32. High

Brooklyn

                Zdenerwowana uruchomiłam silnik. Kiedy samochód obudził się do życia, otarłam łzy, które zniekształcały wizję i spływały po moich zaróżowionych policzkach. Biorąc głęboki oddech, by się uspokoić, wyjechałam z garażu na ruchliwą ulicę Nowego Jorku. Decydując, że zbyt długo już płakałam, a sytuacja nie zasługuje na tyle łez, pociągnęłam nosem po raz ostatni. Nie mogę uwierzyć, że właśnie uciekłam od moich rodziców. Wolałam nie myśleć o konsekwencjach moich czynów. Szlaban przez resztę mojego życia był teraz najmniejszym z moich zmartwień. Mam totalnie przechlapane, jak już wrócę do domu. Bo w końcu będę musiała wrócić.
                Bałam się tej chwili.
                Jednak było coś, co nadal mnie dręczyło. Moi rodzice powiedzieli, że dowiedzieli się od Ryana, ale jak do cholery on się o tym dowiedział? Zdając sobie sprawę, że będę musiała do niego zadzwonić, aby się dowiedzieć, skorzystałam z tego, że zatrzymałam się na czerwonym świetle, wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam jego numer. Włączyłam tryb głośnomówiący i położyłam telefon na desce rozdzielczej, czekając, aż mój brat odbierze.
                - No dalej - Niecierpliwie stukałam palcami o kierownicę.
                Kiedy w końcu odebrał, brzmiał na zaskoczonego.
                - Siostra?
                - Nie przymilaj się, Ryan - Splunęłam, wciskając stopą pedał gazu, gdy światło zmieniło się na zielone - Jak do cholery się dowiedziałeś?
                - O czym Ty mówisz, Brooklyn? - gdybym nie znała go lepiej, uwierzyłabym, że naprawdę nie ma pojęcia, o co chodzi.
                - Nie rób ze mnie idiotki. Kto Ci powiedział, że nie byłam dzisiaj w szkole i dlaczego powiedziałeś mamie i tacie? - Prawie krzyknęłam.
                Mimo, że oddychałam głęboko, aby zachować spokój, głupota Ryana wcale mi nie pomagała i bałam się, że zaraz kogoś rozjadę.
                - To ja powinienem zapytać, dlaczego do cholery urwałaś się ze szkoły, wiesz? - Jego głos był bardziej groźny, jakby też już miał mnie dość.
                - To akurat ciebie nie dotyczy. To moje życie - Odparłam niecierpliwie.
                Mówił tak, jakby sam nigdy nie zwiał ze szkoły. Hipokryta. Ponownie zatrzymałam się na czerwonym świetle, moja stopa podrygiwała rytmicznie na wykładzinie w samochodzie. Ryan prychnął głośno po drugiej stronie.
                - Dotyczy mnie, jeśli wiem, dlaczego to zrobiłaś.
                - Naprawdę? Oświeć mnie więc - Uśmiechnęłam się szyderczo, choć nie mógł mnie zobaczyć.
                - Hmm, niech pomyślę, może przez tego chłopaka, Biebera? - Powiedział opryskliwie.
                - Znowu się zaczyna - Westchnęłam, zirytowana jego niewytłumaczalną nienawiścią do Justina i zacisnęłam zęby.
                - Myślałaś, że się nie dowiem, Brooklyn? Wiem, że Wy dwoje się spotykacie - Z każdą sekunda był coraz bardziej zły.
                - Bez kitu. A kto Ci powiedział? - Wydałam z siebie westchnienie ulgi, kiedy zobaczyłem znajome ulice Bronxu, pojawiające się na horyzoncie.
                Wiedziałam, dokąd się udam, zaraz po tym, jak przekroczyłam próg mojego domu.
                - To nie ma znaczenia - Mruknął.
                - Och, ale dla mnie ma znaczenie, więc powiedz mi w tej chwili - Z irytacji, mój głos podniósł się co najmniej o oktawę.
                - Dobrze, więc chcesz wiedzieć? - Zapytał.
                - No ba.
                - Natasha mi powiedziała! Zadowolona? - Parsknął, dzieląc się ze mną tą informacją.
                Dlaczego mnie do nie zaskoczyło? Powinnam była się tego domyślić.
                - Więc teraz wróciliście do bycia przyjaciółmi? - Parsknęłam, skręcając w lewo.
                - Co z Tobą? - Naśladował mój złośliwy ton sprzed chwili.
                - Biorąc pod uwagę to, że jest wbijającą nóż w plecy suką, która kiedyś była moją przyjaciółką, mam prawo wiedzieć - Odpowiedziałam, ściskając kierownicę tak mocno, że pobielały mi knykcie.
                - Jak chcesz, Brooklyn - Syknął Ryan - Nie masz pojęcia, jakie to frustrujące, kiedy widzę, że mnie nie słuchasz i ignorujesz moje rady - Mogłam sobie wyobrazić, jak kręci głową z rozczarowaniem, ale miałam ochotę się roześmiać.
                - Wybacz, ale nigdy nie dałeś mi konkretnego powodu, bym trzymała się z dala od Justina - Zauważyłam.
                - To, że jestem Twoim starszym bratem powinno wystarczyć - Odpowiedział.
                - Starsi bracia mają być opiekuńczy i nieść wsparcie, a nie zachowywać się, jak podstępne osły, kablujące na własne siostry - Powiedziałam, w moich słowach czaił się ból i gniew.
                - Któregoś dnia zdasz sobie sprawę, że robiłem to dla Ciebie i będziesz żałowała, że mnie nie posłuchałaś - Powiedział szczerze.
                - Nigdy nie dałeś mi powodu, bym mogła Ci uwierzyć - Mruknęłam, teraz w moim głosie słychać było smutek.
                - A jak myślisz, dlaczego Justin sam niczego Ci nie powiedział? On nie chce, byś wiedziała, bo wtedy nie będziesz chciała mieć z nim do czynienia.
                To jest takie frustrujące - pomyślałem, parkując samochód na pustym miejscu w pobliżu domu Justina.
                - Przestań Ryan. Po prostu... Mam już dość tego, co mówisz. Kocham Justina, okej? - Krzyknęłam, czując łzy w oczach.
                To był pierwszy raz, kiedy przyznałam się do tego komuś innemu, niż tylko sobie.
                - Cholera Brooklyn, nie płacz - Jego głos na nowo był delikatny - On nie jest tego wart, ja tylko staram się być starszym bratem i Cię chronić. Poza tym, on jest dużo starszy od Ciebie.
                - Nie za bardzo Ci to idzie - Wyszeptałem bardziej do siebie niż do niego - I nie jest wcale starszy, tylko kilka lat. Byłeś trzy lata starszy od Natashy, jak byleś jej chłopakiem - Tak, to się zdarzyło - Więc Twój argument jest nieważny. Nie bądź hipokrytą.
                - Założę się, że on chce Ci się tylko dobrać do majtek - Zakpił, delikatność opuściła ton jego głosu tak szybko, jak się pojawiła.
                - Chyba definiujesz samego siebie - Zaśmiałam się bez humoru. Mój brat jest męską dziwką, ale ma czelność mówić, że Justin chce mnie tylko dla seksu - Muszę iść, Ryan. Cześć - Nie dając mu szansy na odpowiedź, rozłączyłam się i oparłam głowę o siedzeniu samochodu, dając sobie chwilę na ochłonięcie, zanim wyszłam na zewnątrz.
Kiedy się uspokoiłam i przestałam płakać, sprawdziłam swoje odbicie w lusterku wstecznym. Moje oczy były lekko spuchnięte, ale na szczęście miałam wodoodporny tusz do rzęs, więc nie wyglądałam, jak panda. Wyciągając z kieszeni chusteczkę, wytarłam nos. Wyglądałam, jak gówno szczerze mówiąc, ale niewiele mogłam zrobić, oprócz spięcia włosów w kucyk i nadrabiania uśmiechem. Wyszłam z samochodu, zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku bloku Justina. Powinnam była zadzwonić i powiedzieć mu, że przyjdę, ale nie miałam czasu. Jak tylko przeszłam na chodnik po prawej stronie, ujrzałam znajomą twarz. Zmrużyłam oczy, podchodząc bliżej i zdałam sobie sprawę, że to Jazmyn. Widząc mnie, zmarszczyła brwi, ale wyszła mi naprzeciw.
