39. Unapologetic

Brooklyn

                Obudziłam się rano, a promienie słoneczne drażniły moje oczy. To tak, jakby mieć zamknięte oczy w oświetlonym pokoju. Nie widzisz ciemności. Nic nie widzisz, ale wiesz, że tam gdzieś jest światło, ponieważ Twoje oczy przykrywa żółtawa otoczka. I to jest bardzo denerwujące. Odwróciłam się z dala od światła, jęcząc nieświadomie. Jednak znalazłam się w pułapce między parą ramion, które luźno, ale pewnie obejmowały moje ciało. Justin chrapał cicho obok mnie, miał rozchylone usta, a oczy zamknięte. Blokowałam mu światło swoją głową, dlatego wciąż spał. Uśmiechnęłam się na widok tak spokojnie i niewinnie wyglądającego chłopaka. Chciałam sięgnąć dłonią i przeczesać jego niesforne włosy. Były bardziej blond niż wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, a przynajmniej dla mnie wyglądały na jaśniejsze. Miał kilka pieprzyków porozrzucanych po całej twarzy, co dawało mu słodszy wygląd. Szczególnie podobał mi się ten pod lewym okiem. Jego rzęsy - których mogła pozazdrościć mu każda dziewczyna przez to, że były takie długie i gęste - rzucały delikatne cienie na jego policzki. Kołdra zsunęła się z jego ramion aż do łokci. Ponieważ leżał bokiem, miałam dobry widok na tatuaż na jego lewej łopatce. Był to Indianin, ale jeszcze nie wiedziałam, jakie ma dla niego znaczenie. Justin poruszył się we śnie, przytrzymując mnie mocniej w talii. Byłam zaskoczona w chwili, gdy podniosłam kołdrę sprawdzając, czy byliśmy nadzy. Miałam jednak na sobie koszulkę Justina, a on miał bokserki. Więc to wszystko się wczoraj wydarzyło, to nie był sen. Na mojej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech, moje policzki zaróżowiły się delikatnie, kiedy przypomniałam sobie, że kochałam się z Justinem i jakie to było wspaniałe.
                Wzdychając z zachwytu, ostrożnie odwinęłam jego ręce ze swojego ciała i wstałam z łóżka, wiedząc, że już nie zasnę. Justin zmarszczył twarz, kiedy dotarły do niej promienie słoneczne. To było takie słodkie, że z trudem powstrzymałam chichot. Ale za to zrobiłam zdjęcie. Idąc powoli na palcach, zasunęłam zasłony, o których zapomnieliśmy wczoraj, spowijając pokój w ciemności. Rzuciłam okiem na budzik, by dostrzec, że jest już jedenasta przed południem, czyli moja mama najprawdopodobniej już wstała. Nawet gdy idzie spać o trzeciej nad ranem, po ciężkim dniu pracy, budziła się nie później, niż o ósmej. Zaskakiwała mnie. Byłam pewna, że słyszałam więcej, niż jeden głos w drugim pokoju. Poczułam lekki, ale znośny ból między nogami w chwili, gdy podniosłam się z łóżka, ale starałam się go ignorować. Wzruszając ramionami, weszłam do łazienki, by wykonać poranną toaletę. Starałam się być tak cicho, jak tylko możliwe, ale najwyraźniej to mi się nie udało.
                - Hmmm - gardłowy jęk uciekł z ust Justina, gdy zamrugał powiekami. Stałam nieruchomo w drzwiach łazienki, by zobaczyć, czy zaśnie na nowo. - Która godzina? - Wymamrotał, przecierając pięściami oczy i przeciągnął się na łóżku, jak królewna.
                - Czas by wstać, Śpiąca Królewno - zanuciłam, wskakując na niego na łóżku.
                Tymczasowo założyłam bieliznę, bo planowałam jeszcze wziąć prysznic tak szybko, jak to będzie możliwe. Justin zaśmiał się, jeszcze nie w pełni rozbudzony. Udało mu się wyplątać nogi z kompletnie splątanej z kołdry, a przede mną ukazał się jego nagi tors. Przez chwilę podziwiałam widoki, przesuwając wzrok w dół jego brzucha.
                - Obczajasz mnie tak wcześnie rano? - Justin zerknął na mnie, z zarozumiałym uśmieszkiem na ustach.
                Przechyliłam głowę na bok, zaciskając usta i mrużąc oczy.
                - Wiem, że patrzyłaś na mnie, jak spałem - dodał, tłumiąc uśmiech.
                - Nie patrzyłam - zaprzeczyłam żartobliwie, schodząc z jego brzucha i zwlekając się z łóżka po raz kolejny. To niemożliwe, by widział mnie wcześniej, był zupełnie nieprzytomny. - Tak w ogóle, to musisz już iść - poinformowałam go, biorąc świeżą bieliznę z szuflady i jakieś ciuchy na co dzień. - Moja rodzina już wstała.
                Justin zaśmiał się z mojej szczerości.
                - Dzień dobry tobie również - jego głos był bliżej, niż się spodziewałam, co mnie zaskoczyło. Odwróciłam się, uwięziona między komodą, a ciałem Justina. Przygryzłam wargę, patrząc na niego spod rzęs. Od ostatniej nocy czułam się mniej niepewna, a bardziej śmiała, choć pewnie będę się nadal rumienić, gdy nazwie mnie księżniczką. - Podoba mi się ten stanik - jego oczy wpatrywały się w mocno różowy biustonosz Victoria's Secret, który trzymałam w dłoni razem z pasującymi majteczkami i dużym kremowym swetrem. - Majtki też, choć sweter nie jest tak naprawdę potrzebny...
                Przerwałam mu, zamykając jego usta kciukiem i palcem wskazującym, zanim pchnęłam lekko jego pierś, by się cofnął. Nie zapominajmy, że był w samych bokserkach.
                - Zamknij się. Nawet mnie w tym nie zobaczysz.
                - Niestety - spuścił głowę, robiąc smutną minkę.
                - Idę wziąć prysznic - przechodząc pod jego pachą, uciekłam do łazienki.
                - Mogę wziąć prysznic z tobą? Wiesz, żeby oszczędzać wodę - machnął nonszalancko ręką. - Wiem, że martwisz się tymi kwestiami i w ogóle.
                Uniosłam brew. Tak, na pewno, żeby oszczędzać wodę.
                - Idź sobie - wymówiłam do niego bezgłośnie.
                - Ale powiedziałaś, żebym nie wychodził po tym wszystkim - jęknął, próbując mnie przekonać.
