48. Inked

 Ważna notka pod rozdziałem, przeczytajcie!


Brooklyn

                - Wciąż nie mogę uwierzyć, że po to potrzebowałaś naszej pomocy - Prychnęła Kelsey, zatapiając się głębiej na moim łóżku i patrząc z rezygnacją na swoje idealnie spiłowane paznokcie pomalowane na kolor gumy balonowej.
                - Ciebie wcale nie prosiłam o pomoc - odparła Jazzy, kręcąc się na moim obrotowym krześle, kiedy ja przeglądałam swoją garderobie - Właściwie, to pamiętam, że mówiłam jedynie Brooklyn. Nadal nie wiem, co tu robisz.
                Usłyszałam, jak Kelsey wciąga głośno powietrze, urażona.
                - Za dużo złośliwości? Zabierz mi tego dzieciaka z oczu, zanim zrobię coś, czego będę żałować - Powiedziała, co nie zabrzmiało nawet groźnie - Albo nie.
                Mogłam sobie wyobrazić, że Jazmyn przewraca na nią oczami.
                - Możecie przestać? Przysięgam, zachowujecie się, jak dwójka małych dzieci.
                Wyszłam z garderoby z kilkoma sukienkami przewieszonymi na przedramieniu i paroma bluzkami.
                - Przykro mi, Brooke. Po prostu ta dziewczyna to dla mnie za dużo - Mruknęła Jazmyn, celowo głośno, by Kelsey mogła usłyszeć.
                - Nawzajem - Odpowiedziała dziecinnie Kelsey, wystawiając język w stronę siostry Justina.
                - O mój Boże - Wciągnęłam oddech - Panie, pomóż mi przez to przejść - Położyłam wszystkie przyniesione ubrania na swoim łóżku.
                Kelsey i Jazzy potrafił być dziecinnie niedojrzałe, co działało mi na nerwy. Szczególnie, że udawały - lubiły się nawzajem, ale nie chciały się do tego otwarcie przyznać. Ich kłótnie zaczęły się robić irytujące przy ich trzecim spotkaniu.
                - Te powinny na ciebie pasować - Powiedziałam do Jazmyn, prostując na łóżku brązową polarową sukienkę - Choć nadal myślę, że powinnaś po prostu ubrać coś swojego. Naprawdę, Caleb nie wygląda na faceta, który dbałby o takie rzeczy.
                Spojrzałam na Kelsey, szukając wsparcia, ale ta wciąż upierała się przy swoim.
                - Poważnie, dzwonić do Brooklyn z przerażeniem w głosie, tylko by poprosić o sukienkę na randkę z młodszym bratem Clary - Kelsey prychnęła - Proszę cię.
                Posłałam jej karcące spojrzenie. Oczywiście, Jazmyn totalnie mnie przestraszyła, kiedy zadzwoniła z prośbą o pomoc - wszystkie potencjalne scenariusze przeleciały mi przez myśl: coś się stało Justinowi, on komuś coś zrobił lub coś się stało z Pattie, Jaxonem, a nawet Jeremym - a na końcu się okazało, że ona panikowała tylko z powodu randki.
                Jazzy uśmiechnęła się słodko do Kelsey, ale jej zamiary były wszystko, tylko nie słodkie. Wiedziałam to, bo nie raz widziałam to spojrzenie na twarzy Justina.
                - Wiesz Kelsey, jeśli nie zamkniesz buzi, to zrobię to za ciebie - powiedziała spokojnie, zaciskając pięści za oparciem krzesła. Zdecydowanie Bieber.
                - Śmiesz mi grozić w domu mojej najlepszej przyjaciółki, córki policjanta mogę dodać? Niewiarygodne - Kelsey potrząsnęła dramatycznie głową, siedząc wyprostowana na łóżku.
                - Dobra, wystarczy. Przyprawiacie mnie o ból głowy - Potarłam skronie - Albo się zamkniecie, albo was stąd wyrzucę - Przeniosłam wzrok to na jedną, to na drugą, by upewnić się, że mnie zrozumiały.
                Ich usta zamknęły się w cienką linię.
                - Dobrze - Powiedziałam, wracając do sukienek - Cóż, zakładając, że faktycznie chcesz ubrać coś mojego, która sukienka ci się podoba? - Wskazałam na nie.
                Jazmyn przechyliła głowę w bok w zamyśleniu. Wydawało się, że żadna z nich.
                - Mam być szczera? - W końcu przeniosła wzrok na mnie.
                - Śmiało - Wskazałam ręką na nią, aby wyraziła swoją prawdziwą opinię, gotowa usłyszeć to, czego prawdopodobnie nie chciałam.
                - W porządku - Zaczęła - Ta - Wybrała różową bawełnianą sukienkę z plisowaną spódnicą. - Jest różowa - Rzuciła ją na kołdrę. Nie lubi różowego, okej. Następnie wzięła moją białą, grubą, wełnianą sukienkę, którą miałam na sobie na rodzinnym obiedzie u Justina - Ta przypomina mi trochę Świętego Mikołaja, Biegun Północny i Elfy.
                Kelsey parsknęła, przytulając moją poduszkę Hello Kitty. Przybrałam zirytowany wyraz twarzy. Ta sukienka zdecydowanie nie ma nic wspólnego z tandetnymi bożonarodzeniowymi rzeczami. Następną ofiarą Jazmyn była sukienka w kolorze kości słoniowej i czerni, obcisła z głębokim dekoltem. Przyłożyła sobie ją do ciała.
                - Nigdy tego nie wypełnię - Powiedziała, odnosząc się do biustu.
                - Nikt oprócz Brooklyn jej nie wypełni. Widziałaś jej cycki? - Wtrąciła się Kelsey.
                - Tak, szczęściara - Zgodziła się z nią Jazzy, chyba po raz pierwszy w życiu.
                - Czy możecie przestać mówić o mnie, albo o moich cyckach, jakby mnie tu nie było? - Wyrzuciłam ręce w powietrze, mimowolnie ukazując więcej swojego biustu, gdy dekolt koszuli bardziej się rozchylił. Obie dziewczyny wybuchnęły śmiechem - Och, nieważne - Były po prostu zazdrosne o mój przód i prawdopodobnie mój tył również.
                Kiedy obie w końcu przestały się ze mnie śmiać, Jazmyn ponownie usiadła na łóżku. Spojrzała na mnie, ze smutną miną.
                - I co ja mam zrobić? Twój styl to wyraźnie nie moja rzecz.
                Wzruszyłam ramionami. Nie moja wina, że jest szczuplejsza i wyższa ode mnie? Moje ubrania jej nie pasują.
                - Co jest nie tak z tym, co masz na sobie? - Zapytała nagle Kelsey.
                Wszystkie spojrzałyśmy na jej dżinsy, koszulkę z okrągłym dekoltem i buty bojowe.
                - Tak, sądzę, że wyglądasz dobrze - Dodałam, kiwając głową.
                - To jest chłopak z Upper East Side, a ja wyglądam jakbym właśnie wyszła z... Nie wiem. Chodzi o to, że on przestanie mnie lubić w chwili, gdy mnie w tym zobaczy - Skarżyła się Jazmyn.
                - Jazmyn, to nie jest Facebook - Powiedziała Kelsey, zarzucając włosy na ramiona. Może Jazmyn nie mogła znieść tych jej wszystkich gestów, do których ja jestem przyzwyczajona - Według twojej logiki, ani Brooklyn, ani ja nie byłybyśmy z Tysonem i Justinem. To jest tak samo, tylko w drugą stronę - Uśmiechnęła się Kelsey, zadowolona ze swojego wyjaśnienia.
                Skinęłam w stronę Jazmyn.
                - Ona ma rację. Poza tym wyraźnie przykułaś jego uwagę wtedy, gdy cię zobaczył po raz pierwszy, a miałaś na sobie swoje normalne ubrania - Dodałam.
                - Tak, ale na imprezie w szkole powiedział mi, że wyglądam pięknie w tej zielonej jedwabnej sukni - Jazmyn brzmiała tak, jakby naprawdę lubiła tego kolesia - I wydawało się, że naprawdę miał to na myśli - Jej głos był szczery, porzucając wszelkie inne emocje.
                Wymieniłam spojrzenie ze swoja najlepszą przyjaciółką. Nie wiedziała o Coltonie i o tym, jak potraktował Jazmyn i złamał jej serce. Widziałam w oczach Jazzy, że była tym podekscytowana i cieszyłam się razem z nią, bo byłam pewna, że Caleb nie jest taki, jak Colton.
                - Jeśli ci to powiedział, to jestem pewna, że miał to na myśli, więc wiem, że gdybyś pokazała się w worku po ziemniakach, to i tak powiedziałby, że jesteś piękna - Powiedziałam szczerze. Zazwyczaj Justin mi tak mówił.
                - Aaaale - Specjalnie przeciągnęłam "a", przenosząc spojrzenie z Kelsey na Jazmyn, która zrobiła to samo.
                - Dlaczego czuję, że to mi się nie spodoba? - Zapytała Kelsey.
                - To tylko, wiesz, ta chustka pod szyję, którą masz na sobie jest ładna. Myślę, że bardzo dobrze będzie pasować do jej stroju - Przechyliłam brodę w stronę Jazmyn, która natychmiast złapała to, co miałam na myśli.
                Kelsey zerknęła na nas, przyciskając chustkę w kwiatki do piersi. Uśmiechnęłam się.

