20. Prison break

Justin

                - Poczekaj, nie dałaś mi buziaka na dzień dobry - Powiedziałem, zanim Brooklyn mogła wyjść z samochodu smutna, bo byłem dla niej dupkiem, kiedy wspomniała o moim doświadczeniu w bójkach.
                W sumie mi to nie przeszkadzało, bo nie kłamała, ale przez sposób w jaki to powiedziała poczułem się źle. Odwróciła się i nieśmiało pochyliła, by złożyć niewinny pocałunek na moich ustach. Ledwo mogłem poczuć smak kawy, którą piłą wcześniej, zanim się odsunęła.
                - I Ty to nazywasz pocałunkiem? - Zmarszczyłem brwi i wypchnąłem wargę do przodku, robiąc smutną minkę, na co ona zachichotała.
                - Aha - Brooklyn skinęła głową - Spóźnię się do szkoły. Do zobaczenia później, Justin - I z ostatnim uśmiechem wyszła na ulicę, prowadzącą do wejścia jej szkoły.
                - Do później, Skarbie! - Krzyknąłem z okna, odjeżdżając, przez co odwróciła się i uśmiechnęła, zanim spotkała się z Kelsey przy schodach i obie wzięły się pod ręce. Dziewczyny.


Brooklyn

                Ziewnęłam, kiedy moje palce przesunęły się po stronie książki, którą obecnie miałam w dłoniach. Siedząc na sofie, skupiłam się z powrotem na panu Darcym i Elizabeth. Duma i Uprzedzenie była moim absolutnym ulubieńcem, ale mój umysł wciąż powracał do ostatniej nocy z Justinem i dociekliwych pytań, które zadawała mi Kelsey. "Proszę, nie mów mi, że Justin spał wczoraj u Ciebie" było pierwszą rzeczą, jaką wypowiedziała, kiedy zobaczyła mnie, wysiadającą z jego samochodu rano. Jednak kiedy powiedziałam jej, że faktycznie u mnie spał, ona tylko zapiszczała i przytuliła mnie, powtarzając ciągle, jak bardzo jest ze mnie dumna. Zauważyła nawet malinkę na mojej szyi pomimo dużej ilości korektora, którego użyłam, by ją ukryć.
                Szybkie kroki dobiegające z korytarza przykuły moją uwagę i ponownie przerwałam czytanie.
                - Brooke, Twój telefon dzwoni - Powiedział Blake wchodząc do salonu, trzymając w dłoni biały iPhone.
                - Kto to? - Zapytałam, wstając z wygodnej kremowej kanapy i zmarszczyłam brwi, bo nie spodziewałam się żadnego telefonu. Przynajmniej nie w tej chwili.
                - Wyświetliło się "Tyson" - Odpowiedział, marszcząc brwi z zakłopotaniem.
                - Och - Mruknęłam, wciąż marszcząc brwi, po czym odłożyłam książkę na stolik i podeszłam do niego.
                Wzruszył ramionami i podał mi telefon, po czym wrócił do swojego pokoju. Moich rodziców nie było jeszcze w domu, a Tommy spał u kolegi, więc byliśmy tylko ja i Blake. Wpatrywałam się w ekran przez sekundę zastanawiając się, dlaczego do cholery Tyson dzwoni do mnie w tej chwili. Jak tylko odebrałam, odezwał się przejętym tonem.
                - Brooklyn! Potrzebuję Twojej pomocy - Powiedział, zanim mogłam mruknąć "halo".
                - Cześć Tyson, jak się masz? Czuję się dobrze, dzięki za troskę - Powiedziałam drwiącym tonem, ale to nie wywarło na nim takiego wrażenia, jakiego się spodziewałam.
                - Brooklyn, to poważna sprawa - Ton jego głosu trochę mnie przestraszył - Potrzebujemy Twojej pomocy, cóż, Justin potrzebuje Twojej pomocy - Ożywiłam się na wspomnienie jego imienia.
                - Co jest? - Zapytałam, bojąc się tego, co miało wyjść z jego ust.
                - Słuchaj, nie panikuj, ale Justin jest na posterunku policji tu na Bronxie. Jest w areszcie - Wyjaśnił zestresowanym głosem.
                Nie odpowiedziałam przez moment.
                - Brooke, jesteś tam?
                Gdy otworzyłam usta, wybuchnęłam śmiechem.
                - Tak jasne Tyson, bardzo zabawne, ale to nie jest Prima Aprilis, więc zachowaj to na wtedy.
                - Nie, nie rozumiesz. Kurwa, ja nie żartuję Brooklyn. On może kurwa pójść do więzienia, jeśli nic nie zrobimy - Jego ostry ton sprawił, że wzdrygnęłam się, podczas gdy jego słowa dotarły do mojego zmęczonego mózgu.
                - Tyson, jeśli to żart, to nie jest śmieszny - Powiedziałam powoli, niechętnie wierząc w to, co powiedział.
                - Do kurwy nędzy. To nie jest żart, kurwa! - Wykrzyknął, prawdopodobnie niecierpliwiąc się przez moje niedowierzanie, bo słowo na "k" raz po raz wychodziło z jego ust.
                Po sekundzie udało mi się wyjść z mojego szoku.
                - Ale co się stało? - Zapytałam, przełykając ślinę, która zatrzymała się w moim gardle.
                - Później Ci wytłumaczę. Wszystko co musimy zrobić, to zapłacić kaucję. Justin odmówił poproszenia Ciebie, ale jesteś jego jedyną opcją, dlatego do Ciebie zadzwoniłem... - Urwał, czekając na moją odpowiedź.
                - Więc chcesz, żebym pojechała na komisariat na Bronxie i zapłaciła kaucję o - Spojrzałam na cyfrowy zegar na DVD - 23:23? - Podkreśliłam najważniejsze słowa, próbując uwierzyć, że to dzieje się naprawdę bardziej niż prosząc o potwierdzenie.
                Myślałam, że jak powiem to na głos, to będzie brzmiało tak niewiarygodnie, że Tyson przyzna, że to żart.
                - Um, tak? - Brzmiało to bardziej jak pytanie, niż odpowiedź.
                Okej, więc to dzieje się naprawdę.
                - Ile? - Westchnęłam, przeczesując włosy dłonią i ruszyłam do pokoju, by się ubrać.

Justin, to co dla Ciebie robię.