                - Spałeś tutaj. To mi wystarczy - uśmiechnęłam się złośliwie.
                - A mogę chociaż dostać z powrotem swoją koszulkę? - Wyciągnął rękę z ostatnią nadzieją w oczach.
                Postukałam palcem w brodę, zastanawiając się nad tym. Jego koszulka była naprawdę wygodna i pachniała nim. Zakładając na ramię czyste ubrania, przeszukałam ostatnią szufladę, wyjmując jedną ze starych koszulek Ryana. Mniej więcej będzie pasowała na Justina.
                - Proszę - zadowolona, podałam mu ją, obserwując, jak uniósł brwi.
                - To nie moje, księżniczko.
                - Och wiem, ale nie dostaniesz tej z powrotem - poruszyłam brzegiem koszulki, która sięgała mi do połowy ud, uśmiechając się do niego. - Przynajmniej nie w najbliższym czasie.
                Oblizał usta.
                - Mam ją wziąć sam?
                Skuliłam się, cofając się do łazienki gotowa, by zamknąć drzwi, gdyby rzeczywiście chciał to zrobić.
                - Nie dzisiaj.
                Na twarzy Justina od razu pojawił się niepokój.
                - Boli cię? - Źle zrozumiał moje słowa.
                - Co? Nie - zapewniłam go szybko, uśmiechając się.
                Pewnie, że trochę bolało gdy wstałam, ale to nie był jakiś rozdzierający ból. Nie było potrzeby go martwić. Justin posłał mi niepewne spojrzenie, ale odpuścił z westchnieniem.
                - Chyba się ubiorę - udając irytację, bo nie dostał swojej białej koszulki, chociaż miał ich wiele, podniósł z podłogi swoje musztardowe spodnie i zaczął je zakładać.
                Obserwowałam go w milczeniu od drzwi, opierając o nie jedną stopę i plecy. Mimowolnie przygryzłam dolną wargę, patrząc na jego zginające się mięśnie pleców, kiedy zapinał pasek wokół luźno wiszących spodni. Jaki jest cel w ubieraniu paska, jeśli spodnie i tak zwisają luźno na połowie tyłka? Po raz kolejny moje oczy skupiły się na jego tatuażu. Intrygował mnie, ponieważ wydawał się mieć jakieś ważne znaczenie, a Justin mi o nim nic nie mówił. Wiedziałam już, że mewa na biodrze, to rodzinny tatuaż, a rzymskie cyfry, to rok urodzenia jego mamy. Korona oznaczała szacunek i niepodporządkowywanie się, a chiński symbol na wewnętrznej stronie lewego łokcia nawiązywał do muzyki. Miał ich jeszcze więcej, ale nigdy nie rozmawialiśmy o tym na lewej łopatce.
                - Justin? - Zawołałam cicho.
                Odwrócił się, zamierzając założyć przez głowę szarą koszulkę, którą mu dałam i mruknął, bym kontynuowała.
                - Co oznacza ten tatuaż? - Mój palec nieśmiało wskazał na wytatuowaną część jego skóry.
                Pytając, starałam się być ostrożna, bo Justin bywa czasem nieprzewidywalny i może nie chce mi tego powiedzieć.
                - Och - wydawał się niewzruszony, jakby zapomniał, że w ogóle go tam miał. - To po prostu... - Urwał, jakby teraz bardziej się wahał.
                Przygryzłam usta od wewnątrz, niecierpliwie przebierając palcami i wciąż stojąc przy drzwiach łazienki. Justin usiadł na rogu łóżka, patrząc w dół na stopy, kiedy zakładał skarpety i buty.
                - To tylko logo drużyny hokejowej, na której mecze chodziłem kiedyś z dziadkiem.
                To przykuło moją uwagę. Nie wiedziałam nic o dalszej rodzinie Justina.
                - Jesteście blisko? - Niepewnie zmniejszyłam odległość między nami i usiadłam obok niego, zakładając nogę na nogę. Wiedziałam, że jeśli chodzi o rodzinę Justina, to trzeba być ostrożnym z zadawaniem pytań.
                - Byliśmy - westchnął, słychać było nutkę smutku w jego głosie. Czekałam na to, by kontynuował, nie chciałam być nachalna, choć jak zwykle umierałam z ciekawości. - Ale nie widziałem go od dłuższego czasu.
                - Czemu?
                - Kiedy byłem młodszy, jeździłem do Stratford każdego lata, ale teraz już nie jeżdżę - wzruszył ramionami, widziałam głęboko w jego oczach, jak bardzo za tym tęsknił.
                - Czy Stratford nie jest w Kanadzie? - Zapytałam, przeczesując dłonią kucyka, patrząc jak Justin kończył wiązać sznurówki i schował je za język buta.
                - Tak, rodzina mojej mamy stamtąd pochodzi - wyjaśnił, zwracając się do mnie, gdy skończył się ubierać. - Właściwie, to tam się urodziłem - jego usta wygięły się w uśmiechu.
                - Naprawdę? To wyjaśnia twój akcent.
                - Nie mam akcentu - bronił się. Ale to czyniło go jeszcze bardziej uroczym, ponieważ jego akcent był bardziej miękki, niż nowojorski, ale wciąż brzmiał seksownie, zwłaszcza sposób, w jaki kończył zdania lub wymawiał "dwadzieścia".
                - Oczywiście, że masz! I twoja mama również! Nie wiem, czemu wcześniej nie zwróciłam na to uwagi - Justin wydawał się nieco zaskoczony tym, że tak bardzo podekscytowałam się tym, że był w połowie Kanadyjczykiem.
                Przewrócił żartobliwie oczami, prostując koszulkę, którą mu dałam. Była trochę na niego za duża, biorąc pod uwagę to, że mój brat był jednym z tych chłopaków, którzy przeznaczali na siłownię przynajmniej cztery godziny dziennie i utrzymywał wysokobiałkową dietę. Justin jadł, co chciał i grał w koszykówkę, może nawet robił w domu jakieś pompki, ale nie dbał obsesyjnie o swoje ciało. A to tylko czyniło go bardziej atrakcyjnym.
                - Więc czemu tu mieszkacie? - Interesował mnie temat jego rodziny i wcześniej, czy później dowiem się o niej wszystkiego.
