16. Hesitation

Brooklyn

                Wybiegłam gniewnie z samochodu Justina, stąpając po chodniku z nadmierną siłą. Było kilka powodów mojego gniewu.
                Pierwszy powód: Właśnie byłam totalną suką dla Justina.
                Drugi powód: Byłam nierozsądnym smarkaczem wczoraj za to, co zrobiłam.
                Trzeci powód: Byłam sobą rozczarowana i całą swoją złość wyładowałam na Justinie, przez co czuję się jeszcze gorzej.
                Myślałam, aby wrócić i go przeprosić, ale kiedy obejrzałam się za siebie, samochodu już tam nie było. Tak czy inaczej musiałam iść do szkoły, bo już byłam spóźniona na drugą lekcję. Miałam ochotę zwinąć się w kłębek na środku ulicy i rozpłakać się, ale powstrzymałam łzy. Załamiesz się później, jak będziesz mieć czas - wmawiałam sobie. Przeszłam resztę drogi do szkoły i wkradłam się jednym z bocznym wejść, by nie zobaczył mnie dozorca. Ruszyłam prosto do swojej szafki, modląc się, bym miała tam jakieś ubrania, nawet jeśli miały być to ciuchy na WF. Korytarze były puste, ponieważ uczniowie byli jeszcze w klasach. Miałam dziesięć minut do dzwonka, więc musiałam się pospieszyć. Ustawiając odpowiednią kombinację cyfr, otworzyłam drzwi i wyciągnęłam moją sportową torbę. Trzasnęłam drzwiczkami, zamykając je w pośpiechu, przeklinając się za zrobienie hałasu. Kiedy metalowe drzwi zamknęły się, powitała mnie twarz mojej przyjaciółki Kelsey, opartej o jej szafkę znajdującą się obok mojej. Powstrzymałam się od krzyknięcia.
                - Boże, Kelsey - Szepnęłam, wypuszczając głęboki oddech.
                Miałam szczęście, że ona mnie znalazła, bo w innym wypadku miałabym przechlapane. Spojrzała na mnie podejrzliwie.
                - Więc nocowałaś wczoraj u Anny? - Uniosła w górę swoje brwi o idealnym kształcie.
                Otworzyłam usta w zakłopotaniu i zmarszczyłam brwi, nie wiedząc co powiedzieć.
                - Dzwoniłam wczoraj do Ciebie do domu i Twoja mama mi powiedziała - Wyjaśniła - Ale to trochę dziwne, bo Anna była na pierwszej lekcji, a Ty nie. I najwyraźniej nie poszłaś do domu, by się przebrać - Wskazała na mój strój - Jakieś wyjaśnienie? - Zapytała, mrużąc oczy, zmuszając mnie do przyznania się.
                Westchnęłam głośno.
                - Powiem Ci, ale najpierw muszę się przebrać w coś innego - Podniosłam torbę, by jej pokazać.
                - Okej, chodźmy do łazienki. Za pięć minut będzie dzwonek - Użyła poważnego tonu, jakby była na mnie zła.
                Skinęłam tylko głową i poszłam za nią do damskiej toalety.
                - A Ty czemu nie jesteś w klasie, tak w ogóle? - Zapytałam z ciekawością.
                - Dostałam pozwolenie na wyjście do toalety - Powiedziała sucho.
                Kiedy obie byłyśmy w środku, Kelsey zamknęła drzwi na klucz, na co zachichotałam.
                - Wiesz, inni też muszą korzystać z toalety.
                Wzruszyła ramionami, jakby ją to nie obchodziło, co w tej chwili jest możliwe.
                - Mogą pójść do innej.
                Cóż, ktoś jest w złym humorze.
                Zdjęłam płaszcz i położyłam go na blacie obok jednej z umywalek, razem z torebką. Zdjęłam koszulkę przez głowę i zaczęłam szukać innej w torbie. Znalazłam jasnoniebieski podkoszulek, który musiał wystarczyć. Po założeniu go, nadal wyglądałam za bardzo, jak wczoraj, a ludzie tutaj zauważą, jeśli ubierzesz coś dwa razy w tym samym miesiącu, co dopiero dwa dni pod rząd. Mogłabym przebrać dżinsy, na jakieś dresy, ale prędzej wolałabym umrzeć. Wewnątrz torby znalazłam również adidasów, ale również odmówiłam ich założenia.
                - Ta koszulka śmierdzi alkoholem - Kelsey zmarszczyła nos, wąchając mój fioletowy top - Coś Ty do diabła robiła, Isabella? - Spytała zarówno zdumiona jak i rozbawiona.
                - Mówiłam, że później Ci wyjaśnię. I nie nazywaj mnie tak - Udałam, że wzdrygnęłam się słysząc swoje drugie imię.
                - Masz, załóż moje buty, ja ubiorę Twoje. Przynajmniej będziesz wyglądać trochę inaczej - Podała mi parę czarnych balerinek ozdobionych złotym łańcuszkiem, a ja dałam jej swoje botki na koturnie.
                - No i jak? - Zapytałam, kiedy mój nowy strój był kompletny.
                - Nie jest to jeden z Twoich najlepszych strojów... - Przewróciłam oczami - Ale może być - Oznajmiła w końcu.
                - Dobrze, to wszystko, czego pragnę. Chcę tylko, by ten dzień już się skończył - Schowałam twarz w dłoniach, wzdychając.
                Włożyłam brudne rzeczy do torby, po czym zamknęłam ją. Zanim jednak to zrobiłam, znalazłam w jednej kieszeni chustkę z motywem kwiatowym i owinęłam ją wokół szyi, przez co wyglądałam bardziej elegancko. Kelsey skinęła głową, zanim wyszłyśmy z łazienki. Niektóre dziewczyny spojrzały na nas wkurzone, ale Kelsey posłała im wymowne spojrzenie.
                - Głupie pierwszaki - Mruknęła.
                Ona zwykle się tak nie zachowuje, a dziś wydawała się wyjątkowo zdenerwowana. Jestem prawie pewna, że to moja wina. Podeszłam do szafki, by włożyć do niej torbę i płaszcz i wyciągnąć książkę na następną lekcję, którą była historia. Och, cudownie. Kelsey i ja ruszyłyśmy korytarzem, kiedy usłyszałam głos, wołający moje imię, przez co się zatrzymałam. Odwróciłam się, by zobaczyć dyrektorkę Werthes, wołającą mnie, bym przyszła.
                - Zobaczymy się później - Mruknęłam do Kelsey a ona posłała mi spojrzenia mówiące "Powodzenia".
                - Pani dyrektor - Powitałam ją ze słodkim uśmiechem.
                - Panno Reed - Również mnie przywitała.
                Powiedzmy, że nie jest najmilszym typem człowieka.
                - Czy możesz przyjść do mojego gabinetu? To potrwa tylko parę minut.
                Przełknęłam ciężko ślinę.
                - Oczywiście - Poszłam za nią do jej gabinetu, słysząc szmery i zarabiając po drodze kilka spojrzeń.
                Nie jestem znana z pakowania się w kłopoty.
                - Usiądź - Wskazała ręką na krzesło, gdy byłyśmy już w środku.
                Usiadłam niepewnie, czując zdenerwowanie. Bawiłam się nerwowo palcami, a ona usiadła w swoim skórzanym obrotowym fotelu, po drugiej stronie biurka.
                - Powiedziano mi, że opuściłaś dwie pierwsze lekcje rano i chciałabym wiedzieć, dlaczego jedna z naszych najlepszych uczennic nagle przestaje pojawiać się na lekcjach - Uniosła brew surowo.
                Boże, opuściłam tylko dwie lekcje i już uciekam ze szkoły? Ta kobieta ma paranoję.
                - Byłam u lekarza - Odpowiedziałam pewnie.
                - I myślisz, że uwierzę w to bez rozmowy z Twoimi rodzicami? - Uniosła brwi z pytającym spojrzeniem.
                - Mam kartkę od mojej mamy - Podałam jej starannie złożony świstek, który wcześniej napisałam w "samochodzie Justina" (prawdziwy właściciel nadal jest nieznany).
                Przeczytała uważnie, umieszczając okulary na nosie, po czym oddała mi karteczkę i zdjęła okulary, pozwalając im opaść na pierś, podtrzymywane przez brązowy sznureczek.
                - Dwie godziny na wizytę lekarską? - Zapytała podejrzliwie.
                Cholera. Myśl szybko.
                - Wie pani, jak to jest. Zawsze przyjmują później, niż powinni, ponieważ jest tam tyle ludzi - Zaśmiałam się nerwowo.
                - Nawet mi nie wspominaj - Uniosła dłoń - To mi się zdarza cały czas - Roześmiała się po raz pierwszy, odkąd ją znam.
                - Prawda? To jest szalone - Również się zaśmiałam, modląc się, by szybko pozwoliła mi wyjść.
                - Możesz iść. Nie chcę, być spóźniła się na kolejną lekcję - Odprowadziła mnie do drzwi.
                Kiedy byłam już na zewnątrz, westchnąłem z ulgą.
                - Było blisko - Mruknęłam do siebie, kiedy weszłam do klasy.