                - Brooklyn, co Ty tutaj robisz? - Kiedy zobaczyła moją twarz, zmartwienie wkradło się na jej twarz - Co się stało?
                - Tak jakby wyszłam z domu z dala od rodziców - Podrapałam wnętrze nadgarstka, spoglądając w dół. Brzmiałam teraz jak marudny bachor.
                - Poważnie? - Posłała mi spojrzenie typu nie-kupuję-tego.
                - Wiesz, gdzie jest twój brat? - Zapytałam w potrzebie zobaczenia się z Justinem. Chciałam, by mi powiedział, że wszystko będzie w porządku.
                - Prawdę mówiąc, jest po drugiej stronie parku z przyjaciółmi, grają w koszykówkę, czy coś - Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy wyczuła moje zdenerwowanie - Mogę Cię zaprowadzić, jeśli chcesz.
                - Poproszę - Skinęłam głową i poszłam za nią, ignorując zaciekawione spojrzenia, jakie posyłały mi dziewczyny, z którymi była.
                Jazzy wzięła mnie pod rękę, starając się mnie pocieszyć. Po tym wszystkim, wydawała się mnie polubić, a przynajmniej bardziej, niż w ten dzień, kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy.
                - Justin naprawdę zaangażował się w Wasz związek - Powiedziała, na co zaśmiałam się lekko - Nigdy nie widziałam go w takim stanie, nawet mama się dziwi. Nie, żebyśmy narzekały, tak jest o wiele lepiej - Uśmiechnęła się, prowadząc mnie piaszczystą ścieżką, która kończyła się przy ulicznym boisku do koszykówki.
                Myślę, że to było to samo, na którym byliśmy z Justinem podczas naszej "przyjacielskiej randki" jeszcze w październiku.
                - Dziękuję, Jazmyn. Po prostu lubię widzieć go szczęśliwego - Udało mi się odwzajemnić uśmiech, naprawdę pochlebiały mi jej miłe komentarze.
                Zatrzymałyśmy się tam, gdzie mogłam dostrzec Tysona kozłującego piłkę, gotowego by rzucić i Mike'a, próbującego go zablokować. Justin pił właśnie wodę z butelki. Był ubrany w czarne spodenki do koszykówki i szaro-czerwoną koszulkę z długim rękawem. Przysięgam, jego tolerancja na zimno w grudniu mnie zadziwia. Spoglądając w górę, ponieważ była nieco niższa i uśmiechając się do mnie, Jazzy przytuliła mnie krótko, zanim wróciła do swoich przyjaciół.
                - Do zobaczenia - Pomachała mi przed zniknięciem.
                Tak szybko, jak Justin odstawił butelkę na ziemię i nasze spojrzenia się spotkały, jego usta rozchyliły się i zamrugał kilkakrotnie, zmieszany. Zbliżyłam się do miejsca, w którym stał, wkładając dłonie w kieszenie płaszcza i spojrzałam na niego, przygryzając wargę.
                - Brooklyn?
                - Cześć.
                - Dobrze, że jesteś tu naprawdę, myślałem, że mam zwidy - Jego brwi zmarszczyły się słodko, na co zachichotałam.
                - Nie, naprawdę tutaj jestem - Kołysałam się w przód i w tył, unikając pytającego spojrzenia Justina.
                - Nie, żebym się nie cieszył, że Cię wiedzę, ale co Ty tutaj robisz, kochanie? - Jedna z jego rąk spoczęła na moim ramieniu, by dodać mi otuchy.
                Niepewnie spojrzałam w górę, by napotkać spojrzenie jego oczu. Wyglądały tak pięknie w popołudniowym świetle i na moment odpłynęłam.
                - Kochanie - Potrząsnął lekko moim ramieniem, wyrywając mnie z transu.
                - Hmm? - Mruknęłam.
                - Co się stało?
                - Och, moi rodzice dowiedzieli się, że nie byłam w szkole - Odpowiedziałam beztrosko.
                - Co? Ale jak? Nikt nas nie widział - Justin pokręcił głową z niedowierzaniem.
                - Wydaje się, że Natasha widziała. I powiedziała mojemu bratu, który powiedział rodzicom - Wyjaśniłam, drwiąc na myśl o takich wspaniałych ludziach w swoim życiu. Z ludźmi, jak oni, któż by potrzebował wrogów?
                - Bez obrazy, ale Twój brat jest chujem - Justin przygryzł wargę, w jego słowach był cień wstydu.
                - Nie ma sprawy, podobnie go nazwałam przez telefon - Wzruszyłam ramionami.
                Teraz Justin mógł mówić, co chciał o moim bracie, a ja bym nawet nie drgnęła. Niemniej jednak, gdyby było odwrotnie... Cóż, oczywiście, nie byłoby tak samo, co pokazała moja wcześniejsza rozmowa telefoniczna.
                - A rodzice nie dali Ci szlabanu? - Ton głosu Justina zmienił się w zaskoczenie.
                - Nie dałam im na to szansy - Przygryzłam dolną wargę.
                Byłam zdenerwowana i niepewna reakcji Justina na wieść, że po prostu wybiegłam z domu bez zgody rodziców.
                - Co masz na myśli mówiąc, że nie dałaś im na to szansy? - Zapytał ostrożnie, choć w jego głosie słychać było minimalne uznanie.
                - Tak jakby... Po prostu wyszłam - Przez zdenerwowanie to zdanie zabrzmiało bardziej, jak pytanie.
                - O nie, nie zrobiłaś tego - Zrobił krok do tyłu, kręcąc głową, jakby nie chciał uwierzyć w to co właśnie powiedziałam.
                - Jezu, dzięki za wsparcie - Skrzyżowałam ręce na piersi, przenosząc spojrzenia z Justina na pobliskie drzewo, czując delikatne ukłucie bólu.
                - Nie, Brooke po prostu... jestem w szoku - Rozłożył moje ręce, przesuwając swoje palce na moje, by je spleść razem.
                - Nie wiedziałam, co mam robić. Oni na mnie krzyczeli, a tata powiedział, że nie pozwoli mi już więcej się z Tobą spotykać - Sfrustrowana łza spłynęła po moim policzku, ale Justin otarł ją szybko naszymi knykciami.
                - Cśś, już w porządku, Księżniczko - Powiedział uspokajająco, puszczając jedną z moich dłoni, by pogładzić moje włosy, a ja objęłam go wolną ręką w pasie. Fakt, że grał sprawił, że zapach Axe był jeszcze bardziej wyczuwalny. Mniam - Ale jak oni się w ogóle o tym dowiedzieli?
                - Nie mam pojęcia. Mama powiedziała, że widać to w moim zachowaniu, ale nie zdziwiłabym się, gdyby Ryan im powiedział. Nienawidzę go - Skrzywiłam się, chowając twarz w ciepłej klatce piersiowej Justina - W zasadzie myślą, że spotykam się z kryminalistą.
                Jago ciało zesztywniało, gdy to usłyszał, przez co uniosłam głowę, by na niego spojrzeć.
                - Za bardzo się nie mylą - Mruknął, w jego pięknych oczach czaiła się nutka winy.
                - Zamknij się, Justin. To nie prawda i nie obchodzi mnie, co oni myślą - Zapewniłam go, wygładzając zmarszczkę, między jego brwiami.
                Justin wziął głęboki oddech, odrzucając głowę do tyłu przy wydechu.
                - Okej, po prostu postaraj się o tym zapomnieć na jakiś czas, dobrze? Możesz spędzić tu trochę czasu, zanim będziesz musiała wrócić.
                Miał rację, muszę wrócić. Pomyślałam o tym, by zapytać Kelsey, czy nie mogłabym się u niej zatrzymać, ale to mogłoby być niezręczne dla jej mamy, ponieważ przyjaźniła się z moją. Zamiast tego, skinęłam głową, stając na palcach, by musnąć usta Justina.
                - Czy to będzie zbyt banalne, jak powiem, że już się za Tobą stęskniłam? - Zapytałam niewinnie, trzepocząc rzęsami.
                Justin roześmiał się, obejmując mnie w talii.
                - Trochę, ale nie przeszkadza mi to, bo też się za Tobą stęskniłem - Pocałował mnie ponownie, jego miękkie usta dały mi uspokojenie, którego szukałam.