                - Moja mama spotkała tutaj tatę, kiedy była na wycieczce z przyjaciółmi i tak jakby rzuciła wszystko, aby przenieść się do niego. Ja mieszkałem w Stratford nieco ponad rok - w jego oczach widać było zamyślenie. Przypuszczam, że wspominał swoje dzieciństwo.
                Tak bardzo chciałam go zapytać, dlaczego już nie odwiedza rodziny, ale bałam się usłyszeć odpowiedź w stylu "brak pieniędzy" lub "problemy rodzinne".
                - Teraz nie byłem tam, odkąd skończyłem piętnaście lat - dokończył, smutne westchnienie wymknęło się z jego ust.
                - Ale to aż cztery lata - zmarszczyłam brwi. Nie mogłabym wytrzymać, tak długo nie odwiedzając dziadków i kuzynostwa.
                Justin spojrzał na mnie.
                - Wiem - po zaledwie sekundzie przeniósł wzrok na swoje dłonie. - Moi dziadkowie naprawdę nie lubią mojego taty i mnie.
                Otworzyłam usta, zaskoczona jego odpowiedzią, ale zdałam sobie sprawę, że nie wiem, co powiedzieć.
                - Bardziej nie podoba im się to, kim się stałem i obwiniają o to mojego ojca - poprawił się, jego wyraz twarzy zrobił się surowszy.
                Chwyciłam jego dłoń, wyczuwając jego smutek. Nie mogłam nie czuć się winna za to, że rozdrapałam stare rany, które najwyraźniej wciąż sprawiały mu przykrość.
                - Założę się, że tak nie jest. Nie wyobrażam sobie, że ktoś może cię nie lubić - bezradnie starałam się poprawić mu nastrój, ale to nie miało sensu.
                Justin zaśmiał się bez humoru.
                - Ostatni raz byłem tam w lipcu po tym, jak po raz pierwszy w żuciu zostałem aresztowany za zrobienie graffiti na zewnętrznej ścianie mojej szkoły. Cały miesiąc, przez który tam byliśmy musiałem znosić pełne strachu spojrzenia babci i zawód w oczach dziadka. Każdego dnia - podkreślił, a co moje serce złamało się przez to, co musiał wtedy czuć. - To było tylko cholerne graffiti. Nie byłem przestępcą - podniósł odrobinę głos, jakby widząc przed oczami wspomnienia z tamtego dnia. - Myśleli, że to wina mojego taty, bo sam był karany, jako nastolatek. Zaakceptowali go w końcu, bo uszczęśliwiał ich córkę, ale w głębi duszy wiedziałem, że nadal uważali, że mogła skończyć lepiej - potrząsnął głową, zanim zatrzymał swoje orzechowe tęczówki na mnie. - To samo będzie z twoimi rodzicami. Zawsze będą chcieli dla ciebie kogoś lepszego ode mnie. I ja też będę wiedział, że zasługujesz na kogoś lepszego.
                - Nie mów tak - szepnęłam, czując jak rośnie we mnie gniew.
                Teraz żałuję, że w ogóle zapytałam o ten tatuaż. W ogóle mnie nie obchodziło, co inni o nas myślą. Przytulając go mocno pozwoliłam swoim dłoniom pocierać jego plecy. Wyglądał, jakby potrzebował pocieszenia po tym, jak przeze mnie musiał przypomnieć sobie rodzinne problemy. Przynajmniej tyle mogłam zrobić.
                - Powinienem już iść - Justin odsunął się trochę szybko, ale nauczyłam się, że w takich chwilach lepiej mu na to pozwolić. Trochę czasu w samotności i znów będzie w porządku.
                - Okej, zadzwonię później - wstając, by wziąć jego kurtkę, wróciłam z nią i stanęłam na palcach i złożyć całusa na jego ustach.
                - Okej - skinął głową, zapinając kurtkę i otworzył okno, wychodząc bez żadnego pożegnania.
                Ponownie usiadłam na łóżku, wzdychając z frustracji i przeczesując palcami spięte włosy, rozpuszczając je przy tym. Nie lubiłam, gdy wychodził w ten sposób. Wiedziałam, że nie był zły, ale i tak robiło mi się przykro.
                Po półgodzinnym prysznicu, podczas którego umyłam dokładnie włosy, rozsmarowałam na skórze kokosowy balsam i włożyłam ubrania, które przygotowałam sobie wcześniej. Przeczesałam szczotką włosy, decydując, że pozostawię je, by same wyschły. Mój brzuch zaburczał, bym szybko go napełniła. Leniwie podreptałam do kuchni, gdzie jeszcze bardziej słychać było głosy. Jeden z tych głosów... Mam tylko nadzieję, że nie należał do osoby, do której pomyślałam, że należał.
                - Dzień dobry - powiedziałam, typową poranną monotonią, na co odpowiedzieli mi rodzice i mój brat.
                Każdy z nich prawie kończył swoje śniadanie, z wyjątkiem tego kogoś, kogo nie chciałam spotkać.
                - Siostrzyczko - Ryan wstał z taboretu, odłożył widelec na talerz, przed udaniem się w moją stronę. Chciał mnie przytulić, ale cofnęłam się o krok, zakładając ręce na piersi.
                - Chciałabym powiedzieć, że miło cię widzieć, ale to nie jest prawda - posyłając mu lekki-strasznie-sztuczny uśmiech, przeszłam obok niego w stronę lodówki.
                Ryan zaśmiał się zdziwiony. Szczerze mówiąc nie wiem, czego on oczekiwał.
                - Tak witasz brata, którego nie widziałaś cały miesiąc? - Odwrócił się na piętach i spojrzał na mnie.
                Nawet, jeśli go nie widziałam, to i tak wiedziałam, że miał ten wyraz twarzy mówiący: "Wiem, dlaczego traktujesz mnie w ten sposób, ale i tak będę udawał, że jestem najlepszym bratem na świecie". I to mnie wkurzało. Zwróciłam się do niego z dzbankiem świeżego soku pomarańczowego.
                - Właściwie, to mogłoby cię nie być dwa miesiące lub trzy lub cztery lub w ogóle.
                Blake zachichotał cicho, zakrywając pięścią usta. Tommy'ego jeszcze nie było w domu, prawdopodobnie został na śniadanie u swojego przyjaciela. Tata wydał z siebie westchnienie, jakby chciał powiedzieć "nastolatkowie..." i dalej czytał poranną gazetę. Ale mama przestała pić kawę i spojrzała na mnie.
