy wiedzieli, że nienawidzę być nazywany "Drew". Drugie imiona są bez sensu, moim zdaniem, zwłaszcza, gdy dzielisz je ze znaną aktorką.
                - Pospiesz się, musimy wyjść za dwadzieścia minut - rzuciłem do Jazmyn, opuszczając łazienkę.
                Było tam za mało miejsca dla dwóch osób, co dopiero trzech. Wydała z siebie dziecinny odgłos, coś w stylu "nanana", zanim wyszła z łazienki po swoją kosmetyczkę. Nie wiem, dlaczego dziewczyny potrzebują nałożyć na swoją twarz tyle badziewia.
                - Postaraj się nie wyglądać, jak lalka, siostrzyczko - dodałem, przed pójściem do swojego pokoju.
                Usłyszałem, jak mruczy z rozdrażnieniem, przed trzaśnięciem drzwiami. Kochałem drażnić ją tak samo, jak ona mnie.
                Kiedy wróciłem do mojego pokoju, sam siebie zaskoczyłem, grzebiąc w szufladzie w poszukiwaniu paczki papierosów. Kiedy ją znalazłem, zauważyłem, że zostały tylko trzy papierosy. Nie paliłem dużo w ciągu ostatnich dwóch tygodni, więc zupełnie zapomniałem kupić nową. Chwyciłem fioletową zapalniczkę i przyłożyłem papierosa do ust, zapalając go. Rzuciłem zapalniczkę na stolik obok okna, które po chwili otworzyłem. W przeciwieństwie do większości ludzi, którzy nienawidzą zimowego chłodu, ja lubiłem wrażenie, jakie dawało zimne powietrze w chwili zetknięcia się ze skórą. Była Wigilia i na ulicach zalegała cienka warstwa śniegu, większość roztopiła się pod rozgrzanymi oponami samochodów. To był jeden z powodów, dla których nie lubiłem zimy. Zimno było okej, ale śnieg był obrzydliwy w Nowym Jorku, brudny i śliski, na dodatek dużo padało. Inaczej było w Stratford. Miasto nie było zbyt duże i zawsze było wystarczająco dużo śniegu, by można było lepić bałwana na podwórku, lub robić aniołki. Kiedyś spędzaliśmy święta Bożego Narodzenia w domu mojego dziadka, nawet miałem tam kumpli, Ryana, Chaza, Nolana... Ale ostatniej zimny, gdy tam pojechaliśmy miałem czternaście lat i wszystko się zmieniło. Od tamtego czasu nie byłem z nimi w kontakcie, ani z nikim ze Stratford. Wiedziałem, że mama dzwoni do dziadków od czasu do czasu, ale nie odwiedzała ich ponad rok. Oni sami nigdy tutaj nie przyjechali, tylko wtedy, gdy moi rodzice się pobrali, a ja byłem jeszcze w łonie matki. Dbali o Jazmyn i Jaxona, ale nie sądzę, bym mógł powiedzieć to samo o sobie. W ciągu czterech lat nie próbowali nawet ze mną porozmawiać, więc myślę, że to mówi samo za siebie. Na szczęście smutny bieg moich myśli został przerwany, gdy ktoś wszedł do mojego pokoju.
                - Nie jest ci zimno? - Rozpoznałem głos swojego ojca.
                Pokręciłem głową, nie odwracając się i wypuszczając smugę dymu. Otwarcie okna miało również niwelować zapach tytoniu.
                - Wiem, że palisz, jeśli to właśnie próbujesz ukryć - zaśmiał się, zamykając za sobą drzwi i podchodząc do mnie.
                Wiedziałem, że moi rodzice wiedzą, że palę ale wciąż dziwnie było robić to przed nimi. Mama po raz pierwszy przyłapała mnie z papierosem, gdy miałem szesnaście lat. Dała mi tygodniowy szlaban, ale gdy zdała sobie sprawę, że uciekam z domu, gdy tylko mam możliwość, dała za wygraną. To był etap mojego życia, kiedy myślałem, że buntowanie się jest fajnie i sprawiałem wtedy rodzicom wiele trudności. Zaskakiwało mnie, że nadal mnie kochali, jakbym był dobrym synem.
                - Wiesz, też kiedyś paliłem, ale Pattie zmusiła mnie do rzucenia, kiedy się urodziłeś - powiedział tata, gdy skończyłem papierosa i rzuciłem niedopałem na zewnątrz. - Powiedziała, że to nie jest dobre dla dziecka i nie chciała byś widział, że pale, bo mógłbyś mnie naśladować.
                - Nigdy tego nie widziałem - powiedziałem, zamykając okno.
                To była prawda. Dopiero dziś dowiedziałem się, że mój tata w ogóle palił.Słońce już zachodziło, a na niebie była mieszanka pomarańczu, różu i błękitu, chmury rozrzucone były tu i tam. Kiedy się odwróciłem, mój ojciec nie patrzył na mnie, ale na ulicę, opierając się o ścianę.
                - Nie, żeby to coś zmieniło - myślałem, że powiedział to z wyrzutem, ale jego głos nie był surowy.
                - Brooklyn też chce, bym rzucił palenie - powiedziałem, kucając by wyjąć coś, co miałem w najniższej szufladzie.
                - W końcu jej posłuchasz. Kiedy kochasz kobietę, dajesz jej sporą władzę nad swoimi decyzjami - kiedy wstałem, tata gładził palcami grzbiet książki, którą miałem na półce z cegieł.
                Były to głównie te, które miałem przeczytać do szkoły. Już ich nie czytałem, choć tak na prawdę, wcale nie przeszkadzało mi czytanie ich. Kiedy dorastasz widząc tak wiele złych rzeczy, dobrze jest czasem oderwać się od rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że to jest pierwsza poważna rozmowa z Jeremym, odkąd wrócił.
                - Wiem, już tego doświadczyłem - pomimo tego, że powinien mi przeszkadzać fakt, że Brooklyn ma tak wielki wpływ na moje życie, uśmiechnąłem się. Nie palę trawki od dnia w którym ona po raz pierwszy spróbowała i od miesiąca niczego nie ukradłem, nawet paczki gum. Zarabiałem swoje własne pieniądze, nie do końca we właściwy sposób, ale był to jedyny, który znałem. To nie tak, że naglę mogę zostać prawnikiem, czy kelnerem. Ledwo przeszedłem ostatni rok w liceum.
                - Denerwujesz się? - Zapytał, wskazując brodą na mój garnitur, odnosząc się do tego, co czeka mnie tego wieczoru.
                - Trochę - przyznałem. Myślę, że dlatego zapaliłem, to mnie zawsze relaksowało.
                - Nie powinieneś.
                - Łatwo powiedzieć - parsknąłem lekko. - Nie widziałeś jej ojca - nigdy nie widziałem go osobiście, ale na podstawie tego, co mówiła mi Brooklyn i widząc go z daleka, miałem jakieś podejrzenia.
                - Więc masz więcej powodów, by być wyluzowanym i spokojnym - poradził. - Jeśli wyczuje, że jesteś spięty, będzie podejrzewał, że coś jest nie tak. Ojcowie już tak mają, zwłaszcza jeśli chodzi o ich córki.
                I tak będzie coś podejrzewał, pomyślałem ale skinąłem głową. Wyciągnąłem telefon z kieszeni, by sprawdzić godzinę - nadal nie wiem, po co nosze zegarek - i zauważyłem, że mam nową wiadomość.