                - Możesz wrócić teraz do swoich znajomych, nie chcę by myśleli, że Cię od nich zabieram - Zachichotałam, po czym odsunęłam się, patrząc za niego na chłopaków wciąż grających w koszykówkę.
                Byli cholernie dobrzy, gdyby ktoś mnie pytał.
                - Nie, wolę być z Tobą. I tak grałem już od dłuższego czasu - Justin złapał mnie za rękę i poprowadził do drewnianej ławki.
                Wskoczyłam na oparcie, podczas gdy on usiadł normalnie na siedzeniu, między moimi nogami. Zaczęłam się bawić jego włosami.
                - Jaki jest Twój sekret na takie miękkie włosy? - Zapytałam z ciekawością.
                Szczerze mówiąc, włosy Justina były zbyt jedwabiste i błyszczące, by należały do chłopaka. To były włosy, jakie każda dziewczyna chciałaby mieć, łącznie ze mną.
                - Nie mam miękkich włosów - Odpowiedział, mierząc nieufnie mnie wzrokiem z głową przechyloną w bok tak, że opierała się na moim udzie.
                - Owszem, masz - Teraz, kiedy wiedziałam, że przeszkadza mu rozmawianie o włosach, to będzie temat moich żartów - Używasz odżywki, prawda? - Uniosłam znacząco brew.
                - Co? Myję je tylko swoim szamponem - Bronił się, na co zachichotałam, tak łatwo było się z nim drażnić.
                - Jasne, Justin. Wierzę Ci - Zanuciłam drwiącym głosem.
                - Brooklyn - Jęknął - My, faceci nie dbamy o wygląd naszych włosów tak jak wy, dziewczyny.
                - Och, ale Ty dbasz, Justin Wiem, że spędzasz codziennie przynajmniej dwadzieścia minut na ich układaniu - Szturchnęłam jego bok, moja druga ręka przeczesała jego ciemnoblond włosy na czubku głowy, mierzwiąc je do przodu.
                - Psujesz je - Znowu jęknął, jak małe dziecko, przypominając mi Jaxona. Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem - Cieszę się, że Cię rozśmieszam - Skrzyżował ręce na piersi, wydymając wargi w uroczy sposób.
                - Aww, Justin - Zagruchałam - Jesteś taki słodki - Delikatnie objęłam dłońmi jego szczękę.
                Odchyliłam mu głowę do tyłu, po czym sama się pochyliłam, złączając nasze usta w pocałunku. Wyglądało to, jak jeden z tych pocałunków Spidermana i Mary Jane, ponieważ byliśmy do góry nogami.
                - To nie pomoże na to, że się ze mnie śmiałaś - Ostrzegł Justin, kiedy ponownie usiadłam wyprostowana.
                - Po prostu się z Tobą droczyłam, Jay. Wiesz, że kocham Twoje włosy - Cmoknęłam go od boku w policzek, obejmując jego szyję.
                - Tu jesteście, gołąbeczki - Tyson przerwał naszą chwilę, idąc dumnym krokiem w naszą stronę i siadając obok Justina.
                - Nie ma tu gdzieś Kelsey, żeby zapewniła Ci rozrywkę, Tyson? - Zapytałam przesłodzonym tonem.
                - Jest już w drodze, nie martw się - Mrugnął do mnie, a Justin trzepnął go w tył głowy.
                - Stary, co jest kurwa? Nic nie zrobiłem - Potarł bolące miejsce, posyłając Justinowi mordercze spojrzenie.
                - Nie mrugaj do mojej dziewczyny - Ostrzegł Justin, na co prawie się rozpłynęłam, potrafił być taki opiekuńczy. Co zrobiłam, by zasłużyć sobie na tak niesamowitego chłopaka?
                Rzeczywiście, kilka minut później, pojawiła się Kelsey z szerokim uśmiechem i w czarnym płaszczu.
                - Cześć wam - Pomachała do nas.
                - Co Ty taka szczęśliwa? - Uniosłam brwi, z moich ust wydobył się chichot.
                - Mogę Ci powiedzieć, czemu - Powiedział Tyson, mrugając do niej.
                Przez to znów dostał w tył głowy.
                - Tyson - Policzki Kelsey zrobiły się czerwone, na co Justin i ja roześmialiśmy się.
                Nie usiadła obok swojego chłopaka, ale dołączyła do mnie na oparciu ławki. Po tym, jak opowiedziałam jej o całej historii z rodzicami - i o niektórych szczegółach mojego poranka z Justinem - wyraz jej twarzy był nie do odczytania.
                - Dlaczego Twoje dni zawsze są takie ciekawe? - Pokręciła głową z niedowierzaniem.
                Parsknęłam.
                - Ciekawe? Raczej pełne dramatu - Przysięgam, nie ma dnia, w którym nie napotykam na jakiś problem.
                - Powiesz rodzicom o Justinie? Wiesz, kiedyś będziesz musiała im go przedstawić.
                Odwróciłam się w stronę chłopaków, którzy na nowo zaczęli grać w koszykówkę. Justin wyglądał tak beztrosko i tak chłopięco, gdy był z kolegami, że wątpiłam by środowisko moich rodziców było dla niego odpowiednie. Czułby się przy nich nieswojo.
                - Szczerze mówiąc, nie wiem - Wypuszczając długi oddech, spuściłam wzrok - Będzie w sobotę na pokazie mojej mamy, ale... - Urwałam, nie wiedząc, co chciałam powiedzieć.
                - Nie wiesz, czy przedstawić ich sobie wtedy, czy nie - Kelsey zakończyła zdanie dla mnie.
                - Dokładnie.
                - Na Twoim miejscu, po tym co Ci dziś powiedzieli, nie robiłabym tego. Wiem, że Justin jest świetnym chłopakiem i troszczy się o Ciebie, ale nie jest grzecznym, dobrze wykształconym młodym mężczyzną, którego chcieliby dla Ciebie Twoi rodzice - Kontynuowała, przenosząc wzrok na mojego chłopaka, biegającego po boisku - Może być zbyt wcześnie.
                Schowałem twarz w dłoniach. W sumie to moje życie nigdy nie było skomplikowane. Dopóki nie pojawił się Justin. Dostawałam wszystko, o co poprosiłam swoich rodziców i wszystko, co miałam robić w zamian, to przynosić dobre stopnie i odpowiednio się zachowywać. Ale jednocześnie Justin był najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła. Jego pojawienie się w moim życiu sprawiło, że spojrzałam na różne rzeczy inaczej i zaczęłam kwestionować dawne przekonania.
                - Masz rację. Chyba lepiej, że jeszcze go nie znają - Stwierdziłam ostatecznie.
                Kelsey poklepała mnie po udzie z wyrozumieniem - w końcu jej sytuacja nie była wcale inna. Czasami chciałam, by moi rodzice byli jak Pattie, by łatwo było z nimi rozmawiać i żeby byli niekrytykujący. Ale tak nie było. No i musimy jeszcze dodać do obrazka mojego brata, Ryana. Decydując, że mamy dość tego tematu po dniu pełnym wrażeń, Kelsey zaczęła mi opowiadać o szkole i o tym, że Natasha coś kombinowała rano.
                - Podeszła do mnie widząc, że byłam sama i próbowała  tych swoich nikczemnych sztuczek na mnie - Zadrwiła. Oczywiście, to nie zadziałało - Jak tylko zaczęła z tym "Ty i ja byłyśmy kiedyś dobrymi przyjaciółkami, ale wzięłaś stronę Belli i zostawiłaś mnie bla bla bla" przerwałam jej. Nie mogę uwierzyć, że myślała, że nadal może mną manipulować - Kręcąc głową, nie zdawała sobie sprawy, że przez nią się uśmiechnęłam. Przynajmniej moi prawdziwi przyjaciele wciąż ze mną są - Chciała "wrócić do starych dobrych czasów" - Zrobiła cytat palcami, krzywiąc się - Myśli, że może robić mi pranie mózgu, czy coś i sprawić, że będę, jak jej koleżaneczki, aka faneczki. Te dziewczyny są jeszcze gorsze niż sama królowa suka, jeśli to w ogóle możliwe...