                Piętnaście minut później, wszystkie byłyśmy na zewnątrz, idąc w stronę kina, gdzie Jazmyn umówiła się z Calebem. Miała na sobie chustkę Kelsey - która wręczyła ją niechętnie, a włosy miała splecione wokół głowy przez moją mamę. Ucieszyłam się, że Kate polubiła Jazmyn.
                - Nie chcę strzelić gafy, ale czy Justin wie o tej randce, albo w ogóle o Calebie? - Zapytałam Jazmyn, zanim musiałyśmy się pożegnać. Caleb już czekał na nią w przy wejściu do kina, z dłońmi w kieszeniach, wyglądając na lekko zdenerwowanego.
                Jazzy roześmiała się.
                - Żartujesz? Po co miałabym mu mówić, aby mógł do niego pójść i zacząć o wszystko wypytywać? Nie, dzięki.
                - Mówię tylko, że jeśli w końcu się dowie w inny sposób, to będzie wkurzony - Powiedziałam, unosząc ręce w geście poddania.
                Jazzy to zignorowała, choć wiedziała, że mam rację.
                - Dzięki za wszystko, dziewczyny. Do zobaczenia później - Pomachała nam na pożegnanie, zanim odwróciła się i ruszyła spokojnie w stronę Caleba, na którego twarzy pojawił się uśmiech, gdy tylko ją zauważył. Nie widziałyśmy wyrazu twarzy Jazmyn, ale prawdopodobnie próbowała grać twardą i trudną do zdobycia.
                Kelsey spojrzała porozumiewawczo na mnie.
                - Nie wejdziemy do środka, szpiegować ich randkę.
                - Ale... - Próbowała się sprzeciwić.
                - Nie, poza tym, jestem głodna. Chodźmy na mrożony jogurt.
                Chwyciłam ja za rękę i odeszłyśmy od kolumny, za którą byłyśmy ukryte, zanim mogłaby wejść do kina.
                Można by pomyśleć, że TCBY* będzie puste, gdy na zewnątrz jest prawie minus trzydzieści stopni, ale nie, było pełne ludzi jedzących mrożone jogurty pomimo zimna. Przypuszczam, że to tak samo, jak ja pijąca Frappuccino w Starbucksie cały rok, nawet zimą. Kelsey i ja usiadłyśmy w wolnych krzesłach przy rogu z wielkim kubkiem, zwieńczonym ciastkiem, żelkami i truskawkami - naszym ulubionym - na spółkę.
                Nabrałam porcję na łyżkę i włożyłam ja do buzi.
                - Więc, zaczęłaś się uczyć na test z historii w przyszłym tygodniu?
                Kelsey się roześmiała.
                - Jasne - Odparła ironicznie.
                Spojrzałam na nią karcąco.
                - Wiesz, że nie nauczysz się wszystkiego dzień przed testem, prawda?
                Przewróciła oczami.
                - Możemy przestać mówić o szkole, proszę? - Błagała, z ustami pełnymi jogurtu.
                - Jak przestaniesz mówić z pełną buzią - Wyśmiałam ją, krzywiąc się lekko.
                Kelsey przewróciła figlarnie oczami.
                - Hej, czy to nie jest twój brat? - Kelsey zmarszczyła brwi, wskazując łyżką na coś za moimi plecami.
                Odwróciłam głowę i byłam pewna, że był tam Blake z jednym ze swoich przyjaciół. On nas jednak nie widział.
                - Co to za koleś? Jest z naszej szkoły? - Zapytała Kelsey, wścibska jak zawsze.
                - Nie wiem. Nigdy wcześniej go nie widziałam - Przyznałam - Ale wygląda na to, że są przyjaciółmi - Wzruszyłam ramionami. W przeciwieństwie do Justina, nie martwiłam się tak bardzo, z kim spędza czas moje rodzeństwo.
                Kelsey skinęła głową, ale wciąż się w nich wpatrywała. Boże.
                - Więc co myślisz o ślubie? - Zapytałam, by odciągnąć ją od obczajania ludzi.
                - W sensie, że Sam i Mike'a? - Skupiła swoją uwagę z powrotem na mnie.
                - Nie, mojego psa - Powiedziałam sarkastycznie - Oczywiście, że ich.
                Kelsey wystawiła mi język.
                - Myślę, że to słodkie.
                Byłam zaskoczona jej odpowiedzią.
                - Myślę, że to szaleństwo.
                - Dlaczego? Oni się kochają, są uroczy - Powiedziała.
                - Cóż, ty i Tyson też się kochacie, a nie widzę, byście planowali ślub - Odparłam. Czy tylko ja myślałam, że oszaleli?
                - Ja nie jestem w ciąży i nawet nie mam osiemnastu lat - Odpowiedziała.
                - To jest problem - Podkreśliłam, gestykulując łyżką.
                - Co jeśli Mike czuje, że musi poślubić Sam, by przyznać się, że zmajstrował jej dziecko?
                Kelsey prychnęła.
                - Wow, czy to nie ty jesteś królową pozytywów? - Mruknęła - Nie sądzę, że Mike jest takim typem faceta, myślę, że on naprawdę chce być z Sam przez resztę swojego życia. Poza tym, łatwiej będzie im zająć się dzieckiem i podzielić obowiązki, kiedy będą mieć te wszystkie papiery łączące ich, no wiesz.
                Nie wiedziałam. Niewiele wiedziałam ta temat ślubów, o dokumentach, jakie trzeba podpisać. Byłam tylko na kilku weselach w swoim życiu, ale byłam zbyt mała, by się przejmować  czymkolwiek, oprócz jedzenia i sukni panny młodej. Musiałam odpłynąć na chwilę, bo gdy wróciłam do rzeczywistości, kubek jogurtu był już pusty.
                - Brooklyn - Kelsey machnęła dłonią przed moją twarzą - Jesteś tam?
                - O tak, przepraszam. Co mówiłaś?
                Posłała mi dziwne spojrzenie.
                - Pytam, co ubierzesz?
                - To my idziemy? - Zapytałam, całkowicie zaskoczona. Nie liczyłam na to, że Sam mnie zaprosi. To znaczy, byłyśmy przyjaciółkami, ale znałyśmy się mniej, niż pięć miesięcy. Nawet nie znam jej nazwiska. Nie wspominając, ze rozmowy z Mikiem mogłabym policzyć na palcach lewej ręki.
                - Jesteśmy dziewczynami najlepszych kumpli pana młodego. No ba, że idziemy - Zawołała, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
                - Cóż, nie myślałam o tym, co ubrać - Wzruszyłam jednym ramieniem.
                - Tak, ja też nie. Nie jestem pewna co się ubiera na wesele w jednej z tych kapliczek weselnych... - Urwała Kelsey.
                - Co?
                - Nie wiedziałaś? Tyson zadzwonił do mnie dziś rano. Podobno tak jest najtaniej - Powiedziała Kelsey.
                Moje oczy były wielkości piłeczek pingpongowych.
                - Ja po prostu założyłam, że będzie w kościele.
                - Oni mi nie wyglądają na wierzących. Z resztą, oni nie chcą, by ich rodzice się dowiedzieli i mogli ich powstrzymać. Słyszałam też, że księża zadają dużo potań.
                Roześmiałam się. To wszystko było takie surrealistyczne.
                - Będzie fajnie. Też na początku byłam w szoku, wtedy w parku, ale rozmawiałam z nimi i wydawali mi się tacy podekscytowani. Sposób, w jaki Mike patrzy na Sameerę, jakby była jedyną dziewczyną na świecie i fakt, że chce z nią być na zawsze. Nie wiem, Brooke, myślę, że oni że poziom ich zaangażowania wykracza poza to, do czego my jesteśmy przyzwyczajone jeśli chodzi o ludzi w ich wieku. Podobno oni już byli ze sobą i zerwali, a teraz w końcu się ustatkowali.
                - Nie wiedziałam o tym - Wiedziałam, że Sam podkochiwała się w Mike'u, ale nigdy nie odważyłam się spytać, czy coś już ich kiedyś łączyło. To pokazuje, jak słabo ją znam.
                - A wiedziałaś, że Mike ma już dwadzieścia dwa lata. Przez to wygląda dojrzalej - Powiedziała Kelsey.
                - Tego też nie wiedziałam.
                Chwila minęła, zanim któraś z nas odezwała się ponownie.
                - Powiedział o niej kilka rzeczy Tysonowi. Mówił mi o tym dziś rano, przez telefon. Powiedział mu, że chce zatroszczyć się o nią i o dziecko, że bardzo ją kocha i zrobi wszystko, by znaleźć stałą, uczciwą pracę, by móc kupić mieszkanie dla ich trójki, zanim urodzi się dziecko. Tyson mówił, że nigdy nie widział, by Mike tak się zachowywał. Może dziecko było błogosławieństwem bardziej, niż pomyłką.
                Skinęłam głową. Może zbyt pochopnie oceniałam ich związek i nagły ślub. Biorąc po uwagę fakt, jak bardzo przeszkadzało mi, że Justin stwierdził, że jestem snobistyczną suką, kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy, powinnam być bardziej otwarta na takie tematy.
                - Wiesz, chciałabym kiedyś przeżyć coś takiego. Chcę się zestarzeć z Tysonem, mieć dzieci, kupić dom i wyjść za mąż - Uśmiechnęła się Kelsey - Niekoniecznie w tej kolejności - Dodała, chichocząc.
                Uśmiechnęłam się. Chyba chciałam tego samego. I chciałam tego z Justinem.