**

                - Dobra, masz już swoje jedzenie, mów - Nakłaniała mnie Kelsey, gdy siedziałyśmy w McDonaldsie.
                Włożyłam do ust frytkę, przeżuwając ją i rozkoszując się jej smakiem. Może to nie jest najzdrowsze jedzenie, ale nie jadłam porządnego posiłku od wczorajszego obiadu, więc byłam głodna.
                - Od czego mam zacząć? To długa historia... - Urwałam.
                - Zacznij od momentu, kiedy opuściłaś dom Anny - Wzięła łyk swojej dietetycznej coli i spojrzała na mnie z niecierpliwością.
                Myślałam nad tym wszystkim przez chwilę. Powinnam jej to powiedzieć? To znaczy, Kelsey jest moją najlepszą przyjaciółką i będzie mnie wspierać we wszystkim, ale tak mi wstyd niektórych rzeczy, jakie zrobiłam, że nie chcę o nich mówić.
                - Okej - Wypuściłam drżący oddech - Wyszłam z domu i próbowałam zatrzymać taksówkę, ale jej okolica jest strasznie pusta i to nie był nawet wieczór, a nikogo nie było poza domem i żadnych taksówek. Szłam sobie, kiedy podszedł do mnie mężczyzna i powiedział, abym mu oddała wszystkie swoje cenne rzeczy - Zrobiłam pauzę, by sprawdzić, czy mnie słucha - Nie chciałam, więc wyjął nóż i przyłożył mi do gardła - Na słowo "nóż" Kelsey jęknęła przerażona i od razu zerknęła na moją szyję w poszukiwaniu jakiś ran - Na szczęście mnie nie zranił - Zapewniłam ją, na co odetchnęła z ulgą - Tak, nagle pojawił się samochód, a z niego wysiadł chłopak, uderzył kilka razy tego faceta i mnie uratował.
                - Okej, niech zgadnę. Tym chłopakiem był Justin, prawda? Takie rzeczy przytrafiają się tylko Tobie, przysięgam - Pokręciła głową i dalej jadła swoje nuggetsy.
                - Cóż tak, wciąż nie wiem, co tam robił - Częściowo skłamałam, bo wiedziałam, że to miało coś wspólnego z tym, że nagle miał samochód, ale zdecydowałam, że nie powiem o tym Kelsey - Chodzi o to, że kazał mi wsiąść do samochodu i odjechaliśmy. Myślałam, że zabierze mnie do domu, ale... On nalegał, bym poszła z Nim na imprezę, bo uważał, że nie potrafię się bawić i...
                Przerwał mi krzyk niedowierzania Kelsey.
                - I poszłaś? Cholera, czyś Ty oszalała, B?
                - Cicho - Syknęłam, przykładając palec do ust.
                Trochę za późno, ponieważ cały McDonalds już się na nas gapił, ale nie chciałam zwracać na nas większej uwagi.
                - Nie przyjął odmowy - Powiedziałam głośnym szeptem - Kels, nie chciałam iść. To nie był nawet weekend, ale musiałam. Nie miałam innego transportu - Jęknęłam.
                Milczała, więc zaczęłam zajadać się swoim wegetariańskim burgerem.
                - Możesz pominąć tę część, w której się upiłaś, bo już wiem, że tak właśnie było - Powiedziała ostro, a ja poczułam się jeszcze gorzej.
                Ponownie łzy wezbrały w moich oczach. Mam kolejną osobę na liście tych, których rozczarowałam.
                - Tylko proszę powiedz mi, że nie pocałowałaś Justina. Jestem pewna, że On chciał Cię pocałować a to, że byłaś pijana wydawało się doskonałą okazją - Powiedziała powoli, w duchu mając nadzieję, że tak właśnie powiem.
                Spojrzałam na nią, aby dostrzec, że miała zamknięte oczy, jakby modliła się w duchu. Nie mogłam nic zrobić, łzy wymknęły się z moich oczu. Kelsey wzięła głęboki oddech, a potem go wypuściła, po czym ponownie otworzyła oczy, by na mnie spojrzeć.
                - Nie płacz - Podeszła i objęła mnie, ocierając moje łzy chusteczką - Nie powiem, że jestem dumna z tego, co zrobiłaś, ale wszyscy popełniany błędy - Ogarnęła mnie ulga, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie jest na mnie zła - Cóż, nie jestem pewna, czy całowanie Justina było błędem - Łobuzerski uśmieszek powrócił na jej twarz, a ja natychmiast się zarumieniłam.
                Po chwili jedzenia w ciszy, zapytała niepewnie.
                - Żałujesz tego?
                - Czego?
                Przewróciła oczami, jakby to było oczywiste.
                - Że pocałowałaś Justina.
                Otworzyłam usta, ale słowa się z nich nie wydobyły. Sama jeszcze nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
                - N-nie wiem - Spojrzałam na swój skończony posiłek, bawiąc się palcami na kolanach - To znaczy czuję się okropnie, bo podobno jestem z Natem, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać i nie do końca mogę powiedzieć, że żałuję - Wyjaśniłam, przygryzając wargę na wspomnienie o miękkich ustach Justina na moich.
                To był prawdopodobnie najlepszy pocałunek w całym moim krótkim życiu, jeden z tych, które zwalają cię z nóg.
                - Co to znaczy, że podobno jesteś z Natem? - Zapytała zmieszana.
                - Nie zapytał mnie jeszcze oficjalnie - Wzruszyłam ramionami.
                - Z mojego punktu widzenia, on zakłada, że już jesteście razem, więc nie czuję potrzeby, by o to prosić. Robicie wszystko, co robią pary. Chodzicie na randki, całujecie się... - Urwała, przekonana o swojej racji.
                Powtarzałam jej słowa w głowie. Co jeśli ona ma rację? Co jeśli jestem głupia, czekając na to, aż Nate mnie zapyta, czy zostanę jego dziewczyną? Co jeśli już nią jestem? To by oznaczało, że go zdradziłam. Naprawdę go zdradziłam. Wyrzuty sumienia dręczyły moje zmęczone ciało. Ale najgorszym pytaniem, które mój mózg sam sobie zadał było: co jeśli szczerze nie żałuję pocałunku z Justinem? W duchu podziękowałam Kelsey, że zaczęła mówić dalej, ratując mnie od utonięcia w moich własnych wątpliwościach. Nie, nie byłam jeszcze gotowa, by odpowiedzieć na to pytane.
                - Wiesz co? Zapomnij o zeszłej nocy, rozboli Cię tylko od tego głowa - Machnęła lekceważąco ręką i szybko zmieniła temat - Wczoraj, gdy zadzwoniłam do Ciebie do domu, rozmawiałam z Twoją mamą o Twojej imprezie urodzinowej. Nie musisz się o nic martwić, my się wszystkim zajmiemy - Uśmiechnęła się radośnie. Ona zawsze kochała przygotowywać imprezy.
                - Okej - Odpowiedziałam, próbując brzmieć entuzjastycznie, ale mi nie wyszło, bo mój umysł wciąż beznadziejnie myślał o zeszłej nocy.
                - Powinnyśmy wrócić do szkoły, ostatnia lekcja zaczyna się za piętnaście minut - Spojrzała na zegarek a potem wstała.
                Ruszyłam za nią i udałyśmy się w nasz dziesięciominutowy spacer z powrotem do szkoły.
                - Kels, mogłabyś podrzucić mnie dzisiaj, by odebrać Tommy'ego? Nie mam samochodu - Zapytałam, zdając sobie sprawę, że muszę odebrać Tommy'ego z treningu, a mój samochód był w garażu, bo nie wzięłam go ze sobą wczoraj. Zdałam też sobie sprawę, że zobaczę ponownie Justina.
                - Oczywiście, że tak - Odpowiedziała cała uśmiechnięta - Ale zaraz, czemu nie masz samochodu? - Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc.
                - Justin podwiózł mnie rano do szkoły - Podrapałam się po szyi z zakłopotaniem.
                Usta Kelsey ułożyły się w kształtne "o".
                - Spałaś z Justinem? - Szok był zauważalny w jej głosie, jak i w jej wyrazie twarzy.
                - Co? Nie! Nawet nie byłam w jego pokoju - Pokręciłam gorączkowo głową.
Choć część mnie wolałaby obudzić się przy jego twarzy. To nie jest najlepszy moment by o tym myśleć, nie sądzisz? Posłuchałam głosu w mojej głowie i pospieszyłam z wyjaśnieniem.
                - Spałam w łóżku jego brata. Och, a może napiszesz do Tysona, aby przyszedł z Justinem? Pokłóciłam się z Nim wcześniej, więc gdy będę próbować się z nim pogodzić, będziesz mogła porozmawiać z Tysonem - Zaproponowałam, mając nadzieję, że zrobi to dla mnie, albo przynajmniej dla siebie.
                Jak się spodziewałam, nie trudno było ją przekonać.
                - W porządku, zrobię to. Ale tylko dlatego, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką - Próbowała powstrzymać uśmiech.
                - Jasne Kelsey. Wiesz, że nie możesz się doczekać, by go zobaczyć - Szturchnęłam ją w żebra, zanim przekroczyłyśmy próg szkoły, idąc na naszą ostatnią lekcję.