Nie mogę się doczekać, by zobaczyć Cię w czerwonym krawacie.

                Uśmiechnąłem się. To był pierwszy prawdziwy esemes, który dostałem od Brooke w ciągu tygodnia i który nie był o możliwych gafach lub rzeczach, których wypowiedzenie wszystko mogłoby zniszczyć. Była dziesięć razy bardziej zdenerwowana, niż ja, co tylko zwiększało szansę, że wszystko spieprzę do dziewięćdziesięciu pięciu procent. Ale muszę wypaść dobrze dla niej i zrobić wszystko, co w mojej mocy, by tak było.

**

                - Więc tak wyglądają szkoły na Upper East Side, hmm - Jazmyn postukała palcem w brodę, gdy stanęliśmy w dole kamiennych schodów prowadzących do liceum Brooklyn.
                To był budynek w wiktoriańskim stylu, wysoki na sześć pięter i zbudowany z cegły. Był brązowo-biały i wyglądał bardziej, jak pałac, niż zwykłe liceum, szczególnie z tymi wszystkimi niebieskimi światełkami, które go zdobiły i choinkami obok drzwi. Miały co najmniej dziesięć metrów wysokości, a ich gałęzie były przyozdobione złotymi i czerwonymi bombkami. Nie pamiętam zbyt dobrze tego budynku, ponieważ byłem tu tylko kilka razy, a teraz wyglądał jeszcze bardziej imponująco, niż otaczające go drapacze chmur.
                - Chyba tak - wciągnąłem głośno powietrze. To było to.
                - Wygląda jak Constance Billard w Gossip Girl - wzruszyła ramionami.
                Nie wiedziałem, o czym ona mówi, bo nie oglądałem tego serialu, ale ta szkoła to St. Jude. W razie zapomnienia, na ścianie widniała ogromna złota tabliczka z nazwą.
                - Dobrze, chodźmy - Jazzy wzięła mnie pod rękę i pociągnęła do przodu, byśmy wyszli po schodach.
                Były puste, z wyjątkiem dzieciaka bawiącego się swoim telefonem i rozmawiającej pary. Zaparkowałem na bocznej ulicy, bo ta już była pełna ekstrawaganckich samochodów, Ferrari i innych takich. Najwyraźniej dużo ludzi przychodziło na tę imprezę. Jazmyn wzmocniła uścisk na moim ramieniu. Miała trudności ze wspinaczką po schodach w swoich zabójczo wysokich szpilkach.
                - Dlaczego włożyłaś buty, w których nie potrafisz chodzić? - Zapytałem.
                Wydawało mi się to absurdalne, jak dziewczyny znosiły takie piekło po to, by dobrze wyglądać. Później będą ją boleć stopy, a wątpię by wzięła inną parę do swojej małej torebki, którą trzymała w drugiej ręce. Wiedziałem, że ona się jakoś nazywa, ponieważ słyszałem przemowę Brooklyn na temat różnych rodzajów kobiecych toreb, ale takie jednym uchem wpadają, a drugim wypadają. Mój mózg przetrzymuje tylko przydatne informacje.
                - Zamknij się, idę doskonale - odparła, odgarniając włosy to tyłu w arogancki sposób.
                Prawda jest taka, że wyglądała pięknie. Miała na sobie jedwabną, podkreślająca krągłości, szmaragdowo zieloną sukienkę, którą wybrała dla niej Brooklyn. Była szczupła tak, jak moja mama, choć Jazzy była wyższa. Jej włosy opadały w miękkich lokach, a Jazzy wydawała się podekscytowana swoim strojem, przynajmniej bardziej podekscytowana ode mnie. W końcu na co dzień nie mamy zbyt wielu okazji, by tak się ubierać.
                - Myślisz, że Brooklyn spodoba się prezent? - Zapytałem, przygryzając w niepewności wargę.
                Jazmyn spojrzała na mnie z otwartymi ustami.
                - Znowu? Mówię ci po raz czterdziesty siódmy, Justin, pokocha go - podkreśliła słowo "pokocha".
                Wciąż nie byłem pewien. To nie był duży prezent, ale nie była to sama karta na tatuaż. Naprawdę miałem nadzieję, że będzie miał dla niej takie samo znaczenie, jakie miał dla mnie gdy go kupowałem - jeśli to w ogóle ma sens.
                Gdy dotarliśmy do drzwi, Jazmyn westchnęła z zachwytu. Oddała swój biały płaszcz facetowi, który zabierał je przy wejściu, dając jej kartę, żeby mogła go odzyskać przed wyjściem. Wnętrze budynku było estetyczne, o wiele bardziej oświetlone, niż na zewnątrz i bardziej ozdobione. Dla mnie to było zbyt wiele, nie jestem fanem przepychu, ale Jazzy rozglądała się z podziwem, gdy szliśmy do miejsca, z którego dochodziła muzyka i rozmowy.
                - Wow, bogacze wiedzą, jak żyć - w tym przypadku myślę, że miała na myśli kilkudziesięciu uczniów i rodziców ubranych w czarne garnitury i krawaty i góry jedzenia starannie ułożone na stołach okrytych czerwonym obrusem.