**

                - Ten projekt w dwudziestu pięciu procentach składa się na waszą ocenę końcową - Powiedziała pani Marshall swoim autorytatywnym głosem.
                Ludzie jęknęli, ale nie głośniej od szeptu, wiedząc jak nauczycielka reaguje na skargi uczniów.
                Kelsey i ja wymieniłyśmy znudzone spojrzenia. Fakt, że chemia była corocznym przedmiotem wydawał się spiskiem wobec mnie z piekła. To nie tak, że uważałam ją za trudną, w rzeczywistości byłam w tym dobra, ale nie przepadałam za nauczycielką. Innymi słowy, gardziłam tą wyglądającą jak czarownica kobietą. Pani Marshall rozejrzała się po klasie znad swoich okularów.
                - Będziecie pracować w parach. Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście zminimalizowali moją pracę i pozostali z partnerami z poprzedniego semestru - Posłała nam lekki uśmiech, jakby rzucając nam wyzwanie do poproszenia o zmianę partnera.
                Przygryzłam wargę, łapiąc spojrzenie Nate'a siedzącego po drugiej stronie klasy. Nie mogłam jednak rozszyfrować tego spojrzenia - prosił mnie o zmianę, bo nie był zachwycony współpracą ze mną, czy też nie był pewien, czy nie przeszkadza mi, żebyśmy jednak pracowali ze sobą ponownie?
                Skinęłam na niego, pozwalając mu zdecydować o przyszłości naszego projektu z chemii. Dostaliśmy całkiem dobre oceny na semestr, pomimo incydentu z niebieską substancją o nie miałam nic przeciwko współpracy z nim teraz, kiedy wszystko między nami było wyjaśnione. Ale to nie znaczyło, że nie będzie niezręcznie. W ogóle nie rozmawialiśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Pary zaczęły wstawać i iść w stronę nauczycielki, by wziąć swoje zadania. Kelsey posłała mi zdziwione spojrzenie, gdy poszłam w stronę Nate'a, ale postanowiłam to zignorować.
                - Cześć - Powiedziałam, gdy do niego dotarłam, składając ręce przed sobą.
                Zmienił się w ciągu tych kilku miesięcy. Miał krótsze włosy, wyglądał bardziej dojrzale, chociaż to było fizycznie niemożliwe. A może to przez jego białą oksfordzką koszulę i spodnie.
                - Cześć - Odpowiedział, o dziwo, bez urazy.
                - Więc chcesz... - Oboje zaczęliśmy w tym samym czasie, śmiejąc się głupkowato. Wskazałam na niego, by mówił. Już byłam wystarczająco zawstydzona.
                - Chcesz, byśmy zostali w parze na następny semestr? - Spytał. Jego policzki też były trochę zaczerwienione.
                - Jeśli nie masz nic przeciwko - Skinęłam głową.
                - Nie mam. Jesteśmy całkiem dobrym zespołem na chemii - Uśmiechnął się lekko.
                Zaśmiałam się krótko.
                - Tak. I nie chcę, by między nami było dziwnie, czy coś - Powiedziałam, martwiąc się, czy za każdym razem będzie niezręcznie.
                - Myślisz, że moglibyśmy spróbować być przyjaciółmi ponownie? - Spytał z nadzieją w głosie.
                - Oczywiście - Odpowiedziałam z uśmiechem, potrząsając jego zaoferowaną dłonią. Jego woda kolońska od Armaniego rozniosła się w powietrzu, gdy podszedł kilka centymetrów bliżej.
                - To dobrze - Uśmiechnął się - Stęskniłem się za byciem twoim przyjacielem.