                - Wystarczy, Brooklyn.
                Odwróciłam się do nich plecami, by nie mogli zobaczyć, jak przewracam oczami i nalałam sobie soku pomarańczowego. Oczywiście, mama wzięła stronę swojego cudownego syna. Zwłaszcza, że to on informował ją o każdej rzeczy, którą robiłam nie tak, a on się o tym dowiedział.
                - Pójdę się rozpakować - ogłosił Ryan po kilku minutach napiętej ciszy.
                - Tak, zrób to - dodałam, mając wielką ochotę, by rzucić w niego jabłkiem z miski z owocami, by zetrzeć mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
                Mama posłała mi spojrzenie, wyraźnie świadoma moich zamiarów. Ryan zniknął, śmiejąc się do siebie. On po prostu robi wszystko, by zajść mi za skórę, powtarzałam sobie. To zdecydowanie działało, bo jego zachowanie doprowadzało mnie do szału. Gdy był poza zasięgiem słuchu, poczułam ulgę. Usiadłam na krześle przy kuchennej wyspie, obok Blake'a i nałożyłam sobie naleśnika na talerz. Na blacie znajdowała się butelka syropu klonowego, co sprawiło, że się uśmiechnęłam, bo był kanadyjski, tak jak Justin. Wow, od kiedy jesteś taka głupia?
                - Możesz wyjaśnić, czemu zniknęłaś wczoraj wieczorem? - Boże, nie mogła tego przepuścić.
                - Nie czułam się zbyt dobrze. Pewnie zjadłam coś nieodpowiedniego - wzruszyłam ramionami. Nie mogłam wymyślić gorszej wymówki, nawet gdyby od tego zależało moje życie. - Chciałam ci powiedzieć, że wychodzę, ale nie mogłam cię nigdzie znaleźć.
                Blake prychnął, dławiąc się kawałkiem naleśnika. Posłałam mu mordercze spojrzenie. Zawsze musiał to robić, zamiast ułatwić rodzicom uwierzenie w moje kłamstwa. Mama zmarszczyła brwi, patrząc na mnie, szukając jakiś oznak fałszu. Jadłam normalnie, starając się wyglądać przekonująco, choć sama w to nie wierzyłam.
                - Więc dlaczego zostawiłaś na blacie Nutellę? - Cholera. Zapomniałam schować jej do szafki. Oczywiście, że zapomniałaś, ty i Justin całowaliście się, jak szaleńcy na tym blacie. - To znaczy, skoro źle się czułaś.
                Rumieniec wpełzający na moje policzki wcale nie pomagał mi w znalezieniu dobrego wytłumaczenia na to. Przeszukiwałam swój mózg w nadziei na jakieś prawdziwie brzmiące alibi.
                - Zachcianka - to wyszło bardziej, jak pytanie. - Wiesz, czasami masz na coś apetyt, gdy jesteś chora - kurczę, jeśli myślałam, że tamto wytłumaczenie było słabe, to to biło je na głowę.
                Mama uniosła podejrzliwie swoje idealnie wyregulowane brwi w górę.
                - To nie wyjaśnia, dlaczego nie odbierałaś telefonu. Twój ojciec i ja dzwoniliśmy przynajmniej z dziesięć razy.
                - Nie wiem, mamo. Musiałam wcześnie zasnąć - rzuciłam gestykulując widelcem. - O co chodzi z tym wypytywaniem?
                Mama wydawała się zaskoczona moim wybuchem i natychmiast tego pożałowałam, bo to nie pomoże mi w sprawie, o której chciałam z nimi później porozmawiać.
                - Przepraszam, że martwię się o swoją córkę! - Zawołała, przy czym brzmiała bardziej na zranioną, niż na złą.
                Blake siedział zakłopotany, podczas gdy tata posłał mi karcące spojrzenie.
                - Brooklyn, nie mów w ten sposób do swojej matki
                Przygryzłam wargę. Lepiej, żebym to odkręciła.
                - Nie czułam się najlepiej, więc zabrałam swoje rzeczy, zamówiłam taksówkę i wyszłam. Gdy wróciłam do domu, zjadłam Nutellę, a następnie rzuciłam się na łóżko i spałam aż do teraz. Nawet nie usłyszałam, kiedy przyszliście - wyjaśniłam, starając się brzmieć szczerze i przepraszająco. - Przepraszam, jeśli was zmartwiłam.
                Mama westchnęła kończąc swoją kawę i wstała, by mnie przytulić. Podeszłam do niej i owinęłam ramiona wokół jej szczupłej talii. Rzadko się zdarza, że twoja mama jest od ciebie szczuplejsza, więc chyba jestem podobna bardziej do taty.
                - Wiem, że dorastasz i powinnam po trochu pozwalać ci na więcej, ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić - pogładziła moje włosy, śmiejąc się lekko.
                - Wiem, mamo. Nie martw się - uśmiechnęłam się do niej, ale nie mogłam przestać myśleć o tym, że nasze relacje nie są takie same, jak kilka miesięcy temu.
                Teraz wszystko kręciło się wokół kłamstw - moich kłamstw - i czułam się, jak gówno, wiedząc, że nie byłam dobrą córką. Prosiłam ich, by mi zaufali, kiedy nie byłam godna zaufania. Kłamałam im prosto w twarz, udając, że nadal jestem tą samą dziewczyną, gdy w rzeczywistości zmieniłam się o trzysta sześćdziesiąt stopni.
                Po skończeniu śniadania i przytuleniu taty, żeby nie był zazdrosny, udałam się do swojego pokoju i postanowiłam zrobić masę zadań domowych, które ignorowałam cały wczorajszy dzień. Jednak mój brat miał inne zamiary i jak tylko wyszłam z kuchni, on ruszył za mną, zatrzymując mnie, jak tylko dotarłam do drzwi.
                - Co jest Blake? - Posłałam mu rozbawione spojrzenie, dziwiąc się jego powagą.
                - Jak długo masz zamiar ich okłamywać, Brooklyn?
                Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nie wiedziałam, jak na to odpowiedzieć. Blake był tym, na którego mogłam liczyć w stu procentach a teraz i on uważał, że nie byłam w porządku. Przez to tylko poczułam się gorzej. Niemniej jednak wciąż nie wiedziałam co powiedzieć.
                - Ja tylko mówię, że kiedyś musisz przestać.