                Słuchałam wywodu Kelsey na temat jej dzisiejszego poranka, śmiejąc się tu i tam, aż w końcu wrócili chłopcy. Najwyraźniej zakończyli grę i wygrała drużyna Tysona, więc zamierzali uczcić to, paląc trawkę. Pomysł ten nie wydawał się zbyt ciekawy dla Kelsey, bo odmówiła Tysonowi zapalenia zioła, przewracając przy tym swoimi zielonymi oczami. Para ramion objęła mnie od tyłu, przyciągając mnie do czyjejś piersi. Nieodparty zapach Axe uświadomił mi, że to Justin - nie, że ktoś tutaj przytuliłby mnie w ten sposób.
                - Aye - Przywitał mnie, na co odwróciłam głowę w bok, bym mogła na niego patrzeć.
                - Cześć - Na moich ustach pojawił się mały uśmiech.
                Zawsze kiedy patrzył na mnie, wyglądając tak uroczo, czułam motylki w brzuchu, jakby to był pierwszy raz, kiedy spoglądam mu w oczy. Pociągając mnie za biodra, dał mi znak, bym zeszła z oparcia ławki, tej, wokół której stali wszyscy jego znajomi.
                - Dlaczego chciałeś pójść? - Zapytałam lekko zdezorientowana jego chęcią oddalenia się.
                Opieraliśmy się teraz o metalowe ogrodzenie, ramiona Justina były po moich obu stronach.
                - Nie czuję się... Komfortowo będąc tam, podczas gdy moi przyjaciele palą zioło - Podrapał się po szyi z zakłopotaniem.
                - Nie będziesz palił? - Zapytałam, bo jego wcześniejsza odpowiedź nie rozwiała moich wątpliwości.
                - A chcesz, żebym palił? - Justin wyglądał na nieco zaskoczonego.
                - Nie, to znaczy to Twoje życie i Twoja decyzja - Wyjaśniłam. To było dziwne, że pytał mnie o zgodę.
                - Tak, ale Ty nienawidzisz, kiedy palę - Stwierdził Justin, prawdopodobnie zastanawiając się tak, jak ja, dlaczego ta rozmowa jest taka dziwna - Mówiłaś, że Ci się to nie podoba, że to jest nielegalne i nie jest dla mnie dobre - Przypominał mi wszystkie moje poglądy na ten temat.
                - W sumie to... - Wpadłam na pomysł. Pójdę za to do piekła, ale byłam teraz zła na moich rodziców i brata i po prostu chciałam zrobić coś, co by ich totalnie wkurzyło. Oczywiście, gdyby kiedykolwiek się o tym dowiedzieli, a nie pozwolę by tak się stało - Co, gdybyśmy oboje zapalili? - Przygryzłam wargę, już spodziewałam się pierwszej reakcji Justina na moją sugestię.
                Otworzył usta, szybko odrzucając mój pomysł.
                - Ha, nie ma mowy.
                - Dlaczego nie? - Domagałam się wyjaśnień.
                - Kim jesteś i co zrobiłaś z moją dziewczyną?
                - Justin, mówię poważnie - Pociągnęłam go za ręce.
                Chociaż grał przez prawie godzinę w koszykówkę, nie był bardzo spocony, za co byłam wdzięczna.
                - Brooklyn, czy Ty się teraz słyszysz? - Zawołał oszołomiony - Nienawidzisz narkotyków, nie bierzesz narkotyków i nie chcesz, bym ja brał narkotyki.
                Przewróciłam oczami na jego upór.
                - Cóż, teraz chcę ich spróbować i nie możesz nic z tym zrobić - Tupnąwszy nogą w ziemię jak dziecko, odwróciłam się na piętach i skierowałam do grupy przyjaciół, chętna do zapalenia trawki, jeśli mi zaproponują.
                Usłyszałam zirytowane westchnienie Justina, zanim jego ręka chwyciła mój nadgarstek, zatrzymując mnie gwałtownie.
                - Kochanie, jeśli to dlatego, że jesteś wściekła na rodzinę...
                Przerwałam mu.
                - To nie o to chodzi. Chcę po prostu spróbować, a jeśli nie idziesz ze mną, to poproszę Tysona, by mi dał trochę - Oświadczyłam, zamierzając odejść.
                - Dlaczego taka jesteś? Brooklyn, to narkotyki. Narkotyki - Podkreślił, zmartwienie w jego oczach prawie sprawiło, że porzuciłam ten pomysł, ale byłam twarda - Zniszczą Twoje zdrowie.
                - Wcześniej nigdy nie wydawałeś się tym przejmować - Skrzyżowałam ręce na piersi, patrząc w inną stronę.
                - To nie o swoje zdrowie się troszczę, tylko o Twoje - Złapał moją brodę między kciuk a palec wskazujący, przez co nasze spojrzenia się spotkały.
                Spojrzenie w jego oczach było niemal błagalne, choć jego głos pozostał stanowczy.
                - I ja to doceniam, ale chcę to zrobić. Ludzie mówią, że marihuana jest dobrym sposobem, na odstresowanie i mogłabym trochę na tym skorzystać - Zauważyłam.
                Tak naprawdę byłam zdenerwowana i chciałam, by Justin był ze mnę, kiedy zapalę po raz pierwszy. Dlatego wiedząc, że pójdzie za mną, wyrwałam się z jego uścisku i ruszyłam z powrotem w stronę ławki.
                - Chcesz ostatniego jointa, stary? Ci idioci spaliliby wszystko, ale ocaliłem jednego dla Ciebie - Tyson zaproponował mu grubą rurkę, mówiąc poprzez kłęby dymu z własnego jointa.
                Justin przygryzł wargi z wahaniem. Czułam się trochę źle, bo musiał zapalić ze względu na mnie, ale to nie jest coś, czego nie robił wcześniej mnóstwo razy.
                - W sumie, jeśli Justin nie chce...
                - Daj mi to - Przerwał mi, jego usta zacisnęły się w wąską kreskę.
                Uśmiechnęłam się, podchodząc do niego. Tyson podpalił końcówkę jointa swoim własnym, a Justin włożył go do ust, gdy był już podpalony.
                - Wiedziałam, że się ugniesz - Powiedziałam wymownie, bawiąc się zamkiem jego szarej kurtki.
                Justin zignorował mnie, wypuszczając dym w innym kierunku i usiadł na ławce, krzyżując kostki na ziemi.
                - Daj mi spróbować - Starałam się dosięgnąć jointa, ale podniósł rękę na taką wysokość, że nie dosięgnęłabym jej nawet, gdybym podskoczyła.
                - Nie - Wydawał się nieco zły na mnie, przez co zacisnęłam zęby.
                Moja nowa strategia to czekanie, aż stanie się trochę mniej świadomy, jak już marihuana zacznie na niego działać, więc wtedy da mi spróbować. Niemniej jednak, palił tak powoli, że to w ogóle na niego nie działało. Korzystając z tego, że każdy był zaangażowany w swojej rozmowie i chichotach spowodowanych wypełniającym powietrze zapachem marihuany, zbliżyłam się do Justina. Przyciskając dłonie do jego brzucha złożyłam lekki pocałunek na jego odsłoniętej szyi, tuż nad żuchwą.
                - Nie rób tego - Powiedział.
                - Czemu nie? - Spojrzałam na niego, usadowiwszy się między jego nogami, ale trzymałam dłonie na jego wyrzeźbionym brzuchu.
                - Wiesz czemu - Odpowiedział chłodno - To nie zadziała.
                Przekonamy się o tym. Poczekałam, aż Justin wciągnie kolejnego bucha, zanim chwyciłam jego twarz w dłonie i nakryłam jego usta swoimi. W ten sposób, jeśli będzie chciał wypuścić powietrze, dym pójdzie do moich ust. Zaskoczony moim gestem, Justin próbował mnie odepchnąć, ale kiedy się nie ruszyłam, nie miał innego wyboru, niż wypuszczenie powietrza. Ten dziwny koleś z klubu na coś się przyda. Wdychając dym, pozwoliłam, by dotarł do moich płuc, zanim go wypuściłam, tym razem bez kaszlu.
                - I to była doskonała iguana.
                Nieoczekiwanie, Justin zachichotał.
                - Jesteś taka uparta.
                - Jestem przyzwyczajona, że dostaję to, co chcę - Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się, więc moje plecy były przyciśnięte do jego piersi.