**

                Kiedy zadzwonił ostatni dzwonek, pobiegłam do swojej szafki, by spotkać się tam z Kelsey.
                - Zostałaś w parze z Natem - Stwierdziła bardziej, niż zapytała.
                - Tak, zostałam - Skinęłam głową, wkładając kilka książek do szafki, a wyciągając teczkę.
                - Możesz wyjaśnić, dlaczego? - Nalegała, pozostając w bezruchu przy mojej szafce. Nawet nie otworzyła swojej.
                - Zdecydowaliśmy się na współpracę dla dobra naszych ocen. Plus, nie wiem, dlaczego miałabym chować do niego urazę, gdy całkowicie przeszło mi z tym, co się stało.
                - To brzmi podejrzanie - Zanuciła Kelsey.
                Przewróciłam oczami, zamykając szafkę i przewieszając torbę przez ramię.
                - Możesz wyjaśnić, dlaczego? - Użyłem jej słów, kierując się do wyjścia.
                - Po prostu. Wyglądał bardzo przyjaźnie, gdy ze sobą rozmawialiście - Szła obok mnie - Dlaczego nagle chce się z tobą przyjaźnić? Od miesięcy nie rozmawialiście ze sobą i kiedyś tak jakby się spotykaliście. Nigdy nie byliście przyjaciółmi, w sensie tylko przyjaciółmi.
                - Nie widzę w tym nic specjalnego. Przez cały czas czuł się źle z tym, co się stało. Przeprosił, powiedział, że potrzebuje czasu, a teraz jest okej - Postawa Kelsey mnie irytowała.
                - Nie złość się na mnie. Po prostu mówię, że to dziwne. Cieszę się, że się pogodziliście i możecie porozmawiać normalnie, bez twojej ochoty do uduszenia go. Po prostu bądź ostrożna - Wzięła mnie pod rękę, gdy przekroczyłyśmy drzwi szkoły.
                Nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie zauważyłam niczego podejrzanego w miłym zachowaniu Nate'a.
                - Myślisz, że twój brat może być gejem?
                Prawie podskoczyłam przez jej niespodziewane pytanie.
                - Co? - Pisnęłam. Co to w ogóle za pytanie?
                Kelsey chwyciła mój podbródek i odwróciła mi głowę w bok. W dole przy schodach w rogu był Blake i ten chłopak, którego widziałyśmy w TCBY, przytulający się.
                - To, że się przytulają, nie oznacza, że jest gejem - Powiedziałam, choć nie byłam taka pewna.
                Kelsey spojrzała na mnie z powątpiewaniem. Pomysł, że Blake mógłby być gejem nigdy nie przyszedł by mi do głowy. Najbardziej oczywistym powodem było to, że nigdy nie widziałam go, jak całuje faceta. Spotykał się nawet z paroma dziewczynami.
                - Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać. Może się wstydzi lub boi do tego przyznać i stara się to ukryć - Zasugerowała.
                Rozważałam ten pomysł w myślach. Kelsey może mieć rację. Zawsze był bardzo trudny, jeśli chodziło o rozmowę o dziewczynach i związkach. Może bał się, co by pomyśleli nasi rodzice, choć cała nasza rodzina była bardzo tolerancyjna.
                Oderwałam wzrok od miejsca, gdzie stał Blake rozmawiając z zadowoleniem ze swoim przyjacielem/chłopakiem/kimkolwiek i spojrzałam na Kelsey.
                - Porozmawiam z nim, jak wrócę do domu - Pomyślałam na głos. Jednakże, nie mam więcej czasu na myślenie o tym, bo znienacka pojawił się przede mną Nate.
                Kelsey starała się nie wykrzywić.
                - Zadzwonię do ciebie później, B - powiedziała, zanim zbiegła po schodach, kręcąc głową.
                Jeśli Nate to widział, to niczego nie skomentował.
                - Czesz omówić projekt? - Zapytał, idąc ze mną w stronę szkolnego parkingu. Mieliśmy napisać esej na temat rozwoju chemicznego i zrobić kilka eksperymentów (nie zwracałam na to zbyt wiele uwagi w klasie).
                - Jasne. Chcesz się jutro spotkać? - To była sobota i nie miałam żadnych planów. Chciałam przeboleć ten projekt jak najszybciej, by nie brakło nam czasu, kiedy ostatni rok zrobi się bardziej stresujący. Mieliśmy już wysyłać aplikacje na uczelnie i to mnie niepokoiło.
                - U mnie? - Spytał Nate, gdy szliśmy w stronę mojego samochodu.
                - W sumie, to myślałam o bibliotece. Mają wiele książek na ten temat i tak dalej - Starałam się brzmieć normalnie, ale było jasne, że nie chciałam iść do jego domu. Jaki uczeń używa książek do przeprowadzania eksperymentów w tych czasach? Niemniej jednak pójście do jego domu było zbyt pochopne. Biblioteka wydawała się bezpieczniejsza. Jeden krok w czasie, Nate.
                - Okej - Skinął głową, maskując swoje emocje: było to rozczarowanie lub ulga.
                Dopiero, kiedy byliśmy kilka metrów od mojego samochodu, zauważyłam osobę opierającą się o niego, mającą na głowie czapkę Brooklyn Nets. Cholera, pomyślałam. Justin patrzył prosto na nas i prawie widziałam małe płomienie w jego oczach, jak to się dzieje w kreskówkach.