**

                Wyskoczyłyśmy z czarnego Range Rovera Kelsey i wzięłam głęboki oddech, jakby to miało podbudować moją odwagę przed rozmową z Justinem. Zauważyłam jego oraz Tysona, siedzących na naszej zwykłej ławce i rozmawiających. Nie widzieli nas na początku, ale jak szłyśmy do nich, Tyson się odwrócił w naszą stronę, a przez to Justin zrobił to samo. Na milisekundę nasze oczy się spotkały, lecz on odwrócił wzrok. Był wkurzony i nie mogłam go winić. Kelsey była tego nieświadoma, ponieważ nie powiedziałam jej co się właściwie stało, a ona nie pytała. Powiedziała mi tylko, że byłam suką - coś, z czego sama już zdałam sobie sprawę - i tak było lepiej. Gdy dotarłyśmy do nich, Tyson wstał i nasze pięści zderzył się w pewnego rodzaju powitaniu, które wymyśliliśmy zeszłej nocy.
                - Co tam BB? - Nazwał mnie moim pseudonimem, na co uśmiechnęłam się, a Kelsey zmarszczyła czoło.
                - Cześć, Ty - Skinęłam głową.
                Potem przytulił Kelsey i oboje zniknęli z pola widzenia, rozmawiając o czymś z ożywieniem. Powietrze stało się gęstsze od napięcia, kiedy usiadłam obok Justina. On nawet nie drgnął na dźwięk skrzypienia ławki, ani nie potwierdził w żaden sposób, że zauważył moją obecność. Bałam się odezwać, bałam się ruszyć, a nawet bałam się oddychać. W końcu znalazłam w sobie odwagę i wymamrotałam.
                - Hej.
                Justin nie odpowiedział, na co westchnęłam. Był naprawdę wkurzony.
                - Justin - Jęknęłam - Możemy porozmawiać? - Zapytałam, po raz kolejny dostając ciszę - Słuchaj Justin, przepraszam okej? Nie miałam na myśli tego, co powiedziałam i czułam się przez to, jak gówno przez cały dzień. Nie chciałam na Ciebie warczeć, to ja jestem rozczarowana samą sobą, a zrzuciłam to wszystko na Ciebie. Proszę, wybacz mi - Wyrzuciłam na jednym wydechu.
                Justin w końcu odwrócił głowę, spojrzał na mnie i mrugnął powiekami. Czekałam na odpowiedź - nawet jeśli miał mnie zwyzywać - czując się nerwowo, przez jego spojrzenie.
                - Byłaś totalną suką - Stwierdził krótko. Jezu, dzięki za szczerość - Ale ja też przepraszam. Nie powinienem Cię zmuszać, abyś poszła - Powiedział w końcu, poczucie winy błysnęło w jego pięknych piwnych oczach.
                - Nie, ja się zgodziłam, więc technicznie, to moja wina. Jestem zła na siebie, że byłam tak nieostrożna... I muszę przyznać, że byłam dla Ciebie suką - Posłałam mu przepraszające spojrzenie i przygryzłam wargę spuszczając wzrok na swoje kolana.
                - Nigdy więcej nie pozwolę Ci pić - Usłyszałam w jego głosie, że uśmiechnął się przelotnie, przez co poniosłam oczy.
                - Proszę - Kąciki moich ust również uniosły się ku górze.
                - Widzę, że się przebrałaś - Rzucił, przypatrując się mojemu improwizowanemu strojowi.
                - Próbowałam, ale rozpaczliwie potrzebuję prysznica i łóżka - Zaśmiałam się się lekko, chowając kosmyki włosów za uszami.
                Justin spojrzał na mnie ze zrozumieniem.
                - Przynajmniej nie obudziłaś się ze strasznym kacem - Wzruszył ramionami. To by była wisienka na torcie.
                - Przy okazji, skąd wiedziałeś, gdzie byłam wczoraj, kiedy uratowałeś mnie od tego złodzieja? - Zapytałam, przypominając sobie, że nic mi nie powiedział o tym, skąd zdobył samochód i czemu był w tej samej okolicy co ja, w tym samym czasie.
                - Nie wiedziałem. Po prostu dziwnym trafem pojawiasz się w najbardziej opustoszałych ulicach Nowego Jorku. Poważnie, co jest z Tobą, że chodzisz po tak niebezpiecznych miejscach? - Potrząsnął głową i ściągnął brwi w rozbawieniu - Zaczynam myśleć, że jesteś poszukiwaczem mocnych wrażeń, Brooklyn.
                - Nie jestem. To nie moja wina, że moja przyjaciółka mieszka w takiej strasznej dzielnicy, jeszcze gorszej, niż Twoja - Jęknęłam, na co zachichotał, a ja oparłam nogi na ławce, obejmując je ramionami.
                - To bogata strefa, dlatego kręci się tam wielu złodziei - Wyjaśnił - Miałaś szczęście, że chciał tylko Twoje pieniądze, a nie ciało.
                Skrzywiłam się na samą myśl o tym
                - Nie dałabym mu tego - Mruknęłam, odwracając wzrok - Więc co tam robiłeś? - Spytałam podejrzliwie i szczerze mówiąc zaciekawiona.
                Wciągnął głęboko powietrze, zanim z powrotem skupił swoją uwagę na mnie.
                - Fakt, że to jest spokojna dzielnica ma swoje zalety. Zdecydowałem przejechać się moim właśnie skradzionym samochodem, ponieważ wiedziałem, że nikt mnie tam nie zobaczy - Wzruszył ramionami - Łącznie z policją.
                Zastanowiłam się nad tym przez chwilę, zanim odpowiedziałam.
                - Skoro uratowałeś mi życie, przymknę oko na fakt, że złamałeś prawo.
                - Tak, jak się spodziewałem - Uśmiechnął się triumfalnie.
                - Ale to nie znaczy, że to mi się podoba - Ostrzegłam go.
                Bez względu na to, co mu powiedziałam, on nie zamierzał zmieniać swojego zachowania, więc po co w ogóle próbuję? Dziwnie nazywać go przestępcą, kiedy jest takim miłym kolesiem, gdy się go pozna. I pomyśleć, że wydawał mi się straszny, gdy go zobaczyłam po raz pierwszy...
                Po kilku sekundach, on wciąż na mnie patrzył.
                - Co? Zaśmiałam się rozbawiona.
                Otworzył usta, a ja patrzyłam na nie przez chwilę, czując, że moje policzki robią się czerwone.
                - Żałujesz, że mnie pocałowałaś? - Wypalił, całkowicie zbijając mnie z tropu.
                Moje oczy rozszerzyły się i otworzyłam usta, lecz żadne słowo z nich nie wyszło. Dlaczego wszyscy mnie o to pytają, kiedy ja sama nie znam odpowiedzi? Justin świdrował mnie spojrzeniem z wyrazem, którego nie byłam w stanie rozpoznać. A on nie żałował? Miałam mętlik w głowie.
                Na szczęście przerwał nam piskliwy głos Kelsey.
                - Brooke! Mówiłam Tysonowi, że on i Justin powinni przyjść na Twoją imprezę urodzinową, prawda? - Jej pełne nadziei oczy zdradzały, że była całkowicie zauroczona Tysonem.
                Chłopcy spojrzeli na mnie, oczekując odpowiedzi.
                - Oczywiście - Powiedziałam, nadal w szoku przez wcześniejsze pytanie Justina.
                - Świetnie! - Pisnęła Kelsey, klasnąwszy w dłonie.
                Wszyscy zaśmialiśmy się z jej infantylizmu, choć z mojej strony był to pusty śmiech, bez emocji. Wkrótce wybiegły dzieciaki i udaliśmy się z powrotem do domu. Pytanie Justina zawisło w powietrzu bez odpowiedzi, ale podczas całej drogi powrotnej myślałam o tym i chyba już znam odpowiedź.