Justin

                Pojechałem aż na drugą stronę miasta po tym, jak odwiozłem Brooklyn do szkoły. Zaparkowałem przed domem Anthony'ego, upewniając się, że mój nowo nabyty samochód jest bezpiecznie zamknięty. Tak, jakby to powstrzymało kogoś przed kradzieżą. Jeśli to możesz to zrobić, to inni też mogą. Przewróciłem oczami na głos w mojej głowie i postanowiłem, że będę trzymał się tego, że oprócz ludzi Anthony'ego, nie chodzi tędy wiele osób. Pozdrowiłem mężczyznę przy wejściu, a gdy zobaczył, że to ja, wpuścił mnie do środka. Poszedłem do biura Anthony'ego i otworzyłem drzwi, dostrzegając go, całującego się z kobietą, która siedziała mu na kolanach. Obrzydliwe, jak taki przerażający stary facet może mieć kobiety co najmniej dwadzieścia lat młodsze od siebie, a wszystko z powodu pieniędzy i wpływów.
                - Barbara kochanie, poczekaj na zewnątrz - Powiedział jej puszczając oczko, kiedy zobaczył mnie stojącego w drzwiach.
                Opierałem się o framugę, ze skrzyżowanymi rękami.
                - Usiądź Bieber - Wskazał ręką, na której miał dużego złotego Rolexa, na krzesło po drugiej stronie biurka.
                Wolałem raczej nie siadać na nim, biorąc pod uwagę mnóstwo ohydnych rzeczy, które prawdopodobnie na nim robił.
                - Postoję - Powiedziałem, nie zmieniając pozycji.
                Skinął głową.
                - Słyszałem o Twojej wczorajszej bójce. Muszę przyznać, że spodziewałam się, że będziesz miał więcej ran - Zaśmiał się złowrogo.
                - Hudson bije, jak pieprzona panienka - Wzruszyłem ramionami, chcąc, by dał mi już pieniądze i mógłbym wyjść z tego brudnego miejsca.
                Roześmiał się ponuro, jak zwykle w sposób przerażający.
                - Rozumiem, że dobrze się nim zająłeś, Bieber.
                - Tak.
                - Tego właśnie się spodziewałem - Uśmiechnął się zadowolony z siebie, zanim odsunął jedną z szuflad, wyjmując zwitek banknotów - Pięćset dolarów tak, jak się umawialiśmy - Podał mi rolkę, a ja niecierpliwie zabrałem mu ją z dłoni, chowając do kieszeni.
                - Um Anthony, chciałbym prosić o przysługę - Podrapałem się po karku, ale mój głos brzmiał dobitnie.
                Na jego twarz powrócił uśmiech, jakby w ogóle z niej nie zniknął, co było cholernie denerwujące, szczerze mówiąc.
                - Jaką?
                - Masz może tutaj iPhone'y? Tak jakby potrzebuję nowego - Zapytałem, obserwując, jak spoglądał na mnie podejrzliwie.
                On nie tylko zajmuje się narkotykami, ale również innymi produktami z czarnego rynku.
                - W każdym innym wypadku nie dałbym telefonu ot tak, ale doceniam Cię, dzieciaku - Ta, docenia.
                Chciałem prychnąć za to, że nazwał mnie "dzieciakiem". Ta, jakby we mnie zostało jeszcze coś z dzieciaka, którym kiedyś byłem. Dzieciak nie zajmuje się narkotykami, nie wdaje się w bójki i nie bawi się dziewczynami... Lista moich rzeczy-których-nie-robią-dzieciaki nie ma końca. Cóż, to ostatnie może się zmienić ze względu na Brooklyn, nie? Pokręciłem głową i po prostu czekałem, aż Anthony wróci z telefonem.
                - Zawsze miło jest robić z Tobą interesy - Podał mi małe pudełko z zupełnie nowym telefonem i skorzystał z okazji, by uścisnąć mi dłoń, coś, czego nie lubiłem, ale po takim prezencie nie mogłem narzekać.
                - Oczywiście - Moje oczy ostatni raz spotkały się z jego szarymi, zanim wyszedłem z biura, a następnie z budynku, ignorując kolesi palących zioło i dziewczyny ubrane, jak dziwki, które posyłały mi śmiałe spojrzenia.
                Zdałem sobie sprawę, że nie paliłem trawki już bardzo długo, ale nie czułem takiej potrzeby. Może dlatego, że ostatnim razem, jak to zrobiłeś, Brooklyn uciekła przestraszona? Ugh, czy ten irytujący głos mógłby się już zamknąć?
                Kiedy wróciłem do domu, wziąłem bardzo potrzebny prysznic i zmieniłem opatrunek na czole, by rana się nie zakaziła. Brooklyn zrobiła naprawdę dobrą robotę, opatrując moją ranę, chociaż widać było, że ciężko było jej patrzeć na krew. Ubrałem zwykły czarny t-shirt i wytarte niebieskie dżinsy, podarte w niektórych w miejscach. Zakładając czarne adidasy za kostkę i moją skórzaną kurtkę, wyszedłem z domu ponownie, czysty i odświeżony. Nie wziąłem samochodu, ponieważ szkoła Jazmyn była zaledwie kilka przecznic od naszego domu. W drodze zapaliłem papierosa, pozwalając nikotynie zrelaksować moje ciało. Ale mimo tego nie przestałem myśleć o Brooklyn. Dlaczego kurwa nie mogę przestać o niej myśleć? To nigdy mi się nie zdarzało, ale znowu, nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś takiego, jak ona. Jest po prostu... Inna. Skończyłem papierosa i rzuciłem niedopałek na ziemię, już widząc tłumy nastolatków wychodzących z publicznego liceum, do którego chodziła Jazzy. Większość z nich była ciemnoskóra lub byli Latynosami, więc łatwo było znaleźć białą dziewczynę z ciemnoblond włosami, znaną również, jako moją siostrę. Mogłem ją dostrzec wychodzącą za rękę z Coltonem, chłopakiem, o którym gada całymi dniami. Podszedłem do nich bliżej, zanim miałby czas na przyssanie się do twarzy mojej młodszej siostry.
                - Hej Jazzy - Uśmiechnąłem się do niej słodko, odciągając ją od Coltona.
                Posłała mi spojrzenie.
                - Co Ty tu robisz, Justin? - Zapytała przez zaciśnięte zęby.
                - Pomyślałem, że przyjdę odebrać moją młodszą siostrę ze szkoły. Nie cieszysz się, że przyszedłem? - Odpowiedziałem sarkastycznie słodkim głosem.
                - Nawet nie masz pojęcia - Jazzy odpowiedziała tym samym tonem.
                - Więc, ty musisz być Colton, nie? - Wyciągnąłem rękę w stronę chłopaka, który patrzył na nas z wyrazem "co do cholery?". W końcu uścisnął moją dłoń.
                - Tak, to ja - Powiedział chłodno.
                Upewniłem się, że wystarczająco mocno ścisnąłem jego dłoń i pochyliłem się bliżej jego ucha.
                - Pamiętaj, żeby dobrze traktować moją siostrę, albo już możesz mówić "pa pa" do swojego penisa - Zagroziłem.