**

                Uczestniczenie w wydarzeniach towarzyskich, było chyba najgorszą częścią bycia Reed. Odrabiałam biologię w pokoju, starając się nie myśleć za bardzo o tym, co powiedział Blake, kiedy moja mama wtargnęła do pokoju ze stertą ubrań.
                - Jedziemy na popołudniową herbatkę do Hallbertów.
                To były słowa, które zamieniły resztę miłej niedzieli w piekło. "Popołudniowa herbatka" to spotkanie połowy populacji Manhattanu, rozmawiających i jedzących w domu mojego byłego, a ja tonęłam w morzu nudy. Przyjechaliśmy do domu Nate'a około godziny szesnastej i jak tylko wysiadłam z samochodu, miałam wrażenie, że to nie będzie zbyt zabawne popołudnie. Mama kazała mi ubrać białe spodnie z szerokimi nogawkami, jasnoróżową bluzkę i tweedowy żakiet. Wyglądało to ładnie, ale nie czułam się komfortowo w takich ubraniach, zwłaszcza, że moje stopy uwięzione były w beżowych klinach, których paski raniły moje kostki. Bransoletki na moich nadgarstkach dzwoniły za każdym razem, gdy spoglądałam na zegarek i sprawdzałam godzinę. Na szczęście, nie spotkałam jeszcze Nate'a i miałam nadzieję, że tak pozostanie przez resztę popołudnia. Byłoby niezręcznie rozmawiać z nim po tym, jak Justin go wczoraj uderzył. Blake rozmawiał z jakimiś swoimi przyjaciółmi, a rodzice z państwem Hallbert. Ryan gdzieś zniknął, najprawdopodobniej próbował flirtować z jakąś przypadkową dziewczyną na tyle głupią, by nabrała się na jego sztuczki. Ale na szczęście to oznaczało, że przez jakiś czas nie muszę go oglądać. Tego ranka zaproponował, że odbierze Tommy'ego od przyjaciela myśląc, że to sprawi, że wyjdzie na dobrego brata. Oczywiście Tommy był podekscytowany, że go zobaczy i nie puścił go, dopóki tu nie przyjechaliśmy. Blake też był szczęśliwy, bo Ryan obiecał zabrać go na mecz Metsów jutro po szkole. Tak więc byłam jedyną osobą, która była jeszcze na niego zła - nie, poprawka, byłam bardziej, niż zła. Jego głupie prezenty tego nie zmienią. Jedyną dobra wiadomością był fakt, że Natasha nie mogła przyjść, bo miała grypę. Naprawdę miałam nadzieję, że to potrwa cały tydzień, bym nie musiała widywać jej w klasie. Najbardziej chciałam, by Kelsey pojawiła się tutaj w jakiś magiczny sposób, aby uratować mój dzień, ale wiedziałam, że nie przyjdzie, ponieważ była w szpitalu z tatą. Dzwoniłam do niej przed obiadem, by zapytać, jak poszła operacja i podobno, jeśli wszystko będzie szło tak jak teraz, to jej tatę wypiszą dziś wieczorem. Oczywiście zainteresowała się też, jak mi poszło wczoraj. Oszczędziłam jej szczegółów i podsumowałam to moją kłótnią z Justinem i późniejszym godzeniem się, bardzo w naszym stylu. Upierała się, że wie, że było coś jeszcze, ale ja wciąż zaprzeczałam. Nie dlatego, że nie chciałam jej powiedzieć, ale nie zamierzam tego robić przez telefon, gdy ktoś może podsłuchiwać naszą rozmowę z drugiej stronie moich drzwi. Nie zdziwiłabym się, szczerze mówiąc.
                Tak więc, zostałam sama na imprezie - czy jak tam ją nazwać - pełnej dorosłych, snobistycznych ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałam i osób z mojej szkoły, z którymi nie miałam ochoty rozmawiać. Ponieważ nie miałam nic lepszego do roboty i musiałam przestać jeść babeczki, wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Justina. I tak obiecałam mu, że zadzwonię. Odebrał po trzecim sygnale, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
                - Halo? - Mój uśmiech zniknął, jak tylko usłyszałam dziewczęcy głos.
                - Justin? - Zapytałam, idąc w stronę bardziej ustronnego miejsca, niż zatłoczona sala, w której byłam wcześniej. Może wybrałam zły numer?
                - Och, to Ty - zakpiła dziewczyna.
                To nie mogła być osoba, o której pomyślałam. Proszę, nie.
                - Tak, to ja - splunęłam. - Co robisz z telefonem Justina?
                Alejandra zachichotała, przez co mocniej ścisnęłam telefon przy swoim uchu. Starałam się trochę uspokoić, musiało być jakieś wyjaśnienie, dlaczego ona miała telefon Justina, dalekie od kierunku, w którym podążały moje myśli.
                - On jest trochę zajęty, więc odebrałam za niego.
                Zacisnęłam zęby. Pewnie się cieszy, że przez nią pomyślałam o rzeczach, które nie mogłyby się wydarzyć. Justin by tego nie zrobił.
                - Czymkolwiek jest zajęty, jestem pewna, że znajdzie chwilę, by ze mną porozmawiać. To ważne - nie było ważne, ale nie musiała o tym wiedzieć.
                Alejandra prychnęła po drugiej stronie, jeszcze bardziej działając mi na nerwy. Byłam świadoma, że robi to celowo, aby mnie wkurzyć ale, jejku, to działało.
                - Zobaczę, co da się zrobić - jej głos obiecywał wszystko, ale nie to.
                - Ale, co ty robisz? - Trzeci głos krzyknął w tle. - Czy to jest telefon Justina? - Kiedy głos się zbliżył, rozpoznałam, że to Sam. Dzięki Bogu.
                - Jezu, zawsze mi psujesz zabawę, Sameera - skrzywiła się Alejandra, przez co ja i Sam pewnie też, przewróciłyśmy oczami.
                - Brooke, to Ty? - Sam wzięła telefon, a ja wciąż zaciskałam i rozluźniałam pięść, by zapomnieć o tamtej głupiej suce. Nie mogła zostawić nas w spokoju raz na zawsze? Niech idzie sobie z tym całym Tylerem i żyje swoim życiem, z dala ode mnie i Justina.
                - Tak, co to było? - Zapytałam. Siadłam na schodach prowadzących na piętro w domu Nate'a, by moje stopy trochę odpoczęły.
                - Przepraszam, właśnie zobaczyłam ją stojącą tu z telefonem, który nie był jej i cóż, to było oczywiste, że chciała, abyś uwierzyła w coś, co się w ogóle nie wydarzyło - wyjaśniła, przez co supeł, który z zazdrości ścisnął się z moim żołądku, stopniowo się rozluźniał.
                - Jakim cudem ona miała jego telefon? - To pytanie wciąż pozostawało bez odpowiedzi i to mi przeszkadzało najbardziej, bo już wiedziałam, że Justin nie robił z nią niczego, nie po ostatniej nocy.
                - Jesteśmy na boisku. Chłopaki grają w kosza, więc ich rzeczy są złożone w jednym miejscu. Musiała usłyszeć dzwonek i pomyślała, że zabawnie będzie odebrać. Mówiłam ci, że ona jest zazdrosna, laska.
                Westchnęłam. Nienawidziłam jej. Tyle w temacie.
                - Daj mi chwilkę, pójdę po Justina - potem usłyszałam szelest i kroki. - Jak się masz tak w ogóle? - Zapytała w międzyczasie, ale nie dała mi szansy na odpowiedź. - Woo, twój chłopak właśnie trafił.
                Roześmiałam się.
                - Trochę się nudzę. Wiesz, dzień z rodziną.
                - Rozumiem. Spędzanie czasu z Alejandrą też nie jest zbyt ciekawe. Zwłaszcza, że mówi jedynie o Tylerze lub Justinie i o tym, jak wykorzystuje Tylera, by odzyskać Justina - mówiła sam, a moja krew gotowała się na samą myśl o tym, ze ta dziwka kręci się gdzieś w pobliżu mojego chłopaka.
                - Nigdy go nie dostanie - wyrzuciłam z siebie, jak zwykle moje emocje wzięły górę.
                Sam parsknęła, zgadzając się ze mną.
                - Spróbuj jej to powiedzieć.
                - Kto to? - W tle słychać było inny głos.
                - Twój chłopak tutaj jest, kochanie. Do zobaczenia! - Sam podała telefon Justinowi po tym, jak się z nią pożegnałam.
                - Aye - powiedział Justin, trochę bez tchu.
                - Cześć. Przerwałam jakiś ważny mecz? Sam mi powiedziała, że grasz w koszykówkę z chłopakami.
                - Nie, w porządku. Wygrywamy - mogłam sobie wyobrazić, że uśmiecha się z pewnością siebie, chwaląc się swoimi mistrzowskimi umiejętnościami. Nie zrozumcie mnie źle, był naprawdę dobry, ale wszyscy wiemy, jacy są chłopcy. - Co robisz?