                Wolną ręką objął mnie w talii, przyciągając mnie bliżej. Może narkotyk już czynił cuda, bo Justin wydawał się bardziej zrelaksowany. Składając krótki pocałunek na boku mojej szyi, Justin szepnął mi do ucha.
                - Wyglądasz seksownie, gdy jesteś zła.
                Zachichotałam, opierając głowę na jego ramieniu.
                - Czujesz coś innego? - Zapytał, biorąc kolejnego bucha z krótszego już jointa.
                Jak to możliwe, że po wypaleniu połowy, wciąż wydawał się niewzruszony, podczas gdy mi chciało się śmiać już po jednym buchu?
                - To jest... dziwne - Stwierdziłam, wciskając się bardziej w ciało Justina. Kątem oka, widziałam Kelsey, która kręciła głową, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili.
                Biorąc dłoń Justina w swoją, przysunęłam jego palce do swoich ust i zaciągnęłam się dymem. Powtarzając tę samą czynność co wcześniej, wypuściłam dym po chwili. Czułam się trochę oszołomiona i moje nogi były nieco chwiejne, ale jednocześnie to uczucie było dziwne. Wydawało mi się, że chichoczę cały czas.
                - Wystarczy na dzisiaj - Justin zaśmiał się z moich reakcji, gasząc jointa na drewnianej ławce i wkładając resztę do kieszeni spodni.
                - To jest fajne - Stwierdziłam, śmiejąc się z niczego konkretnego.
                - Stary myślę, że Twoja dziewczyna jest na haju - Mike trącił Justina, zdobywając od niego kuksańca.
                - Wzięła tylko dwa buchy,
                - Ale to był jej pierwszy raz - Zauważył.
                Oni musieli palić tyle razy w sowim życiu, że to już nie miało na nich takiego efektu.
                - Gdzie jest Sam? - Zagruchałam, szukając po parku jej czarnych loków. Nie widziałam jej, odkąd przyjechałam.
                - Nie wiem - Mike wzruszył ramionami, choć widać było, że mają jakiś problem od tej nocy w klubie.
                Podnosząc się z Justina, chwyciłam jego dłoń, by też wstał.
                - Co chcesz zrobić?
                - Hmm, chcę pobyć z Tobą sam na sam - Wyszeptałam, chichocząc na końcu.
                Justin zaśmiał się, kładąc ręce na moich biodrach.
                - Chodźmy.
                Poszłam za nim do zadrzewionego miejsca, gdzie dwa krzewy odgradzały nas od małej kwadratowej łąki. Wyglądało to bardzo znajomo.
                - Chwila, byłam tutaj wcześniej, prawda? - Zadałam pytanie do nikogo w szczególności.
                - Pamiętasz? - Justin uniósł gęste brwi. Były one ciemniejsze, niż włosy, ale dziwnie wyglądało to dobrze, bardzo dobrze.
                - Och, tak - Przeciągnęłam słowa, gdy zdałam sobie z tego sprawę - To tutaj próbowałeś mnie pocałować wtedy, kiedy byłeś na haju - Uśmiechnęłam się do niego.
                Justin zachichotał, co spowodowało taką samą reakcję u mnie.
                - Odwzajemniłabyś pocałunek, wiesz o tym.
                - Miałam wtedy chłopaka i nadal mnie przerażałeś - Zamknął dystans między nami, zostawiając mnie w pułapce przy pniu drzewa, to samo zrobił kilka miesięcy temu.
                - Przerażałem Cię? - Oparł dłoń o pień drzewa tuż nad moją głową, drugą dłoń przesuwając pod płaszczem na moje biodro.
                - Wyglądałeś, jakbyś zwiastował kłopoty - Odpowiedziałam, jego usta były już kilka centymetrów od moich.
                - Ale już wtedy mnie pragnęłaś - Zamruczał uwodzicielsko.
                - Nie - Skłamałam, oblizując wargi. Przyłapałam go, gdy na nie patrzył.
                - Spodobałem Ci się w chwili, gdy mnie zobaczyłaś, kochanie - Zaczął zostawiać mokre pocałunki wzdłuż mojej szczęki i w dół mojej szyi na tyle, na ile pozwolił mu mój szalik.
                - Nie pochlebiaj sobie - Powiedziałam drżącym głosem, mój umysł był zamglony przez jego bliskość.
                Palce Justina rysowały wzory na skórze mojej kości biodrowej, w jakiś sposób manewrował nimi tak, że podniósł materiał, który ją okrywał. Moje usta potrzebowały jego i nie obchodziło mnie, że byliśmy w środku publicznego parku, mimo wszystko dookoła były krzaki. Schylając głowę, odnalazłam jego usta. Kiedy złączyliśmy je, poczułam fale gorąca i pragnęłam więcej. Szybko pozwoliłam mu wsunąć język do moich ust, przenosząc dłonie na jego kark, przybliżając go. W przeciwieństwie do naszych zwykłych pocałunków, które były powolne i słodkie, ten był ostry i pełen namiętności. Wirowały w nas emocje, przez co czułam niemal zawroty głowy. Nagle dłoń Justina zjechała w dół na gumkę moich majtek, jego krocze było przyciśnięte do mojego. Gdybyśmy nie byli w parku, obawiam się, że wydarzenia z tamtego dnia by się powtórzyły.
                Oderwaliśmy się od siebie, gdy potrzebowaliśmy powietrza. Oddychałam ciężko, a niewyraźny głos wołał mnie gdzieś z oddali. W mojej głowie kręciło się od adrenaliny, nogi ledwo utrzymywały moją wagę. Moje powieki kilkakrotnie otwierały się i zamykały.
                - Brooklyn!
                Słyszałam ponownie głos, ale zignorowałam go. Justin patrzył na mnie, to samo pragnienie, które czułam było widoczne w jego ciemnych tęczówkach.
                - Kelsey myśli, że Cię kocham - Wyszeptałam, kiedy odzyskałam oddech.
                - Brooklyn! - Głos zabrzmiał bliżej.
                - A kochasz? - Justin zapytał niepewnie, jego oczy nie opuszczały moich, a jego dłonie przytrzymywały mnie przy drzewie.
                - Wow. Myślę, że się zjarałam  - Wymamrotałam, zrywając kontakt wzrokowy, chichot opuścił moje spuchnięte wargi.
                - Brooklyn! Gdzie Ty do cholery jesteś? Wołam Cię od pięciu minut - Zaniepokojony głos Kelsey przedarł się do naszej małej łąki przez to samo pęknięcie, którego Justin i ja użyliśmy wcześniej.
                - Przepraszam. Nie słyszałam Cię - Potrząsnęłam głową, by przestało mi się w niej kręcić.
                Odsuwając ręce Justina zrobiłam ostrożny krok w stronę Kelsey. Teraz bycie na haju nie wydawało się już takie fajne.
                - Dlaczego do cholery zapaliłaś, Brooklyn? Przysięgam, zwariowałaś już - Krzyknęła Kelsey, przeczesując dłonią swoje brązowe włosy, zanim szarpnęła mnie za rękę w swoim kierunku.
                - Hej! - Jęknęłam, patrząc na nią. Usłyszałyśmy, jak Justin uderzył pięścią w drzewo, ale Kelsey wciąż ciągnęła mnie za sobą, więc nie mogłam zawrócić - Gdzie idziemy?
                - To Sam - Wyszeptała, w jej głosie była mieszanina niepewności i smutku - Musisz to usłyszeć. Ona nas potrzebuje.
                Po kilku minutach marszu spotkałyśmy Sam w rogu boiska do koszykówki, z dala od reszty chłopaków. Justin wrócił do nich, niezgrabnie przesuwając nogi i przeczesując włosy palcami. Byłam świadoma, jak bardzo czerwona i gorąca była moja twarz, zanim Sam to skomentowała.
                - Nie pytaj - Przyłożyłam dłonie do policzków.
                - Chcesz powiedzieć Brooke? - Kelsey potarła rękę Sam i wtedy ujrzałam zaschnięte łzy pod jej prawie czarnymi oczami.
                Jednak to, co powiedziała potem, było czymś, czego zdecydowanie się nie spodziewałam i mój haj opadł, jakby ze szczytu nowojorskiego wieżowca aż do podziemi w mniej, niż nanosekundę.
                - Jestem w ciąży.