                Nie wydawał się tym przejęty, więc dodałem swoją minę typu jestem-śmiertelnie-poważny. Dzieci w tych czasach...
                Kiedy wyszliśmy, Jazmyn posłała mi mordercze spojrzenie.
                - Jesteś taki żenujący, Justin. Jeśli przez Ciebie Colton przestanie się do mnie odzywać, przysięgam... - Urwała gniewnie, kiedy szliśmy do domu.
                - Ja go tylko ostrzegłem. Jesteś młoda i nie wiesz, jacy są faceci, a ja wiem i nie chcę, by ten palant cię skrzywdził - Westchnąłem głośno.
                Nie wiem jak to robię, ale zawsze kończę tak, że jest na mnie zła nawet wtedy, gdy się o nią martwię.
                - Colton nie jest taki, jak inni. On jest dobrym człowiekiem - Jej głos nagle zrobił się rozmarzony, a jej oczy się zaświeciły.
                Przewróciłem oczami z drwiną.
                - Tak, na pewno. Przy okazji, mam coś dla Ciebie - Oświadczyłem.
                Uniosła brew.
                - Naprawdę? - Jej uśmiech zdradził podekscytowanie.
                - Naprawdę. Dam Ci to, jak wrócimy do domu - Powiedziałem, Obejmując ją ramieniem - Wiesz, jak byłaś młodsza, to cieszyłaś się jak odbierałem Cię ze szkoły - Uśmiechnąłem się, wspominając dobre czasy, które spędziliśmy zanim wkroczyła w wiek nastoletni.
                - Kto powiedział, że teraz się nie cieszę? - Spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem, ukazującym dołeczki na obu jej policzkach.
                Kiedy dotarliśmy do domu, chodziła za mną wszędzie, wyraźnie czekając na prezent.
                - Proszę - Podałem jej małe pudełko.
                Nie miałem czasu, by zapakować je w jakiś ozdobny papier, więc jak tylko je zobaczyła, zaczęła piszczeć i skakać.
                - O kurwa, Justin! Dziękuję bardzo! - Rzuciła mi się na szyję, przytulając mnie mocno.
                - Obiecałem ci i nie przeklinaj - Powiedziałem między napadami chichotu.
                - Jesteś najlepszym bratem na całym świecie - Uśmiechnęła się do mnie szczerze i zrobiło mi się ciepło na sercu.
                Przynajmniej wciąż potrafię ją uszczęśliwić. Po chwili usłyszeliśmy szczęk kluczy.
                - Już jestem - Poinformowała nas moja mama, prowadząc za sobą Jaxona.
                - Spójrz mamo, Justin kupił mi iPhone'a! - Jazzy przytuliła ją, nadal podekscytowana.
                Mama była zaskoczona i spojrzała na mnie.
                - Czyżby?
                Jazmyn skinęła gorączkowo.
                - Pokaż mi - Zapiszczał Jaxon, równie podekscytowany jak Jazzy.
                Pattie pokręciła głową, patrząc na mnie ze smutkiem, prawdopodobnie wyobrażając sobie co musiałem zrobić, by go zdobyć.
                - Nie martw się o to, mamo - Wyszeptałem, jednocześnie obejmując jej drobną sylwetkę swoimi silnymi ramionami. Wypuściła długi oddech.
                - No cóż, kto jest głodny?
                Podczas posiłku, Jaxon mówił i szkole i piłce nożnej, wspominając imię Tommy'ego, przez co trudniej było mi nie myśleć o Brooklyn.
                - Mam dziś w pracy nocną zmianę, więc nie będzie mnie w domu do jutra, do siódmej rano - Powiedziała mama, sprzątając stół.
                Wszyscy skinęliśmy głowami i pomogliśmy jej umyć naczynia. Kiedy skończyliśmy, wróciłem do pokoju i padłem na łóżko z rękami założonymi za głowę. Nagle zza drzwi wyjrzała głowa Jazzy.
                - Co? - Zapytałem rozbawiony.
                - Mogę wejść? - Skinąłem głową i usiadłem na łóżku, a ona usiadła po turecku naprzeciwko mnie.
                - Więc? - Zapytałem, zachęcając ją by powiedziała, po co przyszła.
                - Nie spałeś tutaj wczoraj - Stwierdziła, przyglądając mi się podejrzliwie.
                - Więc? - Powtórzyłem.
                - Zastanawiałam się, gdzie spałeś - Wzruszyła ramionami.
                - Okej - Powiedziałem po prostu.
                - Ugh, Justin - Jęknęła - Po prostu powiedz mi, gdzie spałeś albo lepiej, z kim spałeś - Zacisnęła swoje drobne dłonie w pięści i wyrzuciła je w powietrze.
                Roześmiałem się.
                - Dlaczego tak bardzo chcesz wiedzieć? - Znów się położyłem
                Posłała mi spojrzenie typu no-przecież-wiesz.
                - Po prostu chcę wiedzieć, czy mój brat nadal sypia z byle kim, czy znalazł w końcu znalazł dziewczynę godną jego małego serduszka.
                - Co? - Parsknąłem, a mój głos wyszedł wyższy od mojego zwykłego tonu.
                - Przyznaj się, że lubisz tą bogatą dziewczynę - Jej głos był ostry z irytacji.
                - Jaką dziewczynę? - Udawałem głupiego.
                - Justin Drew Bieber, żartujesz sobie? Wiesz o kim mówię i wiesz, że ją lubisz i wszystkie dowody wskazują na to, że spałeś z Nią wczoraj - Powiedziała rzeczowym tonem.
                - Nie, nie wiem - To było zbyt zabawne, prawie tak zabawne, jak sprzeczki z Brooklyn - A jeśli chcesz wiedzieć, czy uprawialiśmy seks, odpowiedź brzmi: nie.
                Wzięła głęboki oddech i przybrała minę, niczym jakiś Dr. Love.
                - Bracie, to normalne, że trudno Ci jest przyznać, że zakochujesz się w dziewczynie, bo nigdy czegoś takiego nie czułeś, ale im wcześniej to zrobisz, tym łatwiej będzie. Jeszcze z Nią nie uprawiałeś seksu, co oznacza, że naprawdę Ją lubisz - Zauważyła, biorąc mnie za rękę, jakbym był chory.
                - A ty co, mój psycholog? - Zaśmiałem się, przygrywając oczy przedramieniem.
                - Nie, po prostu jestem kimś, kto zna Cię na tyle dobrze, by wiedzieć, że lubisz Brooklyn ale boisz się przyznać przed samym sobą, bo to jest coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłeś i czujesz się zakłopotany - Wyjaśniłem, a mnie zatkało - A ona zdecydowanie lubi Ciebie - Dodała.
                - Tak myślisz? - Zerknąłem na nią spod mojej reki.
                - Yhm - Pokiwała głową - To jest takie oczywiste. Po prostu powiedz jej to, zanim ją stracisz - Doradziła mi, zanim wyszła z mojego pokoju.
                Czy to możliwe, że ona ma rację, że zakochuję się w Brooke?