                - Nudzę się, jak cholera - jęknęłam, patrząc na swoje paznokcie. - Rodzice zaciągnęli mnie na tą głupią herbatkę do domu Nate'a... - Jak tylko te słowa wydostały się z moich ust, wiedziałam, że schrzaniłam. Ja i ta moja niewyparzona gęba...
                - Nate'a, niebieskookiego kutasa? - Ton głosu Justina był tak ostry, że mógłby kroić powietrze.
                - Tak, ale nie widziałam go. Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, to cały czas jestem sama. Nie ma tu moich przyjaciół - miałam nadzieję, że to go rozluźni, nawet jeśli to miało oznaczać, że będę musiała liczyć kropki na marmurowej podłodze, by czymś się zająć.
                Trochę rozumiem, ze to mu przeszkadza, ponieważ czuję to samo, jeśli chodzi o Alejandrę. Różnicą było to, że ona była bardziej podstępna i skora do zniszczenia naszego związku, niż Nate. Mówię wam, kobiety z natury są okrutne.
                - Nie możesz się wymknąć? - Zaproponował Justin, choć ślad irytacji wciąż był wyczuwalny w jego głosie.
                - Nie do końca - nie po porannej rozmowie z rodzicami. Blake miał rację: muszę przestać kłamać. Ale postanowiłam, że powiem im o Justinie i zaaranżuje spotkanie po tym cholerstwie. - Ale jest więcej złych wiadomości - dodałam, przygryzając paznokcie ze świadomością, że zniszczę swój idealny manicure. - Ryan wrócił.
                Zapadła cisza.
                - Ryan, czyli twój brat?
                - Yhm - skinęłam głową, choć nie mógł mnie zobaczyć.
                Znów cisza.
                Byłam pewna, ze to miało coś wspólnego z tą sprawą między moim bratem, a Justinem, ale teraz nie było czasu, bo o to zapytać z kilku powodów.
                1. Justin najwyraźniej nie był w nastroju.
                2. Nie chciałam tego słuchać przez telefon.
                3. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa, aby poznać prawdę.
                Cokolwiek to było, to na pewno coś więcej, niż zwykła sprzeczka, o czym na początku pomyślałam. Ale sposób, w jaki obaj to ukrywali, prawie, jakby to była jakaś tajemnica. Prawie tak, jakby to było coś, o czym nikt nie powinien wiedzieć. Prawie tak, jakby poznanie prawdy miałoby konsekwencje. Złe konsekwencje.
                Justin zdecydował się w końcu odezwać.
                - Rozmawiałaś z nim?
                - Nie do końca, ale i tak nie zamierzam tego robić - to była całkowita prawda.
                - Alejandra widziała malinkę - Justin zmienił temat naszej rozmowy, przypominając mi o lekko fioletowym oznaczeniu, które zrobiłam mu wczoraj na szyi. Teraz, wiedząc, że ona to widziała, byłam bardziej dumna.
                - Co powiedziała? - Zapytałam rozbawiona i oparłam się plecami o marmurową poręcz ogromnej klatki schodowej.
                - Chcesz dokładne słowa? - To było wyraźne ostrzeżenie, że może mi się to nie spodobać.
                Ale chciałam.
                - Poproszę.
                - Co do cholery ta suka zrobiła na twojej szyi? Ona jest pieprzonym wampirem, czy co? - Justin udający głos Alejandry był najzabawniejszą rzeczą na świecie. Przynajmniej dla mnie.
                Od razu wybuchnęłam śmiechem, odchylając głowę. Justin śmiał się razem ze mną. Jego beztroski śmiech był najsłodszym dźwiękiem. Nie chichot czy złośliwy śmiech - ale taki prawdziwy. Jednakże dobre chwile nie mogą trwać wiecznie - przynajmniej nie w moim życiu - i ktoś musiał pojawić się na dole schodów. Ktoś, kogo próbowałam unikać, odkąd tu przyjechaliśmy.
                - Och, nie wiedziałem, że tu jesteś - powiedział Nate niezręcznie. Mogłam z tej odległości dostrzec jego posiniaczony policzek i czułam się z tym źle.
                - Zadzwonię do ciebie później, Justin - mruknęłam tępo w telefon i nie czekając na jego odpowiedź, rozłączyłam się.
                Pomyślałam, że Nate idzie do swojego pokoju, czy coś. Przez moment niezręcznej ciszy, patrzyliśmy na siebie. W końcu wstałam i ostrożnie zeszłam kilka schodów niżej, gdzie Nate stał jak posąg. Może i był dla mnie dupkiem, ale zasługiwał na wyjaśnienia, odnośnie wczorajszego dnia.
                - Jeśli chodzi o wczoraj - zaczęłam, choć tak naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. - Przepraszam - tak, wciąż żywiłam do niego uradzę przez to, że mnie zdradził, ale to było ponad miesiąc temu i bardziej zranił moją godność, niż uczucia.
                W tamtym czasie już wiedziałam, że czułam coś mocniejszego do pewnej osoby, a zerwanie z Natem tylko mi pomogło. Gdybyśmy nie zerwali tamtego dnia, Justin nie pocałowałby mnie pod mostem i to byłoby błędnym kołem, dopóki nie wydarzyłaby się jakaś inna sytuacja. Więc myślę, że powinnam być wdzięczna.
                Nate tylko skinął głową. Stałam w bezpiecznej odległości od niego, nie schodząc niżej, niż na trzeci stopień.
                - Justin nie chciał cię uderzyć - dodałam bezradnie, czując wyrzuty sumienia za bycie suką dla Nate'a, kiedy tak naprawdę nie dałam mu szansy na wytłumaczenie, ale co byście zrobili, gdybyście widzieli swojego chłopaka całującego waszą najlepszą przyjaciółkę?
                Zaśmiał się gorzko. Chowając dłonie w kieszeniach w końcu przemówił.
                - Zrobił to, bo mu na tobie zależy.
                Jego odpowiedź co najmniej mnie zaskoczyła. Spodziewałam się czegoś w stylu "zrobił to, bo jest bandytą"
                - Ale to i tak było nie na miejscu - wciąż przepraszałam go z zakłopotaniem.
                Nie wiem, czemu czułam się teraz winna, kiedy w ubiegłym miesiącu czułam no niego jedynie nienawiść.
                - Nie powiem, że on wydaje się dobrym kolesiem, bo tak nie jest, ale on wyraźnie cię kocha - Mówił Nate, jakby tego uderzenia w ogóle nie było i wydawało mi się, że mówi z głębi serca. - I ty też go kochasz - to ostatnie zdanie wyszło bardziej, jak westchnienie.
                Widać było ból w jego niebieskich, jak ocean oczach, tych, w których kiedyś się zakochałam. Albo tak tylko myślałam. Nie byłam w stanie niczego powiedzieć. Nie chciałam go już ranić, choć nawet nie wiedziałam, czemu on czuje się zraniony. On i Natasha wciąż rozmawiali, widywałam ich razem poza szkołą więcej, niż raz. Ona zawsze go lubiła i byłam pewna, że on też ją lubił - aż do teraz. Kiedy milczałam, Nate kontynuował.
                - Wiem, że nigdy mi nie uwierzysz, ale moje uczucia do ciebie były prawdziwe. Nie spotykałem się z Natashą za twoimi plecami i naprawdę nie chciałem odwzajemnić jej pocałunku na twojej imprezie. Wiem, że to schrzaniłem i na zawsze zniszczyłem swoje szanse na bycie z tobą, ale ponieważ wciąż mi na tobie zależy, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Zasługujesz na to - posyłając mi smutny uśmiech, nie czekał na moją odpowiedź i ruszył w górę schodów, znikając mi z oczu.
                Stałam tam oniemiała, z otwartymi ustami i wciąż starałam się przyswoić sobie jego słowa. Czułam się okropnie przez to, że wcześniej nie chciałam go wysłuchać. Jak sam powiedział, to niczego by nie zmieniło, bo już wtedy lubiłam Justina, ale to byłoby łatwiejsze dla mnie i dla niego. Może moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Zamknęłam usta i powędrowałam z powrotem do salonu, gdzie byli wszyscy, świadoma, że słowa Nate'a będą krążyć w mojej głowie przez resztę dnia. Biorą kolejną babeczkę z czerwonym kremem, zatopiłam w niej zęby w nadziei, że słodki smak przebije gorycz, którą czułam.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