_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

144 komentarze:

  1. KOCHAM CIEEEEEEEEEEEEEE DZIIĘKI ZA TŁUMACZENIE I WGL DHFJSKDGVSDF

    OdpowiedzUsuń
  2. sakjdhfgydufdgfsgfhg AMEERA W CIĄZY? WTF ;OOO
    Zaje rozdział omg, Brooke i Justin jarali razem <3 Czyż to nie romantyczne? XD

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty rozdział, jak zawsze *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy! Rozdział jak zawsze niesamowity ♥ @happy_frenzy

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam czytac te rozdziały:D love you♥

    OdpowiedzUsuń
  6. OMFGYOMFGY <3333333333333333
    Sam w ciąży O.o

    OdpowiedzUsuń
  7. nawet nie wiesz jak ja cię kocham za to tłumaczenie ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Justin i Brooke razem jarali :OO
    kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny !!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. hdhgdasdgashdasdahs ten rozdział adashdgashdgashdas

    OdpowiedzUsuń
  11. OMB! ♥ KOOOOCHAM TOO ! ♡ @kala_9874

    OdpowiedzUsuń
  12. gdiydjhxjfyxj vrxyyfkvfyghjvu
    Jezuuu kochammm!!!

    @AriarnaGrarnde

    OdpowiedzUsuń
  13. Fhctjvfufchy boskie! W ciąży aaaa!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki że tłumaczysz! To opoowiadanie jest świetne

    OdpowiedzUsuń
  15. Genialny. Dzieki ze tlumaczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. OMG ! nieee mogę !! brak słów dajesz następony ♥ kocham ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  17. O Boże! Co to było!!!! Sam w ciąży?!

    OdpowiedzUsuń
  18. ale się dzieje :o
    @hejtujbicz

    OdpowiedzUsuń
  19. o jezu sdfghjkhgfghjkjhghj kocham, kocham,kocham dfghgfhjk

    OdpowiedzUsuń
  20. O w dupę. Rozdział zajebisty! *-*

    OdpowiedzUsuń
  21. Już myślałam że pójdą do Jusa i to zrobią i nie poszli :( nie spodziewałam się że Sam będzie w ciąży ! Mike jest ojcem czy została zgwałcona ? Bosze kocham to opowiadanie. Z niecierpliwością czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  22. Woooaah. O kurwa.
    dobra. Zbyt wiele emocji. Nic wiecej nie napisze @GrandMcBer

    OdpowiedzUsuń
  23. świeeeetny rozdział, jak zawsze z resztą *u*

    OdpowiedzUsuń
  24. CUDO *,*
    Dziękuję że tłumaczysz < 333

    OdpowiedzUsuń
  25. omg cfhynjfrswedrftghyujik *.* boooskie

    OdpowiedzUsuń
  26. OMG OMG KONIEC NAJBARDZIEJ NIESPODZIWWANY ;OO

    ŚWIETNY ROZDZIAŁ <3

    @POLLY325

    OdpowiedzUsuń
  27. Wow, po prostu brak mi słów, ale i tak czekam na nexta ;3 ♥

    OdpowiedzUsuń
  28. Kocham to <3 a rozdział świetny jak zawsze *-*

    OdpowiedzUsuń
  29. super rozdzial.bardzo przyjemny.nie wiem jak wytrzymam do kolejnego ;p

    OdpowiedzUsuń
  30. O Boże, kocham !!! <3
    I co teraz zrobi Sam ? ;c
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział ;*
    Super tłumaczenie ;]

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak zawsze świetny ! Kocham to tłumaczenie :))

    OdpowiedzUsuń
  32. omg saihcoiabsisg <3

    OdpowiedzUsuń
  33. Kocham cie za to że tłumaczysz *.*
    niesamowity jest ten ff
    @misiekstyles

    OdpowiedzUsuń
  34. za dużo emocji jak na jeden rozdział. *.*

    OdpowiedzUsuń
  35. JA PI***M ! JSHNJKDSAFBHKADSBFJKNFGDAS *.*

    OdpowiedzUsuń
  36. Suuper ! *.* !! Kocham cię za tłumaczenie :*

    OdpowiedzUsuń
  37. Zaje- jfiorhjsiuhybrnio -bisty aw?
    Kurwa, było tak blisko!