**

                Głośne pukanie do drzwi wybudziło mnie z mojej drzemki. Zerknąłem na zegarek, aby zobaczyć, że było pół do dziewiątej wieczorem. Jazmyn i Jaxona nie było w domu, bo poszli do parku kilka godzin temu i mieli klucze, więc to nie mogli być oni.
                - Otwierać drzwi! - Krzyknął głos, kiedy ziewnąłem i przetarłem oczy.
                Spojrzałem przez wizjer w drzwiach, aby ujrzeć dwóch mężczyzn w policyjnych mundurach. Cholera. Ja pierdolę. Cholera. Ja pierdolę.
                - Otwierać te cholerne drzwi, albo je wyważymy! - Krzyknął jeden z nich.
                Pociągnąłem za włosy, nagle rozbudzony, myśląc o tym, co mogli tutaj robić. Możliwości jest mnóstwo i będę musiał otworzyć prędzej, czy później. Zanim ponownie mogliby uderzyć w drzwi, otworzyłem je, udając ziewnięcie.
                - Justin Bieber? - Zapytał wyższy z nich.
                Miał cienki wąsik, przez który wyglądał śmiesznie i czarne włosy wystylizowane, jakby był w starym filmie. Drugi był niski, gruby i prawie łysy, przez co również wyglądał śmiesznie.
                - Tak, to ja - Odpowiedziałem spokojnie. To nie tak, że to dzieje się po raz pierwszy.
                - Jesteś aresztowany za udział w ulicznej bójce zeszłej nocy. Proszę się odwrócić i położyć ręce na plecach - Rozkazał.
                - Skąd pan wie, że to ja? - Zapytałem, mrużąc oczy.
                - Świadek Cię rozpoznał - Wyjaśnił się - Odwróć się, albo zrobimy to siłą.
                Uśmiechnąłem się ironicznie i odwróciłem się wiedząc, że nie powinienem ich denerwować.
                - Grzeczny chłopiec - Powiedział niski policjant, zakładając kajdanki na moje nadgarstki.
                Powinien dziękować Bogu, że nie mogę ruszyć rekami, bo w przeciwnym razie miałby teraz spłaszczony nos. Zabrali mnie do samochodu, a ja patrzyłem z tylnego siedzenia, jak moje rodzeństwo bawi się w parku, nieświadome niczego. W gniewie kopnąłem przednie siedzenie. Grubas odwrócił się z kpiną.
                - Na Twoim miejscu byłbym bardziej ostrożny, Bieber.
                Cholera, zabiję tego pieprzonego świadka, który widział bójkę, jeśli kiedykolwiek go zobaczę.
                Kiedy dotarliśmy na posterunek policji w dzielnicy Bronx, wyciągnęli mnie z samochodu i poprowadzili do środka, chwytając moje przedramiona, nie troszcząc się o to, czy mnie boli. Pieprzeni policjanci myślą, że mogą traktować nas, jak gówno i nie ponosić za to żadnych konsekwencji. Pewnego dnia zemszczę się za wszystkie chwile, kiedy tu byłem.
                - Znowu tutaj, Justin? - Powitał mnie mężczyzna przy wejściu, kręcąc głową.
                Byłem tu już wiele razy, by poznać pewnych "przyjaciół". Will był miłym facetem, prawdopodobnie jedynym na tym gównianym komisariacie.
                - Co tam Will?
                Wprowadzili mnie do celi i zamknęli ją, jak tylko się tam znalazłem, abym nie mógł uciec.
                - Bieber, jak miło Cię tu widzieć - Ciemny głos udał ekscytację, na co odwróciłem się od krat celi.
                - O nie - Jęknąłem, widząc Tylera w tej samej celi, co ja i też miał kajdanki.
                Jakby nie było wystarczająco źle, że jestem w areszcie, to jeszcze razem z tym skurwielem.
                - Słuchaj, ja też się nie cieszę, że Cię widzę, ale skoro jesteśmy tutaj na dłużej, proponuję, abyśmy nie dokładali sobie kolejnych godzin w tym piekle - Zasugerował, opierając się o ścianę.
                - Jeśli kiedykolwiek znajdę frajera, który na nas doniósł, to go kurwa zabiję - Syknąłem przez zaciśnięte zęby, siadając na tej niewygodnej drewnianej belce, którą nazywają siedzeniem.
                - Tu się z Tobą zgodzę - Przyznał, siadając na przeciwnej "ławce".
                Przesunąłem się na swoim siedzeniu, kajdanki wbiły mi się w skórę. Dlaczego zawsze są ściśnięte tak mocno? Wstałem, podchodząc do krat.
                - Ej, może ktoś zdjąć te pieprzone kajdanki? I tak jestem tu zamknięty, więc nie mam jak uciec - Krzyknąłem, aby ktoś mnie usłyszał i może nawet spełnił moją prośbę.
                Oficer, którego widziałem już wiele razy szedł w moim kierunku, uśmiechając się złośliwie.
                - Odwróć się, Bieber - Zrobiłem to i uwolnił moje nadgarstki, upewniając się, że mnie to zaboli. Stłumiłem syknięcie.
                - Jak się masz, Bob? - Odwróciłem się do niego, pocierając czerwone ślady po kajdankach.
                - Po raz setny, dla Ciebie jestem oficer Jones - Przewrócił oczami.
                - Wolę Bob - Wzruszyłem ramionami, obejmując palcami pręty celi, przez co zrobił krok do tyłu.
                Kiedy tkwię tutaj, gra twardziela, ale gdy jestem na wolności boi się mnie, jak każdy inny kto wie, co potrafię zrobić swoimi pięściami.
                - Uważaj co robisz, Bieber, bo byłeś tu już kilka razy. Jeszcze jeden i możesz skończyć w więzieniu - Posłał mi zadowolony z siebie uśmieszek, zanim odszedł - Mam nadzieję, że tak się stanie - Wymamrotał do siebie.
                Kopnąłem w kratę i poczułem ból w nodze, przez co trochę mojej złości zniknęło. Miał rację, zawsze mnie łapali na małych wybrykach, nic wielkiego. Ale kilka małych może przepełnić szalę i zaprowadzić mnie do sądu, a potem do więzienia. Bob wie, że to mój słaby punkt.
                - Czekaj, Bob! Sądzę, że mam prawo do jednego telefonu - Krzyknąłem, na co odwrócił się i przewrócił oczami.
                - Ja też - Krzyknął Tyler, wstając i przyłączając się do mnie.
                - Po kolei - Powiedział Bob, wyraźnie zirytowany, że musi pozwolić nam, jako obywatelom Ameryki na ten telefon - I będę z wami - Dodał, otwierając drzwi, które zaskrzypiały.
                - Bieber, Ty pierwszy - Wyszedłem, a on zaprowadził mnie do starego zielonego telefonu, który tam mieli.
                Wybrałem numer Tysona. Bo do kogo jeszcze miałbym się zwrócić? Odebrał po trzech sygnałach.
                - Tyson? Tu Justin.
                - Justin? Gdzie jesteś? - Zapytał, kiedy machnąłem ręką na Boba, aby się odsunął. Ruszył się kilko o parę centymetrów.
                - Jestem w areszcie, na komisariacie. Oskarżono mnie o udział w jakiejś bójce,  w której nie brałem udziału - Powiedziałem tę część głośniej, aby policjant to usłyszał, choć była to kompletna bzdura.
                Tyson roześmiał się.
                - Tak, na pewno. Stary, musisz przestać pakować się w kłopoty. Co robimy?
                Wzruszyłem ramionami, choć nie mógł tego zobaczyć.
                - Ile wynosi kaucja? - Zapytałem Boba, w międzyczasie zakrywając głośnik słuchawki.
                - Zobaczmy - Spojrzał na jakiś folder - Dwieście dolarów za zakłócanie spokoju na ulicy i sto pięćdziesiąt dolarów za uszkodzenia samochodu świadka, czyli w sumie - Przerwałem mu, zwracając się do Tysona
                - Trzysta pięćdziesiąt dolarów. Kaucja wynosi trzysta pięćdziesiąt dolarów, kurwa - Westchnąłem, uderzając ścianę obok telefonu.
                - Chcesz dodać uszkodzenia również tutaj? - Zapytał Bob z nutką sarkazmu.
                Chciałem pokazać mu środkowy palec, ale powstrzymałem się.
                - Skąd mam niby wziąć te pieniądze, Justin? - Zapytał Tyson.
                Przypomniałem sobie, że mam pięćset dolarów, które Anthony dał mi dziś rano. Miały być na domowe rachunki. Kurwa, dlaczego ja zawsze muszę coś schrzanić?
                - Może poprosimy Brooklyn, by za Ciebie zapłaciła? - Tyson przerwał mi swoją propozycją.
                - Nie ma mowy. Nie poproszę Jej, Tyson. Pomyśli, że chcę Ją tylko dla pieniędzy - Oświadczyłem.
                - Och, więc pragniesz Jej? - Zażartował.
                - Tyson, to nie jest dobry moment na to, nie sądzisz?
                - Nieważne stary, po prostu wątpię, że chcesz tu spędzić noc - Powiedział z sympatią w głosie.
                Tez tu był, więc wie, jak to jest.
                - Na domiar złego, Tyler też tu jest - Spojrzałem na jego sylwetkę opartą o kraty celi, kiedy czekał na swoją kolej - Zajebiście, kurwa.
                - Czas się skończył - Ogłosił Bob, próbując wyrwać mi słuchawkę.
                - Opiekuj się moim rodzeństwem, proszę - To wszystko, co mogłem powiedzieć, zanim połączenie zostało przerwane.
                Potem przyszła kolej na Tylera, by zadzwonił, a ja straciłem rachubę czasu. Mogliśmy spędzić tu minuty, godziny lub dni. Zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłem nic od lunchu i strasznie się nudziłem. Tyler był irytujący, jak zawsze i nie zamykał się, dopóki nie uświadomił sobie, że nie słucham go i nie zwracam na niego uwagi.
                Wszystko, o czym mogłem myśleć, to fakt, że rozczarowałbym mamę, jakby się dowiedziała. Zawiodłem ją już wiele razy i mimo, że wie, że robię to wszystko, aby pomóc naszej rodzinie, jestem świadomy tego, że wciąż się martwi. Nie jestem dumny z tego, co robię, ale nie znam innego sposobu na życie. Kiedy ojciec wyjechał, miałem być jedynym mężczyzną w domu, co jest trudne, kiedy jest się tylko szesnastoletnim chłopcem, który nie wie, co zrobić, aby zdobyć jedzenie i opłacić rachunki. Więc musiałem się nauczyć. Musiałem znaleźć swoje sposoby, na łatwe i szybkie zdobywanie pieniędzy nawet, jeśli były ryzykowne.
                Zostałem wyrwany z zamyślenia przez znajomy głos, mówiący z daleka "Przyszłam zapłacić kaucję Justina Biebera". Mimo, że głos był cichy, wiedziałem doskonale, że należy do Brooklyn. Co ona tu do cholery robiła? Lepiej, żeby Tyson nie miał z tym nic wspólnego.