115 komentarzy:

  1. aww dziękuję za rozdział jesteś kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodawaj jak najszybciej. To tłumaczenie jest niesamowite. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wkurza mnie Alejandra, japierdoleee. boje sie, że ona coś jeszcze namiesza... ale z drugiej strony dobrze, że Brooklyn wyjasniła sobie wszystko z Natem. dzięki, że nam dodałaś, choć wcale nie musiałaś. jesteśmy bardzo wdzięczni<33
    czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie tłumaczysz, dzięki że się nad nami zlitowałaś c;

    OdpowiedzUsuń
  5. "Syrop klonowy, kanadyjski jak Justin" hahaha. Kocham B.R.O.N.X, dziękuję za jego tłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje, że przetłumaczyłaś<3 ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, dziękujemy! Fakt, naczekaliśmy się ale było warto! :)
    <3

    @ameneris.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekujemy za przetlumaczenie! To mile i kochane. <3
    First-toxic-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział.. dzięki że przetłumaczyłaś.. jestem wdzięczna tak jak pewnie reszta.. I mam nadzieje że CBieber nic nie jest i że nie długo się pojawi.. martwię się o nią.. Jeszcze raz dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  10. hbdahjbdajh genialny :3
    dziękujemy za rozdział i wgl za tłumaczenie tego opowiadania x

    OdpowiedzUsuń
  11. świetnie tłumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaka kochana jestes aw dziekujemy buziaki

    OdpowiedzUsuń
  13. jesteś kochana, dziękujemy za rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dziękuję że przetłumaczyłaś rozdział <3 Ciekawe co dzieje się z CBieber :'( // @JesteNiallere

    OdpowiedzUsuń
  15. Tez sie martwie co sie dzieje, ale mam nadzieje ze nic zlego. Dziekujemy za tlumaczenie x
    @DreamJariana

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetne przetłumaczony rozdział! <3
    kocham tego bloga i czekam z niecierpliwością na nexta! *.*

    OdpowiedzUsuń
  17. świetnie tłumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. cudowny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  19. DZIĘKUJĘ ZA ROZDZIAŁ KOCHANA ! *.* ROZDZIAŁ ŚWIETNY
    :>

    OdpowiedzUsuń
  20. no no rozdział jak zawsze rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajny rodział . Fajnie przetłumqczony . W weekend ? Tak szybko ? Ale mi to pasuje . KidRauhlJB . POZDRO . ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak zawsze świetny :p

    OdpowiedzUsuń
  23. Supcio rozdział. xD Kocham to. <333

    OdpowiedzUsuń
  24. ŚWIETNY ROZDZIAŁ. DZIEKUJE I CZEKM NA KOLEJNY

    OdpowiedzUsuń
  25. dziękuje że dodałaś rozdział. Jest niesamowity czekam na następny x

    OdpowiedzUsuń
  26. Awwwww. Slodko *.*
    Uwielbiam BRONX!
    Dziekujemy, ze przetlumaczylas :**
    -@luuuvmyswaggy

    OdpowiedzUsuń
  27. dzięki że dodałaś rozdział kochana :) troche taki nudny ale to nie wasza wina :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetny *.*
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  29. jestes kochana,ze go przetlumaczylas :)

    OdpowiedzUsuń
  30. dziękuję że poświęciłaś nam swój czas na przetłumaczenie tego rozdziału. mam nadzieję że z CBiebs wszystko okey. do kolejnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kocham to tłumaczenie <3
    Dziękuje Ci, że przetłumaczyłaś to wcześniej :*
    Ciekawe co dzieje się z CBiebs ..
    Weekend to dobry pomysł
    @_fidelidad

    OdpowiedzUsuń
  32. no nareszcie nie mogłam się go doczekać ! Rozdział jak zwykle cuuudowwwny ! love it :D dziękuje, że przetłumaczyłaś :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Dziękujemy że dodałas nn <3
    Świetny rozdział :* \Dominika

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję ci bardzo <3 świetnie tłumaczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  35. bronx aka moje uzależnienie

    OdpowiedzUsuń
  36. no wlasnie bylam ciekawa dlaczego nie pojawia sie jeszcze rozdzial,ale ciesze sie,ze dodalas.tlumaczenie jak zwykle swietne,choc autorka przynudzala troche w tym rozdziale.ale cos czuje,ze w kolejnym bedzie sie wiecej dzialo,wiec excited for next chapter

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozdział jest genialny !!! To opowiadanie to CUDO ! *.*
    Bardzo dziękuję za tłumaczenie <33

    OdpowiedzUsuń
  38. Cudo :))


    @Dzasta_1

    OdpowiedzUsuń
  39. Oczekuję kolejnego rozdziału. Mogłybyście dodawać częściej. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Cieszę się, że dla nas przetłumaczyłaś <3
    Jesteś równie świetną tłumaczką :)
    Rozdział bardzo przyjemny :D

    OdpowiedzUsuń
  41. świetny rozdział :)
    dzięki, że przetłumaczyłaś ♥

    OdpowiedzUsuń
  42. czekamy na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  43. <3 Super, czekam na kolejny ;) dzięki za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  44. Dziękujemy i czekamy na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Ooo , jesteś kochana. : * Mam nadzieje ze wszystko jest ok. Czekam na kolejny i dziekuje za przetlumaczenie ! : D : *

    OdpowiedzUsuń
  46. Świetny rozdział <3
    @BieberrHeaven

    OdpowiedzUsuń
  47. Dziękujemy <3 Jesteś kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  48. dzięki za przetłumaczenie :* zawsze warto czekać na te rozdziały ^_^ są genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Znowu ktoś się zmienił o 360 stopni. Ludzie przecież to oznacza, że nie zmienił się wcale. 360 stopni to pełen obrót.

    A tłumaczenie jak zwykle cudowne! Xx

    OdpowiedzUsuń
  50. Ja wam powiem co sie dzieje oan nas olewa .. obieca i nie dotrzymuje tego . to boli kurwa ze ktos kogo uwazałam za porzadną osobe nagle staje sie taka jak inni .. no nic .. tacy sa ludzie . co do rozdziału to dziekuje ze tłumaczysz to albo raczej przetłumaczyłas <3 !

    OdpowiedzUsuń
  51. kochana jesteś! na pewno nic jej nie jest!