**

                Wyszłam z łazienki w czystej i wygodnej piżamie, na którą składały się długie szare spodnie w kratkę w czerwoną gumką, by je związać na wysokości bioder i biała koszulka z rękawem trzy czwarte. Włożyłam na nogi moje czerwone włochate kapcie i suszyłam włosy ręcznikiem. Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie potrzebowałam prysznica. Położyłam się na łóżku, czując jak wszystkie moje mięśnie relaksują się pod wpływem materaca i pościeli. Prawie zasypiałam, kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i ktoś wszedł do środka, na co jęknęłam i niechętnie otworzyłam moje zmęczone oczy. Chciałam powiedzieć, aby zostawili mnie w spokoju, ale gdy ujrzałam Nate'a wstałam z prędkością światła.
                - Co ty tu robisz? - Spytałam, prostując swoje ubrania i czując się skrępowana, ponieważ byłam tylko w piżamie i bez makijażu.
                - Chcieliśmy po prostu sprawdzić, co u Ciebie. Nie widzieliśmy Cię dzisiaj w szkole - Chorobliwie wysoki głos odezwał się zza pleców Nate'a, a wkrótce Natasha pojawiła się u jego boku, uśmiechając się.
                Dlaczego nie dziwi mnie to, że się do niego przyczepiła? Użyłaby każdej wymówki, by z nim przyjść. W duchu jęknęłam, przewróciłam oczami i pociągnęłam za włosy w irytacji. Gdybym mogła zrobić to wszystko naprawdę.
                - Też was nie widziałam, ale nie martwcie się, nic mi nie jest - Starałam się być miła i uprzejma, ale obsesja Natashy na punkcie mojego jakkolwiek-by-go-nazwać (aka Nate'a) mnie irytowała.
                - Nie powiedzieliśmy Twojej matce, że nie byłaś na dwóch lekcjach - Wyszeptała do mnie, ale za ta przyjazną maską było coś jeszcze. Mam tylko nadzieję, że nie zapyta, gdzie byłam.
                - Dziękuję. Od tego są przyjaciele, prawda? - Posłałam jej fałszywy uśmiech.
                Wiem, że ona powinna powiedzieć to zdanie, ale chciałam to podkreślić.
                - Oczywiście - Nie wiem, w co ona pogrywa ale mam już dość jej fałszywości.
                Nie wiem, czy nadal jesteśmy przyjaciółkami, bo wszystko, co ona robi wydaje się mi przeszkadzać.
                - Chcecie, abym dała wam trochę czasu dla siebie? Mogę poczekać na ciebie na zewnątrz - Ostatnią część skierowała do Nate'a.
                - Nie musisz na niego czekać, Natasha - Powiedziałam, lecz brzmiało to bardziej, jak pytanie.
                - Muszę, chyba, że chce wracać pieszo do domu - Stwierdziła, chichocząc głupio.
                Spojrzałam na Nate'a w zupełnej dezorientacji.
                - Skradziono mi wczoraj samochód - Wyjaśnił - Natasha zaproponowała, że podwiezie mnie do Ciebie.
                - Co? Ale... Jak? - Moje zmieszanie tylko rosło.
                - Byłem na stacji benzynowej i płaciłem na moje zakupy, a kiedy wyszedłem ze sklepu, samochodu już nie było - Jego oczy płonęły w gniewie.
                - O mój Boże - Sapnęłam, zakrywając dłonią moje otwarte usta.
                - Prawda? Mam nadzieję, że wkrótce znajdą tego zwyrodnialca - Wtrąciła się Natasha, delikatnie ściskając biceps Nate'a.
                Ale w tej chwili nie dbałam o jej nagły udawany pokaz. Wszystko, co teraz krążyło w moich stłoczonych myślach to fakt, że możliwość, że samochód Nate'a był tym, który ukradł Justin była, jak 99,9999%. Wszystkie elementy do siebie pasowały. Drogi samochód, który mógł należeć tylko do kogoś bogatego i to, że wyglądał znajomo, kiedy wczoraj go zobaczyłam i to, że został skradziony wczoraj. Nie chciałam nic więcej, jak być w błędzie. Byłam pomiędzy młotem, a kowadłem, pomiędzy kłamaniem mojemu chłopakowi, a zdradą mojego przyjaciela - z którym również się całowałam. Przygryzłam mocno wargę do tego stopnia, że poczułam krew.
                - Wow Bella, wyglądasz na bardziej dotkniętą, niż ja - Zaśmiał się Nate - Nie martw się, dobrze? Policja go znajdzie - Objął mnie opiekuńczo i pocałował w czubek głowy, a ja oparłam głowę na jego piersi.
                Poczucie winy było nieznośne, a mój żołądek płonął i miałam wrażenie, że zwymiotuję. Kontakt z Natem przypominał mi mój pocałunek z Justinem. Mój oddech był nierówny i odsunęłam się, starając się uspokoić.
                - Powinnaś odpocząć Kochanie, wyglądasz na zmęczoną - Sposób w jaki nazwał mnie "Kochaniem" wysłał nową falę poczucia winy, a ja dziękowałam Bogu w chwili, gdy opuścili mój pokój.
                Opadłam na łóżko, ale o dziwo, z moich oczu nie popłynęły łzy. Oddychałam głęboko, starając się zrelaksować. Kiedy mniej więcej czułam się lepiej, wzięłam telefon i wybrałam numer Justina, czekając, aż odbierze.
                - Już się za mną stęskniłaś, Księżniczko? - Jego zarozumiały głos rozbrzmiał w słuchawce.