                Powietrze pachniało czekoladą, serem i drogimi perfumami gości. Wydawało się, że jest więcej dorosłych, niż uczniów, ale Brooklyn powiedziała mi, że może przyjść rodzina i krewni. To podobno była tradycja szkoły. Szliśmy dalej w stronę czegoś, co wyglądało, jak sala gimnastyczna ozdobiona tak, by mogło odbyć się w niej przyjęcie. Mrużyłem oczy w poszukiwaniu znajomych twarzy, ale dostrzegłem tylko ciemnowłosą dziewczynę patrzącą na mnie. Nie rozpoznałem jej na początku, ale potem zobaczyłem jej oczy, brązowe i przenikliwe. Natasha, była najlepsza przyjaciółka Brooklyn. Wyglądała okropnie w swojej różowej, jak guma balonowa sukience, nie żebym kiedykolwiek uważał ją za ładną, i wydawało się, że patrzyła na mnie z ostrzeżeniem w oczach. Pokręciłem głową, odwracając spojrzenie od tej wariatki.
                - Justin, tu jest bosko - powiedziała powoli Jazzy. - Powinnam była się tutaj urodzić.
                Przewróciłem oczami, co robiłem dość często, gdy moja siostra była w pobliżu. Podoba jej się tylko ze względu na jedzenie i mnóstwo chłopaków w jej wieku. Jestem pewien, że będę musiał pilnować ją całą noc. Wreszcie znalazłem znajomą twarz, pośród wszystkich nieznajomych, a raczej ona znalazła mnie, idąc w naszą stronę.
                - Hej Justin - Blake przywitał mnie męskim uściskiem. Próbowałem wyglądać na wyluzowanego przed jego przyjaciółmi, którzy patrzyli na nas z pewnej odległości, prawdopodobnie zastanawiając się, kim jesteśmy.
                - Hej - poklepałem go po plecach.
                - Kto to jest? - Zapytał, mając na myśli Jazmyn, ale zanim zdążył nawet dokończyć zdanie, ona się odezwała.
                - Niech zgadnę, jesteś bratem Brooklyn, prawda? Macie takie same oczy. Jestem Jazmyn, siostra Justina - podała mu dłoń.
                Blake wyglądał na zdumionego.
                - Tak - powiedział ostrożnie, ściskając jej dłoń. - Jestem Blake.
                - To Twoi przyjaciele? - Wskazała na grupę dziewcząt i chłopców, którzy przyglądali się nam z ciekawością.
                - Tak, a co? - Blake wydawał się nieco przerażony moją siostrą, ale ona taka właśnie jest: mówi bardzo szybko, niemal skacząc przy tym. Nie mogłem powstrzymać śmiechu z powodu jej spontaniczności.
                - Możesz iść poszukać Brooklyn, Justin. Zostanę z Blakiem - zwróciła się do niego z uśmiechem, jakby odważył się sprzeciwić. - Powodzenia, tak w ogóle - mrugnęła do mnie, ściskając moją dłoń, zanim pociągnęła zaskoczonego Blake'a w drugą stronę. Podejrzewam, że kilku jego kolegów zwróciło jej uwagę i  nie będzie chętna do wyjścia. Trochę było mi żal Blake'a, ale przypuszczam, że on i Jazzy i tak się zaprzyjaźnią.
                Kiedy poszli, udałem się przed siebie w stronę nieznanych mi osób. Kusiło mnie, by wziąć kieliszek wina, piwa lub czegokolwiek, ale nie byłem pewien, czy wywarłbym dobre wrażenie na rodzicach Brooklyn, gdybym na nich teraz wpadł. Jej mama nie wydaje się taka surowa, ale jej ojciec... Plus muszą wiedzieć, że nie mam jeszcze dwudziestu jeden lat. Lepiej nie ryzykować.
Cały czas obawiałem się Ryana, starszego brata Brooklyn, miał tutaj być, ale do tej pory go nie widziałem.                 Mam nadzieję, że nie przyszedł, bo jego obecność w niczym nie pomoże, zwłaszcza gdyby zdecydował się wszystko wygadać, a modliłem się, by tego nie robił, nie wiem, nigdy. Po kilku minutach poszukiwań, dostrzegłem dziewczynę ubraną w bardzo jasną sukienkę, Kelsey. Obok niej była Brooklyn i inna laska, której nigdy wcześniej nie widziałem, ubrana dużo subtelniej. Gdyby Tyson zobaczył Kelsey, przeraziłby się. Nieznajoma dziewczyna dostrzegła mnie i trąciła łokciem Brooklyn, szepcząc coś do niej, zanim wszystkie trzy spojrzały w moją stronę. Kiedy Brooklyn mnie dostrzegła, jej oczy rozbłysnęły radośnie, a na twarzy pojawił się uśmiech. Powiedziała coś do swoich przyjaciółek, a one zrobiły jakieś gesty rękami. Nie słyszałem ich, ale założę się o sto dolarów, że to było coś typowo dziewczyńskiego, bo towarzyszyły temu chichoty.
                Zdecydowanie ruszyłem przez salę, aby spotkać się ze swoją dziewczyną w połowie drogi, ale prawie się zatrzymałem, gdy ponownie dostrzegłem denerwującą laskę, Natashę, patrzącą na nas z kata pomieszczenia. Jaki ona ma problem? Prawie wyglądała, jakby była tu sama, bez żadnych przyjaciół, choć musiała być popularna. W chwili, gdy Brooklyn do mnie dotarła, ona zniknęła, ale zostawiła dziwne wrażenie w powietrzy, jakby niewypowiedzianą groźbę.