    Pozdrawiam xx
    @AlexxOlaa

    OdpowiedzUsuń
  38. sushsjwiwjekjjjwiqiajakkqqk kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  39. OMG Sam w ciąży ?! Rozdział jak zwykle świetny jkdoekakhosk !! <3

    OdpowiedzUsuń
  40. OMG tego to ja się nie spodziewałam..

    OdpowiedzUsuń
  41. Szczerze mówiąc jak pisałaś,że rozdział będzie trochę lepszy czy jakoś tak, to myślałam, że coś ciekawszego się wydarzy. No ale nie jest zły, wręcz przeciwnie <3!

    OdpowiedzUsuń
  42. zajebisty rozdział *__*
    @SwagOnKidrauh

    OdpowiedzUsuń
  43. Jezu ale rozdzial swietny jak zawsze, dziekuje ,ze dodalas nowy rozdzial dzisiaj :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Haha zjarana brooke to zajebista brooke xD
    SAM W CIĄŻY! :O

    czekam na następny no i wiedz że cię kocham baaardzo mocno <33
    dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  45. OMG NIE SPODZIEWALAM SIE TEGO DLDJDODL

    OdpowiedzUsuń
  46. Jezu ale rozdzial swietny jak zawsze, dziekuje ,ze dodalas nowy rozdzial dzisiaj :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Prawie to powiedziała!! Ugh..

    OdpowiedzUsuń
  48. Jejku jakie to świetne <3 nie mogę doczekać się kolejnego;d

    OdpowiedzUsuń
  49. świetny asdxf. Omg Sam w ciąży....
    Miłego tłumaczenia :)
    @heartforbiebss

    OdpowiedzUsuń
  50. Wiedziałam że Natasha powiedziała Ryan'owi że Brooke nie było w szkole. Sam jest w ciąży? Omg, nie spodziewałam sie tego :o Czekam na kolejny! :)
    @brightsselena x

    OdpowiedzUsuń
  51. Awwww po tym jak to przeczytalam to nie zasne dzisiaj!!!! Kocham cie<3

    OdpowiedzUsuń
  52. ŚWIETNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  53. Gjcddtgvddyjjbgtgresd świetny <3 a z naszej Brooklyn coraz coś odwala xd bad girl. Marihuanna, wagary... , no , no


    @luvmynika

    OdpowiedzUsuń
  54. Już nie będę tego komentować brak mi słów! Rozdział knrdkjndvjhnbvcvllmnajkmlkdjnvjkvjkhnikv <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  55. Brook zajarała. *_*

    OdpowiedzUsuń
  56. Brook zapalila o_O Sam jest w ciazy o_O Loool...kocham to tlumaczenie tak ze brak mi slow <3<3 Jak dobrze ze ja je znalazlam bo moje zycie literackie byloby nudne xdd nie migedoczekac sie nastepnego *.* buziaki xoxox

    OdpowiedzUsuń
  57. W koncu jakis dzisius bedzie! Haha tak sie ciesze xD zapowiada sie ciekawie i czekam na nastepny<3 kocham cie i dziekuje ze tlumaczysz<33:

    OdpowiedzUsuń
  58. Kocham kocham kocham *.* ale szok na sam koniec.......czekam na nn @mrsBieber1301 <3

    OdpowiedzUsuń
  59. O w pizdu kurwa no nie wierze!!! W ciąży?! Dobrze że nie Brooke XDĐDDDD Czekam na kolejy z nie cierpliwością!!!

    OdpowiedzUsuń
  60. jak zwykle swietne, fajnie, ze tak szybko tlumaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Omfg! mogli by juz sb powiedziec ‘KOCHAM CIE! <3‘ a nie tak przrciagaja to . A tego chuja to bym zabila na miejscu!
    jak przeczytalam to ‘- Chcesz powiedzieć Brooke? ‘ to wiedzialam ze to ciaza xd
    @torallisx3
    Ps dzieki za informowanie xx

    OdpowiedzUsuń
  62. Omfg jak ja jestem dumna z Brooke że uciekła! Nie rozumiem Ryana o.O Natasha to suka. A brooki jest na haaajuuu ♥ Rozdział jest zajebisty więc tłumacz dalej i wiedz że cie kocham!
    xoxox

    OdpowiedzUsuń
  63. Uwielbiam!<3 ciąża :O nieźle! Niech Justin powie że KOCHA Kelsey i ona niech tez to powie <3

    OdpowiedzUsuń
  64. Brooke no powiedz mu że go kochasz! Chociaż to było by lepsze jakby Justin jej powiedział <3
    O Boże.. Sam o.O
    Już się nie mogę doczekać kolejnego :)
    Buziaki <3

    @NowSuitUp

    OdpowiedzUsuń
  65. jej, świetnie tłumaczysz! :3

    OdpowiedzUsuń
  66. MAM NADZIEJĘ ŻE NIE BĘDZIE W CIĄŻY Z JUSTINEM -.-
    ALE OGÓLNIE TO ZAJEBISTY JAK.ZAWSZE <3

    OdpowiedzUsuń
  67. Niezle by bylo jakby byla w ciazy z Justinem . Dzialoby sie.

    OdpowiedzUsuń
  68. No tak mało brakowało żeby mu powiedziała ! I jeszcze ta ciąża na koniec ;P kocham xoxo

    OdpowiedzUsuń
  69. Jgfhhdhdhsjmejsnbdhdhdh"

    OdpowiedzUsuń
  70. DHGVDKJ
    byleby nie z Justinem jcbxd
    ciekawy rozdział
    czekam na kolejny
    @ShawtyManeJB98

    OdpowiedzUsuń
  71. kocham cie dlatego ze tak szybko to tlumaczysz wczoraj wkoncu skonczylam czytac i krecilam sie po calym domu z nudów i teraz widze new rozdzial i usmiecham sie jak glupia do laptopa kc

    OdpowiedzUsuń
  72. Super zresztą jak każdy *.* uuu Brooke niegrzeczna dziewczynka hahaha xDD czekam nn ;** @natinbieber

    OdpowiedzUsuń
  73. Dfkvnwrjfnj <3 niech już sobie powiedzą, że się kochaja... najlepiej jakby Justin to pierwszy przyznał!:ooo Dziekuje za tlumaczenie, jestes wielka! :)

    OdpowiedzUsuń
  74. booooooooooooooooooże!! *.* h3_h3_

    OdpowiedzUsuń
  75. JEZU SAM.
    SJAGDCBDSJSH PRAWIE <3
    KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  76. kjsdvhidjvjskhdhvdjhvsudvhgdsjkvhdsvhgsdjh*.*

    OdpowiedzUsuń
  77. Cudowny rozdział *_*
    Czekam nn.