                Zignorowałam jego zalotny komentarz.
                - Justin, musisz oddać samochód, który ukradłeś. To samochód Nate'a - W moim głosie wyczuwalny był niepokój, kiedy pokreśliłam słowo "Nate'a".
                - Co? Żartujesz, kurwa? - Krzyknął. On jednak nie brzmiał, jakby się przejął, był niemal rozbawiony.
                - Justin, mówię całkowicie poważnie. Nie wiesz, jaką władze ma jego ojciec, on poruszy niebo i ziemię by odzyskać ten samochód. Możesz skończyć w więzieniu Justin, to nie są żarty - Powiedziałam pospiesznie, modląc się w duchu, że mnie posłucha i że nikt go nie złapie.
                Mimo, że nie chciałam przyznać, że moim większym zmartwieniem był Justin, a nie Nate i jego samochód, to w głębi serca wiedziałam, że tak było. Musiałam jeszcze zrozumieć, czemu.
                Justin nie odpowiedział od razu.
                - Obawiam się, że nie mogę oddać mu jego samochodu - Powiedział spokojnie. Czy tylko ja tutaj panikuję? Najwyraźniej tak.
                - Co masz na myśli mówiąc, że nie możesz? - Zapytałam niepewnie, obgryzając lakier z paznokci.
                - Spójrz przez okno w dół, na ulicę - Rozkazał łagodnie, jakby to w tej chwili miało znaczenie.
                Sięgnęłam po moje okulary i założyłam je, nie będąc w stanie zobaczyć niczego bez nich. Kiedy moje oczy się przyzwyczaiły, dostrzegłam światła z okolicznych budynków, ale ludzie idący ulicą, byli tylko rozmytymi mrówkami.
                - Co mam niby zobaczyć? - Zmrużyłam oczy, starając się dostrzec w oddali coś znajomego.
                - Widzisz pomarańczowy samochód? - Zapytał.
                - Tak, chyba tak - Powiedziałam po tym, jak dostrzegłam coś, co wyglądało, jak pomarańczowy sportowy samochód - Co z nim? - Ściągnęłam brwi. On też go widzi? Byłam zmieszana.
                - Okej, widzisz osobę o niego opartą? Rozmawia przez telefon - Dodał z minimalną powagą w głosie.
                Moje oczy zwęziły się w szparki i mogłam ledwo dostrzec sylwetkę kogoś opartego o sportowy samochód. Wtedy do mnie dotarło.
                - O nie, Justin. Proszę powiedz mi, że Ty nie... - Nie musiałam kończyć zdania. Nawet przez telefon wiedziałam, że uśmiecha się z zadowoleniem - Jesteś szalony - Syknęłam z niedowierzaniem, nie mogąc uwierzyć, że sprzedał samochód Nate'a i zdobył nowy.
                - Chcesz go zobaczyć? - Zapytał, jakby nie popełnił właśnie przestępstwa, które mogłoby go wsadzić do więzienia, na resztę życia - Jest bardzo fajny.
                - Nie, nie chcę. Poważnie, Ty... Ty... - Trudno było mi znaleźć słowa, by wyrazić to, co chciałam powiedzieć - Ty nie jesteś normalny.
                - Oooo - Przeciągnął "o", jakby właśnie coś sobie uświadomił - Wiem, dlaczego nie chcesz zejść. Boisz się odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytanie - Gdybym miała lornetkę, jestem pewna, że dostrzegłabym ten nieznośny uśmieszek przyklejony do jego twarzy.
                Zatrzymałam się patrząc przez okno i przełknęłam ślinę. Cholera, zapomniałam o tym, a teraz to tylko utrudniło ominięcie tego tematu.
                - Jestem zmęczona i chce mi się spać, to wszystko - Mruknęłam bez emocji.
                - Więc po tym, jak tu przyjechałem, by Cię zobaczyć, Ty mnie olewasz? - Udał zranionego, pociągając nosem.
                Zachichotałam krótko.
                - Próbujesz mnie szantażować, Bieber?
                - Może, Reed - Odpowiedział zadowolony z siebie - Czy to działa?
                Kiedy nie odpowiedziałam, zajęta gryzieniem mojej dolnej wargi, on kontynuował.
                - Obiecuję, nie będziesz się czuła niezręcznie.
                - Jakby to było możliwe - Parsknęłam.
                - Proszę - Powtórzył głosem dziecka.
                - Dobrze, ale tylko na kilka minut. Naprawdę jestem zmęczona - Powiedziałam niepewnie.
                Rozłączył się, zanim zmieniłabym zdanie. Westchnęłam i założyłam moją białą bluzę z futerkiem i zasunęłam ją tak, by nie było mi zimno. Zmieniłam kapcie na moje Tomsy. Przeglądając się w lustrze stwierdziłam, ze nie wyglądam tak źle. To była zwyczajna piżama, poza tym było ciemno, a ja nie muszę zaimponować Justinowi, prawda? Moje włosy były prawie suche i opadały falami na moje plecy, a z czystego lenistwa nie chciało mi się zakładać kontaktów. Założyłam okulary z czarnymi plastikowymi oprawkami, zanim zamknęłam drzwi na klucz i otworzyłam okno. Chłodne powietrze uderzyło w moją twarz, powodując na mojej skórze gęsią skórkę. Jęknęłam, kiedy ujrzałam długie schody w dół. Chciałam wyjść drzwiami, ale jakbym usprawiedliwiła tak późne wyjście w samej piżamie? Schody ewakuacyjne muszą wystarczyć. Schodziłam powoli, nie patrząc na ulicę, by nie przerazić się wysokości. Zeszłam po niekończących się metalowych schodach, które wydawały dziwne dźwięki pod moim ciężarem. Gdy zeszłam na ziemię, byłam lekko zaczerwieniona, ale to nic w porównaniu z tym, co będzie później. To, co dla ciebie robię, Justin.