Brooklyn

                Usiadłam przed lustrem mojej toaletki, w pełni ubrana i przypinałam kolczyk w kształcie w lewym uchu. Był to kryształ, który odbijał odbijał w półmroku mojego pokoju kolorowe refleksy - przed-bożonarodzeniowy prezent od cioci. Moje włosy opadały falami po prawej stronie głowy. Moja mama kazała mi tak zrobić, po tym, jak przypadkowo odkryła piercing w moim prawym uchu. Winiłam za to fryzjerkę. Która osoba piszczy na cały salon piękności: "Och kochanie masz piercing? Nie widziałam go wcześniej!" Na pewno tam nie wrócę. Nigdy. Zaklęłam cicho pod nosem, gdy mama westchnęła na krześle obok mnie, posyłając mi swoje mordercze spojrzenie. Fryzjerka posłała mi przepraszający uśmiech i posłuchała polecenia mojej matki, by zmienić pięknie upięte włosy w to, co mam teraz. Nie to, że mi się nie podoba, ale po prostu przeszkadza mi to, że mama próbuje kontrolować wszystko, co robię. Powinnam pomyśleć o konsekwencjach, zanim przebiłam ucho. Ciotka Jenna, która zdecydowała się dołączyć do nas w ostatniej chwili, śmiała się z rozdrażnienia mojej matki, mamrocząc coś w stylu: "przynajmniej sama nie przebiła sobie tego igłą", zanim mama uciszyła ją zimnym spojrzeniem. Miałam nadzieję, że to nie było to, o czym pomyślałam. Moja mama i piercing robiony samodzielnie? Wydawało się wysoce niemożliwe.
                Kiedy wstałam, podziwiałam całość. Ostatnimi czasy ubierałam się tak, by zaimponować Justinowi - jego opinia była jedyną, na której mi zależało, więc starałam się odpuścić sobie brokat i różowe rzeczy i włożyć coś bardziej dojrzałego. Przecież on był starszy ode mnie i sprawiał, że czułam się przy nim doroślej. We wcześniejszych latach ubierałam na przyjęcie bożonarodzeniowe delikatne sukienki w pastelowych kolorach, ale tego roku wybrałam dwuczęściową sukienkę - miała cienkie wycięcie między górą a spódnicą - czarną w białe kropki. Miałam dopasowane czarne szpilki i czerwoną kopertówkę, gdzie włożyłam swoje rzeczy. Miałam minimalny makijaż oczu, za to mocno zaakcentowane usta za pomocą krwistoczerwonej szminki, pasującej do mojej kopertówki i w tajemnicy do krawatu Justina.
                Zdecydowaliśmy na na udanie się do szkoły trzema samochodami - uczniowie mieli zarezerwowane miejsca na parkingu i mam zamiar pomieścić tam całą swoją rodzinę.
                - Mój samochód jest pełny, co za pech - udałam smutek. - Musisz pojechać z kimś innym, Ryan - Praktycznie wepchnęłam Blake'a, Tommy'ego, moją kuzynkę Tessę i Jennę do swojego samochodu, by Ryan dostrzegł jak bardzo nie chcę znajdować się w jego pobliżu.
                Nawet nie próbował mnie przeprosić, albo dać mi i Justinowi spokój, nawet wydawał się knuć coś przeciwko nam, więc nie miałam zamiaru udawać, że między nami jest wszystko w porządku. Po raz pierwszy w życiu nie ufałam swojemu bratu. Kiedy przyjechaliśmy na imprezę, każdy się rozdzielił. Moi rodzice poszli przywitać się z innymi dorosłymi, biorąc ze sobą ciotkę Jennę, wujka Billa i jego żonę Blythe. Ryana odgoniłam samym spojrzeniem, a po odprowadzeniu Tommy'ego do innych dzieci, które bawiły się w kącie, wzięłam Tessę pod rękę i ruszyłam w poszukiwaniu Kelsey. Blake znalazł grupę swoich przyjaciół, wśród których był Caleb, którego Jazmyn chciała tu spotkać. Kelsey wyglądała cudownie w jasnoniebieskiej sukience na cieniutkich szeleczkach, włosy miała upięte w uroczym niskim koku w stylu Taylor Swift. Tessa wręcz przeciwnie nie była taka dziewczęca. Była piękna, miała długie, złotobrązowe włosy i bursztynowe oczy, ale zajęło mi godzinę, by przekonać ją do jednej z moich sukienek, a nawet po tym wybrała prostą czerwoną z długimi rękawami i odmówiła włożenia obcasów. Miała szczęście, ze była wysoka, bo inaczej wyglądałaby przy mnie i Kelsey na dość niską. Do życia w małym Tennessee, Tessa nie potrzebowała makijażu i jedwabiów, wolała koszulę w kratę i kowbojskie buty. To tylko pokazuje, jak bardzo się różnimy, nie tylko w stylu ubierania, ale i z charakteru. Ona lubiła jeździć na swoim koniu o imieniu Wind, czytać książki i grać w baseball, a ja kocham zakupy, imprezy i plotkowanie z przyjaciółmi. Byłyśmy tak różne, ale traktowałyśmy się, jak siostry.
                - Więc Tyson w końcu nie przyszedł? - Zapytałam, gdy stanęłyśmy przy stole, na którym znajdowały się kanapki.
                - Nie chciał - powiedziała Kelsey, wydymając swoje różowe usta. - On nie chce mieć nic wspólnego z moją rodziną i szczerze mówiąc wolę, by tak było. Nie sądzę, by moi rodzice zaakceptowaliby nasz związek, więc lepiej niech tak zostanie.
                - Dlaczego by go nie zaakceptowali? - Zapytała Tessa. Była na bieżąco z moim życiem miłosnym, ale najwyraźniej z Kelsey nie. Byłam świadoma, że były przyjaciółkami, i czasami rozmawiały ze sobą, ale wątpię by robiły to zbyt często, sadząc po jej niewiedzy o Tysonie.
                - On jest czarny i pochodzi z Bronxu - wypaliła Kelsey, nie troszcząc się o słownictwo.
                - On też? - Teraz miała na myśli Justina.
                - Jest najlepszym przyjacielem Justina, mówiłam ci - uderzyłam ją żartobliwie w ramię.
                Tessa przewróciła oczami.
                - Mówiłaś mi tak dużo rzeczy o Justinie, że mój mózg nie był w stanie przyswoić tego wszystkiego.
                - Przesadzasz - mruknęłam, po czym się roześmiałam. Prawdopodobnie tak dużo jej o nim powiedziałam.
                - A co z jego rodziną? Znasz ich? - Tessa zapytała Kelsey. - podobno rodzice Justina są fajni - wzruszyła ramionami, odwracając się do mnie, aby powiedzieć. - Widzisz? Pamiętam to.
                - O nie - Kelsey prawie krzyknęła. - Rodzina Tysona jest szalona. Spotkałam tylko jego młodszego brata, a on jest zbokiem. Nie zamierzam się do niego zbliżać - przyłożyła dłoń do piersi, ukazując swoją stronę bogatej dziewczynki, którą ostatnio rzadko widziałam.
                Dla Tessy to wydawało się zabawne, bo zaczęła się śmiać.
                - To musi być coś nie tak z Nowym Jorkiem, bo chłopcy w Tennessee są normalni - w przeciwieństwie do swoich rodziców, Tessa nie miała mocnego akcentu, może przez nasze niekończące się rozmowy na Skype. Może mój nowojorski akcent przeszedł na nią.