Justin

                - Co robiłaś z tym idiotą? - Zapytałem tak spokojnie, jak tylko mogłem, kiedy oboje siedzieliśmy zapięci w samochodzie Brooklyn. Moje ręce były zaciśnięte na kierownicy tak mocno, że myślałem, że ta trzaśnie.
                - Rozmawialiśmy o projekcie z chemii - powiedziała wciąż patrząc w okno. - Możesz już jechać? Cała populacja dziewczyn z mojej szkoły gapi się na ciepie i to mnie denerwuje.
                Zaśmiałem się gorzko.
                - Nie wyglądałaś, jakby ci przeszkadzało, kiedy ludzie patrzyli na ciebie i twojego byłego.
                Brooklyn odwróciła się i spojrzała na mnie.
                - Poważnie Justin? Mówiłam ci, że jesteśmy w parze na chemii i mamy spotkać się, by omówić naszą pracę. To wszystko - podkreśliła ostatnie słowa, jakbym był paranoikiem.
                Zacisnąłem szczękę i wrzuciłem wsteczny, by wyjechać z parkingu, zanim wysiadłbym z samochodu i pobiłbym niebieskookiego. Nienawidziłem tego kolesia, a fakt, że on i Brooklyn znów rozmawiają, sprawiał, że moja krew wrzała.
                - Justin, wyluzuj - Brooklyn położyła dłoń na moim przedramieniu, gdzie moje żyły zrobiły się bardziej widoczne.
                Moje spojrzenie było utkwione w drodze, bo wjechaliśmy na Park Avenue, ale rozluźniłem się trochę. To jednak nie wystarczyło Brooklyn, bo sięgnęła po jedną z moich dłoni, rozluźniając mój uścisk na kierownicy. Powoli przysunęła ją do swoich ust i pocałowała zewnętrzną część, całkowicie łagodząc napięcie.
                Westchnąłem, zatrzymując się na czerwonym świetle.
                - Przepraszam.
                - W porządku - powiedziała, głaszcząc uspokajająco moją dłoń. Po prostu nie martw się o Nate'a, okej? To sprawy szkolne. Nic nie znaczą.
                - Wiem, kochanie - przyznałem. - Tylko szkoda, że nie robisz tego z kimś innym.
                Spojrzałem na nią, miała grymas na twarzy. Dobrze, była tak zadowolona z konieczności współpracy z Natem, jak ja.
                To było śmieszne, że w piątkowe popołudnie były takie korki. Brooklyn włączyła radio, a popowe piosenki, które uważam za słabe, a one lubi zaczęły rozbrzmiewać w samochodzie. Zaczęła nucić, kiedy zbliżaliśmy się do 3rd Avenue Bridge, aby przejechać na Bronx.
                - Nadal mi nie powiedziałeś, dlaczego po mnie przyszedłeś? - Zapytała Brooklyn, patrząc na mnie z ukosa.
                - Brzmisz na podekscytowaną, że przyszedłem - powiedziałem sarkastycznie.
                Pacnęła moje ramię.
                - Jestem podekscytowana. To było punktem kulminacyjnym mojego dnia - uśmiechnęła się szeroko.
                - Cóż, to niespodzianka, więc i tak ci nie powiem - wzruszyłem złośliwie ramionami.
                Spojrzała na mnie.
                - Nigdy nie pokazuj się w mojej szkole wyglądając tak seksownie. Choć lubisz zainteresowanie kobiet, Twoją osobą, ja nie lubię - powiedziała, a ja nie wiedziałem, czy to było na poważnie, czy nie. Ale zazdrosna Brooklyn była seksowna.
                Roześmiałem się jednak.
                - Kochanie, nie mogę nie wyglądać seksownie. To nie ubrania, to model.
                Przewróciła teatralnie oczami.
                - Przypomnij mi, żebym już nigdy cię nie chwaliła. Twoje ego wypełnia cały samochód i nie mogę oddychać - dramatycznie opuściła szybę, ale zamknęła ją natychmiast, gdy weszło do środka mroźne powietrze. Następnie kontynuowała.
                - Co mi przypomniało, dlaczego prowadzisz?
                - Bo ty nie wiesz dokąd jedziemy - odpowiedziałem krótko.
                - Nie powiesz mi! - Jęknęła głośno.
                - Bo to jest niespodzianka.
                - Nienawidzę niespodzianek.
                - Wiem.
                - Daj mi wskazówkę.
                - Nie.
                Poczułem, jak jej paznokcie wbijają się w zgięcie mojego łokcia, tuż nad moim chińskim tatuażem, przez co niemal zjechałem z pasa.
                - Ał! Przestań próbować udowadniać, że jesteś tygrysicą - czy to miało coś wspólnego z tym co powiedziałem jej po seksie tydzień temu?
                - Powiedziałam, że chcę wskazówkę - zażądała Brooklyn, wciąż drapiąc moją skórę paznokciami. Można by powiedzieć pazurami, bo tak bolało.
                - Jezu, jesteś szalona - pokręciłem głową, częściowo rozbawiony, częściowo przestraszony. Jaka dziewczyna drapie swojego chłopaka, który przygotowuje dla niej niespodziankę?
                Uśmiechnęła się niewinnie, gładząc moją skórę opuszkami palców. Przysięgam, zaraz będę miał zadarcia.
                - Okej, pamiętasz, jak ci powiedziałem, ze mam dla ciebie dwa prezenty? - Skinęła twierdząco głową.- Pierwszy, przywieszka - wskazałem na jej nadgarstek. - A po drugi jedziemy teraz.
                - Hmm - Stuknęła palcem w brodę, w końcu dostawiając w spokoju moje przedramię - Dlaczego musimy jechać po ten prezent?Zdajesz sobie sprawę, że od świąt minęły prawie dwa miesiące?
                - To nie jest coś, co można wziąć ze sobą - powiedziałem tajemniczo. - I hej, lepiej późno, niż wcale - prawdziwym powodem, dla którego jeszcze nie dostała tego prezentu, był ten cały incydent z jej bratem i Michaelem. Fakt, że nie chciała ze mną rozmawiać przez kilka dni trochę to utrudniał.
                - Chcę kolejną wskazówkę - poprosiła, krzyżując ręce na piersi.
                - Nie ma szans - zanuciłem - Nie byłoby niespodzianki.
                - Nienawidzę cię - wyrzuciła z siebie, mrużąc na mnie oczy.
                - Nieprawda - uśmiechnąłem się. - Kochasz mnie.
                - Teraz nie - upierała się, kopiąc moją nogę czubkiem buta.
                - Ał, przestań mnie bić! - Krzyknąłem, przytrzymując jej stopę.
                Zachichotała.
                - Nie mogłabym cię skrzywdzić. Ale z ciebie dzieciak - zakpiła.
                Puściłem jej nogę, przewracając oczami.
                - Jesteśmy prawie na miejscu, zamknij oczy.
                - Nie - prychnęła, jakbym ją uraził.
                - Zamknij, albo założę ci opaskę na oczy - wystukiwałem palcami jakąś melodię na kierownicy.
                - Widzisz, dlatego cię nienawidzę - Brooklyn niechętnie zamknęła oczy, wydymając wargi z irytacji.