                Ujrzałam go stojącego obok samochodu, wyglądał tak cudownie, jak zawsze w kolorowych światłach ruchliwej ulicy. Założyłam kaptur na głowę, aby ukryć się przed mijanymi ludźmi. Kiedy Justin mnie zobaczył, posłał mi szeroki uśmiech, a moje usta walczyły by tego nie odwzajemnić, choć nie były w stanie. Kiedy byłam nieco bliżej, zauważyłam, że samochód ma dwa czarne pasy, po jednym wzdłuż obu stron.
                - Cześć - Przywitałam się, chowając dłonie do kieszeni.
                - Hej - Dlaczego on ma podwinięte rękawy swojej szarej bluzy z kapturem, kiedy ja zamarzam? - Nie wiedziałem, że nosisz okulary.
                - Zwykle noszę szkła kontaktowe - Skinął głową - Moglibyśmy wsiąść do Twojego... Samochodu? - Dziwnie było mówić to słowo, bo technicznie nie był jego, ale nieważne - Tak jakby jestem w piżamie i nie chcę, by ktoś mnie zobaczył - Otuliłam swoje ciało, zakłopotana.
                - Jasne - Otworzył mi drzwi i wsiadłam do środka, a on dołączył do mnie po kilku sekundach, siadając za kierownicą.
                - Niezła fura, shawty - Powiedziałam, próbując naśladować głos, którego użył, gdy go spotkałam po raz pierwszy.
                Zaśmiał się, łapiąc mój żart.
                - Dziękuję, ale nie nazywaj mnie shawty.
                Zaczęłam myśleć, ile od tego czasu się zmieniło. Nigdy bym nie pomyślała, że będę wymykać się z domu aby spotkać się z chłopakiem, który właśnie ukradł samochód mojego chłopaka i sprzedał go nielegalnie, aby mieć nowy i który wpakował mnie w więcej kłopotów w ciągu miesiąca, niż miałam w całym moim życiu.
                - O czym myślisz? - Zapytał, odwracając się w fotelu twarzą do mnie.
                Podniosłam kolana do piersi i oparłam na nich brodę, ignorując jego spojrzenie, kiedy to zrobiłam. Chłopcy i ich miłość do samochodów.
                - Myślałam, jak bardzo moje życie zmieniło się przez Ciebie - Powiedziałam szczerze.
                To go zaskoczyło i kątem oka dostrzegłam, że jego usta wyginają się w chytrym uśmiechu, jakby był z tego dumny.
                - Cóż, Ty też sporo zmieniłaś w moim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że przyjadę spotkać się z dziewczyną z innego powodu, niż seks - Przyznał bez ogródek, na co sapnęłam głośno.
                - Jesteś niemożliwy, Justin - Pokręciłam głową.
                - Tak mi mówiono - Powiedział z pewnością siebie, na co przewróciłam oczami.
                Po raz kolejny między nami zapadła cisza. To było przyjemne milczenie, ale wiedziałam, o czym on myślał. Wiedziałam, o czym sama myślałam. Wystarczyło jedno spotkanie między naszymi spojrzeniami, by sformułował wiszące-w-powietrzu pytanie.
                - Zamierzasz mi odpowiedzieć? - Zapytał delikatnie, palcami kręcąc nerwowo kluczyki od samochodu.
                Nigdy nie pomyślałam, że dożyję dnia, w którym Justin Bieber będzie zdenerwowany. Moja usta były zamknięte. Nagle nie byłam pewna mojej odpowiedzi. Myślałam, że znalazłam odpowiedź wcześniej, ale teraz znów byłam zakłopotana.
                - Już znam odpowiedź, mogę wyczytać ją z Twojego wyrazu twarzy zarówno wcześniej, jak i teraz, ale muszę to usłyszeć - Wyszeptał i zabrzmiało to, jakby naprawdę tego potrzebował, co mnie zabolało.
                Nie mogę otwarcie przyznać, że nie żałuję, bo to było złe z różnych powodów. Westchnęłam.
                - Justin, nie każ mi tego mówić, proszę - Moje oczy posmutniały, kiedy to powiedziałam.
                Potrzebowałam czasu. Czasu na zastanowienie się, czy naprawdę lubię Nate'a, czy to możliwe, że czuję coś do Justina, czas aby zdecydować, co jest teraz dla mnie ważniejsze.
Orzechowe tęczówki Justina błysnęły bólem, ale znikł on tak szybko, jak się pojawił. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Chciało mi się przez to płakać, wydawało się, że po raz setny dzisiaj.
                - Tylko powiedz mi jedną rzecz, a obiecuję, że nie będę Cię już o nic pytał - Sprawiał wrażenie, jakby mnie nie błagał o odpowiedź, ale w głębi duszy wiedziałam, że cokolwiek to było dręczyło go i zżerało od środka.
                Czy to możliwe, że w jakiś sposób żywił do mnie jakieś uczucia? Że nasz pocałunek faktycznie coś dla niego znaczył? Skinęłam na niego, aby kontynuował, obawiając się tego, co miało wyjść z jego idealnych ust.
                - Zrobiłabyś to jeszcze raz?
                Mimo, że nic nie powiedziałam, mój mózg sformułował odpowiedź, zanim zdążyłam mrugnąć