                Rozmawiałyśmy jeszcze przez kilka minut, ale co jakiś czas zerkałam na zegarek, aby zobaczyć, która jest godzina. Justin będzie tu lada chwila i nerwy ponownie mnie opanowały, ściskając mój żołądek od środka.
                - Przestań się wiercić, działasz mi na nerwy - Kelsey chwyciła dłońmi moje nadgarstki, krzywiąc się.
                - Przepraszam, po prostu zbliża się ten moment - przygryzłam wnętrze policzka, nie chcąc zepsuć szminki na ustach, przez przygryzanie wargi, jak zawsze robię.
                Kelsey wzięła głęboki, uspokajający oddech, jakby przygotowując się do powtórzenia przemowy, którą powtarzała cały tydzień o tym, by nie martwić się tak bardzo, ale Tessa odezwała się pierwsza.
                - Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego tak się przejmujesz. Twój chłopak spotyka twoich rodziców, tak? - Łatwo było jej powiedzieć, bo jej rodzice byli wyluzowani i nie tak surowi, jak moi. Mój wujek Bill był przeciwieństwem mojej mamy, był właścicielem gospodarstwa rolnego na wsi. Większość czasu zazdrościłem mojej kuzynce wolności, choć nie mogłabym żyć na wsi. - Co się stanie, jeśli go nie polubią? To cię powstrzyma od spotykania się z nim? - Zasugerowała.
                - Nie, raczej nie - wyszeptałam. Wiem, że nie.
                - Więc przestań o tym rozmyślać - dodała Kelsey i ich niecierpliwe spojrzenia wystarczyły, by mnie trochę uspokoić.
                Tessa miała rację, co się stanie tej nocy, nic nie zmieni.
                - O Boże - wymamrotała do siebie Kelsey. - Nie patrz, ale Na te idzie w naszą stronę. Siniak już zniknął.
                Westchnęłam, coś pomiędzy lękiem, a ulgą. Dlaczego on idzie w naszym kierunku? Ale w końcu znikł mu siniak. Cholera, Justin musiał uderzyć go naprawdę mocno, skoro miał go tak długo. Kelsey odchrząknęła i uśmiechnęła się, gdy tylko Nate do nas podszedł.
                - Cześć dziewczyny - powiedział, jego usta próbowały wygiąć się w uśmiechu, ale wyszło mu kiepsko, gdy na mnie spojrzał.
                Odpowiedziałyśmy mu "cześć", ale niezbyt entuzjastycznie. Nie miałam pojęcia, dlaczego on w ogóle tu podszedł, to było dziwne.Wątpię, by znał Tessę, ale na szczęście nie miałam, jak ich sobie zapoznać, bo szybko poszedł dalej.
                - Cóż, to było niezręczne - stwierdziła Tessa, patrząc na mnie i na Kelsey. Ponownie westchnęłam z ulgą.
                - Nie powiedziałaś Justinowi o Nacie, prawda? - Kelsey uniosła na mnie brwi, chociaż doskonale znała odpowiedź.
                Pokręciłam lekko głową.
                - Nie wiem, jaką by to zrobiło różnicę, gdybym powiedziała, że Nate mnie przeprosił i, że rzeczywiście był we mnie zakochany trzy miesiące temu - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Jeśli już, to by mogło wszystko pogorszyć.
                Obie skinęły pogodnie głowami.
                - O wilku mowa, czyż to nie on? - Tessa wskazała miejsce niewidoczne z mojego punktu widzenia. Jednak, gdy Kelsey się odwróciła, miałam jasny obraz kogoś, ubranego w garnitur,jego ciemnoblond włosy były ułożone na żelu, a para piwnych oczu utkwiona w moich.
                - O. Mój. Boże - otworzyłam szeroko usta. Czy to naprawdę mój chłopak, który nosi złote naszyjniki, buty za kostkę i fullcapy? Moje oczy mnie nie zdradzały.
                - Cholera dziewczyno, nie przesadzałaś mówiąc, że jest seksowny - przyznała Tessa, posyłając mi dumny uśmieszek.
                Kelsey zaśmiała się tylko z naszych reakcji. Ona kiedyś powiedziała, że nigdy nie czuła do niego pociągu, ponieważ nie był w jej typie. Zbyt piękny, jak dla niej. Ja miałam dylemat, czy się z niej nabijać (Justin nie mógł nie być w Twoim typie), czy być wdzięczną, że nie muszę martwić się o to, że próbowałaby mi go odbić.
                - Zaraz wracam - mruknęłam z roztargnieniem, szczerząc się, gdy ruszyłam w stronę Justina. Zatrzymał się w połowie drogi, na jego twarzy pojawił się grymas, ale znikł tak szybko, gdy moja dłoń dotknęła jego twarzy.
                - Cześć.
                - Cześć - odpowiedział, a jego usta drgnęły w uśmiechu.
                Pochylił się i pocałował mnie słodko. W krótkim czasie tego pocałunku, poczułam smak nikotyny - znowu palił i w każdej innej sytuacji zwróciłabym mu uwagę - i jego ulubionej gumy miętowej. Pachniał dzisiaj woda kolońską, i założyłabym się o wszystko, że Pattie go tym popsikała. Nigdy tego nie lubił i zwykle pachniał żelem do ciała i Axe. Ale mimo to zawsze ładnie pachniał.
                - Ktoś dziś pięknie wygląda - powiedział, gdy odsunął się ode mnie i zakręcił mną dookoła, aby widzieć całość. W moim brzuchu wybuchło stado motyli.
                - A ktoś wygląda niezaprzeczalnie seksownie - odpowiedziałam uwodzicielskim głosem. - Powinieneś nosić garnitur częściej - zerknęłam na niego, gładząc palcami miękką teksturę krawata. Był idealnie zawiązany, najprawdopodobniej również dzięki Pattie. - Czerwony był zdecydowanie dobrym wyborem.
                - Też tak myślę - uśmiech Justina przerodził się w uśmieszek typu Jestem-seksowny-i-o-tym-wiem.
                - Gdzie jest Jazzy? - Zapytałam, chcąc rozpaczliwie opuścić temat seksownych rzeczach, nawet, gdy sama go zaczęłam. Nie było na to czasu.
                - Z Twoim bratem, Blakiem. Tak jakby poszła do jego znajomych - zachichotał Justin.
                Boże, on wygląda naprawdę dobrze. Jego włosy ułożone były doskonale, jak zawsze, a to, że był tak elegancko ubrany, sprawiało, że wyglądał jeszcze doroślej, rysy jego twarzy były wyraźniejsze. Jego oczy błyszczały w świetle.
                - Nawet wiem, czemu - powiedziałam, pamiętając o Calebie.
                Na pewno był wśród przyjaciół Blake'a. Właściwie, to sama jej o tym powiedziałam.
                Justin zmarszczył czoło.
                - Co wiesz? - Podejrzliwość była widoczna na jego twarzy.
                - Nic, czym musiałbyś się martwić - machnęłam lekceważąco ręką, drugą chwytając jego dłoń. - Więc - przygotowałam się, by zadać pytanie za milion dolarów. - Jesteś gotowy?