Brooklyn

                Trzysta pięćdziesiąt dolarów. Odtwarzałam w głowie głos Tysona, ubierając pierwsze ubranie, które znalazłam. Czarne legginsy i wielka szara bluza z logiem Uniwersytetu Browna, która należała do Ryana nie były zbyt modne, ale mój umysł zaprzątały rzeczy ważniejsze niż to. Włożyłam swoje białe Conversy, których prawie nigdy nie nosiłam i założyłam okulary, by coś widzieć. Moje włosy były spięte w niechlujny kok, więc tak je zostawiłam i chwyciłam telefon, kluczyki i portfel. Mam nadzieję, że przyjmują karty kredytowe na komisariatach, bo nie mam cholernych trzystu pięćdziesięciu dolarów w gotówce. Słysząc moje krzątanie, Blake pojawił się w moim pokoju, kiedy miałam wychodzić
                - Dokąd idziesz? - Zapytał zdumiony.
                - Nie mam czasu na wyjaśnienia, po prostu kryj mnie przed rodzicami, kiedy wrócą, dobrze? - Poprosiłam od razu, otwierając drzwi i naciskając przycisk windy.
                - Ale Brooke, co się stało? - Ruszył za mną, zostawiając drzwi otwarte.
                - Powiem ci później - Powiedziałam z wnętrza windy.
                - Okej, ale uważaj proszę - Poprosił zaniepokojony.
                Ledwo zdążyłam skinąć głową. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo byłam przerażona. Robiąc to, łamałam mnóstwo zasad. Znowu wymykałam się o północy, by pojechać do najniebezpieczniejszej dzielnicy Nowego Jorku, aby za pieniądze moich rodziców uwolnić "przestępcę" z więzienia i wszystkich okłamywałam. Gdybyście powiedzieli mi miesiąc temu, że będę robić to wszystko dla chłopaka, to powiedziałabym, abyście sprawdzili swój stan umysłowy. Więc czemu robisz to teraz? Wskoczyłam do samochodu, moje dłonie trzęsły się z nerwów i ze strachu, kiedy wyjeżdżałam z parkingu.
                Jechałam tak szybko, na ile pozwalało mi ograniczenie prędkości, dziękując Bogu za mały ruch. Dlaczego to robię? Mimo, że chciałam temu zaprzeczyć, to odpowiedź kryła się pod moimi wszystkimi wątpliwościami. Kelsey to powiedziała: lubisz go. Czy naprawdę go lubię? Pokręciłam głową, to nie był odpowiedni czas, by o tym myśleć.
Przyjechałam na komisariat prawie o północy. Ulice sprawiały dziwne wrażenie o tej porze. W drodze tutaj, byłam świadkiem kilku scen, które wyglądały, jak z horroru. Byłam spięta, mój żołądek ścisnął się boleśnie w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić. Otworzyłam drzwi i od razu zostałam przywitana przez zapach wilgoci oraz ciemnoskórego mężczyznę po trzydziestce z krótkimi włosami i dużymi oczami, który siedział przy biurku. Spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby nie spodziewał się dziewczyny jak ja w takim miejscu jak to. Och, wierzcie mi, sama się tego nie spodziewałam.  Na plakietce na jego koszuli było napisane oficer Clowd.
                - Um, może mi pan pomóc? - Zapytałam niepewnie.
Mój głos był ochrypły z powodu suchości w ustach i gardle.
                - Oczywiście, panienko. Co mogę dla ciebie zrobić? - Zapytał grzecznie, obserwując mnie ostrożnie.
                Przynajmniej nie wygląda, jak jeden z tych pedo-dziwaków, patrzących wygłodniałym wzrokiem.
                - Przyszłam zapłacić kaucję Justina Biebera - Wyjaśniłam policjantowi, który skinął głową i pozbył się pytającego spojrzenia, szukając czegoś w komputerze.
                - Dobrze, będziesz musiała wypełnić ten dokument - Podał mi kartkę i długopis, które wzięłam drżącymi dłońmi.
                - Mogę zapytać, dlaczego to robisz? - Zapytał niepewnie.
                - To... Przyjacielska przysługa - Wyszeptałam pierwsze usprawiedliwienie, które przyszło mi do głowy.
                Skinął głową i postanowił nie mówić nic więcej. Mam tylko nadzieję, że nie pomyślał, że byłam jakąś dziwką, albo że Justin zmusił mnie, bym to zrobiła czy coś w tym stylu. Wypełniłam formularz, gdzie musiałam wpisać kilka informacji osobistych.
                - Po co to wszystko? - Wskazałam na kartkę.
                - To tylko formalności - Uśmiechnął się pokrzepiająco - Chcesz zapłacić gotówką, czy kartą kredytową?
                - Kartą, jeśli to nie problem - Wyciągnęłam portfel z kieszeni bluzy i podałam mu swoją kartę kredytową.
                - Dobrze - Wykonał wszystkie potrzebne operacje i musiałam podpisać rachunek.
                - Justin to miły chłopak. Pakuje się w wiele kłopotów, ale nie jest zły - Zaskoczył mnie, mówiąc to. Skąd tak dobrze znał Justina, że zwracał się do niego po imieniu?
                W tym czasie, pojawił się inny policjant. Miał śmiesznie cienki wąsik i staromodną fryzurę. Po jego twarzy można było powiedzieć, że był Meksykaninem, ale nieważne skąd pochodził, bo wyglądał, jak pedo-dziwak, którego bałam się tu spotkać.
                - Panienko, jeśli pójdziesz za mną, to zaprowadzę Cię do pana Biebera - Wyciągnął dłoń.
                Spojrzałam szybko na tamtego miłego faceta, który wydawał się mnie rozumieć, ale nie mógł nic zrobić, aby mi pomóc. Meksykanin musiał być jego szefem. Przełknęłam ślinę i skinęłam głową, ale zignorowałam jego dłoń.
                - Więc, skąd znasz pana Biebera? - Zapytał, starając się wyglądać normalnie.
                O nie, proszę tylko nie osobiste pytania.
                - Jesteśmy przyjaciółmi - Odpowiedziałam tylko.
                - Wyglądasz na dobrą dziewczynę, nie powinnaś się zadawać z takim śmieciem, jak Bieber - Syknął ze swoim latynoskim akcentem, na co zjeżyły mi się włosy na karku.
                Chciałam rzucić coś, jak "To nie twoja sprawa" albo "Gówno wiesz o Justinie", ale moje gardło było ściśnięte. Trudno było mi nawet oddychać. Przeklinałam Tysona, że nie przyszedł ze mną, ale musiał zająć się rodzeństwem Justina, bo Pattie pracowała na nocną zmianę. W końcu dotarliśmy do korytarza z kilkoma celami. Jak można było się spodziewać, wszystkie były zajęte i czułam wszystkie spojrzenia na sobie, kiedy szliśmy korytarzem. Pociągnęłam koniec mojej bluzy, by bardziej zakrywała mi nogi i próbowałam ukryć twarz za luźnymi kosmykami włosów, które wydostały z mojego koka. Słyszałam jakieś gwizdy i zalotne komentarze, ale zignorowałam je, utkwiwszy oczy w brudnej podłodze. Czułam się jak w filmie, to było tak nierealne, że chciałam zwinąć się w kłębek i płakać, pragnąc zniknąć z tego okropnego miejsca. Na domiar złego, nagle poczułam dłoń policjanta moich plecach, w okolicy krzyża.
                - Nie dotykaj Jej - Ktoś mruknął uderzając w kraty celi.
                Zajęło mi chwilę, by uświadomić sobie, że to Justin. Wiedziałam, że miałam przyjść tu, by go uwolnić, ale w tej chwili się go bałam. Co on takiego złego zrobił, że musieli go zamknąć tutaj? Kiedy zdałam sobie sprawę, że mężczyzna nie cofnął ręki ruszyłam szybciej do celi Justina, uwalniając się z tego okropnego dotyku.
                - Justin - Szepnęłam, tylko po to, by upewnić się, że naprawdę tam był.
                - Co Ty tu robisz? - Syknął, przesuwając głowę między dwa pręty.
                Wsunęłam dłonie do przedniej kieszeni bluzy czując, jak dreszcz przechodzi mi po plecach. Dlaczego on jest taki oziębły? Czułam jak moje oczy napełniają się łzami z napięcia, ale zamrugałam.
                - Jesteś wolny, Bieber - Powiedział dziwny policjant, wyraźnie tym poirytowany i otworzył celę.
                Justin szybko wyszedł i podszedł do mnie, otaczając mnie ramieniem w opiekuńczym geście, tak sądzę. Dopiero wtedy zauważyłam, że ten cały Tyler był w tej samej celi. Wpatrywał się we mnie, co wystraszyło mnie jeszcze bardziej.
                - Mnie też stąd wyciągniesz, Blondie? - Mrugnął do mnie.
                Skuliłam się i przysunęłam się bliżej Justina. Wyprowadził nas, posyłając mordercze spojrzenie każdemu, kto próbował spojrzeć w moją stronę. Miał na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i zastanawiałam się, czy nie jest mu zimno, bo to miejsce było, jak piwnica, ale jego ręce były ciepłe.
                - Do widzenia Will - Powiedział Justin do policjanta przy wejściu. Ja jedynie pomachałam krótko, nie mogąc nic powiedzieć.
                - Do widzenia dzieciaki, uważajcie na siebie - Powiedział z jakimś dziwnym wzruszeniem wypisanym w jego ciemnych oczach, jak litość, czy empatia.
                Kiedy byliśmy już na zewnątrz, Justin odsunął się ode mnie gwałtownie. Zmarszczyłam brwi, czując świeżą porcję łez w moich oczach.
                - Co się stało? - Zapytałam cicho, ponownie do niego podchodząc.
                - Zwariowałaś? - Krzyknął, na co się wzdrygnęłam. Co do cholery jest z nim nie tak? - Dlaczego w ogóle przyszło Ci do głowy, by tu przyjeżdżać?
                - Tyson do mnie zadzwonił i... - Próbowałam się bronić, ale z każdą sekundą on był coraz bardziej wściekły.
                - Następnym razem go nie słuchaj, dobrze? Czy Ty w ogóle masz pojęcie, co mogło się stać dziewczynie takiej jak Ty w miejscu takim, jak to? - Wskazał kciukiem drzwi komisariatu.
                - Oczywiście, że mam pojęcie, ale dostałam telefon, że potrzebujesz pomocy i nie myślałam o żadnych konsekwencjach. Myślałam tylko o tym, żeby Ci pomóc, nie wiedziałam, że to zbrodnia! - Krzyknęłam, również się denerwując, nie przejmując się, że wyrzucam z siebie wszystko.
                - Kiedy to zrozumiesz, Brooklyn? Nie jestem dla Ciebie dobry, mój styl życia nie jest dla Ciebie i powinnaś była uciec przestraszona w chwili, kiedy mnie poznałaś, a nie wracać do mnie cały czas - Wracać do niego? Przepraszam, ale to nie ja pojawiam się u niego w domu.
                Jego głos zniżył się do szeptu, kiedy nasze oczy się spotkały. Jego spojrzenie było zimne i mieszane uczucia wirowały w jego brązowych tęczówkach, które nocą wyglądały na ciemniejsze.
                - Nie boję się Ciebie - Mruknęłam, zbliżając się do niego kiedy wydawało mi się, że się uspokoił, ale kiedy próbowałam dotknąć jego twarzy, odsunął się.
                Co się stało ze słodkim, zabawnym Justinem z zeszłej nocy? Czy on naprawdę potrafi być tak bipolarny?
                - A powinnaś - Mruknął patrząc na mnie, zanim odwrócił wzrok.
                Stłumiłam szloch.
                - Przynajmniej pozwól mi odwieźć Cię do domu - Powiedziałam, zanim ruszyłam do samochodu i usiadłam na fotelu kierowcy.
                Justin chodził po chodniku, szarpiąc włosy ze złości, rozpaczy, czy Bóg wie czego. Po raz kolejny powstrzymałam się od płaczu. To, jak się teraz zachowywał było dla mnie niespodziewane i ranił mnie, mówiąc do mnie w ten sposób. Po kilku minutach dostał wiadomość od Blake'a