                Czy teraz się liczy?


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

78 komentarzy:

  1. świetny *-* omg oni są tacy słodcy :)
    @NataliaNiderla

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny! asdfgh takie słodziaki z nich, omg.
    Miłego tłumaczenia :)
    @heartforbiebss

    OdpowiedzUsuń
  3. jejkuu juz sie nie moge doczekać kolejnego rozdziału *.* oby czas szybko minął do niedzieli

    OdpowiedzUsuń
  4. To mój pierwszy komentarz tutaj, chociaż czytam to tłumaczenie od hmm...tygodnia ?
    W każdym razie jestem totalnie, absolutnie zakochana !
    Niech Brooklyn kopnie w dupe tego swojego Nate'a i weźmie się za Justin'a *.*
    Od momentu, w którym do niego zadzwoniła miałam wyszczerz ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. MOJE ULUBIONE TŁUMACZENIE, A CZYTAM SPORO.
    WEDŁUG MNIE TO JEST LEPSZE OD DANGERA I AFTERLIGHT!
    NAPRAWDĘ NIE UMIEM TEGO OPISAĆ. TO JEST PO PROSTU Ś W I E T N E!
    DZIĘKUJĘ, ŻE TŁUMACZYSZ.
    MUCH LOVE. XX

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG juz nie moge sie doczekac co bedzie dalej. Mam nadzieje ze dodasz szybko i ksdnksncxkscnewascpaewkj no to tyle <3 Chcialabym aby Brooke i Justin byli razem ugh ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ghshsggsgagshajksisjejowkw DODAJESZ CZĘŚCIEJ!!! Kocham to opowiadanie...!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. omg *-* njdkcsnkjfcndjsncfkjsnfckjsdnfcjks to jest takie genialne :3 jak oni się pocałują jeszcze raz to... ♥_♥ @beadlesbabyyy

    OdpowiedzUsuń
  9. OMB ! *O* @my_swag_is_here xd czekam na nn :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Omg.....dusbeoeuvr

    OdpowiedzUsuń
  11. świetnyy rozdział. niech ona go pocałuje w następnym, oh God. fvkjfjgjgkekjgk.
    @swaggiemasta

    OdpowiedzUsuń
  12. jak oni się jeszcze raz pocałują to o jezu sikdjfgsdl :o @dajmibit

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurde ... Powiedz TAK!!! Czekam na kolejny!! Możesz mnie informować ?? @ola_beliebers :) powodzenia na egzaminach ;*;*

    OdpowiedzUsuń
  14. asdfghjkl, świetna końcówka *.*
    Powodzenia na egzaminach x
    @justsejswaggie

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne! Myślę, że się pogodzili ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. kolejny kiss. ;**
    końcówki lepszej nie mogłabym sobie wymarzyć.<33
    chcę więcej.
    Bronx uzależnia. ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. POGODZILI SIĘ! JUSTIN SPECJALNIE DO NIEJ PRZYJECHAŁ! I OMG!! Szkoda, że rozdział skończył się akurat w takim momencie :D

    OdpowiedzUsuń
  18. jezu jezu jezu *.*
    Jak Ci się uda to dodaj wcześniej rozdział bo nie mogę się doczekać :) (ale nie nalegam)

    OdpowiedzUsuń
  19. asdfghjkfrtyejfvghj <3

    OdpowiedzUsuń
  20. fgsdfjhdasjfh! boże jaki świetny rozdział! pogodzili się, awww! jaki justin wgl sdhfjsdhfjdh umarłam <3 nie wytrzymam do niedzieli! powodzenia z tymi egzaminami :) xx @kejti_

    OdpowiedzUsuń
  21. Aaaaa!Nie mogę,to jest jksfdjsdbfhjdsbhjb *__* KOCHAM CIĘ ZA TO TŁUMACZENIE!!! :D Rozdział zajebisty,czekam na następny;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Shawty jest meega. Nie spodziewałam się że to auto Nate i to chyba najbardziej mnie zaskoczyło. Kurdę czekam na ich kolejny pocałunek :D
    @dreamjariana

    OdpowiedzUsuń
  23. świetny rozdział! c: ciesze się, że się pogodzili :) nie spodziewałam się, że Justin ukradł akurat samochód Nate'a ;o czekam z niecierpliwością na kolejny :)
    @galaxybiebur x

    OdpowiedzUsuń
  24. Boski! ten rozdział jest normalnie racdvbigcvhabck *.* + powodzenia na egzaminach Słońce ;**

    OdpowiedzUsuń
  25. OMG. Jakie kochane *.*
    Odpowiedz musi brzmiec TAK! :))
    -@andzelikaab

    OdpowiedzUsuń
  26. Już chcę nastepny :oo

    OdpowiedzUsuń
  27. O jezu ciekawe co ona odpowie

    OdpowiedzUsuń
  28. świetny! dziękuję za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  29. kocham cię!

    OdpowiedzUsuń
  30. OmgOmgOmgOmgOmgOmgOmgOmgOmg . Od dzisiaj będę się modlić o to aby Bella zerwała ze swoim "chłopaczkiem" i była SZCZĘŚLIWA z Juseeeeem.<333

    OdpowiedzUsuń
  31. OMG argajdosbacuabscfdklm *.*

    Nate jest dziki o.o

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam nadzieje, że mu nie odpowie, a w zamian za to go pocałuje! :)
    Świetne tłumaczenie <3
    Dzięki za powiadomienie o nowym rozdziale i z niecierpliwością czekam na następny.
    Zapraszam http://you-can-fly-away-with-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny *.* Chcialbym zeby byla z Justinem a nie z Natem, bo ten chlopak juz mnie powoli denerwuje. Tu jest ze swoja 'dziewczyna' a tu jest na kazde zawolanie tej drugiej... W kazdym razie czekam na kolejny rozdzial.@paradiiiisee xo

    OdpowiedzUsuń
  34. Natasha mnie irytuje, nie może jej ktoś trzepnąć krzesłem? @AlexMOfficial

    OdpowiedzUsuń
  35. musialo sie skonczyc wlasnie w tym momencie?! ugh! ale rozdzial swietny *___* ciekawe co mu odpowie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. dobra, teraz musimy wsiąść jeden głęboki wdech i wypuścić powietrze ustami, a potem powtórzyć to kilka razy..
    asdfkjafj;kasdfljsdkfaslj. To było co najmniej niesamowite, Bella, bella, bella... nie kochasz swojego chłopaka, kiedy to zrozumiesz? @GrandMcBer