___________
*Heidi - film animowany z 1995 roku.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

114 komentarzy:

  1. Jeszcze nie przeczytałam ale i tak to kocham <333

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham kocham KOCHAM <3


    @luvmynika

    OdpowiedzUsuń
  3. @PatrycjaXx3
    BOŻE BOŻE KOCHAM CIE I TWOJE OPOWIADANIA , JESTEŚ NAJLEPSZA NIE CZYTAM NICZEGO INNEGO PRÓCZ TWOJEGO BLOGA *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. jezu, ale się stresuje mam nadzieję, że Natasha niczego nie wywinie i że wszystko pójdzie dobrze chociaż mam jakieś przeczucie, że będzie na odwrót, no ale czekam.. kocham cie shawty ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. czyli brooke ma to po mamie, że kręcą ją niegrzeczni chłopcy.. hahaha a to ci niespodzianka ;D nie spodziewałam się tego, serio :))
    czekam na nn i nie wiem czemu, ale trochę się strseuje tym spotkaniem Justina z rodzicami Brooklyn

    OdpowiedzUsuń
  6. fklfdkjdkjfdkjfdkfdfj v jdjkdfjfdiji CUDNY *_*

    OdpowiedzUsuń
  7. BOŻE BOŻE BOŻE ASCVGYUJNMK KOCHAM!
    @_fidelidad

    OdpowiedzUsuń
  8. genialne ndjksnajklvnfkklzmsnvadlknkljnla *-* JUŻ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIE NASTĘPNEGO xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Już się doczekać nie mnie kolejnego rozdziału ! *.*
    Rozdział jest cudowny jak zawsze zresztą < 33
    Bardzo dziękuję że dodałaś < 333