**

                Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, otworzyłem Brooklyn drzwi i pomogłem jej wysiąść. Chwyciła mnie za rękę, jakby co najmniej miała spaść w nicość, gdyby ją puściła.
                - Okej, idź przede mną. Po schodach, a następnie w lewo.
                - Pamiętasz, jak kazałeś mi zejść po schodach, bym mogła zobaczyć prezent urodzinowy, a mi się to nie spodobało? - Spytała, wyciągając szyję, by spojrzeć na mnie na ślepo. To było zabawne. - Cóż, wciąż mi się nie podoba.
                Zaśmiałem się, owijając rękę wokół jej talii.
                - Idź - powiedziałem cicho do jej ucho, które następnie pocałowałem. - Trzymam cię.
                Zadrżała i zaczęła iść. Cały czas piszczała i kopała nogą przed sobą w poszukiwaniu ewentualnych przeszkód bez względu na to, ile razy zapewniałem ją, że takowych nie było, przez co ludzie na ulicy oglądali się za nami. To mogło wyglądać, jakbym ją uprowadził, bo szturchała mnie i krzyczała "to nie jest śmieszne, Justin!" cały czas.
                - Możesz otworzyć oczy - puściłem jej talię, kiedy patrzyła na ścianę przed sobą, gdzie migotał sklepowy neon.
                - Salon tatuażu? - Odwróciła głowę, by na mnie spojrzeć. Przygryzłem wargę nerwowo, nie wiedząc, jaką reakcję dostanę. Jeśli nie pójdzie zgodnie z planem, to zabiję Jazmyn.
                - Tak - powiedziałem.
                Ona tylko patrzyła na mnie z otwartymi oczami.
                - Będę mogła zrobić sobie tatuaż?
                - Tak - powtórzyłem. Jej ciągłe pytania to dobry, czy zły znak?
                Wydała z siebie odgłos zaskoczenia, zanim pisnęła.
                - O mój Boże, to super!
                Odetchnąłem z ulgą.
                - Naprawdę?
                Skinęła gorączkowo, ściskając moją dłoń.
                - Skąd wiesz, że chciałam sobie zrobić tatuaż?
                - Mały ptaszek powiedział mi, że o nie pytałaś, a także wiem, że uwielbiasz patrzeć na moje - uśmiechnąłem się. Myślę, że najbardziej lubiła moją koronę. Często ją dotykała i całowała.
                - Jazzy ci powiedziała? Boże, ale jestem zdenerwowana. To boli? - Zaczęła zadawać pytania i ekscytować się, dopóki nie otworzyłem drzwi do salonu i wprowadziłem ją do środka.
                Brooklyn rozglądała się z podziwem po ścianach pokrytych zdjęciami, a potem przeniosła wzrok na faceta za ladą. Zacisnęła uścisk na moim przedramieniu.
                - Czyż to nie Justin Bieber? - Przywitał nas Luigi, wstając ze stołka za ladą, by poklepać mnie po plecach. Brooklyn zerknęła na niego nerwowo, najprawdopodobniej po wrażeniem ilości tatuaży i kolczyków pokrywających jego ciało, dodając jego dwa metry wysokości. Mógłby być profesjonalnym koszykarzem.
                Luigi robił wszystkie moje tatuaże, więc praktycznie znaliśmy się, jak przyjaciele. Zawsze przychodziłem do jego salonu, gdy chciałem coś nowego.
                - Siema, stary.
                - A ty musisz być jego dziewczyną - uśmiechnął się do Brooke, ukazując kolczyk przebijający jego wędzidełko.
                - Tak, to ja - odpowiedziała, starając się brzmieć na wesołą, ale jej uścisk na moim przedramieniu się wzmocnił.
                - Ja pierwszy - powiedziałem, swoim spojrzeniem dając Brooklyn do zrozumienia, by mnie puściła.
                - Też robisz tatuaż? - Zmarszczyła brwi.
                Wyciągnąłem z kieszeni kartkę.
                - Chcę to na swoim bicepsie - wręczyłem rysunek tygrysa Luigiemu; był on w połowie Włochem, tak w ogóle i ruszyłem za nim do pomieszczenia, w którym miał wszystkie narzędzia.
                - Wygląda fajnie, stary - pokiwał głową z aprobatą.
                Zdjąłem kurtkę i podałem Brooklyn, która usiadła w fotelu, gryząc paznokcie.
                Już prawie nie czułem bólu,a ramię nie było najboleśniejszym miejscem na tatuaż. Ale dźwięk maszyny do nakłuwania skóry sprawiał, że Brooklyn wzdrygała się od czasu do czasu. Próbowała czytać, jakąś książkę, lecz jej nogi non stop podskakiwały.
Luigi i ja rozmawialiśmy - zapytał mnie, czy ona naprawdę chce zrobić sobie tatuaż i czy jest podatna na omdlenia - a kiedy skończył, mój biceps był cały czerwony i opuchnięty. Ale tatuaż wyglądał zajebiście.
                - To musiało boleć - Brooklyn skrzywiła się, gdy na to spojrzała.
                - Można się przyzwyczaić po kilku minutach - Jeśli Luigi chciał brzmieć pocieszająco, to wątpię, że się udało.
                - Nie musisz tego robić, kochanie. Wszystko jest okej - zapewniłem ją. Jeśli nie była pewna, to lepiej nie robić tatuażu.
                - Nie, chcę zrobić tatuaż - wyglądała jednak na zdecydowaną.
                Luigi skończył zaklejać mój biceps i skinął na Brooklyn, by zajęła moja miejsce. Współczułem jej. Pierwszy tatuaż jest zawsze najgorszy.
                - Co zamierzasz sobie zrobić, kochanie? - zapytał Luigi swoim wyraźnym akcentem. Spojrzałem przez ramię, by zobaczyć na książkę, którą trzymała, starając się nie myśleć o tym, że nazwał ją "kochaniem".
                - Nie-e. Nie zobaczysz go, dopóki nie będzie gotowy - machnęła na mnie, ale wciąż trzymała mnie mocno za rękę, a ja usiadłem obok fotela, na którym się znajdowała.
                Luigi spojrzał na projekt, który wybrała Brooklyn - którego ja jeszcze nie widziałem z nieznanych mi przyczyn - i przygotował swoją maszynę.
                - Gdzie to ma być?
                Brooklyn podniosła swoją koszulkę, odsłaniając lewą kość biodrową.
                - Tutaj.
                W każdej innej sytuacji, pobiłbym kolesia, który śmiałby dotknąć moją dziewczynę w takim miejscu, ale przekonywałem samego siebie, że Luigi był profesjonalistą. Robił to codziennie, dziesiątkom lasek. Na pewno wykonywał tatuaże w gorszych miejscach - nawet nie chcę sonie tego wyobrażać. Niemniej jednak nie mogłem nie ujrzeć spojrzenia, jakim obdarował Brooklyn, gdy weszliśmy i sposób, w jaki jego oczy zatrzymały się na jej biuście. Musiałem zacisnąć i rozluźnić pięści kilka razy.
                Ku mojemu zdziwieniu, Brooklyn nie krzyknęła, ani nie płakała ani razu. Jedynie ściskała moją dłoń do tego stopnia, że kilka razy pomyślałem, że złamie mi kości. Spodziewałem się czegoś gorszego. Kiedy Luigi skończył, westchnęła z ulgą.
                - Dzięki Bogu - wymamrotała bardzo cicho.
                - Jak było? - Zapytał Luigi, wciąż zasłaniając tatuaż przed moim wzrokiem. Byłem tak niecierpliwy, że teraz moja noga nerwowo podrygiwała.
                Gdy oczyścił tatuaż, Brooklyn uśmiechnęła się triumfalnie. Jak nic, czuła się jak buntowniczka, byłem tego pewien.
                - Nie było tak źle - powiedziała z nutą dumy. Mrugnąłem do niej.
                Luigi zaśmiał się, chwytając gazę, by przykryć nią opuchniętą skórę.
                - Czekaj, mogę to teraz zobaczyć? - Zapytałem Brooklyn.
                Skinęła głową, a Luigi odsunął swoje obrotowe krzesło, zostawiając mi trochę miejsca. Moje oczy natychmiast zwróciły się ku jej kości biodrowej, a na moją twarz wkradł się szeroki uśmiech.
                Tatuaż był małą koroną księżniczki.

_______________
*TCBY (The Country's Best Yogurt) - międzynarodowa sieć sklepów/barów z mrożonymi jogurtami.


_____________


NOWE TŁUMACZENIE - "NOT SAFE FOR WORK"
ZAPRASZAM

131 komentarzy:

  1. Omg jak słodko *.* @yolarreh

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, weszłam tak sobie przez przypadek, bo mówiłaś, że bd jutro, a tu rozdział *_* Dziękuję <33 Zaczynam czytać XD

    OdpowiedzUsuń
  3. kłótnia Justina i Brooklyn w samochodzie >>>>>>
    jej tatuaż >>>>
    cały rozdział >>>>>>>>>>>>>>>>>>
    boziu uwielbiam to opowiadanie ♥
    @imabeadleswife

    OdpowiedzUsuń
  4. it's so fucking perfect ♥ Kocham was

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdzial suwvbwpwish. Kurcze tez bym chciala taki tatuaz *o*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja kocham to opowiadanie ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Pomsysł z tą koroną ahhh Brooklyn jesteś genialna <3 co tu dużo pisać, kocham to ff, tłumaczenie po prostu świetne ! @craazygirl17

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział ale czuje że Nate namiesza :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej, to takie słodkie <3 haha chyba wiem dlaczego Justin zrobił sobie tygrysa . Hahaha

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham kocham kocham !!!
    To opowiadanie jest C U D N E
    ciesze sie ze je tlumaczycie ;*
    Myslalam ze Broke wybieze cos innego i bylam zaskochona jej wyborej ale tak mega pozytywnie. Juz nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem pewna co do Nate...to jest podejrzane. Tatuaż Brook, jejku <3

    OdpowiedzUsuń
  13. OMGHNIEBOIB tatuaż Brooke jest boski <3. Jesteście świetne w tłumaczeniu. Nie przestawajcie <3.

    OdpowiedzUsuń
  14. Omfg weajgptate genialny <3 dziękuje za tłumaczenie! x

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju, jakie słodkie awshfhdj też nie lubię Nate'a. Świetnie tłumaczysz x

    OdpowiedzUsuń
  16. Nate pewnie namiesza, był miły, zbyt miły... Zakończenie starsznie słodkie i takie kochane :) . Bardzo dziękuję Wam za tłumaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Swietny rozdzial, uroczo,ze zrobila sobie korone !