Mama i tata już są. Powiedziałem im, że śpisz i zostawiłem Ci otwarte okno w pokoju. Uważaj na siebie, proszę. Kocham cię.

                Uśmiechnęłam się do ekranu mojego telefonu, mój brat był naprawdę niesamowity. Po chwili wróciłam na ziemię słysząc, jak drzwi od strony pasażera otwierają się, a następnie zamykają. Wiedziałam, że lepiej nie próbować z nim rozmawiać, więc po protu ruszyłam w stronę jego domu, starając się powstrzymać łzy. Brooklyn, weź się w garść. Justin nawet nie próbował nawiązać rozmowy, więc droga była cicha i krepująca. Jestem pewna, że słyszał mój nierówny oddech i serce bijące, jak młot w mojej klatce piersiowej.
                - Jesteśmy na miejscu - Mruknęłam, parkując przed jego drzwiami.
                Niepewnie odwróciłam głowę, aby spojrzeć mu w twarz, oczekując, że się na mnie popatrzy, ale nie zrobił tego. Otworzył drzwi i wyszedł, nie mówiąc nawet "dziękuję".
                - Pieprz się! - Słowo na "p" wyszło z moich ust, kiedy krzyknęłam za nim, ale nawet nie zareagował.
                Wtedy wybuchnęłam płaczem. Poczułam ukłucie bólu, przeszywające moje ciało i wtedy zrozumiałam. Naprawdę zaczęłam coś czuć do Justina Biebera.
                Odgłos stukania w szybę wyrwał mnie z transu.
                - Odejdź Justin - Krzyknęłam.
                - To nie Justin - Usłyszałam stłumiony głos.
                - Czego do cholery chcesz? - Warknęłam, na widok Alejandry po drugiej stronie okna.
                - Odsuń to - Jej irytująco wysoki głos mi przeszkadzał, ale odsunęłam szybę, by mogła powiedzieć to co chce i zostawić mnie w spokoju.
                - Co? - Splunęłam surowo.
                - Właśnie widziałam scenę między Tobą, a Justinem i choć Tobą gardzę, chciałam ostrzec Cię przed czymś, co może powiedzieć dziewczyna dziewczynie.
                Zaśmiałam się. Alejandra mi pomaga? A to nowość.
                - Justin pragnie kobiet jedynie do pieprzenia, a jeśli nie dasz mu tego, wtedy zacznie szukać kogoś, kto będzie w stanie mu to dać - Odparła z goryczą.
                Poczułam kolejne ukłucie bólu, ale zignorowałam to.
                - To wszystko?
                - Po prostu staram się pomóc. Justin to dupek i przykro mi, jeśli kiedykolwiek myślałaś, że mógłby coś do Ciebie czuć - Powiedziała sztucznie słodkim tonem - Justin Bieber jest bez serca.

_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

114 komentarzy:

  1. jenfjaslndjsandlajnalsdnsajnjalndjnjlndsandla umarłam. czy oni nie są słodcy? szczególnie uwielbiam początek rozdziału :)

    @BieberTeamPL

    OdpowiedzUsuń
  2. Just_LiveFor21 maja 2013 15:36

    Meeeega *.* taki ggfstseyfivjkuderd <3
    Nie mogę się doczekać kolejnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. czemu On jest taki bipolarny... boze, uwielbiam ten rozdział omg!