    OdpowiedzUsuń
  10. @nataliaabys
    awwwwwwwwwwww megaśny <3
    kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  11. brak mi słów. ♥
    kocham to, po prostu. ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zobaczyłam że jest nowy rozdział zaczęłam piszczeć. Kocham to opowiadanie i codziennie a nawet kilka razy dzwoniec sprawdzałam czy jest nowy. Jestem uzależniona :) już nie mogę doczekać się następnego c:

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zmenilam .. teraz zamiast @jszymichowska mam @NeverSayNevJB do nastepnego :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepsze tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny, kocham

    OdpowiedzUsuń
  16. cudowne *---------*

    ej co sie zbliża wielkimi krokami? xD
    haha

    świetnie tłumaczysz. kocham was obie jesteście cudowne *---*

    warto było czekać tyle na ten rozdział. ciekawe jak wypadnie spotkanie z rodzicami

    jxhsihsnxcnxbjaus

    czekam z niecierpliwością na nn

    @parusatcu

    <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham too ! Już chcę następny <33

    OdpowiedzUsuń
  18. Boze w takim monencie rozdzial sie skonczyl -.- ,swietny czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  19. *________* CUDOWNY <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowny, fantastyczny rozdział ! <333

    OdpowiedzUsuń
  21. boże ona ma wszystko w dupie... mogła by cię zacząć wywiązywać z obowiązków. A rozdział zbyt dużo nie wniósł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dupie to ona może mieć tylko takie teksty, jak twój. Poza tym, ona wciąż powtarza, że tłumaczenie to NIE JEST JEJ OBOWIĄZEK, więc ogar

      Usuń
  22. rozdział nfkndkfndkgn brak mi słów ♥ no i w końcu się pojawił, nie mogłam się doczekać ;) ciekawe jak wyjdzie rozmowa z rodzicami Brooke, lsfndj nie mogę się doczekać :D czekam niecierpliwie na następny hahah :) xx

    OdpowiedzUsuń
  23. qwjhhhdkgytrukhsg super. Czy wy też wczuwacie się w role Brooklyn? haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ona na serio przypomina mi siebie.tylko roznica miedzy nami jest taka,ze kolo mnie nie ma takiego justina ;p

      Usuń
  24. OMG. nie mogę się doczekać następnego,prosze dodaj go jak najszybciej , genialnie tłumaczysz Kocham Cię za to
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  25. O rany! Jakoś dziwnie się boję, że ktoś to spotkanie spieprzy! Oby nie Ryan lub ta cała natasha czy jak jej tam :P

    Uh uh czekam na następny :D

    @ameneris

    OdpowiedzUsuń
  26. ooo to teraz się będzie działo <3 ale nie spodziewałam się tego po mamie Brook...każdy ma swoje tajemnice ;) kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  27. Aaaaaaa , nie mogę się doczekać ! : D Czekam z niecierpliwością na to spotkanie ! : * Jesteście genialne . <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudo! <3 Czekam na kolejny! :D

    OdpowiedzUsuń
  29. cudowny hdjshjhkshdjkhffhfhvsfv
    czekam na kolejny hdgdfghgjsdgffhjgfhgjfd

    OdpowiedzUsuń
  30. Jfdhsueuwisdufydeuwfreuwiud WSPANIAŁY!! <33

    OdpowiedzUsuń
  31. O boże.. boję się, że Ryan będzie chciał wszystko między nimi zepsuć albo, że Justin już zna tatę Broke :cc
    Dziękuje za tłumaczenie! <3

    OdpowiedzUsuń
  32. hjtrieuhnuetrhgyr Justin dajesz mi 100 $ xD
    Hmmm mega, meeega
    Dziękujemy za przet kumaczenie <33
    @DreamJariana

    OdpowiedzUsuń
  33. Och..To jest takie...7mdghailhgasbf *-*
    + Justin musi wyglądać super seksownie w tym garniturze i czerwonym krawacie ;3
    Zapraszam na bloga
    swagonyou69.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  34. Gsjsvsjsh!! Kocham to! Chce następny <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Mamzmieniona nazwe z @OlaZator na @mistakekidrauhl

    OdpowiedzUsuń
  36. Powie mi ktoś CO ZBLIŻA SIĘ WIELIMI KROKAMI ? :)) Rozdzał super ! Kocham to opowiadanie <33

    OdpowiedzUsuń
  37. proszę cię tak ładnie. dodaj następny. proszę.

    OdpowiedzUsuń
  38. jhsdfidsaufhadsufhadsu ta końcówka <3

    OdpowiedzUsuń
  39. tak bardzo kocham to ff, jest cudowne, a wy cudownie tłumaczycie, rozdział strasznie ciekawy, a sądząc po tytułach noywch rozdziałów szykuje się jakaś drama i już się nie mogę doczekać ufheuhrfdu +dziękuje że przetłumaczyłaś ten rozdział<3

    OdpowiedzUsuń
  40. omb.superancki rozdzial.a justin na serio extra wyglada w garniaku.az mi sie goraco zrobilo.ciekawa jestem co w kolejnym.czuje,ze bedzie jakas drama z jej ojcem ;p

    OdpowiedzUsuń
  41. O.MOJ.BOZE!!! Boooooosko!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetny rozdział. Nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału.Będzie drama o prezent Justina dla Brooklyn.hihi

    OdpowiedzUsuń
  43. On musi sobie z nimi poradzić, ale oby się nie zdenerwował czy cos

    OdpowiedzUsuń
  44. wspanialy rozdzial :))
    czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  45. Kocham i do nn, jestem wdzieczna dziekuje ze to tlumaczycie