    OdpowiedzUsuń
  37. w życiu bym nie pomyślała ze to Nate'a !
    nie mogę się doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  38. wow.! Tłumaczenie świetne.! A rozdział aadgkkcacbmcsyudhyssivtif. *,* Jak mu powiem, że nie wiem, to chyba jej cos zrobię. Najlepiej, jakby mu powiedziała to co pomyślała. xd ale niee, ona na chłopaka. -,- Chłopaka kutasa, jak to Jus określił. xd a ta Natasha to taka fałszywa suka, z każdym rozdziałem coraz bardziej mnie irytuje. Przystawia sie do 'chłopaka' jej 'przyjaciółki' -,- Jedno wielkie gówno. A jak Jus pomyślał sb, że Brooke żałuje.?! ;o On własnie chyba tak pomyślał z tego co zrozumiałam. ;_____; Prosze Brooke, powiedz mu co czujesz. Rozdział świetnie przetłumaczony jak zwykle. Cieszę się, że znajdujesz czas, aby wstawiać notki, mimo że pisałas, że bedzą tylko w weekendy. ^^ Nie moge sie doczekać nn. ;33 @69_danger

    OdpowiedzUsuń
  39. JEDEN Z NAJLEPSZYCH RODZIAŁÓW ;) ♥

    OdpowiedzUsuń
  40. No nie taki w momencie ?!? Czekam na następny KOCHAM TO

    OdpowiedzUsuń
  41. asdfghjkl Kocham to ♥
    Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału <333333

    OdpowiedzUsuń
  42. Boże.... Juz nie mogę sie doczekać następnego *.* sosqpuihfjfufjfjdufbfufbxnkuufieufufu

    OdpowiedzUsuń
  43. omfg :o
    Pocałują się?
    howsweet <3

    @ImDangersGirl
    http://roseandbieber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  44. OMG! Cudo*.* Świetnie tłumaczysz ;)
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  45. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że to samochód Nate'a. No cóż, trochę się porobiło ;D (nie lubię tego zwrotu, ale ok). Mam tylko nadzieję, że nie odkryją, kto ukradł to auto... C do końcówki, to jestem bardzo ciekawa, co odpowie Brooke ;))
    No nic, ja czekam na kolejny. Powodzenia na egzaminach! Znam to, przechodziłam przez to rok temu (tylko, że ja gram na flecie). Grunt to spokój. Trzymam za ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  46. Ciekawe! Mam nadzieję że w końcu będą razem <3

    OdpowiedzUsuń
  47. omg! tego się nie spodziewałam. niech powie że tak i się pocałują znowu *.*
    wg to chcę by byli już razem <3
    ta impreza zapowiada się ciekawa haha :D
    informuję cię że zmieniłam nazwę na tt.
    już nie jestem @kidrauhlismygod tylko @ahmyhubby :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Swietny! Ale przerwac w takim momencie?! Czekam na nn :) @MyChoiceLeks

    OdpowiedzUsuń
  49. Wow boskie mam nadzieje ze bedą razem:))) czekam na nn:)

    OdpowiedzUsuń
  50. O Boże *_* To jest takie słodkie. Ta końcówka, omg *-*

    OdpowiedzUsuń
  51. Pod koniec rozdziału to tak mi serce zaczęło walić, błagam niech ona powie TAK! a nie owija w bawełnę! ahh boskie <3

    OdpowiedzUsuń
  52. ironyreality8 maja 2013 19:52

    jeeej, jaki świetny♥ *___*

    OdpowiedzUsuń
  53. Gdy skończyłam czytać od razu powiedziałam: zabije ją, zabije ją!! Skończyło się na tak wspaniałym momencie!!! OMB!!!

    OdpowiedzUsuń
  54. Jaki słodki ten rozdział, taki awww *.*
    Ale w jakim momencie się skończyło, no?!
    Nie mogę się doczekać kolejnego. Dziękuję. Kocham Cię <3

    @aania46

    OdpowiedzUsuń
  55. IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIPPPPPPPP! Jezu, tak czekałam aż znowu coś dodasz! Dla mnie codziennie, to zdecydowanie za mało, a co dopiero kilka dni. *.*

    OdpowiedzUsuń
  56. Niesamowity rozdział :)
    Świetne tłumaczenie :)
    Ta Natasha jest strasznie fałszywa, nie wiem czemu Brook ją znosi?
    @TeleDul

    OdpowiedzUsuń
  57. no ciekawy ! ciekawe co sie wydrzy <3

    OdpowiedzUsuń
  58. *_____________________________________________________* ~ @swaggieSMILEE

    OdpowiedzUsuń
  59. Super jak zwykle niemóge doczekać sie następnego :-D

    OdpowiedzUsuń
  60. ahavahadnk *___* nooo nie <3 w takim momencie przerwac <3<3<3 kocham to opowiadanie i twoje tlumaczenie :-D jestes w tym swietna !!!

    OdpowiedzUsuń
  61. akurat w takim momencie <333 czekam na następny :))

    OdpowiedzUsuń
  62. Jasne rozuiemy cwicz ;-) nie mialam pojecia ze to bedzie auto Neta....wow jestem ciekawa co bedzie dalej i koncowka taka snsns fajnaaa <3 @ewelina9757

    OdpowiedzUsuń
  63. Oby odpowiedziała że by to powtórzyła ♥♥♥♥
    Rozumiemy i czekamy na NN :DD xoxo
    No ale żeby w takim momencie xd :DD
    Kocham to opowiadanie ♥♥♥ :pp Czekamy na NN *.* !!

    OdpowiedzUsuń
  64. To jest cudowne!!! Niech ona sobie daruje tego Nate'a!! Ona i Justin są idealni!
    @dangerous_696

    OdpowiedzUsuń
  65. cudowny rozdział,zresztą jak wszystkie inne. Dodaj wcześniej niż w niedziele bo nie wytrzymam tak długo. A tak przy okazji jeśli mogłabyś mnie informować @Anetttxoxo

    OdpowiedzUsuń
  66. O mój boże czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń
  67. Uwielbiam to opowiadanie asdfghjklmnbvcxz a Twoje tlumaczenie jest rewelacyjne, kocham Cie po prostu!
    rozdzial jest taki aww koncowka najlepsza *-* oby sie pocalowali w tym samochodzie no, czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  68. Świetny!! Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  69. Twoje tłumaczenie jest genialne! Dziś zaczęłam czytać i OMG dziewczyno jesteś wielka! Szacun

    OdpowiedzUsuń
  70. jestem ciekawa jak to bd dalej !!! aaa ...mogłabyś mnie informować n a tt ?? @swag_martha

    OdpowiedzUsuń
  71. [SPAM]
    „Hej, razem ze Scooter’em  natknęliśmy się na wasze filmiki na youtube.
    Chcielibyśmy wam pomóc, mamy propozycję nie do odrzucenia.
    Jednak jest mały problem ponieważ mieszkacie dosyć daleko,
    dlatego chcielibyśmy was zaprosić na prywatne spotkanie w LA.
    Czekamy na odpowiedź.”

    Wiadomość, która zmieniła życie dwoje nastolatków: Rosalie Mills i Nathan'a Lewis'a.
    Zaczęli od nagrywania zwykłych filmików z coverami i wrzucania ich na YT.
    Dzięki Justin'owi Bieber'owi dostają szansę na spełnianie swoich marzeń.
    Chcesz poznać całą historię tej dwójki? Zapraszam do lektury. :)

    http://lepszeodsnu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  72. Kiedy kolejny rozdział??? :*

    OdpowiedzUsuń