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski <3 Kocham cie laska <333 Bożeeeeeeee jak ja kocham to opowiadanie ^^ Masakra xD Ciągle sprwadzam czy nie ma nowego rozdziału ale i tak dodajesz naprawde często nitak jak na innych blogach ... -.- Kocham cie <3 Naprawde xD Wiemy że sie starasz jak możesz i jesteśmy ci za to wdzięczne ;* xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam to opowiadanie <33



    @ImDangersGirl
    www.roseandbieber.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku kocham cię, kocham!!!!! Rozdział zajebisty jak zawsze. Boziu czemu on się tak zachowuje ? Szkoda mi Brooklyn ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, nie, nie. Justin na pewno nie jest bez serca, ugh. Szkoda mi Brooke, bo Justin nie zachował się najlepiej, no ale cóż, mam nadzieję, że w następnym się pogodzą. I w ogóle, kocham Cię za to, że dodajesz jutro rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak czytałam miałam mieszane uczucia, Brooke się zakochuje, a Justin jest dla niej taki oziębły, ugh. Mimo wszystko rozdział świetny, a jeszcze jutro dodasz następny asdfsadfghj.
    Miłego tłumaczenia :)
    @heartforbiebss

    OdpowiedzUsuń
  9. O Chryste! Uwielbiam♥ Trochę smutny ten rozdział ;// Justin jest nie fair.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oni. Muszą. Być. Razem. *___________________*

    OdpowiedzUsuń
  11. Normalnie się wkurzyłam na to co on odwalił. Ona się poświęca, a on jak dupek : <

    OdpowiedzUsuń
  12. ebisvsuvrjvdhveh Justin dlaczego to robisz.? Kocham to opowiadanie.*_*

    OdpowiedzUsuń
  13. asdfsvsbsjsbsfasdafs *___*

    OdpowiedzUsuń
  14. No więc znów daję znać, że czytam <3 CUDO!
    Dziękujemy za tłumaczenie
    @happy_frenzy

    OdpowiedzUsuń
  15. omg... *_* czekam nn! @kejti_

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesamowity! :O @Beebssy

    OdpowiedzUsuń
  17. ohh, kryzys :(
    niesamowite
    czekam na NN!
    @Polish2belieber

    OdpowiedzUsuń
  18. jsgzJxjksjfhshshxkfkdjhajfkvkkdjdjfjd *_____________* kocham <3

    @luvmynika

    + www.life-is-life-try-smile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. JEJEJEJEJEJE *__*
    jak jutro kolejny to świetnie!
    ps. ŚWIETNIE TŁUMACZYSZ! ♥
    @ShawtyManeJB98

    OdpowiedzUsuń
  20. Super rozdzial! Boze Bieber ty debilu! @Mychoiceleks

    OdpowiedzUsuń
  21. OMOMOMOM zajebisty rozdział!!!!!!!! :D
    Ale końcówka...się porobiło :-/

    @ameneris.

    OdpowiedzUsuń
  22. świetne opowiadanie, wspaniale tłumaczysz, Kocham Cię za to <3

    OdpowiedzUsuń
  23. OMG
    Z jednej strony mu się nie dziwie, że się wkurzył, ale przecież ona chciała mu tylko pomóc.
    Ale w sumie martwi się o nią hjvkfelfwbvrfh *__*c
    Oni są słodcy, nawet jak się kłócą. <3
    Jesteś najlepszą tłumaczką ever!
    Wszystko piszesz bezbłędnie i starannie. Super się czyta twoje tłumaczenie <3
    Poważnie jutro kolejny rozdział? :3 Omb
    Ale będzie spam na tt, po 21 :D nie mogę się doczekać <3
    @luuuvbiebah

    OdpowiedzUsuń
  24. nie dość, że oni zjebali, to jeszcze alejandra musiała się wpierdolić kurwa mać. nie wierzę w nich kurwa mać. justin kurwa zjebał gadając takie pierdoły. gówno prawda! muszą być razem. czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  25. kocham to tak bardzo! awww<3
    Justin zachował się okroooopnie ;c ale na pewno jakoś się pogodza, musza :D
    czekam na następny rozdział<3 xxx
    @liamowe_love

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale niegrzeczny Justin. Mogl pokazac serce i podziekowac. Grrr
    @dreamjariana

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj Justin, Justin. A bylo tak dobrze wczesniej...
    -@andzelikaab

    OdpowiedzUsuń
  28. Justin! Dlaczego byłeś dla niej takim chujem?! Przecież ty też coś do niej czujesz! grrr
    dziękuję i nie mogę się doczekać kolejnego <3

    @aania46

    OdpowiedzUsuń
  29. wolę słodkiego Justina :( oni muszą być razem nie ma bata! ♥ @beadlesbabyyy

    OdpowiedzUsuń
  30. jak zawsze booooski!! *.* i wredny Justin, nie ładnie..

    OdpowiedzUsuń
  31. ojej, mimo że nie ma uroczych momentów Justina i Brooke to i tak rozdział jest świetny, serio.
    Jezu, co za idiotka z tej Alejandry, nie lubię fałszywych suk ;>
    + uwielbiam Cię za to, że chcesz dodać rozdział już jutro, jeeeej ;3 to będzie dla mnie idealne po teście rocznym z przedmiotów przyrodniczych i matmy, cudownie.
    @_ifancyjustin

    OdpowiedzUsuń
  32. chociaż w sumie kiedy obejmował ją wychodząc z komisariatu to było słodkie, no to jeden taki moment się znalazł ^^

    OdpowiedzUsuń
  33. Uuu..się porobiło ;o
    Już się nie mogę doczekać następnego ! <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Szkoda, że znowu się między nimi popsuło. A było tak słodko *-*

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetne tłumaczenie i rozdział.! Justin zachowuje sie jak dupek. -,- Kurczee noo. Brooke zaczyna coś do niego czuć, a on sie tak zachowuje... I on tez przecież zaczyna cos do niej czuć. Tak, zdecydowanie jest bipolarny. -,- Rozdział zajebiście ciekawy i świetnie przetłumaczony. Bardo się ciesze, że nn będzie już jutro. Czekamm. ;33 @69_danger

    OdpowiedzUsuń
  36. Ugh! Justin jest taki! Ohh! Powinien być wdzięczny! A teraz pewnie się będzie rzucał do Tysona bo zadzwonił fo Brooke! Ugh! ~ @swaggieSMILEE

    OdpowiedzUsuń
  37. Justin zachował się jak dupek :/ A ta Alejandra, widać że jest zazdosna o Biebera. Biedna Brook :( @niustinn

    OdpowiedzUsuń
  38. JUTRO? O BOŻE DZIĘKUJE..JESTEŚ KOCHANA <3

    OdpowiedzUsuń
  39. awww rozdział jest jak zawsze idealnie przetłumaczoni i omg nie mogę się doczekać już następnego <3 dodaj szybko kolejny *,*

    OdpowiedzUsuń
  40. Oooo rany *.* boooski rozdział. Już się nie mogę doczekać jutra *.^ <33

    OdpowiedzUsuń
  41. jeeeeeeeeeeejuuuu jak ja to kocham *___* jhbfdvbvgjdsbhvfh
    Mam nadzieję, że się ułoży pomiędzy nimi c:
    jutro będę co 5 minut sprawdzać czy się pojawił rozdział hahah :D

    OdpowiedzUsuń
  42. Jeeeeeeeeeej nie wiedziałam że Justin taki będzie w stosunku do Brooke. Już nie mogę się doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  43. Ej ta suka miesza jej w głowie...!!! :-@Justin popisałeś sie tylko co nim kierowało
    ps.jak zawsze zajebisty:-D

    OdpowiedzUsuń
  44. ale ta suka Alejandra miesza Brook. -.-
    tak w ogóle to świetny rozdział. ;D

    OdpowiedzUsuń
  45. Żadne słowa nie mogą oddać tego, jak bardzo kocham to opowiadanie :)
    Czekam na anstępny rozdział!
    xoxo, Sylwia aka @yooungfoorever

    OdpowiedzUsuń
  46. Kurcze ale zajebisty! kiedy bedzie anstepny rozdział????

    OdpowiedzUsuń
  47. jedynie jak potrafie pisemnie wyrazić swoje emocje to tak : "gsjwbdisbdibworbfisbwitbdisbrorbsurvfisbwir" amen.