    OdpowiedzUsuń
  46. CUDNE! Już się nie mogę doczekać nn ^^ Świetnie tłumaczysz ;)
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  47. rozdzial super jak zawsze boję się tylko że rodzice Brooklyn nie polubią Justina.. a co miałas na myśli mówiąc że zbliża się to na co wszyscy czekaliśmy ?? nie wiem o co chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło jej o to, że ci co czytają od początku, to nie mogą się doczekać by dowiedzieć się skąd Justin zna Ryana i czemu nie chciał o tym powiedzieć Brooke. Tak mi się wydaje :D

      Usuń
  48. Cudowny rozdział<3 już się doczekać nie mogę następnego tłumaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  49. świetny rozdział ! czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  50. Super rozdial ! <3 Jak mozesz informuj mnie o kolejnym @widzewitsmylife . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  51. GRRRRRR !!! CZEMU.AKURAT.W.TAKIM.MOMENCIE. !!!!!!!
    EHH ALE ŚWIETNIE TŁUMACZYSZ KOCHANIE <333 CZEKAM NN ^^

    OdpowiedzUsuń
  52. Cudowny rozdział !!! Nie mogłam się go doczekać

    OdpowiedzUsuń
  53. nieziemski rozdzial <3 nie moge doczekac die momentu jak Justin pozna sie z rodzicami Brook ^_^

    OdpowiedzUsuń
  54. to jest prze-kurwa-zajebiste. :D wspanialy rozdzial. zapewne
    bedzie sie dzialo i czuje ze ryan wkroczy do akcji... nwm jak wytrzymam do nn ! kocham was i to tlumaczenie :*

    OdpowiedzUsuń
  55. Mam przeczucie że coś się stanie na tym balu... Tylko nie wiem co.. No nic kocham to i czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  56. Nominowałam Cię do Versatile Blogger Award :)

    http://opowiadania-fanfiction-o-harrym.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  57. Genialny! <3
    nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! *.*

    OdpowiedzUsuń
  58. <3 kocham !! *_*

    OdpowiedzUsuń
  59. idealny rozdział *-* jestem strasznie ciekawa co będzie dalej x

    OdpowiedzUsuń
  60. Cudowny *.* Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  61. Wyczuwam dramę
    Zgaduję, że popsuje te spotkanie Ryan lub Natasha
    Boję się następnego rozdziału :(

    OdpowiedzUsuń
  62. Kurcze mam przeczucie, że coś pójdzie nie tak :c
    Kocham was dziewczyny dziękuje, że tłumaczycie to opowiadanie <3 !

    ILYSM ♥

    OdpowiedzUsuń
  63. Uwielbiam !!!!!!!! Coś będzie z tym Rayanem :/ będzie niedługa duuuuża drama,cos mi sie wydaje że po czesci moze Brooklyn powielic historie matki ale potem bedzie lepiej bo Justin bedzie walczył :) tak mysle
    Czekam z niecierpliwoscią na kolejne :) Dziękuje że tłumaczycie, jesteście wielkie !

    OdpowiedzUsuń
  64. Kocham to...nie mogę się doczekać ich spotkanie i chcę w końcu wiedzieć o co chodzi pomiędzy Justinem a Ryanem i nie przypuszczałam że Brook jest jak jej mama w młodości :) kocham B.R.O.N.X i chcę mieć takiego chłopaka jak Justin. <3 plisss informuj mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny jaka ze mnie gapa :P zapomniałam podać swoją nazwę tt :) @annie_pilch

      Usuń
  65. Świeeetne <33! Nie mam pojęcia jak może potoczyć się to spotkanie :D

    OdpowiedzUsuń
  66. kc ten rozdzial no

    OdpowiedzUsuń
  67. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  68. niesamowite, po prostu gsvsdgvddvgv ♥ KOCHANE ZAKOCHAŃCE, byleby wszystko się dobrze ułożyło ;c ;**

    OdpowiedzUsuń
  69. ,,Poza tym, wielkimi krokami zbliża się to, na co większość z Was czeka od początku'' TO, TOTZN CO?

    OdpowiedzUsuń
  70. Nie wiem co pisać bo juz chyba wszystko co możliwe pisalam w innych komentarzach xD
    KOCHAM <3

    @MyChoiceLeks

    OdpowiedzUsuń
  71. AAAAAAAAAAAAAAAAA.............KOCHAM DODAJ DZIŚ PROSZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  72. KOCHAM!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  73. świetny masz :) Majka xx

    OdpowiedzUsuń
  74. Suuuuuuper ;) kiedy nastepny???

    OdpowiedzUsuń
  75. cudowne! <3 ciekawa jestem tego spotkania i wgl co to będzie.
    wyobrażam sobie jak wygląda Justin w garniaku i czerwonym krawacie to musi być widok nieziemski hihi
    @kasq_00

    OdpowiedzUsuń
  76. @SwaggBelibers14 po informujesz mnie o nn ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  77. Hahaha, niby dzisiaj rozdział pewnie nie wstawisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo ty wiesz co ja zamierzam zrobić. Szkoda tylko, że takie zarzuty to tylko lecą z anonima ;D

      Usuń
    2. nie mam tu konta a nie będę go zakładała, żeby nie pisać tu z anonima c:

      Usuń
  78. TWÓJ BLOG ZOSTAŁ NOMINOWANY DO THE VERSATILE BLOGGER. Więcej informacji znajdziesz na moim blogu: http://fromthemomentimetyoueverythingchanged.blogspot.com/ , dlatego serdecznie zapraszam.
    Sorry za "spam"

    OdpowiedzUsuń
  79. hej miśku kiedy nastepny?

    OdpowiedzUsuń
  80. Super <3 Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  81. Shawty jesteś boska :) kocham to ♥

    OdpowiedzUsuń
  82. Jejku jejku jejku trzyma w napięciu :D

    OdpowiedzUsuń
  83. Świetne ! :D <3 /aleksandrabrooks

    OdpowiedzUsuń