    OdpowiedzUsuń
  18. Jejku jaki fajny rozdział ;)
    Jazzy wszystkich wystraszyła o to chodziło tylko o randkę.
    Strasznie słodki ten tatuaż B.
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Ndksnksbsjs tatuaż jest taki słodki. coś mi sie wydaję że Nate nie ma dobrach intencji. świetnie przetłumaczony rozdział dziękuję kocham was @EachDayIsDrive

    OdpowiedzUsuń
  20. cudowny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  21. O Jezu, O matko, cudownie ♥
    @JBSwaggerPL

    OdpowiedzUsuń
  22. Czyżby Justin zrobił sobie tatuaż tygrysa bo przypominał mu o Brooklyn? Aw, korona księżniczki. Urocze. Świetnie tłumaczycie i życzę wam powodzenia w dalszym tłumaczeniu rozdziałów xoxo
    - @imforukidrauhl

    OdpowiedzUsuń
  23. aww korona księżniczki ♥ jak słodko :) świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowny rozdział taki słodki ze agjdkdkdn c: już nie mogę doczekać się następnego c:

    OdpowiedzUsuń
  25. zajebusty rozdzial ! dobrze ze Brooklyn. zrobila sobie tatuaz przypominajacy o Justinie , to slodkie <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Omg ten tatuaz.....

    OdpowiedzUsuń
  27. Ojeju jaki słodki tatuaż *____* jesteście najlepsze, dziękuję że tłumaczycie <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Jestem pod mega wrażeniem ! Cufowne, tłumaczenie :) uwielbiam czytać tego bloga, zapominam wtedy o wszystkich problemach, to jest takie realistyczne ... Mozna sie w tym zatracić ! Trzymaj sie ! Tłumaczcie dalej ! BELIEVE AND NEVER SAY NEVER ! ❤️ Powodzenia dalej ! Jesteście świetne :))

    OdpowiedzUsuń
  29. ,,- A ty musisz być jego dziewczyną - uśmiechnął się do Brooke, ukazując kolczyk przebijający jego wędzidełko.'' . Myślę sobie : Co to jest to wędzidełko? Więc mówię do brata, który korzystał akurat z laptopa żeby sprawdził ( ja czytałam na telefonie rozdział). On wpisuje w google a tu zdjęcia męskiego członka. Nie muszę chyba mówić jakie było zdziwienie i oczywiście padło pytanie ,,Co ty czytasz?!'' . I oto moje pytanie : Czy chodziło o wędzidełko czy może o wiązdełko ? hahahahaha :)
    PS. Super tłumaczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  30. uwieeelbiam ! :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  31. jak słodko ksieżniczka Justina ma tatuaż. ♥

    OdpowiedzUsuń
  32. cudowny djfbfdbdksbdbdsbjdfsbfhjb

    OdpowiedzUsuń
  33. fvjbhsduvid kocham to !

    i dziękuje że tłumaczysz <33

    OdpowiedzUsuń
  34. jedno wielkie nasdjnhdfashnfdjksanfjksjakfjkbsdfjkd
    cudowny rozdziała jskdadhajkshdhskf
    czekam na następny kjsadhajfdhgf ♥

    OdpowiedzUsuń
  35. Ciekawe jak zareagują rodzice Brooke na ten tatuaż :D

    OdpowiedzUsuń
  36. oooooooooooooooo kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  37. Boski, boski, uwielbiam to<3 zawsze jak z kimś rozmawiam o ff to wszyscy mówią i tak BRONX lepszy <3 no najlepszy

    OdpowiedzUsuń
  38. Awwwww tatuaż księżniczki
    Sdaghasjd rozdział super. Czekam cierpliwie na następny

    OdpowiedzUsuń
  39. uwielbiam to! a tatuaż Brooke jet gfdghdfhgndhmlerbhdffhd

    OdpowiedzUsuń
  40. OMG!
    Jazzy mnie rozwaliła!
    Też jak byłam w Starbucksie to piłam frappucino *bitch please*
    Brookie zrobiła sobie tatuaż tam gdzie ja chcę! #lol
    + Myślę, że jej mama nie będzie nadzwyczaj zadowolona z tego powodu, ale zobaczymy.
    Buziaki
    @yo_shawties ♥
    PS. czekam na kolejny x.

    OdpowiedzUsuń
  41. Dziewczyny możecie napisać do mnie na tt @Maardam i ja mogę zawsze wszystkich informować : )

    OdpowiedzUsuń
  42. Aww rozdzial cudowny :)
    Ale sobie mysle co to wedzidelko i wpisuje se w google a tam czlonek a ja w taki lach i zastanawiam sie czy nie chodzi o wiazdelko ale mniejsza z tym :p
    Cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  43. NIESAMOWITY ROZDZIAŁ. MEEGA.
    NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KOLEJNEGO.
    JUŻ GO CHCĘ.!!!
    MOGŁABYŚ MNIE O NIM POWIADOMIĆ? @PysiaStyles

    OdpowiedzUsuń
  44. najlepsze ff, dzięki dziewczyny za tłumaczenie!

    OdpowiedzUsuń
  45. awwww jak słodko <3 czekam na kolejny !

    OdpowiedzUsuń
  46. też chce takiego Justina i taki tatuaż ^.^

    OdpowiedzUsuń
  47. bisjdbnvlkjsdncbjhzdvb cuuuuudowny rodział. jak zawsze zreszta <333

    OdpowiedzUsuń
  48. rozdział jak zawsze boski ♥ a ten tatuaż jejuuu :D myslalam ze to będzie cos tandetnego ale ufff :D

    OdpowiedzUsuń
  49. Omg. Ta niespodzianka mnie totalnie podjarala.:* Oni są boscy. Kocham was za to że to tłumaczycie.<33

    OdpowiedzUsuń
  50. Hshjkcdikbxukb tatuaż świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  51. jejku, zrobiła sobie tatuaż?
    ciekawe co na to rodzice... omg. Ciekawie będzie jak się o tym dowiedzą ;o
    @luvvmyykidrauhl

    OdpowiedzUsuń
  52. Kiedy Jazzy zadzwoniła do Brooklyn myślałam, że chodzi o Justina...a tu randka :D
    I jej tatuaż jest megaa słodki <3
    A jeśli chodzi o Nate'a....Irytuje mnie i myślę, że coś namiesza...albo będzie chciał odbić Brooke Justinowi albo jeszcze coś...
    I dziekuję,że to tłumaczysz <3 nie przestawaj kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  53. swietny rozdzial xx

    OdpowiedzUsuń
  54. agbshssjbs uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  55. jesteście świetne ! hsvffgvak *.*

    OdpowiedzUsuń
  56. Omomom, cudowne, cudowne, cudowne! ;3 szczerze przyznam, jest to najlepsze opowiadanie na jakie natrafiłam, a było ich wprawdzie sporo. Wiecie co, wykonujecie świetną robotę, tłumacząc to dla nas. Na prawdę wiele to dla nas znaczy! *.*
    co do rozdziału.. tsvhsghsghsshggssyst ♥ umarłam. zmartwychwstałam by napisać ten komentarz - co za poświecenie :D po prostu; jeju. aww. "Justin jest taki słodki" ♥ xd NEXT, I'm waiting ;3;3

    OdpowiedzUsuń
  57. omóóóóóóóóójboże, kocham to :c chce już kolejny :c. mmm! uroczy tatuaż

    OdpowiedzUsuń
  58. sxrdctfgvybuh korona ? *-* omg jacy oni są słodcy ♥

    OdpowiedzUsuń
  59. Ciekawe co powiedzą rodzice Brook gdy zobaczą tataż (o ile go wogle zobaczą) XD
    Zajebisty rozdział *.*
    Kocham too!!!!!! <33

    OdpowiedzUsuń
  60. adjxjsbzdjxjdv tatuaż Brooke >>>>>>>>>
    hahahaha. ja myślałam że Jazzy się coś stało a tu ciuchy xDD
    a co do Nate'a to na pewno coś namiesza... :/
    już się nie mogę doczekać kolejnego. dziękuję ♥
    @NowSuitUp