    OdpowiedzUsuń
  78. suuper ! <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  79. AAAAAAAAAAAAA kolejny rozdział chce ! :)) kocham to opowiadanie :))))

    OdpowiedzUsuń
  80. WOW! Zajebisty rozdział! Z resztą jak każdy :D Sam w ciąży... ciekawe co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  81. boże co tu się dzieje asdf też bym sobie zajarała z Justinem :D

    OdpowiedzUsuń
  82. boże kocham to ♥

    OdpowiedzUsuń
  83. Detka_BieberPl25 czerwca 2013 16:09

    ohohoho noc ciekawe kocham to czekam

    OdpowiedzUsuń
  84. oooo hohoho! Sie dzieje! Nie spodziwałam się tego ;D
    Ale jest dobry! :)
    @nataliadrab1 x

    OdpowiedzUsuń
  85. Niesamowity!
    nie spodziewałam się takiego newsa. :P
    Kocham to opowiadanie. *.*

    OdpowiedzUsuń
  86. O fuck!
    Tyle się działo w tym rozdziale!;o
    Uciekła,któciła się z bratem,paliła,prawie wyznała Justinowi miłość i ta ostatnia informacja od Sam!
    OMB!
    Nie moge się doczekać kolejnego rozdziałuuuu.:D
    @OMB_OMJ

    OdpowiedzUsuń
  87. Pewnie będzie mały Mike :D Boże oby Brooke mogła sie spotykać z Jusem.. Nie moge się doczekać następnego rozdziału KOCHAM TO OPOWIADANIE I CIEBIE ♥ *o*

    OdpowiedzUsuń
  88. wow. Pełne zaskoczenie. o.O Uuu, Brooke staje się niegrzeczna. xd Szkoda tylko, że Kelsey im przerwała jak Jus się spytał, czy go kocha. *,* Ciekawe co by powiedziała, i czy Jus bedzie potem drążył ten temat. Ale 'widać' było, że Jay był zdenerwowany... Dziękuję, że tak świetnie tłumaczy tego bloga i poświęcasz dla nas czas. <3 Do następnego. ;33 @69_danger

    OdpowiedzUsuń
  89. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział !
    Chciałam Was wszystkich zachęcić do czytania mojego bloga, jest już kolejny rozdział. http://two-person-in-one.blogspot.com/ Polecam serdecznie, buziaki !

    OdpowiedzUsuń
  90. SCHOOL NIGHTMARE

    "Jedna noc potrafi całkowicie zmienić ludzkie życie.
    Czy potrafisz wyobrazić sobie, że ktoś w każdym momencie może zabić twoich przyjaciół lub Ciebie? Czy byłbyś wstanie poświęcić dla kogoś swoje życie?
    Cassandra, Daisy i Jasmine to trzy przyjaciółki, które nie spodziewały się, że szkolny bal w mgnieniu oka stanie się ich największym koszmarem.
    Nikt nie jest bezpieczny, a strach to uczcie, które towarzyszy każdemu. Trzeba być ostrożnym, gdyż nigdy nie wiadomo kto czai się za rogiem.
    Royal College uważało, że jest przygotowane na wszystkie okoliczności, jednak nikt nie sądził, że szkoła zostanie zaatakowana przez grupę uczniów, którzy doskonale zaplanowali swój zamach."
    zachęcam do odwiedzenia nowo powstałego bloga http://school-nightmare.blogspot.com/ ~ Cassie ♥

    OdpowiedzUsuń
  91. Awwwwwwww niegrzeczna brooke!!!!! Czekam na kolejny!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  92. świetny <3 czekam na nn ;* takie samo zakonczenie jak w sa xd

    OdpowiedzUsuń
  93. kocham tooo! dzięki, że tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  94. o kurwa. o ja pierdole. nie wiezę. jest w ciąży?! ja pierdole. tego bym się nie spodziewała. poza tym brooke dobra jak wybiegła z tego domu i jak zajrała, haha. czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  95. Dzieki że tłumaczysz :3 @Remixxy_GIRL CZEKAM NA NASTĘPNY *.*

    OdpowiedzUsuń
  96. zajebisty rozdział < 3 /craaazy_mofo

    OdpowiedzUsuń
  97. Cala noc czytalam to, az do teraz, nie moglam sie oderwac.TO jest kurwa zajebiste, nir wiecej niz zaebiste, nie ma slow, ze to opisac. Czekam na nastepny. Voxo

    OdpowiedzUsuń
  98. KOOOOCHAM TOOOOOOOO:-)

    OdpowiedzUsuń
  99. Kocham zjaraną Brooklyn xd JA CHCĘ JUŻ ŻEBY POWIEDZIAŁA MU ŻE GO KOCHA *__*

    OdpowiedzUsuń
  100. Aaaaaaaaa...zgon *________*
    Uwielbiamm <3

    OdpowiedzUsuń
  101. aekjfdlcnieyhuaie*__________*
    Mrrr....przewspaniałe <3\Dominika

    OdpowiedzUsuń
  102. To. Jest. Poprostu. Boskie ! :D Czekam na nn. <3

    @SkaylerW

    OdpowiedzUsuń
  103. O jejku, kompletnie się nie spodziewałam ;o
    czekam na kolejny @morelowaa :)

    OdpowiedzUsuń
  104. zajebisty :* <3

    OdpowiedzUsuń
  105. Kocham Justina i Brooke <3 i cb;* dzięki wielkie ze tłumaczysz to opowiadanie,jest zajebiste;3
    Mogłabyś mnie informować?:-----)
    @just_agg

    OdpowiedzUsuń
  106. A jezeli będzie w ciąży z Jusem? o:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolesiu/ ówo Jay nie zdradziłby Broke- jak mogłaś tak pomyśleć ona jest W ciąży z Mikiem...



      ...Mam nadzieję

      Usuń
  107. Juppiii!!! Jestem 132 - magiczna liczba jeszcze tylko jutro i wakacje!!!!!!!!!!!! Tak ogólnie to opowiadanie jest genialne a Sam mnie tak zaskoczyła że nie wiem. Sam jast w ciąży z kim bo się pogubilam????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chce jeszcze dodać że cię kocham!!!!! :*


      XoXoX I Love You


      Natka

      Usuń
  108. Wow. Fajne zakończenie, ciekawe kiedy panna Reed wyzna miłość dla Jaya hmm..

    Btw swietnie się czyta Twoje tłumaczenia :D

    OdpowiedzUsuń
  109. Boskie to jest <3 ja juz niw moge doczekac się justina jako modela xD

    OdpowiedzUsuń
  110. W jakim stylu masz zrobionego bloggera?

    OdpowiedzUsuń
  111. To opowiadanie i twoje tłumaczenie to idealne połączenie;) Zajebista praca

    OdpowiedzUsuń
  112. uwielbiaam <333


    http://miamiloove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  113. najlepsze jakie czytam!
    ... Muszę to przyznać... To powiadanie lekko, ale tylko lekko przebija Dangera. <3

    OdpowiedzUsuń
  114. Czytam <3
    Nie mogę się doczekać następnego! <3

    OdpowiedzUsuń
  115. Twój blog jest niesamowity,czytałam go dzisiaj do 4nad ranem haha . Wstałam i znów. <3

    OdpowiedzUsuń
  116. wow tego sie nie spodziewałam

    OdpowiedzUsuń
  117. OMG ! Nie spodziewałam się takiego zakończenia :)

    OdpowiedzUsuń