    OdpowiedzUsuń
  48. sdgfsdnfsmgddgndnn, bożę *-* tak dodaj jutro, będę bardzo szczęśliwa, dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  49. hshdjjdmxkxk *.* pogodzą się jeszcze ! Awww Brooke zmienia Justina, a Alejandra nie ma pojęcie i rozpuszcza fałszywe ploty -.- Już nie mogę się doczekać jutrzejszego rozdziału ! <3

    OdpowiedzUsuń
  50. sdbkabefljbej Boże! Co ten rozdział ze mną zrobił. Jest niesamowity. Nie mogę doczekać się jutra wiedząc, że dodasz wtedy nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  51. cudowne *-* bnfjhflfhlkfjhidfjhv. ach ta Alejandra musi wszystko mieszać -.- czekam na kolejny! c:
    @galaxybiebur x

    OdpowiedzUsuń
  52. JEJKU JESLI JUTRO DODASZ ROZDZIAL TO BEDE CIE WIELBIC DO KONCA ZYCIA KOCHANIE! *.*

    OdpowiedzUsuń
  53. Kolejny już jutro *____* Kocham Cię za to tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  54. dzięki za tłumaczenie, świetnie to robisz ;) nie mogę się doczekać jutra xx @morelowaa

    OdpowiedzUsuń
  55. vdxfgbxfghfhfghf nie jestem w stanie napisać żadnego kreatywnego, ani mało chaotycznego komentarza, więc.. dfjiaifhawdjfgashjfkas @GrandMcBer

    OdpowiedzUsuń
  56. super super dawaj następny musze wiedzieć co się stanie czekam

    OdpowiedzUsuń
  57. O JPDL! Chce następny! Szybko! Proszę!~

    OdpowiedzUsuń
  58. Cudowny rozdział tylko Justin zachował się jak dupek :/ Kocham Cię i nie mogę się doczekać jutra ;)

    OdpowiedzUsuń
  59. byłoby cudownie gdyby Ci sie udało x

    OdpowiedzUsuń
  60. fajnie by było gdyby jutro sie pojawił kolejn, ale doskonale rozumiem, że czasami nie ma się czasu ;)

    A jeśli chodzi o rozdział, to aż mnie serce zabolało kiedy Justin się tak chłodno zachował, mślałam że ją prztuli podziękuje i takie tam.. ;c
    Oby się ułożyło! Mam nadzieję że w następnym będzie słodko.

    ♥_____♥

    @NataliaDrab1

    OdpowiedzUsuń
  61. pewnie, że chcemy ! <3
    głupi Justin ; c

    OdpowiedzUsuń
  62. Mam nadzieje ze nie bedzie dlugo zdystansowany do Brook ;) o mamooo czeste rozdzialy, jak fajnie xD aczkolwiek rozumiem ze masz tez swoje sprawy ;) pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  63. taaaaak doda jutro juz nie moge sie doczekac omgomg <33

    OdpowiedzUsuń
  64. myślałam, że po przeczytaniu Dangera i Danger's back nie przypadnie mi do gustu już żadne opowiadanie, ale od tego nie mogę się oderwać! wspaniałe <3

    OdpowiedzUsuń
  65. No dlaczego?! ;c Chce wiedzieć czy Justin ją przeprosi gfdhes *_* @Justeliaa

    OdpowiedzUsuń
  66. kocham to <3 byłoby świetnie jak byś dodała jutro :))

    OdpowiedzUsuń
  67. Oh God, whyyyy... Justin?! Why?! :(

    OdpowiedzUsuń
  68. Świetny!*.* no Justin nie ładnie zachował się wobec Brooke ...jak najszybciej następny <3

    OdpowiedzUsuń
  69. Kocham cię!! Boże dodajesz rozdział już jutro jeszcze bardziej cię kocham XD. Boże boję SIĘ! Oby nie posłuchała Alejandry!! Dziękuję za tlumaczenie <3 @papaola_bieber

    OdpowiedzUsuń
  70. Fajny rozdział i długi, czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  71. Dziekuje Ci za tego bloga !

    OdpowiedzUsuń
  72. JA Z TAKĄ SPRAWĄ, ŻE ZMIENIŁAM NAZWĘ NA TT (NICK), CZY MOGŁABYŚ MNIE INFORMOWAĆ? MOJA NOWA NAZWA (NICK) TO @madeincanada94 Z GÓRY BARDZO DZIĘKUJĘ ♥

    OdpowiedzUsuń
  73. Cudowny rozdział <3
    Czekam na kolejny. Mam nadzieję,że tym razem Brook się zemści na Justinie i będzie mu przykro :3

    OdpowiedzUsuń
  74. Genialny
    biedna broklyn ;**

    OdpowiedzUsuń
  75. Jak ja kocham tego bloga!:D

    OdpowiedzUsuń
  76. mega odcinek, pod koniec Justin zachował się jak dupek, ale domyślam się, że w najbliższym czasie się pogodzą o ile Alejandra między nimi nie namiesza :) czekam na kolejny :) x

    OdpowiedzUsuń
  77. omg *o* co się stało z Justinem ? :((( czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  78. Swietne! Kocham to opowiadanie.Przexzytalam dzisiaj wszystkie rozdzialy, a co do tego zebys dzisiaj dodala kolejny to TRZY RAZY TAK, KOCHAM CIE. Nie moge doczekac sie kolejnego. Przepraszam ze tak krotko i bez polskich znakow ale pisze z telefonu.Milego dnia! X

    OdpowiedzUsuń
  79. Moglabys mnie informowac?
    @KingaKinga99

    OdpowiedzUsuń
  80. Uwielbiam to.

    OdpowiedzUsuń
  81. Ojojojojoj.... ;3

    OdpowiedzUsuń
  82. Awww heh tak możesz dodać rozdział jutro czyli dzisiaj xd

    OdpowiedzUsuń
  83. jejuu jakie cudoo *.*

    OdpowiedzUsuń
  84. To jest najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytalam . Bardzo dobrze tlumaczysz . Co prawda nie przepadam zbytnio za Bieberem ale chyba sie do niego przekonuje . Juz sie nie moje doczekac 21 bo chce juz nowy rozdzial !! ;)

    OdpowiedzUsuń
  85. Kocham kocham kocham kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  86. zastanawiam się czy czytasz wszystkie te komentarze :P
    baaaaardzo uwielbiam to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Trochę wkurzył mnie Justin, ale całkowicie rozumiem jego zachowanie i w tej sytuacji prawdopodobnie zachowałabym się tak samo.
    Jest to pierwszy komentarz ode mnie na tym blogu, bo zaczęłam go niedawno czytać. Uważam, że jestem rewelacyjną tłumaczką i podziwiam Cię :)
    Zapraszam na nasze nowe fanfiction o Louisie Tomlinson: http://furious-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  88. Omg Justin tutaj jest taki bipolarny, ale przez to jest ciekawie shvdsgss nie mogę się doczekać aż on ją zacznie przepraszać :D

    OdpowiedzUsuń
  89. Cudowny rozdział ! Jestem ciekawa jak Justin ją przeprosi... HxaygaiuB nie mogę się doczekać następnego...

    OdpowiedzUsuń
  90. cudny rozdział <3 pałcze kurde czemu on nagle się dla niej taki zrobił? ;c

    OdpowiedzUsuń
  91. uwielbiam twoje tlumaczenie.swietny rozdzial,ale justin zachowal sie jak cham ;p

    OdpowiedzUsuń
  92. To jest niesamowite. Jak czytam to aż kuje mnie serce i pojawiają się łzy. Kocham to uczucie . Kocham Twoje tłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  93. *.* OMOMOMOMOMOOMOMOMO <3

    OdpowiedzUsuń
  94. Och Justin jesteś strasznie zmienny tak samo jak Brooklyn świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  95. Spieprzył wszystko ! :(
    A co do Alejandry nie spodziewała bym się że powie te słowa :)
    Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  96. Justin ranisz mnie ! :'c
    rozdział super ! /aleksandrabrooks

    OdpowiedzUsuń