    OdpowiedzUsuń
  61. umarłam *_* asdfghjk CUDOWNY <3

    OdpowiedzUsuń
  62. aww oni są tak cholernie uroczy :3
    kocham to, najlepsze opowiadanie ♥
    dziękuję za tłumaczenie xx
    @niggaswagrauhl

    OdpowiedzUsuń
  63. Słodko, też chcę takiego chłopaka! :)

    OdpowiedzUsuń
  64. Cudowny rozdzial <3
    I ten tatuaż *-*
    Awww :3

    OdpowiedzUsuń
  65. uhuhu kocham kocham, spoko rozumie cie ja i tak będę czytać i zawsze komentuję, a ten tatuaż szczeże myślałam że da sobie zobić napis JUSTIN haha ja to mam wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
  66. BOŻE KOCHAM KOCHAM <3 VFXGSKDVDISVDYD <3

    OdpowiedzUsuń
  67. KOCHAM!!! mój ulubiony blog.. ^^ ;** czekam na następny ;]

    OdpowiedzUsuń
  68. Jejku jaki słoodki :**

    OdpowiedzUsuń
  69. KOCHAM KOCHAM KOCHAM !

    OdpowiedzUsuń
  70. CUDOWNY ROZDZIAŁ :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Justin i Brooklin są tacy hjklitudssyekdns <33!

    OdpowiedzUsuń
  72. Genialne no :) Zapomniałam o tym tatuażu co chciała ale mimo tego jest MEGA :)

    OdpowiedzUsuń
  73. Aaaaaw, Brooke zrobiła sobie tatuaż... Czaicie to ;3
    @loseXmyself

    OdpowiedzUsuń
  74. Przepraszam ale czy ktoś juszcze zauwarzył że tam pisze że to 38 rozdział? ;D hehe

    OdpowiedzUsuń
  75. Awwww. Uwielbiam <3
    @MisiekStyles

    OdpowiedzUsuń
  76. kocham , kocham, kocham <3 @craazygirl96

    OdpowiedzUsuń
  77. Małe miasto Cower Town które kryje wiele tajemnic. Chłopak o imieniu Harry zastanawia się przez całe życie nad sensem jego istnienia. Pewnego dnia do małego miasteczka przyjeżdża dziewczyna o imieniu Emili. Wraz z ojcem zamieszkują tajemniczy dwór Cower Town. Rodzina skrywa wiele tajemnic przed innymi. Lecz ciekawość chłopaka daje za wygraną. Zbliża się do tajemniczej dziewczyny i poznaje jej największy sekret. Chłopak dostaje wiele odpowiedzi na pytania które nurtowały go przez całe życie. Lecz za jaką cenę? Tego dowiecie się czytając "Pozwól mi się zakochać"...Zapraszam serdecznie....

    http://pozwol-mi-sie-zakochac.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  78. Aaaaaa przecudowny <33!

    OdpowiedzUsuń
  79. Końcówka normalnie iefhwerusfnejkwsn :D ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  80. Genialny rozdział słodziacy :d

    OdpowiedzUsuń
  81. Znalazlam twoje tlumaczenie przypadkiem i tak mnie wciagnelo, ze w ciagu 3 dni przeczytalam wszystkie rozdzialy! Czekam na kolejne :-)

    OdpowiedzUsuń
  82. Boże jakie to piękne! Akurat musiała sobie zrobić koronę, bo księżniczka <3

    OdpowiedzUsuń
  83. Z
    Za
    Zaj
    Zajeb
    Zajebi
    Zajebis
    Zajebist
    Zajebisty
    Zajebist
    Zajebis
    Zajebi
    Zajeb
    Zaje
    Za
    Z

    OdpowiedzUsuń
  84. OMG. sahkfdsjkfhdskf zajebisty rozdział! jj tatuaż jest taki słodki! shfkidghkudth
    już nie mogę doczekać się nn ;)
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  85. omg zrobila tatuaz

    OdpowiedzUsuń
  86. Boże kocham Cię za to że tłumaczysz, i kocham to opowiadanie, moje ulubione <3 http://trulydeeplyinlovewithyou.blogspot.com/ Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Brooke zrobiła sobie tatuaż :) Nie powiem, zaskoczyła mnie.
    Ciekawe, co na to jej rodzice...

    Bardzo dziękuję, za to że tłumaczysz to opowiadanie.
    Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  88. TO JEST CUDOWNE
    JEJ KIEDY BĘDZIE KOLEJNY ROZDZIAŁ? :(((

    OdpowiedzUsuń
  89. Kocham, kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć KROPKA !
    Pozdrawiam
    Small Scar
    Ps :http://your-love-heals-my-scars.blogspot.com/ <----------Mój blog, jeśli wpadniesz do będzie to dla mnie zaszczyt <3

    OdpowiedzUsuń
  90. jejku jak słodko ♥ Justin zabiłby mnie, jakby to usłyszał. xd Ja też nie przepadam za Natem. Niech on lepiej nie miesza tutaj! Jest teraz wspaniale, więc lepiej niech się nie wpieprza już. ; >

    OdpowiedzUsuń
  91. Jejku jaki cudowny :** znając życie Nate coś wykombinuje... Tatuaż jest boski :) <3 zapraszam na mojego bloga :) dopiero zaczynam ale liczę na miłe komentarze :) http://tutushabe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  92. fajowy szybko dodaj nastepny prosze3

    OdpowiedzUsuń
  93. Jak zwykle wspaniały :)
    Czekamy na NN ♥

    OdpowiedzUsuń
  94. jeju, ostatnie rozdziały były cudownie, mega ciekawe i pełne akcji. strasznie się cieszę, że je nadrobiłam :) hah, słodki ten tatuaż. oni są słodcy, uwielbiam ich <3 proszę, informuj mnie :> ~ @kidrauhlmanigga

    OdpowiedzUsuń
  95. kooocham .. < 333333 i zapraszam < 3 http://tolivenottodie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  96. Oooo jak słodko <3 Oni są cudowni, a tłumaczenie świetne :) czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  97. Tatuaż Brooke jest cudowny <3. Trochę się boję, że ten Nate wszystko zepsuje :/. Do następnego <3. PS. Jesteście wspaniałe <3 <3.

    OdpowiedzUsuń
  98. aaa nie spodziewałam się takiego tatuażu ale i tak piękny czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  99. najlepsze opowiadanie i najlepsze tłumaczki

    OdpowiedzUsuń
  100. Dobrze ze czasami od tak tutaj wpadam ;)
    Jejku no myslalam ze wybierze jakiegos delfinka, tecze czy cos al na szczescie sie mylilam. Woo tatuaz mega *-*
    Powod zabawny, ale chyba bym tak samo zrobila.
    @DreamJariana

    OdpowiedzUsuń
  101. awww ten tatuaz jest boski <3 kocham to tłumaczenie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  102. kiedy następny? nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  103. Świetnie,że poinformowałaś nas,że nie będziesz już informować ._.
    Gdybym przypadkiem nie weszła to dalej bym czekała, aż mi napiszesz na tt.

    OdpowiedzUsuń
  104. jej cudo *.* kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
  105. awwww <3 jakie słodkie !!!!!!!! Tatuaż hdshcdj <3

    I jestem ciekawa czy Nate czegoś nie kombinuje...

    OdpowiedzUsuń
  106. Nate na pewno coś kombinuje nie lubie go. Tatuaż super

    OdpowiedzUsuń
  107. Awwww jak fajnie się czyta jak wiem że oni są razem.
    Tatuaż dskdnsdskn <3
    A co do Nata mam złe przeczucie .

    OdpowiedzUsuń
  108. WOW ! :D /aleskandrabrooks

    OdpowiedzUsuń