    OdpowiedzUsuń
  52. Martwię się i mam nadzieje że nic jej nie jest. Dziękuję za przetłumaczenie rozdziału c: był świetny i czekam na następny c:

    OdpowiedzUsuń
  53. suuuper, dziekujemy :****** xoxox

    OdpowiedzUsuń
  54. Dziękuję że przetłumaczyłas i mam nadzieje że CBieber się odezwie w końcu. Rozdział przetłumaczony tak jak.powinien być przetłumaczony. Buziaczki pozdrawiam @siemaJus xx

    OdpowiedzUsuń
  55. jak ja kocham to opowiadanie <3

    zmieniłam nazwę na tt z @beadlesbabyyy na @imabeadleswife
    proszę o informowanie mnie. ;)
    @imabeadleswife

    OdpowiedzUsuń
  56. Świetne <3 miejmy nadzieję że CBieber sie odezwie i oby nic się nie stało...
    Również kocham twoje tłumaczenie :)
    Dziękuje że to przetlumaczylas :*

    OdpowiedzUsuń
  57. jesteś kochana <3
    aa co do rozdziału to meegaa jak zawsze :3

    OdpowiedzUsuń
  58. dziękujemy Ci za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  59. Wkurza mnie ta alejandra.... Mam nadzieje ze rodzice Brooklyn nie zareagują tak zle jak się dowiedzą o Justinie. Dziękuję ci że tłumaczysz rozdziały za CBieber

    OdpowiedzUsuń
  60. Dziękujemy! Jesteś kochana i super, że przetłumaczylas rozdział specjalnie dla Nas, żebyśmy nie musieli jeszcze dłużej czekac ;))

    OdpowiedzUsuń
  61. Dziękujemy za tłumaczenie, jesteś naprawdę kochana <3
    Kochamy Cię <3
    świetnie!
    @ShawtyManeJB98

    OdpowiedzUsuń
  62. Rodział cudowny jak zawsze1 <3
    Kocham wasze tłumaczenie.
    Mogła byś mnie dodać do informowanych? :)
    @Juss_Juju

    OdpowiedzUsuń
  63. Jesteś niesamowita *________* Może uznasz mnie za idiotkę, ale to jest jedyne opowiadanie, które wzbudza we mnie tyle emocji :D Ja się aż trzęsę jak to czytam xD
    @Corsia95

    OdpowiedzUsuń
  64. dziękujemy<3 rozdział świetny<3 czekamy na CBieber <3

    OdpowiedzUsuń
  65. Rodział cudowny <33
    Kocham wasze tłumaczenie.
    Mogła byś mnie dodać do informowanych? :)
    @WiktoriaGerlach

    OdpowiedzUsuń
  66. w weekend ? tak szybko no mi to pasuje :D

    zaczełam pisac swojego bloga serdecznie zapraszam też do mnie jak się spodoba zostawcie komętarz i prześlijcie dalej :) link : http://blogtheresnothinklikeus.blogspot.com/2013/08/bohaterowie.html

    OdpowiedzUsuń
  67. Świetny rozdział! Kocham ten blog.
    Zapraszam do mnie: http://olvidar-el-momento.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  68. rozdział jest ksdnfksd a jak dasz radę kolejny przetłumaczyć i dodać w weekend to już w ogóle ksdnjfsdknfll ! JESTEŚ CUDOWNA WERONIKA! xxx

    OdpowiedzUsuń
  69. Świetny rozdział, jak zawsze ;* Dziękuję, jesteś kochana, że go przetłumaczyłaś <3 nawet nie wiesz, jak jestem ci wdzięczna :D

    OdpowiedzUsuń
  70. rodział jak zawsze świetny *O* <3

    OdpowiedzUsuń
  71. Dziękujemy, że to tłumaczysz i nam dodajesz :)
    Rozdział jak zwykle świetny!
    @CuteAsLarry ♥

    OdpowiedzUsuń
  72. Wciąż jestem ciekawa co to ja tajemnica jest między Justinem a bratem Brooke... Już normalnie nie mogę wytrzymać nie wiedząc, hah!
    No nic, rozdział był przyjemny, teraz czekam na następny! Miłego tłumaczenia

    OdpowiedzUsuń
  73. Kocham BRONX <3
    zapraszam do mnie http://believeinlovejustinbieber.blogspot.com/ :3

    OdpowiedzUsuń
  74. DZIĘ-KU-JEMY! DZIĘ-KU-JEMY! DZIĘ-KU-JEMY! hahahha xd

    OdpowiedzUsuń
  75. super!!!c:kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  76. *-* dzięki wielkie ze dodałaś;** super rozdział<3
    Możesz mnie informować? @just_agg
    Z góry dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  77. jak zwykle meeeega, a ja uwielbiam bardzo i jeszcze bardziej <333 ah, czekam z utęsknieniem na ciąg dalszy ^^ :)

    OdpowiedzUsuń
  78. nudny ten rozdział szczerze , i długo czekaliśmy . ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że "nudny" lub nie, to nie zależy od tłumaczek. Poza tym, radziłabym czytać wszystko, co piszą pod rozdziałami, bo czasem na prawdę można znaleźć odpowiedź, na swoje "zarzuty"

      PS. Mnie się rozdział podobał :) Chociaż fragment z Alejandrą wcale mi nie spasował i mam tylko nadzieję, że to chwilowe... Nieszczególnie przepadam za postacią Alejandry, jest strasznie fałszywa i im mniej Justin ma z nią do czynienia, tym lepiej.

      Usuń
  79. informuj mnie, jeśli możesz :) @onlyhuman96

    OdpowiedzUsuń
  80. moze net nawalil albo komp ;o super rozdzial ! :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Mało się dzieje, ale jest świetny *__* I co do wyglądu to jakoś tamten bardziej mi się podobał...

    OdpowiedzUsuń
  82. świetnie przetłumaczony rozdział. a wygląd bloga? powala na kolana, ładnie, ładnie. (:

    OdpowiedzUsuń
  83. Rozdział jak zwykle dobrze przetłumaczony ;) Wygląd bloga jest bardzo ładny, zresztą tak jak poprzedni :D

    OdpowiedzUsuń
  84. Ooo dziękuję Ci za ten rozdział bardzobardzo, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc powiadomienie.
    Jest naprawdę bardzo dobrze przetłumaczony i ogólnie świetny, mimo wielu złych wiadomości, które się w nim pojawiają. Więc dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam x
    @__staysmiling

    OdpowiedzUsuń
  85. Rozdział cudowny a wygląd powalający :D

    OdpowiedzUsuń
  86. genialne! Kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń
  87. KOCHAM i wielbię ♥
    zapraszam http://fear-bitch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  88. OJej dawno mnie tu nie było ale byłam na wakacjach :)
    Rozdziały cudowne, i jestem ciekawa co tak naprawdę stało się między Justinem a Ryan'em ;)

    OdpowiedzUsuń
  89. Twój blog został nominowany do Libster Award, wiecej na moim blogu: http://imaginy-one-dir.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  90. Świetny rozdział <3

    p.s. zmieniłam username z @One_dreamWitahJB na @teenagerisgeek mam nadzieje, że nadal będziesz mnie informować :)

    OdpowiedzUsuń
  91. Genialne :D
    Trochę głupio, że już się pogodziła z Nate'm ale ok xd
    Dziękuję, że przetłumaczyłaś ten rozdział:)
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  92. Czekam na kolejny jak zwykle świetnie

    OdpowiedzUsuń
  93. zmieniłam nazwe z @Mr_Megan_Styles na @Blo_odyy , bradzo przepraszam za zamieszanie;c

    natu xx KCKC

    OdpowiedzUsuń
  94. Fajnie że tłumaczysz :)
    czytałam to na pare razy ale było fajnie, czekam na następny :)
    @nataliadrab1 xx

    OdpowiedzUsuń
  95. G.E.N.I.A.L.N.E. <3
    NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KIEDY BĘDZIE NASTĘPNY :D

    OdpowiedzUsuń
  96. Kiedy nn???? Ps. BOOOOOOOOSKIE *.*

    OdpowiedzUsuń
  97. Kocham ten rozdział <3 :D

    OdpowiedzUsuń